Dzieci z Bullerbyn. Cz.13
Zwykle nie mam pecha z "13", ale jakoś ta część tak opornie wchodziła 😉Tak czy inaczej...TO JUŻ OSTATNIA CZĘŚĆ przygód szóstki dzieciaków z Bullerbyn. Jednym pewnie żal...inni odetchną z ulgą 😉Ostatnie rozdziały to:🔲 "WIŚNIOWA SPÓŁDZIELNIA"🔲 MOŻE ANNA I JA ZOSTANIEMY PIASTUNKAMI DO DZIECI🔲 ŁOWIMY RAKI Miłego słuchania!😊😊😊
Astrid Lindgren. Dzieci z Bullerbyn. Cz.13. Wiśniowa spółdzielnia. W Bullerbyn mamy bardzo dużo drzew wiśniowych. I w naszym ogrodzie, i w ogrodzie Anny i Britty, w ogrodzie Ollego nie ma drzew wiśniowych, a przynajmniej nie ma takich, na których byłyby ładne wiśnie. Za to w ogrodzie południowej mają drzewo z pysznymi gruszkami i dwa, na których rosną smaczne, małe, żółte śliweczki. Myślę, że największa czereśnia, jaka jest na świecie, rośnie pod oknem dziadziusia. To drzewo nazywa się czereśnią dziadziusia. Gałęzie jej zwisają niemal do samej ziemi.
Były to moje małe czarne wisienki. Ten tatuś opowiadał, że jadą daleko, daleko, aż za granicę. A to dopiero dziwne. Moje wiśnie miały jechać za granicę, gdy ja sama miałam zostać w Bullerbyn. Gdy powiedziałam to innym, las se odparł. E, dzieci zjedzą wiśnie o wiele wcześniej, niż dojadą za granicę. Rozumiesz to chyba? Uważałam mimo wszystko, że moje wiśnie dojadą za granicę. Nawet jeśli będą w żołądkach tych dzieci. Ojej, jak dużo wiśni sprzedaliśmy. Jeden pan kupił cały kosz. Był to koszyk Bossego. Ten pan powiedział, że jego żona zrobi z nich sok, bo on przepada za sokiem wiśniowym.
Pewnego dnia pastor z wielkiej wsi urządzał wielkie urodzinowe przyjęcie i zaprosił wszystkich z Bullerbyn. Ale oczywiście bez dzieci. Tylko mamę i tatusia i wujka Erika i ciocię Gretę i wujka Nilsa i ciocię Lisę. I dziadziusia też. Ciocia Lisa martwiła się, że nie będzie mogła pojechać ze wszystkimi przez Kerstin. Ktoś musiał przecież zająć się Kerstin. Wtedy Anna i ja powiedziałyśmy, że się nią zaopiekujemy. Chciałyśmy i tak zostać piastunkami do dzieci, gdy będziemy duże, więc trzeba, żebyśmy jak najprędzej zaczęły się wprawiać. – Czy koniecznie musicie wprawiać się na mojej siostrze?
Lecz Olle był w ścieku i powiedział, że to powinno być zabronione, by takie jak my miały zostać piastunkami do dzieci i że w każdym razie możemy postarać się o inne dziecko, na którym będziemy się wprawiać. Potem pomagaliśmy sobie nawzajem przy zagrzaniu wody w kociołku i wyniesieniu go na trawę i wsadzeniu do niego Kerstin. Gdy Kerstin szła po podłodze, zostawiała na niej śliczne, małe, czarne ślady stópek. Wsadziłyśmy ją do kociołka i szarowałyśmy porządnie od góry do dołu. Umyłyśmy jej również włosy, a wówczas trochę mydła dostało jej się do oczu. Wrzeszczała tak okropnie, że słychać to było w całym Bullerbyn. A Lasse i Bosse przybiegli i pytali, czy zażynamy prosiaka.
