Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 33. Bandyci rzymscy

27.07.2025 ·1 godz 10 min

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

Jeżeli rodzina nie zgodzi się na okup, porwana ponosi śmierć. Dziewczyna, którą porwano, miała kochanka. Zwał się on Carlini i należał do bandy Cucumetta. Poznawszy go, Dziewczyna wyciągnęła ku niemu ręce, sądząc, że ją ocali, a nieszczęsnemu Karliniemu zamarło na jej widok serce. Domyślał się dobrze, jaki los ją czeka, że jednak był ulubieńcem kukumetta, że dzielił z nim od trzech lat niebezpieczeństwa, a nawet raz ocalił mu życie, gdy położył strzałem z pistoletu karabiniera, Names mentioned. Names mentioned.

Upiętych wcześniej tak malowniczo, jak to potrafią robić tylko wieśniaczki rzymskie. I tam wyznał mu wszystko, że dziewczynę kocha, że przysięgli sobie wierność, że co noc widywali się w starych ruinach. Właśnie tego wieczoru Cucumetto posłał Carliniego do sąsiedniej wioski i Carlini nie mógł przyjść na schadzkę, a Cucumetto znalazł się przypadkiem, jak mówił, w pobliżu ruin i uprowadził dziewczynę. Carlini błagał wodza, aby uczynił dla niego wyjątek i uszanował elitę, mówiąc, że jej ojciec jest bogaty, że może dać dobry okup. Cucumetto wydał się ule z prośbą przyjaciela i polecił mu znaleźć jakiego wieśniaka, którego można by wysłać w tym celu jako do ojca Ritty.

Carlini podszedł wesoły do kochanki i zapewnił ją, że nic jej nie grozi, byle tylko napisała list do ojca, donosząc o wszystkim, co ją spotkało i o tym, że banda wyznaczyła za nią okup trzystu piastrów. Ojciec Rity miał się stawić z okupem za dwanaście godzin, to jest nie później niż o dziewiątej na zajutrz rano. Skoro tylko list został napisany, Carlini pobiegł poszukać posłańca. Znalazł pasterza, który pasł w pobliżu Trzodę. Pasterze żyjący między miastem a górami Między życiem dzikim i cywilizowanym są naturalnymi posłańcami bandytów. Pastuszek udał się zaraz w drogę i przyrzekł, że za godzinę najdalej będzie we Frosinone.

Carlini uradowany pospieszył co prędzej do kochanki by oznajmić jej tę dobrą wiadomość. Towarzyszy zastał na polance, gdzie wesoło wieczerzali. Żywność otrzymywali od wieśniaków jako należny im trybut, zresztą zupełnie łagodny, ale na próżno wypatrywał wśród rozbawionych biesiadników kukumetta i rity. Zapytał, gdzie się podziali. Bandyci odpowiedzieli chóralnym wybuchem śmiechu. Zimny pot wystąpił mu na czoło i włosy powstały mu z trwogi na głowie. Zapytał ponownie. Jeden z kamratów napełnił szklankę winem orvietto i podał mu ją mówiąc, za zdrowie mężnego kukumetto i pięknej rity. W tejże chwili karniniemu wydało się, że słyszy krzyk kobiety.

Odgadł wszystko. Porwał szklankę, cisnął ją z całą siłą w twarz temu, który mu ją podał i puścił się jak strzała tam, skąd doszedł krzyk. Przebiegł się ze sto kroków. Ujrzał za krzakiem zemdloną Rite w objęciach Cucumetta. Na widok Carliniego Cucumetto zerwał się trzymając w każdej ręce pistolet. Bandyci przez chwilę patrzyli na siebie. Jeden z lubieżnym uśmiechem, drugi śmiertelnie blady. Mogłoby się wydawać, że między tymi dwoma ludźmi dojdzie do czegoś straszliwego. Ale zwolna stężałe rysy Carliniego rozluźniły się. Ręka, którą podniósł do pistoletu za pasem, opadła bezwładnie. Rita leżała pomiędzy nimi. Księżyc oświetlał scenę.

— No i co? — spytał Cucumento. — Wykonałeś zlecenie, którego się podjąłeś? — Tak, naczelniku — odpowiedział Carlini. Jutro o dziewiątej ojciec Rity będzie tu z okupem. Cudownie. A my tymczasem spędzimy wesołą noc. Ta dziewczyna jest urocza. Masz naprawdę dobry gust, pani Carlini. No, ponieważ nie jestem egoistą... Wróćmy więc do kamratów i podciągnijmy losy, który się ma teraz zabawić. – A więc postanowiłeś z nią postąpić według zwykłego prawa? – zapytał Carlini. – Dlaczegoż byśmy mieli robić dla niej wyjątek? – myślałem, że moje prośby. – A czym ty się różnisz od innych? — No tak, prawda. — Ale nie przejmuj się — dodał Cucumetto ze śmiechem.

