Zostajemy razem dla DZIECI?
Czy dzieci naprawdę „nie rozumieją” napięć między dorosłymi — czy wręcz przeciwnie, czują je najmocniej?W tej rozmowie z pedagożką Magdaleną Boćko-Mysiorską wchodzimy głęboko w psychologię relacji, emocji i konsekwencji, jakie ponoszą dzieci wychowujące się w domach pełnych ciszy, konfliktów lub pozornej stabilności.Rozmawiamy o tym, jak nieszczęśliwe związki rodziców wpływają na rozwój emocjonalny dziecka, dlaczego dzieci często biorą na siebie odpowiedzialność za problemy dorosłych oraz jak schematy z dzieciństwa wracają w naszych dorosłych relacjach — często zupełnie nieświadomie.
I ta dezintegracja powoduje dużo więcej problemów i wyzwań, niż samo pokłócenie się i wyrzucenie tego na zewnątrz. w sposób konstruktywny. Więc bardzo istotne jest, żeby wziąć to pod uwagę. To ciekawe, bo myślę, że my dorośli akurat, może niekoniecznie ja tak sobie myślę, ale mamy, szczególnie jeżeli mówimy o takich małych dzieciach, czyli dzieciach takich, no nie wiem, jak moja Zoya, tam 3-4 lata, to czasami mamy takie poczucie, że wiesz, nie powinno się temu dziecku tak naprawdę tłumaczyć, bo ono i tak nie zrozumie. Aczkolwiek, na przykład u mnie, to jest obecnie ten etap czemu. Więc tak czy inaczej, pyta. pyta, tak? I czasami wiesz, no czasami to jest bardzo frustrujące, bo nawet jak wytłumaczysz to do takiego poziomu, jak ty to teraz zrobiłaś, to to czemu i tak jeszcze na końcu padnie.
No, bo tak mózg dojrzewa, wiesz, do 25. roku życia. Oczywiście, że będzie potrafiła pewnie dużo szybciej, może nawet za rok, dwa, trzy, ale naprawdę dużo wymagamy. Tak jak właśnie ostatnio moja serdeczna koleżanka, psychoterapeutka i psycholożka Anita Janeczek-Romanowska napisała w którymś ze swoich postów, że dzieci mają już habilitację z emocji, z świadomości siebie i tak dalej. I rzeczywiście uśmiechnęłam się do tego bardzo, bo mocno tego wymagamy. Ja czasem pewnie też wpadam w ten pułapka, więc zachęcam wszystkich, żebyśmy razem się zatrzymywali w tym aspekcie. Bez przesady, naprawdę. Dzieci są dziećmi, nie przeskoczymy tego. Nie, no jasne, że tak. Myślę, że akurat Zoya to przynajmniej, wiesz, raz na kilka dni ma taki napad, który jest typowy dla dzieci w tym wieku.
Możemy mieć taką myśl, ja to uwielbiam i bardzo szanuję. No ale też chciałam dać znać, że nie idźmy w drugą stronę. Że tak też to sami jest. Tak, tak, tak. Że bywa różnie. A co zrobić, bo ja miałam kilka takich sytuacji, mimo że uważam, że akurat nie jesteśmy małżeństwem, które jakoś się bardzo dużo kłóci. Co jest ciekawe, zanim się Zoya pojawiła, się kłóciliśmy dużo więcej. O proszę. I to nie jest wymuszone, tak po prostu jakoś naturalnie. Może jesteśmy zbyt zwęczeni. Odpuszczacie, dobra, nie mam siły. Nie wiem, Ania. Nie ma na to energii. Jak znajdziesz odpowiedź, daj znać, bo wszyscy jesteśmy ciekawi. Ale nie, myślę, że to jest duża szansa, że to jest to zmęczenie właśnie, które nas zdominowało. Natomiast są niestety czasami takie sytuacje, gdzie dzieją się rzeczy w trakcie.
