Zostajemy razem dla DZIECI?
Czy dzieci naprawdę „nie rozumieją” napięć między dorosłymi — czy wręcz przeciwnie, czują je najmocniej?W tej rozmowie z pedagożką Magdaleną Boćko-Mysiorską wchodzimy głęboko w psychologię relacji, emocji i konsekwencji, jakie ponoszą dzieci wychowujące się w domach pełnych ciszy, konfliktów lub pozornej stabilności.Rozmawiamy o tym, jak nieszczęśliwe związki rodziców wpływają na rozwój emocjonalny dziecka, dlaczego dzieci często biorą na siebie odpowiedzialność za problemy dorosłych oraz jak schematy z dzieciństwa wracają w naszych dorosłych relacjach — często zupełnie nieświadomie.
Dookreślajmy. A jak mówimy dziecku, no to dla niego jest to totalnie abstrakcyjne. Już w tym wieku dziecku, totalnie i kompletnie abstrakcyjne. Okej, możemy poznać tak z nastolatkiem, próbować, aczkolwiek ja w ogóle zachęcam, żeby dookreślać i pokazywać ludziom, o co nam konkretnie chodzi, a nie sprawiać, aby oni się mieli domyślać. Ale to pytanie czemu, Ania, wiesz, jeszcze chciałam do tego Aniu wrócić na chwilę, że często dzieci pytają czemu, kiedy mają bardzo dużo napięcia lub emocji związanych z tematem i bardziej niż, czasem nie, ale często, bardziej niż odpowiedzi na pytanie czemu, dlaczego, czemu, potrzebują, o, chyba cię to jakoś bardzo zajmuje. To jest chyba dla ciebie jakoś istotne. Czy ty czujesz ciekawość, czy smutek, czy złość? Fajnie jest czasem dojść do tego momentu, gdzie... wychwytujemy, o jaką emocję może chodzić, albo w ogóle, żeby ponazywać to, co się dzieje z dzieckiem.
Tak, często tak. Oczywiście nie zawsze są dzieci, które się ciekawią światem i naprawdę chcą wiedzieć, co to znaczy, że to serce przestaje bić, to znaczy, że ono jest tam w środku, czy już go nie ma na przykład, nie? I to jest okej, to jest ciekawe, ale wierz mi Ania, 80% przypadków albo i więcej, to jest właśnie kwestia uczuć się emocji, nie? Tego, żeby się zająć tym, że ja jako dziecko, kurczę, mam napięcie wokół tego tematu, nie umiem go dookreślić, więc pytam czemu, czemu, czemu, czemu? Wiesz, zobacz jakie to jest nawet kompulsywne w pewnym momencie, nie? Że ten rodzic już ma takie... Jeszcze raz mnie zapyta i po prostu wyskoczę. Nie wytrzymam. Tak, nie wytrzymam, nie? Wyskoczę, nie wiem, z pierwszego piętra na balkon. Wszystko jedno, w każdym razie rzeczywiście jest tak, że to jest irytujące, a czasem warto spojrzeć na to z drugiej perspektywy i to wspiera. No więc wracając do kłótni i konfliktów, nie pamiętam, na czym skończyłyśmy.
No jest, tak. No jaram się tym, nie? I myślę sobie wtedy, boże, ja też tak czasem robię, jak widzę. Kopiuj w klej. Tylko taki mały synek rodziców, nie? A nie dorosły. Oczywiście to nie jest tak, że zawsze tak się zdarza. Oczywiście, że czasem się tam popchną i zrobią sobie coś przykrego, ale już jedno zatrzymanie na dziesięć daje mi nadzieję i pokazuje, że to, co się robi, może działać i wspierać tych młodych ludzi. Ania, no nikt nas tego nie nauczył, no tak jak powiedziałaś. Znaczy przede wszystkim pokazuje, myślę, nawet jeżeli to jest jedna na dziesięć sytuacji, to przede wszystkim pokazuje, że on to już wie. Tylko niekoniecznie potrafi jeszcze w dziesięciu sytuacjach tego użyć. Ale już sam fakt, że sześciolatek rozumie, jak byłoby dobrze się w takiej sytuacji zachować.
Możemy mieć taką myśl, ja to uwielbiam i bardzo szanuję. No ale też chciałam dać znać, że nie idźmy w drugą stronę. Że tak też to sami jest. Tak, tak, tak. Że bywa różnie. A co zrobić, bo ja miałam kilka takich sytuacji, mimo że uważam, że akurat nie jesteśmy małżeństwem, które jakoś się bardzo dużo kłóci. Co jest ciekawe, zanim się Zoya pojawiła, się kłóciliśmy dużo więcej. O proszę. I to nie jest wymuszone, tak po prostu jakoś naturalnie. Może jesteśmy zbyt zwęczeni. Odpuszczacie, dobra, nie mam siły. Nie wiem, Ania. Nie ma na to energii. Jak znajdziesz odpowiedź, daj znać, bo wszyscy jesteśmy ciekawi. Ale nie, myślę, że to jest duża szansa, że to jest to zmęczenie właśnie, które nas zdominowało. Natomiast są niestety czasami takie sytuacje, gdzie dzieją się rzeczy w trakcie.
Wracając do twojego tematu, bo dygresji było aż trzy. Tak, bądźmy autentyczni, ale bądźmy też uważni na słowa, które wtedy wypowiadamy. Czyli pokażmy dziecku, ty nie jesteś odpowiedzialny za to, co ja czuję, za to, co ja przeżywam, za to, co się ze mną dzieje. Nawet jeśli to ma jakieś powiązanie z dzieckiem, no to nie będziemy przecież obwiniać go za to, że jest, no przecież ono samo na ten świat nie przyszło, choć nas wybrało, pewnie na wielu różnych poziomach. No, więc tak Aniu, to chyba tak mogłabym odpowiedzieć. Czy ta odpowiedź jest dla ciebie wspierająca, jak to słyszysz? Jest. Znaczy myślę, że jest ważny ten element tego, że jednak takiego odciążania tego dziecka odpowiedzialnością, no bo to też jest trochę taki kołowrotek w ogóle mamy, myślę.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Czy dzieci naprawdę „nie rozumieją” napięć między dorosłymi — czy wręcz przeciwnie, czują je najmocniej?W tej rozmowie z pedagożką Magdaleną Boćko-Mysiorską wchodzimy głęboko w psychologię relacji, emocji i konsekwencji, jakie ponoszą dzieci wychowujące się w domach pełnych ciszy, konfliktów lub pozornej stabilności.Rozmawiamy o tym, jak nieszczęśliwe związki rodziców wpływają na rozwój emocjonalny dziecka, dlaczego dzieci często biorą na siebie odpowiedzialność za problemy dorosłych oraz jak schematy z dzieciństwa wracają w naszych dorosłych relacjach — często zupełnie nieświadomie.