Sprawa z Villisca - Zagadki Historii - Mystery Cabin
Historia zbrodni w Villisca, Iowa: w 1912 roku 8 osób w jednym domu zostało zamordowanych siekierą podczas snu. Tylko detale na miejscu zbrodni mogą sugerować, o co chodziło sprawcy; jednak sama sprawa pozostała do dzisiaj niewyjaśniona.
Był to niewielki biały dom z werandą zbudowany w 1867 roku w stylu nieodbiegającym od pozostałych domów w sąsiedztwie. Dom nie posiadał elektryczności i łazienki wewnątrz, ale rodzina miała w nim z kolei telefon. Do domu przynależała niewielka działka o powierzchni 700 m2. Jednocześnie państwo Moore budowali solidne fundamenty finansowe pod funkcjonowanie swojej rodziny. Przez pierwsze 8 lat spędzone w Villisca, Joe pracował dla Jones Store, lokalnego sprzedawcy sprzętu rolniczego. Później natomiast założył własne przedsiębiorstwo, będące bezpośrednim konkurentem byłego pracodawcy. JB Moore Implement Company, jak nazwał swoją firmę, sprzedawała narzędzia i maszyny rolnicze.
Zatrzymały się przy domu senatora Franka Jonesa i następnie ruszyły dalej wzdłuż tej samej drogi aż do jej końca. Stamtąd poszły na południe pierwszą aleją, również do jej końca, do torów kolejowych. Przeszły przez tory i przez pole, już poza miejscowością i zatrzymały się dopiero na rozwidleniu rzeki West Nodeway. Stamtąd nie chciały iść w żadnym konkretnym kierunku. Przewodnik następnie wrócił z psami tą samą drogą i cały ten spacer skończył się dopiero około północy. Trasa psów wydawała się wiarygodna o tyle, że mijała centralny rynek Villisci i zwierzęta przeszły wąską drogą pomiędzy domami. Jest niewykluczone, że sprawca zrobiłby to samo, wiedząc, że prawdopodobieństwo spotkania postronnego świadka było na tej drodze nieco mniejsze niż gdzieś tam w centrum miasta.
Dalej psy wskazały trasę zmierzającą na dworzec, co też pasowało do teorii, że sprawca mógł udać się bezpośrednio na pociąg i zbiec z Villisci. Mniejszy sens miała już dalsza część wskazanej przez psy drogi. Następnego dnia rano eksperyment powtórzono i psy przeszły dokładnie tę samą drogę. Więc no niby wygląda na to, jakby to wskazanie było słuszne. Po tym powtórzonym spacerze wyruszyły z opiekunem w drogę powrotną do Nebraska. Główną wątpliwością w całym tym eksperymencie czy tym badaniu była kwestia zatrzymania się psów przy domu lokalnego bogacza Franka Jonesa. O ile pojawiły się głosy, że zatrzymanie wynikało z tego, że jeden z psów po prostu musiał siku, o tyle pojawiły się również teorie spiskowe.
Według nich psy stały pod domem Jonesa i szczekając sygnalizowały, że tropiony przez niesprawca zatrzymał się w tym domu, ale zostało to celowo zignorowane przez strażnika Hortona, koronera i władze miejskie i kazano psom mimo to iść dalej. Czyli taka teoria spiskowa, że wpływowy pan Jones po prostu załatwił sobie, żeby go ominąć. Raczej nie da się ocenić, która z wersji była bliższa prawdy. Oficjalnie coroner uznał efekty pracy psów za niejednoznaczne i nie uważał, by stanowiły istotny dowód w śledztwie. No a tłum gapiów rozszedł się do domów, w dużej części przekonany, że Frank Jones musiał mieć coś wspólnego ze sprawą. Szerzej o podejrzeniach w jego kierunku jeszcze opowiem nieco później.
W ogóle chodzenie po domu od łóżka do łóżka i działanie z taką pewnością, to każe się tak trochę zastanowić, czy sprawca w tym domu nie był wcześniej. Nawet przez chwilę były podejrzenia wobec krewnych rodziny, na przykład sama Moyera, szwagra Joe'ego, który miał wiele razy grozić Joe'emu, ale Moyer miał potwierdzone alibi. Przejdźmy więc do osób podejrzanych, takich mocno podejrzanych, które do dzisiaj są uważane za najbardziej prawdopodobnych sprawców tej zbrodni. Jednym z pierwszych podejrzanych, może nie tyle o dokonanie zbrodni, co o jej zlecenie, był lokalny biznesmen i polityk Frank Fernando Jones, który dotąd został tylko krótko wspomniany. Już pierwszego dnia, kiedy morderstwa zostały ujawnione, nazwisko Jonesa pojawiło się w rozmowach i plotkach mieszkańców Villiski.
