Mentionsy Mentionsy
OFF Czarek
OFF Czarek

Wiersze i poetki jidysz [Poetycki piątek]

12.06.2025 ·35 min 14 s · 1 rozdział · 1 sponsor

Więcej OFF Czarka znajdziesz w aplikacji TOK FM - https://audycje.tokfm.pl/premium/promo/offczareks

Więcej OFF Czarka i Poetyckich piątków znajdziesz w aplikacji TOK FM i na tokefm.pl. Link znajdziesz w opisie tego odcinka. TOK FM. Na każdy temat, z każdej strony. OFF Czarek. Dzień dobry, Cezary Łasiczka. Witam Państwa wyjątkowo serdecznie, piątkowo, poetycko, albowiem dzisiaj Poetycki piątek. I gość pani profesor Joanna Degler z Katedry Judaistyki Uniwersytetu Wrocławskiego.

Dzień dobry pani profesor. Dzień dobry panu i dzień dobry państwu. Naprawdę cieszę się, że jeszcze gdzieś czytana jest poezja. Jak to? Myślę, że czytana jest na pewno w zaciszach domostw naszych, ale także na różnego rodzaju spotkaniach autorskich z poetkami i poetami. No tak, ale chodziło mi o takie publiczne czytanie. Ja osobiście tęsknię do czasów, kiedy wiersz mógł być skandalem. Dzisiaj to chyba jest niemożliwe. Właśnie myślę sobie, czy wiersz mógłby być skandalem. Takim, który się omawia rano, tak jak dzisiaj się omawia mecz.

Tak, będzie to poezja kobiet, które pisały w jidysz, bo poezja kobiet właśnie w języku jidysz rozwija się już przez ponad pięć wieków. My tutaj będziemy czytać rzeczy współczesne, czyli takie z XX wieku. Ale ma to długą swoją historię już to zjawisko, a to wynika z tego, że jidysz był szczególnie przyjazną przestrzenią właśnie dla ekspresji kobiecej podmiotowości. Wnikało to z jego niskiego statusu społecznego, dzięki któremu kobietom tam można było więcej. I poza pewną taką ścisłą kontrolą. To ja pozwolę sobie, pani profesor, wyskoczyć i rozpocząć od wiersza Kadii.

Śpią cicho ich okrągłe twarze na pękatych białych poduszkach i wyciągają zaspane ręce do kołyski, a o zmierzchu w porze wieczornej nie rzucają bladego spojrzenia ku szarej szybie czy komuś niewypowiedzianego słowa albo uśmiechu. Co wciąż czynią moje wargi. Mają już przyjaciółki moje dzieci pucałowate w białych kołyskach. Pomyślności. I to przełożyła ten wiersz pani profesor Joanna Degler. Tak, a wiersz pochodzi ze zbioru z 1927 roku, ale wydaje mi się, że może być bardzo aktualny, ponieważ jest on takim wyzwaniem rzuconym stereotypowym modelom przejścia z dziewczęcości do kobiecości.

I zresztą, co ciekawe, Kadia Małodowska nie miała dzieci i z przekazów wiemy, że zachowała pewną taką dziewczęcość, co nawet widać na jej zdjęciach. No dobrze, to teraz pani, pani profesor. Co pani wybiera? Tak, najpierw była kadę młodowska, która przez długi czas mieszkała w Warszawie, chociaż od razu tutaj powiem, że te przyporządkowania geograficzne trzeba traktować bardzo ostrożnie, bo poetki, podobnie jak poeci czy pisarze żydowscy, są bardzo ruchliwi i nigdy ich niemal nie można przypisać do jednego miejsca. Ale pozostanę w kręgu poetek, które były mocno związane z Polską.

Widzę, jak kurczy się w Tobie wszechmocny duch i widzę Cię bezsilnego, piękny mój, jak leżysz u mych stóp. Widzę, jak poddajesz się materii świata. Widzę Twoje naginanie się, by dźwigać mnie i moje ciężary, które wleką się za mną. Oprzebacz mi, mój ukochany. To też jest w fajnym tłumaczeniu. A ja dodam, że jeżeli ktoś na przykład woli takie bardziej swingujące klimaty, to ten to jest jeden z utworów ze zbioru Moja dzika koza, który można też usłyszeć w wersji wokalno-instrumentalnej. Tak, to jest świetna przygoda dla mnie, bo w Gdańsku Akademia Muzyczna nagrała całą płytę, którą zatytułowała właśnie z cytatem z tego wiersza, czyli Nie przez grzech.

