Tomasz Lada - "Wszystko jak leci. Polski pop 1990-2000"
Tomasz Lada stworzył wciągającą historię mówioną o czasach, kiedy – parafrazując Anitę Lipnicką – wszystko się mogło zdarzyć. To opowieść o największych polskich gwiazdach lat 90. ubiegłego wieku, z których tylko nieliczne utrzymały się do dzisiaj na powierzchni, o ich sukcesach i porażkach, kuluarowych rozgrywkach.
Bez trójki w ogóle nie byłoby tego. Bez trójki, dlatego się ucieszyłem, że tak naprawdę pierwszy taki wywiad przed Wszystko jak leci mamy właśnie w trójce. Dlatego, że dokładnie w tym budynku to się rozpoczęło bez audycji BRUM, którą stworzyło paru młodych entuzjazdów, prawda? Wymyślił to Paweł Sito, kupił to ówczesny szef Grzegorz Miecugow i Paweł Sztompke, który był szefem muzycznym i chociaż oni się nie zgadzali, jak gdyby przynajmniej Sztompke muzycznie na to, To nazwa jest przecież wymyślona przez Sztampkego. Brum, czyli Brumi jak nowa muzyka. Tak, tak. I kilka osób tak naprawdę utworzyło pasmo, dla którego dzieciaki uciekały ze szkoły, żeby posłuchać tego.
Więc tak, tak. W latach 90-93 to było najważniejsze źródło muzyki w Polsce. Jak gdyby nic ważnego bez trójki się wtedy nie mogło wydarzyć. I myślę, że teraz Trójka w pewnym sensie powraca do tych dobrych czasów. Oczywiście, bo jest dużo młodych ludzi. Wiem, że to jest słuchane przez młodych ludzi. Mówmy się, ja mam 57 lat, prawda, niedawno skończyłem, więc ja mogę lubić nowe rzeczy, ale ja nie jestem w stanie ich odkryć, a dzieciaki są w stanie to odkryć, młodzi ludzie, więc to jest naturalna kolej rzeczy, to zawsze się wymienia. A jak to się stało, że coś co było audycją radiową i nosiło ten jakże atrakcyjny tytuł BRUN nagle stało się pismem, absolutnie komercyjnym.
Czy to była jakby inicjatywa trójki, czy właśnie wcale nie? Nie, to nie była inicjatywa trójki. To była inicjatywa Kuby Wojewódzkiego i jego przyjaciela Tomka Dąbrowskiego. To początkowo miało wyglądać inaczej. Skończyło się tak jak skończyło. To jak gdyby odsyłam do lektury. Natomiast pismo BRUM nie miało nic wspólnego z audycją, choć miało mieć. Tomek żąda, nawet mówi, że jeszcze ma wizytówkę. Ale czy to nie jest właśnie już jakiś symptom czasów? To znaczy, że coś powstaje w przestrzeni radia publicznego, jest jakaś nazwa i nagle ta nazwa zostaje wyprowadzona jakby w świat biznesów. Formalnie to było czyste i tutaj w ogóle nie można się do czego przyczepić, gdyby możemy dyskutować o elegancji.
Natomiast faktem jest, że został wykorzystany brand, który stworzył Paweł Stąpkę. Marka, którą stworzyło kilkanaście osób, które produkowało tę audycję. I stworzyli pismo komercyjne należące do spółki. Chyba dwóch udziałowców było w tej spółce. Choć faktem jest, że to pismo stało się, co jest też po części zasługą oczywiście Trójki, najważniejszym pismem muzycznym lat 90-tych. Jest takim symbolem lat 90-tych, bo pismo BRUM jest symbolem lat 90-tych. Tak jak Kaja Ibregowicza gdyby zamknęła, tak naprawdę upadek brumu, bardzo dziwny, w tajnych okolicznościach, pracownicy nawet nie wiedzą co się stało tak naprawdę do dziś, zamyka lata 90., nazwijmy to, w branży medialnej.
Bo przecież ta pierwsza machina prowadzona przez Kościka, też mniej więcej w tym samym czasie musiała zmienić właściciela. Z trochę innych powodów, ale Tam Kościk opowiada, prawda, jak wyglądała rzeczywistość Machiny i ona wyglądała zupełnie inaczej, niż nam się wydawało, że wygląda, prawda, bo pismo było, jak się mówiło wtedy, na wypasie. Czy ty, bo ty też jesteś, tak naprawdę wypowiadasz się w swojej książce. Tak, parę razy. Dlatego, że Rafał mnie wywołał. Miałem się nie wypowiadać, natomiast wywołał mnie do odpowiedzi Rafał Książek, więc, ponieważ już tam musiałem odpowiedzieć, więc jak gdyby tu chodziło właśnie o Jarocin93 o biuro i jak gdyby powstanie pisma magazynu BRUM. Także pojawiam się trzy, cztery razy.
Natomiast parę osób mnie pytało dlaczego... No przecież wtedy bardzo dużo pisałem, regularnie. Czasami aż za dużo, niektórzy twierdzili. Dlaczego nie ma moich recenzji? Stwierdziłem, że to już było przegięcie przed całym moim wybujałym ego. Zdawanie siebie jest przesada. Okej, ale to jest istotne w tym sensie, tak jak powiedziałem na początku, że ty przecież pisałeś w Brumie, więc też opisujesz epokę, którą po prostu znałeś od podszewki sam, prawda? Tak, wiesz co, dla mnie to było, bo ja miałem, po zagranych na śmierć, miałem pisać co innego. I spotkałem się, miałem jakieś spotkanie autorskie na festiwalu w Łodzi i wtedy po raz pierwszy spotkałem się twarzą w twarz z moim redaktorem, Kubą Boszkiem.
Więc w tym wszystkim jest duża siła. Ja dziwię się, że ona w tym kontekście nie jest rozpatrywana. To bardzo ciekawe, co mówisz, muszę to jeszcze przemyśleć. Do tej opowieści, bo mówiliśmy o magazynie BRUM radiowym, a potem czasopiśmie, wspomnieliśmy oczywiście o machinie, mówiliśmy o wytwórniach, ale też, co jest niesłychanie ważne dla mnie, to są twoje wywiady z takimi postaciami jak Andrzej Chorubała. Czyli przypomnienie o tym, jak bardzo ważna telewizja publiczna stała się też na przykład w kreowaniu wizualności tego wszystkiego. Oczywiście, że tak. Wiesz co, ze względów politycznych oni są odstawieni, prawda? To jak gdyby ta wojna plemienna istnieje. Natomiast zauważ, że tam był Maciej Chmiel z Gazety Wyborczej, który w ogóle został przyjęty.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.