— Prędzej czy później przyjdzie i na ciebie kolej. Carlini zacisnął tak mocno zęby, że mało ich nie połamał. — No, to co? — rzekł Cucumetto, ruszając w stronę towarzyszy. — Idziesz? Zaraz przyjdę. Cucumetto oddalił się, nie spuszczając jednak z oka Carliniego, bo lękał się, że może na niego napaść z tyłu. Ale w postawie bandyty nic nie objawiało wrogich zamiarów. Stał nieporuszony, ze skrzyżowanymi ramionami nad nadal nieprzytomną ritą. Przez chwilę Cucumetto myślał, że Carlini porwie dziewczynę na ręce i ucieknie. Ale było mu to już obojętne. Wziął od Rity to, czego chciał, a co do pieniędzy, te trzysta piastów rozdzielone na całą bandę przedstawiały tak mały zysk, że nie dbał o to wcale.

Szedł więc spokojnie na polanę, ale ku jego zdziwieniu Carlini pojawił się tam zaraz po nim. — Ciągnąć losy! Ciągnąć losy! — wołali jeden przez drugiego bandyci, spostrzegłszy wodza. Ich oczy błyszczały pijaństwem i porządliwością. Ognisko rzucało na ich twarze czerwonawy poblask i czyniło ich podobnymi do duchów piekielnych. Żądanie ich było słuszne. Wódz przyzwolił skinieniem głowy. Włożono do kapelusza kartki z nazwiskami wszystkich bandytów, nie wyłączając Carliniego, i najmłodszy wyciągnął z tej zaimprowizowanej urny pierwszy los. Na losie widniało nazwisko Divolaccia. Był to ten sam, który chciał wznieść z Carlinim zdrowie wodza, na co Carlinio odpowiedział, rzucając mu w twarz szklankę.

Z rany, ciągnące się od skroni aż po usta, obficie ciekła mu krew. Di Volaccio, dowiedziawszy się, że go aż tak faworyzuje los, wybuchnął śmiechem. – Wodzu! – zawołał. – Przed chwilą Carlini nie chciał wypić twojego zdrowia. Każ mu teraz wypić moje. Może będzie miał więcej względów dla ciebie niż dla mnie. Wszyscy spodziewali się, że Carlini wybuchnie, ale ku ich zdumieniu wziął tylko szklankę i oplecioną flaszkę, a nalawszy sobie... — Zdrowie twoje, Vivolaccio! — zawołał doskonale spokojnym głosem. Wychylił całą szklankę, a ręka nie zadrżała mu ani razu. A potem usiadł przy ogniu i zapytał... — A moja porcja? Nabiegałem się trochę i nabrałem apetytu.

— Niech żyje Carlini! — zawołali bandyci. — To się nazywa podchodzić do sprawy po koleżeńsku. I wszyscy otoczyli ognisko poza diwolaczem, który zniknął. Carlini jadł i pił, jak gdyby nic się nie stało. Zbójnicy spoglądali na niego zdziwieni, nie mogąc pojąć tej obojętności. Wtem usłyszeli za plecami ciężkie kroki. Odwrócili się i ujrzeli diwolaccia niosącego dziewczynę. Głowa jej zwisała, włosy sięgały aż do ziemi. W miarę jak podchodzili coraz bliżej kręgu światła bijącego od ognia, coraz widoczniejsza stawała się bladość ich twarzy. Obraz ten miał w sobie coś tak dziwnego i uroczystego, że wszyscy podnieśli się z miejsca, oprócz Carliniego, który nadal spokojnie jadł i pił, obojętny na to, co się działo.

Nivolaccio wśród głębokiej ciszy podszedł do ogniska, I złożył Rite u stóp Herszta. Teraz wszyscy poznali przyczynę tej okropnej bladości ich twarzy. Pod lewą piersią Rity tkwił nóż, wbity aż po rękojeść. Wszystkie spojrzenia przeniosły się na Carliniego. Miał pustą pochwę u pasa. – Aha – rzekł Cucumetto – teraz rozumiem, czemu Carlini pozostał w tyle. Natury pierwotne zdolne są docenić śmiały czyn. Choć żaden z bandytów nie uczyniłby tego, co Carlini, wszyscy pojęli, co znaczył w postępek. — No i co? — rzekł Carlini, powstając i podchodząc do trupa z ręką wspartą na kolbie pistoletu.