Przełomu XIX i XX wieku. W polskiej wersji wydana przez wydawnictwo Austeria, a w angielskiej przez Litman Library of Jewish Civilization. To tak tylko... Gratulujemy Marku. Tak, to w ogóle super informacja. Czułem przez moją żabią skórę, że to się wydarzy. A tymczasem wracamy do poezji jidyszowej i do Rozy Jakubowicz, bo jeszcze pani profesor chciała dorzucić kilka słów. Chciałam dorzucić, że Roza Jakubowicz mieszkała przez większość swojego życia w Kaliszu i pozostawała w kręgu tej ortodoksyjnej kultury żydowskiej, z którą się w jakimś stopniu identyfikowała. Jak widzimy, pisała wiersze w takim duchu nowoczesnym, więc pewne sprzeczności tutaj mogą się pojawiać.

Mówi się, życie wisi na włosku. To prawda, może jest po prostu, tak właśnie może być. Ale wiem, że na moim pierwszym siwym włosie twoje spojrzenie zatrzymało się o jedną chwilę za długo. O jedną chwilę za długo i powrót się ukręcił z tego siwego kosmyka. Na nim zawisło zduszone to wszystko, co szczęściem zwykłam nazywać. Ten wiersz przełożyła Karolina Szymaniak. Tak, i tutaj wkraczamy w kolejny taki krąg tematyczny, czyli pewne rozważania o czasie i starzeniu się.

Zostaje tutaj to porównanie porównane do powrozu z tego kosmyka siwych włosów. Uważam, że świetny Świetny tekst. Podmiotki, może to zapamiętać. Tak, podmiotka. To była cała dyskusja, czy ja powinnam używać tego słowa przed wydaniem habilitacji, ale jednak... Nie w ogóle super, przyznam, że chciałbym mieć pani problemy, naprawdę. I może w ten sposób przeniesiemy się do innych obszarów i przeczytamy jedną z poetek, która większość swojego życia spędziła w USA, była związana z Nowym Jorkiem, ale urodziła się w Brześciu, bo to też jest charakterystyczne.

Wszystkie one to mój ród, jam ich płodu płód, krew ich krwi, skra ich skry, żywych i zmarłych współ, smutek groteska tren, huczą przeze mnie, huczą przez sen, modły, klątwy, płacz, targają me serce jak dzwon i bełkoce mój głos, błogosławi, przeklina los, aż nie wiem, co dzieje się w przód. Czy to mówi przeze mnie mój ród? I tak jak mówiłam, przełożył Saulo Wagman. Myślę, że ten tekst świetnie pokazuje taki też nurt obecny w tej poezji, czyli zmagania się z własną tożsamością. I Anna Margolin jest przykładem poetki, która przyodziewała na siebie różne

Tożsamości, różne identyfikacje, zresztą już pseudonim, który przyjęła, bo właściwie nazywała się Reza, Roza Leben-Zboim, Anna Margolin pisane w jidysz przez dwa N, co nie jest typowe, bo normalnie się pisze przez jedno, czyli takie podkreślanie elementu obcego. Ona właśnie jest poetką, która bardzo często przydziewa różne maski, tak jakby się przyjmuje różne role, troszkę to jest takie gąbrowiczowskie. A tutaj patrzy na tą swoją genealogię, bo trzeba powiedzieć, że myślenie w judaizmie jest bardzo genealogiczne. I słyszy w sobie to, że ten jej ród, ta genealogia jest wciąż obecna, chociaż ona nie do końca się może, nie zawsze się może utożsamia z tym dziedzictwem.

Tak, i Bertha Kling, urodzona w Nowogródku, ale już od 1899 roku mieszkała w USA. I ona, ja lubię jej wiersze, one są takie spokojne, troszkę wyciszone. I częstym motywem właśnie w jej twórczości są różne oblicza też macierzyństwa. Dialog z matką, jak tutaj. I ona pokazuje siebie jako będącą pomiędzy już zupełnie innym życiem jej dzieci, które tutaj symbolizuje ten jazz, a pomiędzy matką, którą charakteryzują te świeczniki szabasowe błogosławione, czyli Matką, która pozostawała głęboko zanurzona w świecie judaizmu.

I ten element rozdarcia pomiędzy zupełnie dwoma światami jest charakterystycznym dla głosu poetek jidysz w dwudziestoleciu międzywojennym. Kadia Mołdowska, którą czytaliśmy, mówi o tym, że ucieka z koszernych łóżek swoich mamek i babek, ale one ciągle ją gdzieś ścigają i dopadają w ciemnej ulicy. Więc to jest takie cały czas zmaganie się właśnie tego pokolenia, które było rozdarte pomiędzy tradycją a nowoczesnością. I teraz może przeczytam ja jedną z poetek tak bardzo nowoczesnych, bardzo awangardowych, bo trzeba powiedzieć, że jeśli chodzi o formę poezji kobiet w języku jidysz, to poetek takich ściśle awangardowych nie mamy wiele.