I ja to już zaobserwowałam kilka razy, że my się zaczynamy kłócić, któryś z nas podnosi głos... I nawet w trakcie albo jest reakcja dziecka w postaci stop, stop, bo Zaya tak czasami robi, że jakby bardzo wyraźnie informuje nas, żebyśmy przestali. Że to jest dla niej za dużo po prostu. Że to jest dla niej za dużo. Albo właśnie nawet w trakcie potrafi zadać pytanie, a dlaczego krzyczysz na mamę? Albo a dlaczego krzyczysz na tatę? I to się dzieje, wiesz, w trakcie, kiedy te emocje jeszcze najczęściej u rodziców są na wysokim... poziomie. No i zastanawiam się, jak wtedy najlepiej się, wiesz, w takiej sytuacji, znaczy to jest chcąc, nie chcąc wtedy taki moment stopu i wiadomo, że dla nas to jest taki kubeł zimnej wody, że najczęściej po prostu się wycofujemy z automatu.
To jest o tej energii bardziej. Tak, tak, tak. I zastanawiam się, jak z tym sobie radzić, no bo to jest duże narzucenie też na siebie, w sensie, no dzieci są najważniejsze i myślę, że każdy to wie, ale to jest narzucenie też dużej presji na siebie samą albo na siebie samego, jeżeli z jakiegokolwiek powodu obecnie nie czujemy się w tej relacji dobrze i teraz takie wymuszanie na sobie i udawanie, że jestem szczęśliwa, I jest okej, jak nie jestem, wiesz o co chodzi. Jasne, już teraz rozumiem. Ale z drugiej strony, no bo Zoya jest takim dzieckiem, tak mi się wydaje, o którym ty mówiłaś, jest bardzo wrażliwa, wyczuwa szczególnie moje emocje bardzo, bardzo dobrze.
To Zoya ma taką swoją ulubioną przyjaciółkę Tolę i ja wtedy używam takiej techniki, że a pamiętasz jak, nie wiem, pokłóciłyście się z Tolą i ty wtedy płakałaś. To jest jakby... Zastanawiam się, czy to jest okej, czy przenoszenie jakby... Nie przenoszenie, tylko pokazywanie na doświadczeniach dziecka, które oczywiście są na inną skalę i często to jest płacz o to, że parówka jest nie tak pokrojona, ale chodzi o to, że wydaje mi się, tak intuicyjnie, nie mając żadnej wiedzy, wiesz, pedagogicznej ani psychologicznej, że to jest pewnie łatwiej wtedy zrozumieć. No pewnie. W ogóle nawiązywanie do doświadczenia dziecka pomaga mu lepiej zintegrować świat i poznać przyczynowo-skutkowość nawet w różnych sytuacjach, to o czym rozmawiałyśmy poza anteną.
Czyli już dajemy takie trochę większe narzędzia ku temu, żeby dziecko zrozumiało ten świat. Dzieci w ogóle w takich sytuacjach bardzo potrzebują przewidywalności. Właśnie zastanawiałam się, na ile ta logistyka i informowanie o tym, co się dalej wydarzy, bo w ogóle patrząc z perspektywy małych dzieci, może tak wszystkie dzieci nie mają, ale Zoya jest dzieckiem, które bardzo lubi jakąś tam rutynę i ona lubi mniej więcej wiedzieć, co się następnego dnia wydarzy. Łącznie z tym, że ja jej codziennie wieczorem muszę opowiedzieć, jak będzie wyglądał. kolejny dzień i co będziemy robić i tak dalej. Od początku do końca. Tak, i to sprawia ogromne, jakby ona ma taką potrzebę, ja dzięki temu nie muszę opowiadać bajek, dużo łatwiej jest mi opowiadać, co się wydarzy dla następnego dnia.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Czy dzieci naprawdę „nie rozumieją” napięć między dorosłymi — czy wręcz przeciwnie, czują je najmocniej?W tej rozmowie z pedagożką Magdaleną Boćko-Mysiorską wchodzimy głęboko w psychologię relacji, emocji i konsekwencji, jakie ponoszą dzieci wychowujące się w domach pełnych ciszy, konfliktów lub pozornej stabilności.Rozmawiamy o tym, jak nieszczęśliwe związki rodziców wpływają na rozwój emocjonalny dziecka, dlaczego dzieci często biorą na siebie odpowiedzialność za problemy dorosłych oraz jak schematy z dzieciństwa wracają w naszych dorosłych relacjach — często zupełnie nieświadomie.