Czasem Anna mówi do mnie. Jeziora w Zagrecie Północnym jest tylko moje. Biedna jesteś, to prawda, że nie masz jeziora. A wtedy ja mówię. Właśnie, że ja też mam jezioro. A Ciche to może nie jest jezioro? W każdym razie nie tylko twoje jezioro, bo ono jest wszystkich w Bullerbyn. Mówi Anna. Jest więc moje tak samo jak twoje. Właściwie to ja mam dwa jeziora. Wtedy wpadam w złość. I tego dnia nie bawię się już więcej z Anną. A następnego dnia zgadzamy się, że wszystko jedno czyje są jeziora, bo przecież kąpiemy się wszyscy w jeziorze w Zagrodzie Północnej i łowimy raki w cichym.
Nikomu innemu, prócz nas, którzy mieszkamy w Bullerbyn, nie wolno tam łowić raków i uważam, że tak jest dobrze. Raki wolno jest łowić dopiero w sierpniu. Ten dzień, gdy się to zaczyna, jest niemal tak przyjemny jak gwiazdka, bo tego dnia wolno nam wszystkim dzieciom z Bullerbyn, oprócz Kerstin oczywiście, iść z tatusiem i wujkiem Erikiem i wujkiem Nilsem nad Jezioro Ciche. Wieczorem zakładamy kosze na raki, a potem budujemy sobie szałasy w lesie i śpimy tam całą noc, a potem wstajemy bardzo, bardzo wcześnie następnego ranka i wypróżniamy kosze. Najprzyjemniejsze ze wszystkiego jest to, że możemy całą noc spać w lesie, bo ciche położone jest tak daleko od Bullerbyn, a droga do niego jest tak męcząca, mówi tatuś,
Potem popłynęliśmy z powrotem do naszego obozowiska i wysypaliśmy tam wszystkie raki do dwóch dużych koszów od bielizny z pokrywami. Zapakowaliśmy wszystko, co mieliśmy w obozowisku i powędrowaliśmy z powrotem do Bullerbyn. Na trawie była rosa, a tu i tam pajęczyny świeciły się jak diamenty na gałęziach. Byłam śpiąca i głodna i miałam zupełnie przemoczone nogi. I byłam bardzo, bardzo szczęśliwa. Było to bardzo przyjemnie iść tak długim szeregiem ścieżką i nieść taką moc raków do domu. Wujek Erik gwizdał, a my śpiewaliśmy. Myśliwy szedł na łowy w zielony, zielony las.
Śpiewaliśmy, aż nagle las zawołał. Widzę dymy z Bullerbyn! Wówczas wszyscy spostrzegliśmy dym, który unosił się ponad lasem. Był to dym z trzech kominów. Wiedzieliśmy więc, że w zagrodzie północnej i w zagrodzie środkowej i w zagrodzie południowej już nie śpią. A gdy uszliśmy jeszcze kawałek drogi, zobaczyliśmy cały Bullerbyn. Słońce odbijało się w szybach i było prześlicznie. — Strasznie mi szkoda ludzi, którzy nie mają gdzie mieszkać — powiedziałem do Anny. — A mnie szkoda jest tych, którzy nie mieszkają w Bullerbyn — powiedziała Anna. Dziadziuś już nie spał i siedział pod wiązem, który rośnie pośrodku trawnika przed zagrodą północną.
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Zwykle nie mam pecha z "13", ale jakoś ta część tak opornie wchodziła 😉
Tak czy inaczej...
TO JUŻ OSTATNIA CZĘŚĆ przygód szóstki dzieciaków z Bullerbyn. Jednym pewnie żal...inni odetchną z ulgą 😉
Ostatnie rozdziały to:
🔲 "WIŚNIOWA SPÓŁDZIELNIA"
🔲 MOŻE ANNA I JA ZOSTANIEMY PIASTUNKAMI DO DZIECI
🔲 ŁOWIMY RAKI
Miłego słuchania!😊😊😊