To poetka z Izraela. I właśnie. Poetka z Izraela, tworząca w kibucu Beth Alfa. Często myślimy, że Izrael był tak hebrajsko-centryczny, że nie spodziewamy się tam znaleźć ciekawej twórczości jidysz. To jest nieprawda. I myślę, że ten wiersz, który tutaj przygotowałam, Sary Szabes, brzmi bardzo współcześnie dzisiaj. Czy mogę go przeczytać? Bardzo proszę Pani Profesor. Sara Szabes. Mężczyźni powiadają. Mężczyźni powiadają, że kobiety wciąż mówią. Mężczyźni przemawiają.

Twój ból spoczywa w mym ciele. I to w tłumaczeniu pani profesor Joanny Tekler. Tak, a poprzedni tekst był w tłumaczeniu Belgii Szwartman Czarnoty. Tak, to Hanna Levin, urodzona w Jekaterinosławiu. Bardzo taka zaangażowana feministka. Właśnie troszkę się przeraziłam, jak słyszałam wiadomości, że pani dyrektor została usunięta za radykalny feminist. Zawieszona, zawieszona. Na pewno też była radykalną feministką. Jaki kraj taki radykalny feministki? Związana z Charkowem. I ona balansowała pomiędzy kobiecością a męskością w całej swojej twórczości. A także poruszała, i tutaj widzimy w tym tekście, problem wolnej miłości.

I może teraz przeczytam jeden taki tekst. Oczywiście bez tytułu. Śpieszny i męski jest mój hut. Płaski obcas szerokiego buta. Hut mam za maszysty. Krok szybki. Za dnia ze wszystkich mężczyzn jestem najbardziej męska. Zręcznie niosę ciężar miasta. Sztywno dźwięczy mój śpieszny hut. Co raz lepiej poznaję samą siebie i za każdym razem maluję sobie nowy sztych. Nawet cygaro, które tak szkodzi kącikom moich ust, tkwi tam dlatego, że wstydzę się być podobna do siebie samej i do ślubnej wołalki mojej mamy. Przed nikim nie zasłaniam twarzy, ręce moje są nagie i uskrzydlają się na ulicy. Dniem każdy może mnie wziąć pod gołe ramię.

Wstydzę się okazać mu moją złość. Za dnia wszyscy jesteśmy dziećmi. Zakochanymi w słońcu i w sobie nawzajem pomagamy sobie szczęśliwie unikać niebezpieczeństw ruchliwej ulicy. Ale nocą, kiedy nikomu nie trzeba się przypodobać, tak pragnę, abyś powiedział mi – twój. Niech ci się to wyda dzikie. Niech ci się to wyda obce. Zauważ, jak kobieco delikatne są szpice mojej koszuli. Tłumaczyła, przełożyła Pani Joanna Degler. Tak, i właśnie tutaj myślę też świetnie widać ten element rozdarcia pomiędzy dniem, który jest męski, pomiędzy nocą, którą ona chce zarezerwować dla swojej kobiecości, pomiędzy tymi dwoma tożsamościami balansuje.

Jeśli będę tak trwać choćby minutę jeszcze, otworzy się okno, zżył krew, tryśnie deszczem. Dzień dobry, krzyknę o jedną kroplę słonecznej radości nadto i tego też owocom granatu zbyt wiele. Co za czerwone zęby, co za czerwony pech. 613 słodkich grzechów, 613 soczystych radości zbieram jak owoce, dla nas obojga je zbieram. Świetnie przeczytane. Dziękuję. Tak, Ruchl Fischmann to była w tłumaczeniu Belli-Schwarzmann Czarnoty. Tekst napisany w 1960 roku i też bardzo, ja go bardzo lubię, ponieważ on Tutaj operuje symboliką granatu, która z jednej strony granat jako owoc jest symbolem judaizmu i właśnie tych 613 przykazań, które każdy pobożny Żyd ma do spełnienia, a z drugiej strony owoc granatu jest symbolem kobiecej seksualności.

33:19 · Tok FM 2

Dziękuję, dziękuję bardzo, dziękuję panie redaktorze za zaproszenie i za to, że ten głos Poetyk Jidysz mógł tutaj rozbrzmieć. Mam nadzieję, że więcej głosów w przyszłości najbliższej będzie rozbrzmiewało i więcej podmiotek się pojawi. Pani profesor Joanna Degler z Katedry Judaistyki Uniwersytetu Wrocławskiego przepięknie wybrała i czytała wiersze Poetyk Jidysz w języku jidysz przed przełożonych na polski. Więcej OFF Czarka i Poetyckich piątków znajdziesz w aplikacji TOK FM i na tokfm.pl.

Link znajdziesz w opisie tego odcinka. TOK FM. Na każdy temat, z każdej strony.

Pokazano wszystkie 20 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.