Barbara Elmanowska - "Woliera"
Barbara Elmanowska - laureatka Nagrody Literackiej im. Witolda Gombrowicza, którą otrzymała za książkę pt. "Woliera". To portret psychologiczny, misterna mozaika codzienności i retrospekcji. Opowieść o fotografii i surowej przyrodzie Bałtyku, o miłości i cierpieniu, o tym dlaczego jesteśmy tacy... jacy jesteśmy.
Tak, tak, tak. I do tego ojca, ojcu jeszcze, prawda? Bo tutaj... Oczywiście ten trójkąt rodzi jeszcze wiele takich komplikacji, no bo to by była potencjalna macocha, więc to mi się bardzo podobał literacko, taki motyw, bo on rodzi bardzo, bardzo dużo napięć w tej książce. Też takich, kiedy moja bohaterka Anka zastanawia się, co by było, gdyby ona została tą macochą. Chociaż tak poznając postać Wandy, no raczej wątpimy w to, że doszłoby do takiej sytuacji, że ona zostałaby z ojcem Anki. Tak, więc jest bardzo dużo takich napięć w książce później rozwijanych, które rodzi właśnie ten trójkąt. Wszystkich napięć oczywiście nie zdradzimy, ale jakby co powoduje twoim zdaniem to, że Wanda jest starsza też od Anki?
Ale czy nie pojawiały się, nie wiem, jak reagowały czytelniczki i czytelnicy, no bo wydaje się, że w tym świecie to, że to są dwie dziewczyny i miłość homoseksualna nie jest żadnym problemem, natomiast, no, że jednak problemem jest właśnie ten wiek, bo czy to nie jest tak, że Wanda trochę wykorzystuje dużo młodszą, w zasadzie nieletnią Ankę? To naprawdę byłam bardzo ciekawa odbioru i kiedy ta książka się ukazała i spotykałam się z czytelniczkami, czytelnikami, no były bardzo podzielone te relacje. Niektórzy mówili, że w ogóle tego nie zauważają, że Anka jest dla nich bardzo dojrzała i oni nie widzą nadużycia. A były osoby, które widziały to, więc nie przywiązywałam się ani do jednych stwierdzeń, ani do drugich, bo to bywa skrajne bardzo.
Ale ciekawa jestem, jakby to było w odbiorze, jednocześnie słuchając tego utworu. A jak to jest, bo wspomniałeś o tym krótko, ale chciałbym, żebyśmy jeszcze to rozwinęli, ten wątek przyrody, bo rzeczywiście jest tak, że twoja bohaterka Anka kończy jeden związek, wyjeżdża, no właśnie, no może jakby w skrócie powiedz, dokąd wyjeżdża, po co i tam są też, moim zdaniem, świetne fragmenty takiego rytmu, Wydm rytmu plaży, ale rytmu nie takiej plaży, że wszyscy leżą po prostu w słońcu, tylko takiej bałtyckiej plaży. Takiej surowej. Moja bohaterka rozstaje się i wyjeżdża do Dąbkowic. To jest takie bardzo małe, no nie miasteczko, taka osada pomiędzy Łazami a Dąbkami i pomiędzy morzem a jeziorem.
Tam jest bardzo dużo dzikiej plaży, ponieważ nie ma drogi. Ona się kończy na Dąbkowicach i do Łazów nie ma już drogi. No i jest to taka przestrzeń bardzo hermetyczna właśnie. Jest tam społeczność jedna od wielu lat, bo tak to miejsce wygląda, jest takie specyficzne. Spotykają się tam ludzie latami i prawie nikt nowy nie przyjeżdża. No jest to taka wyspa też, Kanał Szczuczy oddziela też to miejsce. No właśnie i ta przyroda Bałtyku, taka bardzo surowa, bez kurortów też, czyli taka bardzo, bardzo naturalna. I Anka gdzieś jest bardzo związana też z tymi przemianami, które następują w przyrodzie.
No tak, ale to były takie lata też, wtedy taka joga nie była popularna, bo to rok 2000 był. To znaczy wcześniej, ja już w liceum trenowałam, 1996 chyba był wtedy rok, jak zaczęłam. Okej, okej. Chociaż właściwie zaczęłam jeszcze wcześniej, bo mój tata, jak byłam dzieckiem, to mnie zabrał do kółka strzeleckiego, więc właściwie tak to się zaczęło. A, czyli z powodu ojca. Teraz mi się przypomniało. Dobra, czy jednak wróćmy jeszcze na chwilę do wątku może z jednej strony ojca. U ciebie ojciec przekazuje Ance. Właśnie to jest trochę pytanie, do jakiego stopnia Anka jednak jest trochę zmuszana przez ojca do tego, żeby robić te zdjęcia, do jakiego stopnia właśnie on jest takim mistrzem w sensie pozytywnym.
I nie wiem też, co wyjdzie od razu, nie widzę efektu, więc trzeba było dobrać te środki możliwie dokładnie w tym danym momencie. Tak, i w tej książce, no to jest taka czynność też spowalniająca. Poza tym też chciałam, żeby w ciemni oni się widzieli, więc to wszystko jakby, no nie wyobrażam sobie, że Anka idzie gdzieś dawać zdjęcia do wywołania, chociaż no oczywiście mogłaby teraz tej fotografii również wywoływać, ale to jest inaczej już. To tak odziera jednak te fotografie. Zdecydowanie. No plus tutaj mamy właśnie nie tylko ten proces widzenia, zakochiwania się poprzez spojrzenie, ale też zakochiwania się właśnie w momencie robienia odbitki, wywoływania filmu, prawda? Tak, kiedy ten obraz się pojawia, nie? Nagle z bieli kartki tego papieru fotograficznego on powstaje, tak?
