Tomasz Lada - "Wszystko jak leci. Polski pop 1990-2000"
Tomasz Lada stworzył wciągającą historię mówioną o czasach, kiedy – parafrazując Anitę Lipnicką – wszystko się mogło zdarzyć. To opowieść o największych polskich gwiazdach lat 90. ubiegłego wieku, z których tylko nieliczne utrzymały się do dzisiaj na powierzchni, o ich sukcesach i porażkach, kuluarowych rozgrywkach.
Mówił Marek Kościkiewicz, założyciel, lider i gitarzysta grupy Demono, artysta solowy, kompozytor, autor tekstów i producent muzyczny, twórca i prezes wytwórni Zig Zag Music Company, dyrektor generalny BMG Poland. To cytaty z samego początku, z pierwszego rozdziału pod tytułem 1990, pierwszego rozdziału książki pod tytułem Wszystko jak leci. Polski pop 1990-2000, a autor tej książki jest naszym gościem Tomasz Lada. Witam cię serdecznie. Cześć. Tomasz Lada znany i też zresztą w tej książce przypominający różne etapy swojej kariery. Dziennikarz muzyczny, m.in.
Historia polskiego popu, historia polskiej muzyki rozrywkowej, można tak też powiedzieć. Można by też dać taki podtytuł, Wzlot i upadek polskiego przemysłu fonograficznego. Zacząłem od widera zespołu Demono, dlatego że on wydaje się tutaj postacią nie tylko, która tę historię otwiera, ale też w pewnym sensie zamyka. Dlaczego Marek Kościkiewicz był taki istotny? Marek Kościkiewicz to jest w ogóle przemiły facet, który nie ma w sobie nic z gwiazdy rocka. To jest cichy, uśmiechnięty facet. Nie nadaje się do stonsów, o tak bym powiedział. I on w pewnym momencie powiedział, że ja już się zacząłem martwić, że mam już trzydziestkę, to się w ogóle nie nadaje.
A to było pod koniec lat osiemdziesiątych. Marek Kościkiewicz za własne pieniądze zaryzykował, stworzył zespół, wyposażył go w sprzęt, wymarzył sobie nagranie płyty i stworzył piosenkę Kochać inaczej. Która zakończyła lata 80-te muzycznie. To był wtedy powiew czegoś świeżego. To był zespół na poziomie zachodnim. Demono. I tak naprawdę rozpoczęła lata 90-te, ponieważ sukces tej piosenki spowodował, że Demono stało się zespołem gorącym. Wszyscy go chcieli. Oni byli w stanie stworzyć pierwszą polską, nowoczesną trasę koncertową po tych wszystkich ówczesnych, wielkich halach. Ponieważ był marzycielem, wymarzyło mu się wydanie kompaktu, a żadna stara firma nie była w stanie zapewnić, pożyczyli z kolegami pieniądze i wydali kontakt demonu w firmie Zig-Zag.
I to był początek, jedna z najważniejszych, kluczowych firm. Ta firma wydawała różnych artystów i w pewnym momencie, tutaj są różne wersje w tej książce, ale na pewno Marek Kościkiewicz miał w tym udział, stworzyła płytę Kaja Bregowicza, która gdzieś tam mentalnie zamyka lata 90. i tworzy to, co się Działał nawet do dzisiaj, bo chciałem powiedzieć w pierwszej dekadzie XXI wieku, czyli ten taki ludyczny turbo folk, jak można to nazwać, prawda? Kiedyś Rafał Księżyk wymyślił takie określenie wątek spirytusowy w polskiej muzyce popularnej i to jest idealne odzwierciedlenie, więc Marek Kościkiewicz zaczął kochać inaczej i zamknął Kają Imbregowicza.
Nasz gość Tomasz Lada od razu objawia swoją nieprawdopodobną wiedzę, ale wróćmy do tych początków, bo tam pojawiają się w książce wypowiedzi z jednej strony tych, którzy byli jeszcze związani ze starym układem fonograficznym, którzy zaczynają czuć, że to w ogóle się już nie sprawdza. Powstają pierwsze, nowe, w pewnym sensie niezależne, można powiedzieć, wytwórnie. Chociaż wydające muzykę pop na poziomie, tak jak było właśnie z zespołem The Mono. Jest ten okres zanim wejdą na rynek tzw. majorsi, czyli te wielkie zachodnie koncerny. Kto oprócz Zig Zaga i Marka Kościkiewicza jeszcze działa? Andrzej Puczyński, wybitny instrumentalista rocka progresywnego, który w pewnym momencie stwierdził, że bardziej go bawi praca w studiu.
Gwiazdami stają się wykonawcy, których poprzednio nikt nie chciał, tak jak Warius Manx, który był totalnym ryzykiem znowu Kościkiewicza. Bo został odrzucony przez wszystkie pozostałe wytwórnie. Kościkiewicz opisuje co w nich zobaczył i bardzo chciałem to zachować i na szczęście zostało w redakcji opis jak on układał, jak składał kolejność utworów, żeby to było do słuchania, bo dla innych wydawców to był materiał nie do słuchania. Pojawiła się Edyta Górniak. Nagle Manam stał się znowu wielką gwiazdą, choć artystycznie po prostu było to koszmarne. Ale nagle manem po kilku latach chudych, nagle po prostu wyprysnął i zaczął sprzedawać 350 tysięcy egzemplarzy.
Marek Konrad był gwiazdą, oni tam cierpieli, ale dali radę, Marek Konrad ich uratował. Dokładnie. Powiedz, bo tych bohaterów, bohaterek, osób, które się wypowiadają w twojej książce jest mnóstwo, ale jest oczywiście parę osób, które się nie wypowiedziały. Właśnie w tym wątku kontraktu Rusza Europy rozumiem, że Piotr Klat odmówił wywiadu. Piotr Klat się w ogóle nie odezwał, napisałem do niego. Katarzyny Kanclerz wspomnianej też nie ma. Nie, i bardzo żałuję, dlatego że... Katarzyna Kanclerz to jest jakaś taka diablica polskiego show biznesu, prawda? Że oskarżają mimo wszystko. Żeby była jasność. Nie uważam, żeby ona była aniołem. Wiem, że była bezwzględna.
W końcu Marek Kosikiewi, dlatego, że dostał ją za grosze i dla świętego spokoju, bo już nie mógłby trzymać telefonu w Zypka, wydał tę płytę. I nagle okazało się, że taka muzyka gryzie, że wydawało się, że początek lat 90. przyniósł takie zmiany społeczne, ale okazało się, że nie przyniósł, że cały czas taka gorsza wersja Białej Arni, Bajmu, czyli Biała Droga, zagrała. Poszło do tego 600 tysięcy. Bez żadnej promocji oni sami się przyznają, że niewiele tam przy tym zrobili. Po prostu okazało się, że nasz mental narodowy jest cały czas taki sam, że dzieciaki se mogą poszukiwać, a tak naprawdę jedziemy takim polskim rokiem. I tu się pojawił problem. I tak naprawdę dla mnie ta Urszula jest takim zamknięciem
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.