Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 33. Bandyci rzymscy

27.07.2025 ·1 godz 10 min

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

Była sierotą z Valmontone, a na imię miała Teresa. Dzieci spotykały się, Siadały koło siebie, rozmawiały, śmiały się i bawiły, podczas gdy pomieszane stada pasły się razem, a wieczorem rozdzielały trzodę hrabiego San Feliz od trzody barona Servetriego i żegnały się, by powrócić do swoich folwarków, obiecując sobie jednocześnie, że spotkają się na drugi dzień. Na drugi dzień dotrzymywały słowa i spotykały się ponownie i tak rosły obok siebie. Wampa miał już lat 12, Tereska 11, a tymczasem rozwijały się już ich wrodzone skłonności. Luigi rozwinął swoje zamiłowanie do sztuk pięknych, jak tylko mógł je rozwinąć, żyjąc w takiej samotności.

Co do usposobienia bywał smutny albo unosił się z byle przyczyny. Złościł się z lada kaprysu i bez ustanku drwił. Żaden chłopiec z Pampinari, Palestriny czy z Wellmontone nie zdołał wywrzeć nań nie tylko żadnego wpływu, ale nawet się z nim bliżej zaprzyjaźnić. Obdarzony żelazną wolą, Zawsze bardziej skłonny wymagać, sam nigdy nie naginał się do jakichkolwiek wymagań i warunków. Taki temperament zniechęcał do okazywania mu przyjaźni czy sympatii. Teresa tylko potrafiła nim rządzić. Jedno jej słowo, spojrzenie, ruch powściągały ten wykuty, jakby z jednej bryły, charakter. Uginał się pod dotykiem kobiecej dłoni, podczas gdy każdemu mężczyźnie opierałby się do ostatka.

Teresa, w przeciwieństwie do niego, była żywa, wesoła i aż zbyt zalotna. Dwa piastry, które rządca hrabiego wypłacał Luigiemu, a także pieniądze, jakie Luigi otrzymywał, Names mentioned. Names mentioned. Names mentioned. W codziennych rozmowach, marzeniach i tęsknotach Wampa widział się zawsze jako kapitan okrętu, generał armii albo gubernator prowincji.

Teresa zaś wyobrażała sobie, że jest bogata, pięknie wystrojona, otoczona służbą w Liberii. I gdy tak cały dzień spędzili haftując przyszłość w szalona, a tak migotliwa arabeski, Każde odchodziło w swoją stronę, aby zagnać swoje owce do obory, zstępując z wyżyn urojeń w ubogą rzeczywistość. Pewnego dnia młody pasterz rzekł do rządcy, że widział wilka, który zszedłszy z gór sabińskich, krążył koło ich trzody. Rządca dał mu strzelbę. Tego też tylko pragnął wampa. Strzelba ta okazała się być przypadkiem dziełem znakomitego rusznikarza z Brestii. Niosła jak sztucer angielski.

Strzelec, bardzo dumny ze swojej zręczności, wziął wilka na plecy i zaniósł go na folwarkę. Wydarzenia te sprawiły, że wampa zaczął się cieszyć w okolicy pewną sławą. Człowiek niezwykły, gdziekolwiek by się znalazł, tworzy wokół siebie krąg wielbicieli. Mówiono o młodym pasterzu jako o najzręczniejszym, najsilniejszym i najodważniejszym z młodzieńców na 10 mil wokoło. Chociaż Teresa uchodziła w oczach jeszcze większej liczby ludzi za jedną z najładniejszych dziewcząt sabińskich, nikt jednak nie odważył się szepnąć jej nawet słówka o miłości, bo wszyscy wiedzieli, że kocha ją wampa. A tymczasem młodzi ani razu jeszcze nie wyznali sobie miłości. Rośli obok siebie jak dwa drzewa, których korzenie splatają się pod ziemią, a gałęzie w powietrzu.