Było ku temu kilka powodów. Pierwszy, jak już wspomniałam, to, że psy tropiące zatrzymały się przed jego domem. Nie wiadomo, czy było to istotne, tym bardziej, że psy rzeczywiście poszły dalej, ale wraz z rozwojem plotek urosło w świadomości wielu ludzi z Villiski do rangi wielkiego i ważnego dowodu. Kolejnym powodem z pewnością było to, że Jones generalnie nie był lubiany w miasteczku. Wielu mieszkańców uważało go za człowieka aroganckiego i niesympatycznego i takiego wywyższającego się snoba. Częściowo mogło to być powodowane zazdrością. Frank Jones faktycznie był bardzo aktywny w życiu zawodowym i odnosił liczne sukcesy. Kiedyś był nauczycielem, księgowym, kasjerem w banku i sprzedawcą w sklepie. Ze wszystkich tych doświadczeń coś wyciągnął i piął się pewnie po szczeblach kariery.
Z kasiera awansował w końcu na kierownika banku. Ze sprzedawcy zamienił się w udziałowca sklepu z narzędziami i maszynami rolniczymi, a ostatecznie wykupił go w całości. Był radnym miasta Villisca, dyrektorem szkółki niedzielnej w kościele metodystów, później trafił do rady edukacji stanu Iowa. W końcu został senatorem. Był człowiekiem działającym w wielu dziedzinach i na wielu płaszczyznach i rzeczywiście bardzo zamążnym. Czy w istocie był zarozumiałym snobem, no to trudno powiedzieć. Niewątpliwie nie lubili go szczególnie ludzie zapożyczający się u Jonesa w banku. Rzekomo w tamtych czasach wśród rolników panowała taka mentalność, że bankierów kojarzono z lychwiarzami i po prostu uważano ich za złych ludzi. Także ogólna niechęć społeczeństwa też zapewne miała wpływ na śmielsze rzucanie oskarżeń w stronę Jonesa.
Natomiast najważniejszym powodem, dla którego mieszkańcy Villisci podejrzewali Jonesa o zlecenie zabójstwa rodziny Moore było to, że Jones i Joe Moore byli w zasadzie wrogami. Animozje między nimi powstały na gruncie biznesowym, ale przerodziły się w ogólną niechęć do tego stopnia, że nie rozmawiali ze sobą, a jeden widząc drugiego na ulicy demonstracyjnie przechodził na drugą stronę. Co też nie mogło być zbyt komfortowe w codziennym życiu, bo mieszkali w sumie bardzo blisko siebie. Kiedy Joe Moore przyjechał do Villiski, należący do Jonesa Jones Store, zlokalizowany na rynku, był jednym z największych sklepów z narzędziami i maszynami rolniczymi w tamtej części stanu. Joe zatrudnił się u Jonesa i był bardzo skutecznym i sprawnym handlowcem. W 1907 roku Joe Moore wykorzystał nabyte umiejętności, a przede wszystkim zawarte kontakty i założył swój własny sklep tuż obok sklepu byłego pracodawcy.
Nie tylko otworzył go tuż obok, nie tylko zajął się tym samym profilem sprzedaży, ale również zabrał ze sobą franczyzę potężnej i wiodącej na rynku firmy John Deere. To był duży segment działalności sklepu Jonesa i z pewnością duży cios w jego biznes. Nie było tajemnicą, że od tamtego czasu Frank Jones i Joe Moore byli bardzo niechętnie do siebie nastawieni. Kolejnym powodem, dla którego Frank Jones miał nienawidzić Joe'ego Moore'a był fakt, że Joe nawiązał romans z jego synową. Była nią Donna Jones, kobieta, która przyjechała do Villiski z małej wioski na południe od miasteczka, by pracować jako nauczycielka. W roku 1910 wyszła za mąż za Alberta Jonesa, syna Franka Jonesa. Donna była piękna, wesoła i pełna takiej młodzieńczej energii.
