Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 33. Bandyci rzymscy

27.07.2025 ·1 godz 10 min

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

Upiętych wcześniej tak malowniczo, jak to potrafią robić tylko wieśniaczki rzymskie. I tam wyznał mu wszystko, że dziewczynę kocha, że przysięgli sobie wierność, że co noc widywali się w starych ruinach. Właśnie tego wieczoru Cucumetto posłał Carliniego do sąsiedniej wioski i Carlini nie mógł przyjść na schadzkę, a Cucumetto znalazł się przypadkiem, jak mówił, w pobliżu ruin i uprowadził dziewczynę. Carlini błagał wodza, aby uczynił dla niego wyjątek i uszanował elitę, mówiąc, że jej ojciec jest bogaty, że może dać dobry okup. Cucumetto wydał się ule z prośbą przyjaciela i polecił mu znaleźć jakiego wieśniaka, którego można by wysłać w tym celu jako do ojca Ritty.

Odgadł wszystko. Porwał szklankę, cisnął ją z całą siłą w twarz temu, który mu ją podał i puścił się jak strzała tam, skąd doszedł krzyk. Przebiegł się ze sto kroków. Ujrzał za krzakiem zemdloną Rite w objęciach Cucumetta. Na widok Carliniego Cucumetto zerwał się trzymając w każdej ręce pistolet. Bandyci przez chwilę patrzyli na siebie. Jeden z lubieżnym uśmiechem, drugi śmiertelnie blady. Mogłoby się wydawać, że między tymi dwoma ludźmi dojdzie do czegoś straszliwego. Ale zwolna stężałe rysy Carliniego rozluźniły się. Ręka, którą podniósł do pistoletu za pasem, opadła bezwładnie. Rita leżała pomiędzy nimi. Księżyc oświetlał scenę.

— Prędzej czy później przyjdzie i na ciebie kolej. Carlini zacisnął tak mocno zęby, że mało ich nie połamał. — No, to co? — rzekł Cucumetto, ruszając w stronę towarzyszy. — Idziesz? Zaraz przyjdę. Cucumetto oddalił się, nie spuszczając jednak z oka Carliniego, bo lękał się, że może na niego napaść z tyłu. Ale w postawie bandyty nic nie objawiało wrogich zamiarów. Stał nieporuszony, ze skrzyżowanymi ramionami nad nadal nieprzytomną ritą. Przez chwilę Cucumetto myślał, że Carlini porwie dziewczynę na ręce i ucieknie. Ale było mu to już obojętne. Wziął od Rity to, czego chciał, a co do pieniędzy, te trzysta piastów rozdzielone na całą bandę przedstawiały tak mały zysk, że nie dbał o to wcale.

Szedł więc spokojnie na polanę, ale ku jego zdziwieniu Carlini pojawił się tam zaraz po nim. — Ciągnąć losy! Ciągnąć losy! — wołali jeden przez drugiego bandyci, spostrzegłszy wodza. Ich oczy błyszczały pijaństwem i porządliwością. Ognisko rzucało na ich twarze czerwonawy poblask i czyniło ich podobnymi do duchów piekielnych. Żądanie ich było słuszne. Wódz przyzwolił skinieniem głowy. Włożono do kapelusza kartki z nazwiskami wszystkich bandytów, nie wyłączając Carliniego, i najmłodszy wyciągnął z tej zaimprowizowanej urny pierwszy los. Na losie widniało nazwisko Divolaccia. Był to ten sam, który chciał wznieść z Carlinim zdrowie wodza, na co Carlinio odpowiedział, rzucając mu w twarz szklankę.

— Niech żyje Carlini! — zawołali bandyci. — To się nazywa podchodzić do sprawy po koleżeńsku. I wszyscy otoczyli ognisko poza diwolaczem, który zniknął. Carlini jadł i pił, jak gdyby nic się nie stało. Zbójnicy spoglądali na niego zdziwieni, nie mogąc pojąć tej obojętności. Wtem usłyszeli za plecami ciężkie kroki. Odwrócili się i ujrzeli diwolaccia niosącego dziewczynę. Głowa jej zwisała, włosy sięgały aż do ziemi. W miarę jak podchodzili coraz bliżej kręgu światła bijącego od ognia, coraz widoczniejsza stawała się bladość ich twarzy. Obraz ten miał w sobie coś tak dziwnego i uroczystego, że wszyscy podnieśli się z miejsca, oprócz Carliniego, który nadal spokojnie jadł i pił, obojętny na to, co się działo.

Nivolaccio wśród głębokiej ciszy podszedł do ogniska, I złożył Rite u stóp Herszta. Teraz wszyscy poznali przyczynę tej okropnej bladości ich twarzy. Pod lewą piersią Rity tkwił nóż, wbity aż po rękojeść. Wszystkie spojrzenia przeniosły się na Carliniego. Miał pustą pochwę u pasa. – Aha – rzekł Cucumetto – teraz rozumiem, czemu Carlini pozostał w tyle. Natury pierwotne zdolne są docenić śmiały czyn. Choć żaden z bandytów nie uczyniłby tego, co Carlini, wszyscy pojęli, co znaczył w postępek. — No i co? — rzekł Carlini, powstając i podchodząc do trupa z ręką wspartą na kolbie pistoletu.

Wreszcie Cucumetto zatrzymał się, wyciągnął rękę i pokazał staremu dwie postaci u stóp drzewa. — Karliniego pytaj o córkę — rzekł. — On ci zda sprawę. I wrócił do kamratów. Stary stanął nieruchomo, wpatrując się w oboje. Przeczuwał, że jakieś nieznane, ogromne, niesłychane nieszczęście wisi nad jego głową. Postąpił wreszcie kilka kroków ku tym dwojgu tak mocno ze sobą splecionych, że nie mógł ich jeszcze rozpoznać. Na odgłos kroków Carlini podniósł głowę i wtedy kształty obu osób zaczęły nabierać w oczach starca wyraźniejszych konturów. Kobieta leżała z głową na kolanach mężczyzny, który siedział nad nią pochylony. Prostując się, mężczyzna odsłonił twarz kobiety, którą tulił do piersi.

– Dobrześ zrobił – rzekł głucho starzec. Uściśnij mnie, synu. Carlini ze szlochem rzucił się w ramiona starca. Były to pierwsze łzy, jakie zrosiły policzki tego krwawego bandyty. Pomóż mi teraz, zwrócił się starzec do Carliniego, pochować córkę. Carlini poszedł pod wielopaty. Ojciec i kochanek zabrali się do kopania dołu pod dębem, którego rozłożyste konary miały osłonić grób dziewczyny. Gdy grób był już wykonany, pierwszy ucałował rite ojciec, potem kochanek. Następnie chwycili ją za nogi i pod ramiona i złożyli w mogilę, po czym przyklęknęli i zmówili modlitwę za umarłych.

– Dziękuję ci, synu – rzekł starzec do Karliniego – a teraz zostaw mnie tu na chwilę samego. – Ale przecież – sprzeciwił się Karlini – zostaw mnie, nakazuję ci. Carlini posłusznie odszedł, wrócił do towarzyszy, owinął się w płaszcz i wkrótce zasnął snem równie twardym jak inni. W wigilię tego dnia bandyci postanowili zmienić obozowisko. Na godzinę przed wschodem słońca Cucumetto pobudził swoich i dał hasło do wymarszu. Carlini nie chciał jednak odejść, nie przekonawszy się najpierw, co się stało z ojcem Rity. Poszedł tam, gdzie był wczoraj, go zostawił. Starzec Wisiał na gałęzi dębu ocieniającego grób córki.

Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.