Jedno pragnienie ich tylko łączyło – spotykać się codziennie. Pragnienie to przyrodziło się w potrzebę i wyobrażali sobie łatwiej śmierć niż jednodniową rozłąkę. Teresa miała lat 16, Wampa zaś 17. W tym czasie ludzie zaczęli mówić coraz częściej o nowej bandzie rozbójników z gór Lepini. Rozbójnictwo nigdy nie zostało całkowicie wytępione w okolicach Rzymu. Brakowało bandom tylko czasem herszta, ale jeżeli zdarzył się jakiś herszt, nietrudno mu było zebrać sobie bandę. Słynny kukumetto ścigany w Abruzji, wypędzony z Królestwa Neapolitańskiego, gdzie prowadził niemal regularną wojnę, przeszedł jak Manfred Garigliano i schronił się między Sonnino i Iuperno nad brzegami Amaziny.

I tak od Fondi po Perusę wszyscy drżeli na sam dźwięk jego imienia. Opowieści te często były przedmiotem rozmów pomiędzy Louis i Jimmy Teresą. Dziewczyna drżała z lęku, słuchając tych straszliwych historii, ale wampa z uśmiechem ją uspokajał, potrząsając fuzją, a jeżeli to nie oddalało od dziewczyny obaw, pokazywał jej bujającego się o sto kroków na jakiejś uschłej gałęzi kruka. Brał go na cel, zwalniał kurek i ptak padał u stóp drzewa. A czas płynął. Młodzi postanowili, że pobiorą się, skoro tylko wampa skończy lat 20, a Teresa 19. Oboje byli sierotami, potrzebowali tylko pozwolenia dziedzica. Jakoż gdy poprosili, nie odmówiono.

Pewnego dnia, gdy tak rozmawiali o przyszłości, dało się słyszeć kilka wystrzałów. Z lasu, koło którego zwykle pasali owce, nagle wypadł jakiś człowiek i dobiegł do nich. — Ścigają mnie! — zawołało. — Możecie mnie ukryć? — domyślili się z łatwością, że uciekający był bandytą. Ale pomiędzy chłopami i bandytami rzymskimi istnieje coś w rodzaju wrodzonej sympatii, tak że jeden jest zawsze gotów pospieszyć na pomoc drugiemu. Nie mówiąc ni słowa, wampa podbiegł co prędzej do głazu maskującego otwór do groty im tylko znanej, odwalił go, wskazał Zbiegowi, aby się tam schronił, zawalił za nim kamień i siadł obok Teresy. W tejże chwili z lasu wypadło czterech konnych karabinierów, trzech wypatrywało Zbiega, czwarty prowadził schwytanego bandytę za sznurek, który uwiązał mu do szyi.

Trzej karabinierzy ogarnęli okolicę jednym rzutem oka, A spostrzegłszy dwoje młodych ludzi, przygalopowali do nich i jeli wypytywać. Wampa i Teresa nie widzieli nikogo. – Aha, to szkoda – rzekł sierżant – bo szukamy właśnie samego herszta. – Kukumetta? – zawołali wampa i Teresa, nie panując nad sobą. – A tak – odpowiedział sierżant. Za jego głowę wyznaczono tysiąc rzymskich talarów. Otrzymalibyście pięćset, gdybyście nam pomogli go ująć. Młodzi spojrzeli po sobie. Sierżantowi przemknęła przez myśl nadzieja. Pięćset talarów rzymskich to trzy tysiące franków, a trzy tysiące franków to majątek dla biednych sierot, szczególnie gdy mają się pobrać.

Prawda, że szkoda, ale nie widzieliśmy go, odrzekł wampa. Karabinierzy przetrząsnęli okolice na próżno i kolejno zniknęli z oczu. Wampa podszedł do kamienia, odwalił go i Cucumetto wyszedł z groty. Przez szpary u wejścia dojrzał, jak Wampa i Teresa rozmawiali z karabinierami. Domyślał się, czego rozmowa dotyczyła, a wyczytawszy na twarzach młodych niezłomną decyzję niewydawania go, wyjął teraz z kieszeni sakiewkę pełną złota i ofiarował im. Wampa na widok złota dumnie podniósł czoło, ale oczy Teresy zabłysły, gdy pomyślała, ile mogłaby za tyle pieniędzy kupić klejnotów i pięknych sukni. Kukumetto był przebiegły jak szatan.

