Sprawa z Villisca - Zagadki Historii - Mystery Cabin
Historia zbrodni w Villisca, Iowa: w 1912 roku 8 osób w jednym domu zostało zamordowanych siekierą podczas snu. Tylko detale na miejscu zbrodni mogą sugerować, o co chodziło sprawcy; jednak sama sprawa pozostała do dzisiaj niewyjaśniona.
Jedynym rozwiązaniem dla sióstr Stillinger było pozostanie w miasteczku od rana do późnego wieczora. Na obrzeżach Villisci mieszkała jeszcze ich babcia i to do niej Lina i Aina zajrzały pomiędzy wydarzeniami w kościele. Po porannej mszy i zajęciach szkółki niedzielnej wraz z babcią zjadły obiad. W tym czasie z kolei rodzina Moore, Joe, Sarah i czwórka dzieci również byli w odwiedzinach u dziadków. Ojciec Joe'ego, 80-letni Charles Moore, był już ciężko schorowany i przykuty do łóżka, pozostawał pod ciągłą opieką żony Mary. Podczas odwiedzin nawet nie rozpoznawał członków rodziny i prawie do nikogo się nie odzywał. Mimo to, a może właśnie zwłaszcza dlatego, że nie wiedzieli, czy to te odwiedziny nie będą ostatnimi, Joe, Sarah i wnuki odwiedzali dziadka Charlesa co tydzień w niedzielę.
Sąsiadami mieszkającymi najbliżej Państwa Mur, w domu po zachodniej stronie od nich, byli 63-letnia Mary Peckham i jej 66-letni mąż. Pani Peckham najwyraźniej wiele czasu poświęcała na obserwację sąsiadów i nie miała oporów przed dopytywaniem się o ich sprawy. Już poprzedniego dnia wieczorem wiedziała, że Państwo Mur gościli dwie siostry Stillinger, które będą zostawały u nich na noc. Widziała też sąsiadów, kiedy w ósemkę, czyli właśnie wraz z siostrami Stevenger, wychodzili wieczorem do kościoła około godziny 19.30. Pani Peckham była katoliczką i obowiązek uczestnictwa w niedzielnej mszy wypełniła, pojawiając się na nabożeństwie o poranku. Wieczorem zatem mogła położyć się spać około 20, tak jak miała w zwyczaju kłaść się na co dzień.
Zauważyła, że w domu Mur nikt nie wstawał, ale była świadoma, że rodzina mogła wrócić z kościoła późno i stąd mogli nieco zaspać. Następnie starsza pani krążyła po swoim domu, zajmując się codziennymi obowiązkami domowymi i co jakiś czas zerkała w stronę położonego blisko domu sąsiadów. Kiedy zorientowała się, że była już siódma rano, a w sąsiadnym domu murów dalej nie było żadnej aktywności, to uznała, że było to już zbyt późno i za bardzo odbiegało to od normy, od zwyczajów rodziny. Pani Peckham była przyzwyczajona, że u sąsiadów zawsze było gwarno i głośno, od świtu już było słychać dzieciaki, wszyscy również przystępowali do obowiązków wokół domu. Zresztą w domu nie było podłączonej wody i kanalizacji, więc ktokolwiek powinien wyjść choćby do wychodka, iść po wodę z pompy i tak dalej.
Poza tym państwo Mór nie mieli ziemi rolnej, ale mieli kury, krowę i konia. Od rana ktoś zawsze karmił zwierzęta i wypuszczał je na wybieg. Tamtego poranka jednak nic się nie działo, a dom był pogrążony w niepokojącej ciszy i w niecodziennym spokoju. Na początek Mary Peckham podeszła do domu sąsiadów i zapukała do drzwi. Nikt nie otwierał, wołała, ale nikt się do niej nie odezwał. Spróbowała wejść, ale wszystkie drzwi były zamknięte na klucz. Nie dało się też zajrzeć do domu, bo wszystkie okna i szklane drzwi były zasłonięte. Po nieudanej próbie obudzenia rodziny mur, pani Peckham sama zajrzała na ich ogród i wypuściła kury z kurnika. Usłyszała konia jak nerwowo rżał, zapewne z głodu, wzywając gospodarzy.
