"Bękarci judaizmu" - z autorką książki Barbarą Stanisławczyk rozmawia Bogdan Zalewski
Epoki, które w oficjalnej, szkolnej edukacji uznajemy za „światłe” – odrodzenie, oświecenie, modernizm – są podszyte czarną magią, alchemią, okultyzmem, hermetyzmem, ezoteryzmem. Mitem założycielskim ery nowożytnej jest gnostycyzm. To uparta wiara w samozbawienie elitarnych jednostek, krążąca bez przerwy idea mesjańskiej misji wybranych narodów czy grup oraz obsesyjnie powracający projekt stworzenia raju – tu na ziemi, bez Boga, zdetronizowanego przez przebóstwione postacie pysznych nadludzi, homines supersapientes. W dziejach naszej części globu od wieków ścierają się dwie siły duchowe: chrześcijaństwo z najważniejszym przykazaniem – miłości Boga i bliźniego (jako kontynuacja i dopełnienie mozaizmu, religii objawionej, wiary ludzi Księgi, Tory Hebrajczyków) oraz gnoza (której imię Legion), tryskająca z zatrutego, kabalistycznego źródła. Tak można w syntetycznym skrócie przedstawić koncepcję Barbary Stanisławczyk. Z autorką fascynującej książki „Bękarci judaizmu. Dzieje rewolucji gnostyckiej”, która ukazała się nakładem wydawnictwa „Wektory” rozmawiał dziennikarz RMF FM Bogdan Zalewski.
I ten święty grzesznik, to była taka teoria, że prorok, agnostyk, człowiek, który ma naprawić świat, musi zejść na samą dno zła. wcielić się w niej jako te złe moce, czyli w złe siły, by naprawić świat, czyli zło w służbie dobra. No i ciekawe, jeżeli mówimy o marksizmie, to też niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, chociaż rumuński myśliciel religijny, pastor Wurmbrandt przeanalizował pierwsze pisma, jeszcze takie literackie, poetyckie pisma Karola Marksa, młodzieńcze jego dzieła, gdzie on wprost nawiązywał do Lucyfera jako tego zbawcy, prawda? Robił takie gry słowem Emmanuel, prawda? Czytał je w spak, czyli typowa satanistyczna podmiana.
I to był ten nurt, z którego wypływała myśl marksowska, prawda? To jest właśnie religijna podstawa marksizmu. On z tego później wytworzył taką antyreligijną, antychrześcijańską filozofię, prawda? I ekonomię, która burzyła tak naprawdę materię, prawda? Ale te kulisy to są właśnie takie lucyfariańskie, gnostyckie. Takie cały gnostycyzm, że u Marksa satanizm, czy wiara w Boga zła, czy w diabła, jak mówimy popularnie. I ona wybrzmiewa bardzo jasno, chociażby właśnie w poezji, którą na pewnym etapie swojego życia pisał Marx. Tam on wyraźnie wyznaje, w kogo on wierzy, że on wierzy właśnie w antyboga, w Lucyfera.
To nie jest tylko światło rozumu, to jest iluminacja, prawda? Iluminizm, czyli oświecenie takie no też pochodzące no z tego lucyferizmu, bo przecież luks, lucyfer to jest demon światła, to jest anioł światła upadły. Tak jest, tak jest, to nie jest objawienie, tylko to jest iluminacja. To jest iluminacja. Tak filozoficznie rzecz ujmując, to pojęcie iluminacji zostało jakby wynalezione może, albo przynajmniej ujęte w ramy filozoficzne. Między X a XIII wiekiem istniała taka subkultura filozoficzna, która się wytworzyła w świecie arabsko-żydowskim. To się nazywało kalam i tam właśnie pracowała taka teoria. czy idea Iszrak, o której myśliciele, czy filozofowie, czy historycy filozofii mało piszą.
Pokazano wszystkie 3 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Orlen, Witaj, epickie okazje.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„Orlen, Witaj, epickie okazje."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.