I nie minął nawet rok od ślubu, jak Donna zaczęła spotykać się z miejscowymi mężczyznami pod nieobecność męża. Miało ich być co najmniej trzech, a wśród nich właśnie nasz ojciec rodziny, Joe Moore. Donna zwykle umawiała się na spotkania telefonicznie, więc nie było mowy o zachowaniu tajemnicy. Jako że były to czasy, kiedy połączenia przechodziły przez ręczną centralę telefoniczną, każda rozmowa mogła być podsłuchiwana przez operatora czy częściej operatorkę, no i oczywiście podsłuchiwane były masowo, o czym zresztą wszyscy w 1912 roku doskonale wiedzieli. Więc Donna i jej wielbiciele chyba jakoś specjalnie nie przejmowali się zachowaniem tajemnicy. No a z pewnością każda taka plotka rozeszłaby się po całym mieście, no i tak się stało. Dlaczego miałby się tym przejmować senator Frank Jones?
Z jednej strony plotki takiego rodzaju na pewno były upokarzające dla jego syna Alberta, ale były też szkodliwe dla kariery samego Jonesa. W tamtych czasach podobne skandale obyczajowe były bardziej rażące i szkodliwe dla politycznych karier. Te powody łącznie sprawiły, że Frank Jones był postrzegany jako człowiek, być może jedyny, który miał motyw, by zaaranżować zbrodnię. Szerzyły się na ten temat plotki, ale nie było oficjalnie sformułowanych podejrzeń ani oskarżeń. W końcu nie można było rzucać oskarżeń w stronę obywatela o tak wysokiej pozycji społecznej, jakim był Frank Jones, w sytuacji zwłaszcza takiej, jeśli nie było przeciw niemu konkretnych dowodów. W 1914 roku w Villisce pojawił się detektyw Wilkerson, zatrudniony przez władze stanu Iowa do rozwiązania sprawy.
Wilkerson z początku przystąpił do śledztwa z otwartym umysłem i działał pod przykrywką, udając, że był agentem nieruchomości. Wsłuchiwał się w krążące w społeczności plotki i wkrótce wziął pod lupę Franka Jonesa jako potencjalnego winnego zbrodni. Był przekonany, że senator zapłacił komuś za zabicie rodziny Moore i zaczął szukać kogoś, kto mógłby być takim jego podwykonawcą. Szybko znalazł swojego podejrzanego. Latem 1914 roku prasa poinformowała o kolejnym przypadku masowego mordu rodziny z użyciem siekiery. 5 lipca tamtego roku zginęła rodzina składająca się z małżonków Mislish, ich córki Marty i jej małej córeczki Marie.
Wobec tego Wilkerson uczepił się Williama Mansfielda i usiłował zgromadzić materiał pozwalający na jego aresztowanie. Był też pewien, że Mansfield działał na zlecenie senatora Franka Jonesa, chociaż nie istniał żaden realny dowód łączący obu panów w jakikolwiek sposób. Detektyw był tak zafiksowany na punkcie swojej teorii, że nawet kiedy w 1915 roku sprawa śmierci byłej rodziny Mansfielda została rozwiązana i sprawcą okazał się imigrant, który znalazł u nich schronienie, to i tak detektyw dalej brnął w swoje oskarżenia. Miał zamiar za wszelką ceną pogrążyć senatora Jonesa, a jego działania z czasem nabrały karykaturalnych kształtów, nie mających już nic wspólnego z rzetelną pracą detektywistyczną. Intryga Wilkersona przeciwko Jonesowi doszła do punktu kulminacyjnego podczas republikańskich prawyborów w czerwcu 1916 roku.
W niedzielę przed wtorkowymi wyborami kilku obywateli Villisci otrzymało pocztą anonimową ulotkę, która zawierała zdjęcie Williama Mansfielda z zakładu karnego Leavenworth. Było to stare zdjęcie jeszcze z tej jego odsiadki wiele lat wcześniej. Pod zdjęciem był tekst z pytaniem skierowanym do adresatów, czy chcą za senatora stanowego kogoś, kto zapłacił temu człowiekowi za zabicie rodziny Murów. Wtedy oskarżenie stało się publiczne. Jones, prawdopodobnie pod wpływem skandalicznych oskarżeń, stracił nominację na rzecz prokuratora okręgowego Redcliffa. W lipcu 1916 roku Wilkerson przekonał prokuratora generalnego, by przesłuchać Mansfielda przed ławą przysięgłych, która miała zdecydować o zasadności procesu przeciwko niemu.