Jakby zamiast przybrać kształty węża, przyjął postać bandyty. Podchwycił spojrzenie Teresy, poznał, że jest nieodrodną córką Ewy i wszedł do lasu, odwracając się co chwilę pod pretekstem, że chce serdecznie podziękować swoim wybawcom. Upłynęło jednak wiele dni, a Cucumetto nie dawał o sobie znać i słuch o nim zaginął. Zbliżał się czas karnawału. Hrabia San Felis zapowiedział wielki bal maskowy, na który zaproszono najświetniejsze rzymskie towarzystwo. Teresa miała ogromną ochotę zobaczyć ten bal. Luigi zapytał swojego protektora, rządcy pałacu, czy nie mogliby wmieszać się w czasie balu w dworską czelać i w ten sposób przyglądać tańcom. Rządca zezwolił.

Bal ten wydawał hrabia przede wszystkim dla córki, którą kochał ponad wszystko. Carmela była w takim samym wieku i takiego samego wzrostu co Teresa, a Teresa była co najmniej tak piękna jak Carmela. Na wieczór, kiedy miał odbyć się bal, Teresa ubrała się w swą najpiękniejszą suknię, wpięła we włosy najbogatsze zapinki i założyła najbardziej błyszczące paciorki. Był to kostium kobiet z Frascati. Luigi przywdział także malowniczy, odświętny strój chłopów ze wsi rzymskiej. Wmieszali się, zgodnie z udzielonym im pozwoleniem, w służbę dworską. Bal był wspaniały. Nie tylko pałac jaśniał od świateł, cały ogród migotał od tysięcy kolorowych lampionów,

Czterech młodzieńców z najbogatszych i najznamienitszych rodzin rzymskich asystowało dziewczętom. Pozwalała na to owa włoska swoboda, jakie nie znajdziesz ze świecą w żadnym innym kraju, a przebrani byli również za chłopów z Albano, Velletri, Civita, Castellane i Sory. Rozumie się samo przez się, że stroje mężczyzn nie ustępowały w przepychu strojom kobiecym i podobnie kapały od złota i kamieni. Karmeli przyszła ochota uformować kadryl w takich właśnie kostiumach, ale brakowało im jednej tancerki. Rozejrzała się wokół, ale żadna z zaproszonych panien nie miała stroju, który pasowałby do kostiumów jej i jej towarzyszek. Hrabia San Feliz wskazał na Teresę, która wsparta na ramieniu Luigi'ego stała wśród innych wieśniaczek.

— Pozwolisz mi, ojcze? — spytała Carmela. — A czemużby nie? — odpowiedział Hrabia. — Czyż to nie karnawał? Carmela zwróciła się do młodzieńca, który jej asystował. Szepnęła mu kilka słów, wskazując palcem dziewczynę. Młodzieniec podążył spojrzeniem za ślicznym paluszkiem Hrabia Monte Christo. 33. Bandyci rzymscy. Names mentioned. Names mentioned. Nie sposób było odmówić. Luigi puścił wolniutko rękę Teresy. Dziewczyna odeszła ze swoim eleganckim kawalerem i cała drżąca zajęła miejsce w arystokratycznym kadrylu.

Wokół prawdziwego artysty strój Teresy, pełen prostoty wiejski strój, miałby niewątpliwie więcej uroku niż kostiumy Karmeli i jej przyjaciółek. Ale Teresa była płocha, była kokietką. Hafty na muślinach, złote liście palmowe na jedwabnej przepasce, Czarka Szmiru ją olśniewały, a migotanie szafirów i diamentów przywodziło ją prawie do szaleństwa. A Luigi czuł, jak rodzi się w nim nieznane mu do tej pory uczucie. Był to jakby głuchy ból, który kąsał mu zarazem serce, a potem przenikał w żyły i opanowywał całe jestestwo. Śledził każdy ruch Teresy i jej kawalera. Gdy ich ręce się spotykały, cimiło mu się w oczach, puls bił gwałtownie, a w uszach wibrowały mu jakby uderzenia dzwonu.