— Czy któryś jeszcze będzie miał zaprzeczać mi praw do tej kobiety? — Nie — rzekł Herszt. — Jest twoja. Wówczas Carlini wziął ją na ręce i wyniósł poza krąg światła, kreślony przez ognisko. Cucumetto porozstawiał jak zwykle czaty i bandyci, pootulani w płaszcze, pokładli się przy ognisku. O północy strażnik wszczął alarm i w jednej chwili banda znalazła się na nogach. Był to ojciec Rity, przyniósł okup za córkę. — Masz tu trzysta piastrów — rzekł do Cucumetta, podając sakwę z pieniędzmi — i oddaj mi dziecko. Ale Herszt nie wziął od niego pieniędzy i skinął na starca, by szedł za nim. Stary poszedł i obaj znikli wśród drzew, przez których gałęzie przesącał się blask księżyca.

Wreszcie Cucumetto zatrzymał się, wyciągnął rękę i pokazał staremu dwie postaci u stóp drzewa. — Karliniego pytaj o córkę — rzekł. — On ci zda sprawę. I wrócił do kamratów. Stary stanął nieruchomo, wpatrując się w oboje. Przeczuwał, że jakieś nieznane, ogromne, niesłychane nieszczęście wisi nad jego głową. Postąpił wreszcie kilka kroków ku tym dwojgu tak mocno ze sobą splecionych, że nie mógł ich jeszcze rozpoznać. Na odgłos kroków Carlini podniósł głowę i wtedy kształty obu osób zaczęły nabierać w oczach starca wyraźniejszych konturów. Kobieta leżała z głową na kolanach mężczyzny, który siedział nad nią pochylony. Prostując się, mężczyzna odsłonił twarz kobiety, którą tulił do piersi.

Starzec poznał córkę, a Carlini poznał starca. – Czekałem na ciebie – rzekł doń bandyta. – Nieszczęsny – zawołał starzec. Co żeś zrobił? I ze zgrozą patrzył na litę, która blada, nieruchoma, zbroczona krwią leżała z nożem zatopionym w piersi. Gugumetto zgwałcił twoją córkę, rzekł bandyta, a ja ją kochałem. Zabiłem ją, bo po nim zabawiłaby się cała banda. Starzec nie wyrzekł ani słowa, zbladł tylko jak trup. Jeżeli źle postąpiłem, dorzucił Carlini, pomścij ją. Wyrwał sztylet z piersi dziewczyny, podniósł się i podał go staremu, rozchylając jednocześnie koszulę i obnażając piersi.

– Dobrześ zrobił – rzekł głucho starzec. Uściśnij mnie, synu. Carlini ze szlochem rzucił się w ramiona starca. Były to pierwsze łzy, jakie zrosiły policzki tego krwawego bandyty. Pomóż mi teraz, zwrócił się starzec do Carliniego, pochować córkę. Carlini poszedł pod wielopaty. Ojciec i kochanek zabrali się do kopania dołu pod dębem, którego rozłożyste konary miały osłonić grób dziewczyny. Gdy grób był już wykonany, pierwszy ucałował rite ojciec, potem kochanek. Następnie chwycili ją za nogi i pod ramiona i złożyli w mogilę, po czym przyklęknęli i zmówili modlitwę za umarłych.

– Dziękuję ci, synu – rzekł starzec do Karliniego – a teraz zostaw mnie tu na chwilę samego. – Ale przecież – sprzeciwił się Karlini – zostaw mnie, nakazuję ci. Carlini posłusznie odszedł, wrócił do towarzyszy, owinął się w płaszcz i wkrótce zasnął snem równie twardym jak inni. W wigilię tego dnia bandyci postanowili zmienić obozowisko. Na godzinę przed wschodem słońca Cucumetto pobudził swoich i dał hasło do wymarszu. Carlini nie chciał jednak odejść, nie przekonawszy się najpierw, co się stało z ojcem Rity. Poszedł tam, gdzie był wczoraj, go zostawił. Starzec Wisiał na gałęzi dębu ocieniającego grób córki.

Wtedy Carlini poprzysiągł na trupa starca i grób kochanki, że dokona zemsty za oboje. Nie mógł jednak dotrzymać przysięgi. Dwa dni później zginął w potyczce z karabinierami rzymskimi. Dziwiono się tylko mocno, jak Carlini mógł dostać kulę w plecy, gdy stał twarzą do nieprzyjaciela. Zdziwienie ustąpiło, gdy jeden z bandytów zdradził jednemu z towarzyszy, że kiedy Carlini padł, Cucumetto stał 10 kroków za nim. Kiedy bowiem bandyci opuszczali o świcie las Frosinoniski, Cucumetto poszedł, kryjąc się w mroku za Carlinim, podsłuchał przysięgę, a jako człowiek ostrożny podjął zawczasu środki zaradcze. Sto innych, nie mniej ciekawych historii opowiadano o straszliwym herszcie bandytów,

Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.