Zaniepokojona starsza sąsiadka wróciła do domu i poprosiła jeszcze męża, by też się rozejrzał u sąsiadów, ale i on nie miał pojęcia, co mogło się stać, ani nie miał sposobu, by wejść do domu. Wobec tego pani Peckham zdecydowała się zadzwonić do kogoś z rodziny Joe'ego i Sary i dowiedzieć się, czy krewni wiedzą coś o sytuacji w domu państwa Moore. Myślała, że rodzina mogła zachorować, ale również mogło po prostu nie być nikogo z nich w domu. W końcu nie było jak zajrzeć do środka i to stwierdzić. Wobec tego pomyślała, że stało się coś nagłego w rodzinie Moore, a pierwszym jej podejrzeniem było, że pewnie zmarł ojciec Joe'ego, pan Charles Moore, i że cała rodzina poszła go pożegnać. Państwo Moore nie mieli samochodu, a koń i powóz zostały przy domu, więc nie mogli też nigdzie odjechać.
Było około 7.30 rano, kiedy Mary Peckham zadzwoniła do krewnego Moore'ów, którego znała najlepiej, a więc do brata Joe'ego, Ross'a Moore'a, miejscowego aptekarza. Telefon odebrała jego żona Jessie. Pani Peckham dopytywała, czy coś się stało z Charlesem Moore'em, albo czy bliscy wiedzieli, dlaczego Joe, Sarah i dzieci mogli pilnie wyjść z domu. Małżonkowie Ross i Jessie nie wiedzieli nic o planach Joe'ego i Sary, czy jakichś przyczynach tłumaczących ich nieobecność, więc sami nieco się zaniepokoili. Po tym telefonie ruszyła więc cała seria kolejnych połączeń między mieszkańcami Villiski. Ross zadzwonił do sklepu brata, gdzie telefon odebrał pracownik Joe'ego, Ed Selley. Pracownik potwierdził, że szefa ani nikogo z jego rodziny nie było na miejscu.
Po kilku minutach Ed oddzwonił do domu Ross'a Murra. Powiedział, że próbował dzwonić do domu szefa, ale nikt tam nie odbierał telefonu. Dodzwonił się z kolei do domów rodziców Joe'ego i rodziców Sary, państwa Montgomery i w żadnym z tych domów również nie było Joe'ego ani jego żony czy dzieci. Krótko po tym telefon w sklepie znów zadzwonił. Tym razem sąsiadka Mary Peckham dzwoniła zapytać czy w sklepie nie było Joe'ego, dowiedziała się, że nie, po czym poinformowała, że zwierzęta Państwa Moore wymagają oporządzenia i nakarmienia. Wobec niecodziennej sytuacji przejęty Ed zamknął sklep i podszedł do domu swojego szefa Joe'ego Moore'a, gdzie wszedł do budynku gospodarczego na podwórku, Nakarmił konia, krowę, oporządził zwierzęta.
Był tam po zaledwie kilku minutach i po wykonaniu zadania wrócił do sklepu i ponownie go otworzył. Następnie około godziny 8 do domu brata przybył Ross Moore. Przed domem przywitała go zaniepokojona sąsiadka Mary Peckham. Ross również najpierw obszedł dom i próbował zajrzeć przez okna, a następnie zapukał do drzwi i krzyknął, próbując wywołać kogoś z domu. Kiedy to się nie powiodło, wyjął pęk kluczy. Okazało się, że miał klucz uniwersalny, którym udało mu się otworzyć drzwi prowadzące z frontowej werandy do kuchni. Pani Peckham poszła za nim na werandę, ale została tam i nie weszła do domu. Ross tymczasem przeszedł przez kuchnię, wszedł do salonu i uchylił drzwi pokoju gościnnego.
I tam natknął się na dwa ciała położone na łóżku, przykryte zakrwawionymi kołdrami. Widział wystające z pościeli nogi i ręce i zarys sylwetek. Nawet nie próbował ustalić, kto to był. Spanikował i wybiegł z domu na werandę, mówiąc pani pekam, że stało się coś strasznego i prosząc, by szybko sprowadziła strażnika miasta, Henka Hortona. Rozsądnie Rosmur zamknął drzwi domu brata na klucz i do czasu przybycia strażnika nikogo nie zamierzał wpuszczać do środka. Pani Peckham pognała więc do domu i zadzwoniła do sklepu Joe'ego, gdzie znów odezwał się Ed Selley. Bez długich tłumaczeń, poleciłaby Ed jak najszybciej przyszedł ze strażnikiem miasta do domu państwa Moore. Ed pobiegł do biura strażnika i powiedział mu o sytuacji, więc Hank Horton ruszył od razu za nim.