A gdy rozmawiali, to chociaż Teresa słuchała tancerza nieśmiało i ze spuszczonymi oczyma, Luigi czytał w rozpłomienionych oczach kawalera, że mówi Teresie gorące komplementy. Zdawało mu się wtedy, że ziemia pod nim wiruje, a piekielne głosy podszeptują mu zewsząd myśli o morderstwie. Wówczas lękając się, że poniesie go szaleństwo, Pijał się ręką w kratę ogrodowej altany, przy której stał, a drugą ręką ściskał konwulsyjnie rzeźbioną rękojeść sztyletu, który miał za pasem i mimowolnie wyciągał go niemal całkiem z pochwy. Luigi był zazdrosny. Czuł, że jeśli Teresa poszłaby za swoją płochą, a zarazem próżną naturą, mogłaby mu się wymknąć.

A tymczasem młoda wieśniaczka, z początku onieśmielona i prawie przerażona, nabrała z powrotem odwagi. Teresa była piękna, jak już powiedzieliśmy, ale to nie wszystko. Teresa miała niezwykły wdzięk ów urok dzikości, jakże różny od minoderii i afektacji dam światowych. Do jej składano niemal wszystkie hołdy w kadrylu, a jeśli zazdrościła hrabiańce, ośmielimy się wyznać, że i hrabianka zazdrościła Teresie. I kawaler, obsypując Teresę tysiącem komplementów, odprowadził ją tam, gdzie na nią czekał Luigi. W czasie contredansa dziewczyna rzuciła kilka razy wzrokiem na swego miłego i za każdym razem jego twarz jawiła się jej blada i jakby skurczona.

Raz nawet ostrzeż sztyletu raziło jej oczy niczym złowroga błyskawica. Z drżeniem więc wsunęła dłoń pod jego ramię. Kadryl zakończył się wielkim sukcesem i wszyscy oczywiście zapragnęli bisów. Tylko Carmela opierała się temu, ale ojciec prosił ją tak serdecznie, że w końcu zgodziła się. Jeden z tancerzy pobiegł natychmiast po Teresę, bez której nie można było zatańczyć Contredansa, Ale dziewczyna zniknęła. W istocie Luigi czuł, że zabraknie mu sił, by wytrzymać jeszcze jedną taką próbę i częściowo prośbą, częściowo siłą zaciągnął Teresę w inny koniec ogrodu. Teresta ustąpiła wbrew samej sobie, ale ujrzawszy zmienioną twarz Luigiego, widząc jego milczenie i wstrząsające nim nerwowe drżenie, zrozumiała,

Aleksander Dumas. Ku zdumieniu jednak Teresy Luigi milczał. Przez resztę balu nie padło z jego ust ani jedno słowo. Dopiero gdy chłód nocy zagnał gości do pałacu, którego bramy zamknęły się za nimi, bo zabawa miała się już toczyć tylko na salonach, Luigi odprowadził Teresę do domu, a rozstając się z nią zapytał – Tereso, o czym myślałaś, kiedy tańczyłaś naprzeciw hrabianki San Felice? – Myślałam – odpowiedziała dziewczyna z naiwną szczerością – że oddałabym pół życia za strój, który miała na sobie.

A co mówił do ciebie twój tancerz? Że ode mnie tylko zależy, abym taki miała, że wystarczy, bym rzekła słowo. Miał rację, powiedział wampa. Naprawdę marzysz o tej sukni tak gorąco, jak mówisz? Tak. A więc będziesz ją miała? Dziewczyna uniosła zdziwioną głowę, by zadać jakieś pytanie, ale jego lica były tak ponure i straszne, że słowa zamarły jej na ustach. A zresztą natychmiast po tych słowach Luigi odszedł. Teresa odprowadziła go wzrokiem, póki nie rozpłynął się w mroku. Gdy zniknął, weszła do domu wzdychając głęboko. Tej samej nocy zdarzył się okropny wypadek, zapewne przez nieostrożność któregoś ze służących, który zapomniał zgasić światło.