Rozumiem. No tak, to jakby w świecie pewnej profesjonalizacji, w której trochę musimy pisać, żeby być wydawanymi, żeby mieć spotkania autorskie i tak dalej, to chapeau bas. Pisałaś teksty też o swoim rodzinnym mieście, o Świdnicy. To jest kompletny zbieg okoliczności, że w momencie, kiedy teraz rozmawiamy na żywo w Trójce, ja dosłownie za trzy dni pierwszy raz pojadę do Świdnicy Jako juror festiwalu Spektrum. O czym były te książki, które napisałaś o Świdnicy? Tak, to były dwie książki. Pierwsza to był Czarny Pegas i to była taka książka o nekropoliach świdnickich i taki bardziej leksykon o artystach pochowanych na cmentarzach Świdnicy.
A druga książka, Świdnicki Szlak Kobiet. No tutaj inspiracją były te szlaki kobiet. Krakowski Szlak Kobiet to chyba był pierwszy, przewodniczka po Krakowie. To był taki pomysł, który łączył przestrzeń z kobietami. Jakby przywracał tę przestrzeń w historii miasta. Taka kobieca ścieżka miejska. No i w Świdnicy właśnie. I to już jest zbiór reportaży. Tak ja chciałam, żeby tam była narracja, żeby można było to czytać sobie, a nie taka encyklopedyczna jak Czarny Pegas. No i też dość to było ciekawe. Oczywiście miałam ograniczoną przestrzeń, bo chyba o 24 kobietach mogłam tylko napisać.
Ale jest tam oczywiście księżna Agnieszka, Anna Świdnicka. To musisz wytłumaczyć, bo ja też chcę, żebyś mnie wprowadziła w vibe Świdnicki. Kim one były? Tak, no to były takie... Księżna Agnieszka na przykład to była kobieta, która po śmierci swojego męża przejęła władzę i ona 26 lat sprawowała tę władzę w Świdnicy. To było jeszcze chyba wtedy Księstwo Świdnicko-Jaworskie. Już teraz nie pamiętam oczywiście, bo też ta moja pamięć, dość dawno to napisałam, już nie pamiętam. Ale na przykład Maria Kunitz to była też bardzo taka ciekawa postać, astronomka w XVII wieku. I jak będziesz w Świdnicy, to jest ławeczka w rynku Marii Kunic i niedaleko tej ławeczki jest kamienica, w której Maria Kunic mieszkała i tam z dachu obserwowała gwiazdy.
Ale to wobec tego właśnie, czy to, że ustaliliśmy, że Woliera i twoje pisanie jest właśnie o wolności, a nie o opresji, do jakiego stopnia to ma korzenie w świdnicy? Aha, woliera i takie poczucie wolności. Tak, no bo tak sobie jestem w stanie wyobrazić, trochę upraszczając oczywiście, że gdyby twoje dzieciństwo w Świdnicy było okropne, pełne opresji, po powodów dowolnych, to byś teraz tak nie pisała. No nie, no nie. Ja miałam rzeczywiście dużo wolności zawsze. Moi rodzice byli takimi rodzicami, że mogłam robić, co chciałam. I zawsze tę wolność miałam. Tak, tak. Także to na pewno. Ale Świdnica to też takie ciekawe jest. Ostatnio zastanawiałam się, kim ja teraz jestem.
Czy jestem szczecinianką, czy jestem świdniczanką. I tak sobie myślę o takim podwójnym obywatelstwie. Chociaż myślę sobie, że może ono jest wręcz potrójne, bo jeszcze te Dąbkowice przecież. I nawet mieszkając w Świdnicy, ja każde wakacje spędzałam w Dąbkowicach, jednak nad morzem, bo do tej wody mnie ciągnęło nieustannie. Tak, a później wracałam do Świdnicy, no teraz wracam do Szczecina. No i tak krążę między tymi miastami. Czasem mylą mi się ulice, nie? Wydaje mi się, że albo widzę jakąś osobę znajomą i ja już nie wiem, w którym to mieście, nie? Tak jakoś mi się wszyscy w jeden zbiór zaczęli łączyć. Tak, a Świdnica w ogóle jest takim miastem, mam wrażenie, takim wolnościowym.
Więc generalnie to morze, ale rzeczywiście tutaj zachód i gdzieś tam, no najdalej to to środkowe wybrzeże jeszcze. Chociaż też w powieści twoja bohaterka Anka w Wolierze też ma taki moment, że uczestniczy w takich terenowych, że tak powiem warsztatach fotograficznych, które są w Bieszczadach i fotografują cerkwie i tak dalej, co zresztą też rozumiem może mieć związek z tą zachodniością, bo mówimy o tych wszystkich O osobach, łemkach, osobach pochodzenia ukraińskiego potem przesiedlonych na zachód właśnie. Tak, tak. To pamiętam, że też to był taki fragment książki, do którego musiałam się dużo czytać. No też o cerkwiach dużo czytałam, o tym szlaku w Bieszczadach.
Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.