Przed domem Horton zastał czekających na niego państwa Peckham i Rosamura, od którego przejął klucze, którymi mógł otworzyć drzwi do domu. Wszedł do środka wraz z Edem i skierował się od razu do sypialni na dole, gdzie Rosmur widział najprawdopodobniej dwa ciała ukryte pod pościelą. Strażnik Horton odsłonił kołdrę i zobaczył ofiary. Zakrwawione, nie do rozpoznania. Ten widok sprawił, że Ed Sellis panikował i uciekł z domu. Po pobieżnym rozejrzeniu się w pierwszym pokoju, Horton poszedł na górę. Nie przyglądał się ciałom, tylko zorientował się w ogólnej sytuacji w domu i wyszedł. Pobladły i przerażony, miał powiedzieć do czekającego przed domem Rosamura, we wszystkich łóżkach wszyscy są martwi.
Pogrzeb ofiar zbrodni został zaplanowany na środę 12 czerwca i do tego czasu trumny pozostały w budynku ratusza. We wtorek przyszła tam matka Joe'ego, Mary, która nie mogła pogodzić się z tym, że nie miała możliwości pożegnać się z synem. Ze względu na obrażenia ofiar oczywiście trumny pozostały zamknięte i nikt nie chciał pokazać staruszce ciała, które było praktycznie pozbawione głowy. Wyjątkowo pozwolono jej jedynie uchylić wiekotrumny na tyle, by mogła potrzymać za rękę swojego syna po raz ostatni. W środę osiem trumien zostało wystawionych na centralnym placu w Villisce, na specjalnie przygotowanym podium. Następnie karawany i wozy konne przewiozły trumny na cmentarz położony na północy miasta.
Czy jedzenie było nienaruszone? Bo znowu, mogło nie być związane ze sprawcą, a na przykład przygotowane na rano jako szybkie śniadanie dla gości, sióstr Stillinger, które musiały wcześniej wyjść. Także trudno powiedzieć, czy posiłek dowodził tego, że sprawca wyszedł szybko, ale niektórzy zakładają, że to dość istotna wskazówka. Być może chciał coś zjeść, ale uciekł z miejsca zbrodni, na przykład kiedy usłyszał, jak sąsiadka Mary Peckham dobijała się do domu. Ostatecznie sprawca wyszedł równie cicho jak przyszedł, zamykając za sobą drzwi i zabierając klucze do domu państwa Moore, a detale jego ucieczki pozostają niejasne. Kolejną rzeczą, która w tej sprawie zawsze była szeroko dyskutowana, to jak to możliwe, że sprawca przeszedł się po domu, zdołał zabić osiem osób i żadna z tych osób nie obudziła się, nie wstała, nie próbowała uciekać.
Roland i Anna Hudson, młoda para, która przeprowadziła się z Ohio kilka miesięcy wcześniej, została znaleziona zamordowana w swoim łóżku. Nigdy nie znaleziono żadnej broni, ale wyglądało na to, że użyto kilofa lub młota murarskiego. Ponownie ofiary zostały zakryte i nie było wyraźnego, oczywistego motywu. Teoria o seryjnym sprawcy nabiera wobec tego wiele sensu, ale póki co nie było żadnego śladu kim mógłby być ów sprawca. W grudniu 1912 roku, pół roku po zbrodni w Villisce, miała miejsce kolejna zbrodnia z użyciem siekiery, która tym razem została szybko rozwiązana. Ofiarami były dwie kobiety, 82-letnia Mary Wilson i jej 63-letnia córka Georgia Moore, mieszkanki Columbia w stanie Missouri.
Pokazano wszystkie 13 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Historia zbrodni w Villisca, Iowa: w 1912 roku 8 osób w jednym domu zostało zamordowanych siekierą podczas snu. Tylko detale na miejscu zbrodni mogą sugerować, o co chodziło sprawcy; jednak sama sprawa pozostała do dzisiaj niewyjaśniona.