Szukano wszędzie wybawcy, ale wybawca zniknął bez śladu. Wypytywano o niego wszędzie, lecz nic i nikt go nie widział. Carmela zaś była tak wstrząśnięta, że nie zdołała zapamiętać jego twarzy. Poza tym hrabia był niezwykle bogaty, toteż pożar i poniesione straty niewiele go obeszły, nie licząc oczywiście niebezpieczeństwa, jakie groziło Carmeli, której cudowne ocalenie wydało mu się zresztą nowym dowodem łaski traktującej go przychylnie opatrzności. Na zajutrz, o zwykłej porze, Teresa i Luigi spotkali się na skraju lasu. Luigi przyszedł pierwszy. Wybiegł na spotkanie dziewczyny tak radosny, jakby zapomniał o wszystkim, co się działo wczoraj. Teresa była wyraźnie zamyślona, ale ujrzawszy kochanka w tak pogodnym nastroju, odpowiedziała wesołą niefrasobliwością, która, jeśli nie zakłóciło jej jakieś gwałtowne uczucie, cechowała zazwyczaj jej naturę.

Luigi wziął Teresę pod rękę i zaprowadził do groty. Zatrzymał się przed wejściem, a dziewczyna, przeczuwając, że dzieje się coś nadzwyczajnego, wpatrzyła się w niego bystro. — Tereso — rzekł Luigi — mówiłaś mi wczoraj, że dałabyś wszystko za taką suknię, jaką miała córka hrabiego. — Umówiłam — przyznała Teresę zdziwiona. — Ale byłam szalona, pragnąc czegoś takiego. — A ja ci powiedziałem — dobrze będziesz ją miała. — Tak — rzekła Teresa, której zdziwienie rosło za każdym słowem Luigiego — ale powiedziałeś tak, żeby mi zrobić przyjemność i tyle. — Tereso, nigdy się nie zdarzyło, żebym ci nie dał tego, co przyrzekałem — odpowiedział z dumą Luigi. — Wejdź do groty i ubierz się. Odwalił głaz i pokazał Teresie grotę, w której paliły się dwie świece, stojące po obu stronach zwierciadła przepysznej roboty.

Na prostym stole, który zmajsterkował sam Luigi, leżały naszyjnik z pereł i brylantowe szpilki. Na krześle z boku spoczywała reszta kostiumu. Teresa krzyknęła z radości i, nie zapytawszy nawet, skąd się to wzięło, ale ani nie dziękując Luigiemu, wpadła do groty zmienionej w gotowalnię. Luigi zastawił za nią głaz. Dostrzegł bowiem właśnie na grzbiecie wzgórza, które zasłaniało Palestrina, jakiegoś jeźdźca, który jakby niepewny drogi zatrzymał się na chwilę. Jego kontur rysował się na tle nieba z taką ostrością, jaką charakteryzują się tylko południowe pejzaże. Spostrzegłszy Luigiego, jeździec spiął konia i puścił się galopem w jego stronę.

– No, omów pan dalej – zachęcił gospodarza. Wampa włożył niedbale dwa cekiny do kieszeni i poszedł wolno tam, skąd przyszedł. Gdy był już jakieś trzysta kroków od groty, wydało mu się, że usłyszał krzyk. Zatrzymał się, chcąc dojść, skąd dochodził ten krzyk. Po sekundzie posłyszał wyraźnie swoje imię. Skoczył jak kozioł, nabijając w biegu strzelbę i w minutę dobiegł pagórka leżącego naprzeciw wzgórza, na którym spostrzegł podróżnego. Tam najwyraźniej dobiegło go wołanie na pomoc. Ogarnął wzrokiem przestrzeń wokół jakiś mężczyzna. Unosił Teresę niczym centaur Nessus de Janirę. Człowiek ten pokonał już trzy czwarte drogi z groty do lasu. Wampa ocenił odległość.

Mężczyzna był już oddalony przynajmniej o dwieście kroków, próżno więc byłoby go ścigać. Pasterz stanął jak wryty. Przycisnął kolbę strzelby do ramienia, wymierzył w kierunku porywacza, chwilę wprowadził go wzrokiem w biegu i... Wypalił. Porywacz zatrzymał się, zachwiał i upadł, pociągając za sobą Teresę. Teresa jednak zaraz się podniosła, a zbójca został na ziemi, wijąc się w drgawkach agonii. Wampa podskoczył szybko do Teresy, bo zaledwie dziesięć kroków od konającego upadła ponownie. Młodzieniec przelągł się, czy kula, która dosięgła nieprzyjaciela, nie zraniła także i jego narzeczonej. Szczęściem nic się nie stało, to tylko strach poraził siłę Teresy.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.