Tak więc nawet po tym Wilkerson się nie poddawał i organizował publiczne spotkania w hrabstwie Montgomery, na których przekonywał słuchaczy o winie senatora Jonesa. Tego było już za wiele, w końcu Frank Jones zdecydował, że musi działać w obronie swojego dobrego imienia. We wrześniu 1916 roku Jones pozwał Wilkersona za zniesławienie, żądając 60 tysięcy dolarów odszkodowania. Proces toczył się w listopadzie i grudniu 1916 roku. Był to jeden z najbardziej sensacyjnych procesów w historii stanu Iowa i budził powszechnie ogromne zainteresowanie. Wilkerson przyjął bowiem ciekawą linię obrony. Przyznał się do tego, o co został oskarżony, ale twierdził, że jego oskarżenia wobec Jonesa były zasadne, więc nie może być w takiej sytuacji mowy o zniesławieniu.
Proces uległ więc pewnego rodzaju odwróceniu i stał się raczej procesem Jonesa za zlecenie morderstwa, a nie Wilkersona za zniesławienie. Detektyw dowodził więc winy senatora, powołując kolejnych świadków, a wszystko to obserwowały ogromne tłumy wtłaczające się na salę sądową. Nagle pojawili się świadkowie. Kobieta, która obozowała w Willisce jesienią 1912 roku i podsłuchała trzech mężczyzn, którzy spotkali się za starą, opuszczoną rzeźnią położoną na południowy wschód tuż za Williską. Mężczyźni rozmawiali o zapłacie za zabicie rodziny Moore. Kobieta nie chciała zeznać tego pod przysięgą tak na 100%, ale uważała, że jeden z nich wyglądał dokładnie jak Frank Jones. Inna kobieta, powołana przez Wilkersona na świadka, miała znowu mijać grupę pięciu mężczyzn, którzy dzień przed mortem rodziny Moore naradzali się gdzieś w krzakach niedaleko ich domu.
I wśród nich miał być oczywiście Frank Jones i powiedzieć, załatwcie najpierw Joe'ego, reszta pójdzie łatwo. Jeszcze jeden świadek, Ed Landers, który zatrzymywał się u swojej matki mieszkającej kilka domów na zachód od rodziny Moore, rzekomo przechodził koło domu ofiar wieczorem przed morderstwem. Ocenił, że było to chwilą po 20, czyli w czasie, kiedy rodzina Moore była w kościele. I Ed miał zauważyć człowieka, który szedł z naprzeciwka i skręcił wprost do ogrodu Moore'ów. Zidentyfikował go jako Alberta Jonesa, syna senatora. Oczywiście wszyscy ci świadkowie pojawili się po raz pierwszy i nigdy wcześniej nie składali takich zeznań. Ed Landers nawet zeznawał w 1912 roku przed koronerem i w ogóle nie wspomniał wówczas o widzeniu Alberta czy kogokolwiek innego.
Niemniej jednak po wysłuchaniu tej trójki i kilku innych świadków z podobnymi historiami, ława przysięgłych wydała wertykt, że Wilkerson był niewinny z niesławienia. Jones musiał zwrócić koszty sądowe, dalej idących konsekwencji nie było i nigdy za sprawę zlecenia zabójstwa nie odpowiadał karnie, ale w umysłach większości mieszkańców Villisci zapisał się już na zawsze jako winny zbrodni. Kosztowało go to jego polityczną karierę, już na zawsze miał zszargany wizerunek, a wszystko to dlatego, że nie lubił człowieka, który nagle został zamordowany. Dlaczego mnie osobiście nie przekonuje, że za sprawą mógł stać ktoś taki jak senator Jones? Myślę, że sprawa zupełnie nie ma cech mordu na zlecenie, no i motywy też były niewystarczające.
Jones mógł uważać Joe'ego Moore'a za arcywroga, ale unicestwienie całej rodziny, w tym bogu ducha winnych dzieciaków i jeszcze przypadkowych dziewczyn, wydaje się po prostu za dużą masakrą. Wiem, że bywały zabójstwa i mordy pod dużo bardziej lichym pretekstem, ale tutaj mówimy o czymś, co musiało być długo planowane i rozważone na chłodno. Historia z założeniem przez Joe'ego konkurencyjnego sklepu wydarzyła się 5 lat przed zbrodnią. Ewentualna afera związana z romansem Joe'ego mogła być niewygodna dla senatora, ale nie chcę wierzyć, że w zemście senator kazałby komuś zgładzić całą rodzinę. Rodzina nie mogła odpowiadać za winy ojca, a w sytuacji gdzie ktoś z rodziców zdradza drugiego, to właśnie rodzina jest też tego ofiarą i też na takim romansie cierpi.
Może Jones jakieś sygnały dawał, że jednak mógł być winny, ale nikt nie przedstawił żadnego naprawdę sensownego, realnego dowodu, że senator Jones był winny i mimo tego nadal uważany jest za dość mocnego podejrzanego w sprawie. Drugim nurtem teorii w sprawie jest traktowanie morderstw w Villisca jako części znacznie większej serii podobnych wydarzeń, które zostały popełnione przez jednego sprawcę. Takie teorie pojawiały się już wkrótce po nagłośnieniu sprawy z Villisci, ale zainteresowanie nimi dość szybko spadło. I każdy kto mówi o tej sprawie podkreśla jaki to błąd i że to dziwne podejście, ale trochę trzeba tu myślę brać pod uwagę też kontekst historyczny i bardzo ograniczone możliwości wytropienia takiego seryjnego sprawcy.
Uznany za chorego psychicznie, został ulokowany w szpitalu św. Elżbiety w Davenport, gdzie stwierdzono u niego m.in. schizofrenię. Do kwietnia 1917 roku, czyli po tym jak upadła sprawa oskarżenia senatora Jonesa, władze nie miały żadnych tropów co do osoby odpowiedzialnej za zbrodnię w Willisce. Prokurator Generalny stanu postanowił wszcząć dochodzenie w celu ustalenia, czy to może właśnie Kelly był rzeczywiście odpowiedzialny. 30 kwietnia 1917 r. wydano nakaz aresztowania George'a Kelly'ego, który wówczas nadal przebywał w Szpitalu Św. Elżbiety. Przez całe lato 1917 r., podczas pobytu w więzieniu, w oczekiwaniu na proces, Kelly był przesłuchiwany.
W końcu sam Kelly przystępując do procesu odwołał swoje przyznanie się do winy. Inną sprawą, która przemawiała za jego niewinnością była jego mizerna postura i bardzo niski wzrost. Ławnicy dyskutowali więc także o tym, czy ktoś tak malutki mógł w ogóle mieć tyle siły, by tak zmasakrować ofiary. No i zrobić siekierom ślady na suficie na wysokości prawie 2,5 metra. I to ostatnie to akurat nawet faktycznie ciekawe pytanie. Jednak najprawdopodobniej tym, co najbardziej zaważyło na wyniku procesu, było to niesłabnące mocne przekonanie większości społeczeństwa, że winny był senator Jones. Kelly postrzegany był mniej więcej jako podstawiony, mały, zaburzony kozioł ofiarny, a na pożarcie rzucił go nie kto inny jak bogaty senator Jones, by zakończyć sprawę korzystnie dla siebie.
Sprawa oskarżenia Kelly'ego trafiła do decyzji ławy przysięgłych 26 września. 11 ławników było zgodnych w opinii, że Kelly powinien zostać uniewinniony. Tylko jeden upierał się co do jego skazania. W związku z tym, że ten jeden człowiek był nieprzejednany, ława została rozwiązana, a w jej miejsce weszli ławnicy zapasowi. I oni w listopadzie jednogłośnie uniewinnili Kelly'ego. Po tym nie było już nikogo, kogo prokurator generalny mógłby oskarżyć. W rezultacie chociaż sprawa pozostała otwarta, zasadniczo się skończyła, pozostawiając ogromną frustrację po wszystkich stronach. I śledczych, i rodzin ofiar, i pewnie senatora Jonesa. Po śmierci rodziny Moore większość wyposażenia ich domu została podzielona pomiędzy bliskich, a sam dom sprzedany.
Pokazano wszystkie 23 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Historia zbrodni w Villisca, Iowa: w 1912 roku 8 osób w jednym domu zostało zamordowanych siekierą podczas snu. Tylko detale na miejscu zbrodni mogą sugerować, o co chodziło sprawcy; jednak sama sprawa pozostała do dzisiaj niewyjaśniona.