Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 111. Odjazd

27.07.2025 ·29 min 4 s

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

111. Odjazd. Ostatnie wydarzenia zajmowały cały Paryż. Emmanuel z żoną roztrząsali w swoim saloniku z zupełnie zrozumiałym zdziwieniem owe trzy katastrofy, które równie nagle co nieoczekiwanie spadły na panów Morcerfa, Danglarsa i Wilforta. Maksymilian, który właśnie przebywał u nich z wizytą, słuchał ich rozmowy lub raczej tylko biernie przy niej towarzyszył. Nic nie było w stanie wyrwać go z martwej obojętności, w której od dłuższego czasu już był pogrążony. — Nie masz wrażenia, Emanuelu — rzekła Julia — że wszyscy ci bogaci ludzie, jeszcze wczoraj tak szczęśliwi w założeniach, na jakich oparli całą swoją fortunę, pomyślność i poważanie, zapomnieli uwzględnić jakiegoś geniuszu zła, który teraz, niczym zła wróżka z bajek Perolta, nieopatrznie niezaproszona na ślub lub chściny, zjawia się, by zemścić się za owe fatalne przeoczenie?

Wielkie miasto, minęło prawie sześć miesięcy, odkąd wjechałem w Twoje mury. Myślę, że przywiódł mnie tu Duch Boży i to dzięki Niemu wyjeżdżam teraz triumfujący. Tajemnicę mojego pobytu tutaj zawierzyłem tylko Bogu i tylko On może czytać w moim sercu. Tylko On wie, że odchodzę bez nienawiści i bez pychy, ale i bez wyrzutów sumienia. Mocy, którą mi powierzył, nie wykorzystałem ani we własnym interesie, ani do żadnych próżnych celów. O wielkie miasto, w twoim niespokojnym łonie znalazłem to, czego szukałem. Niczym cierpliwy górnik przekopałem twe wnętrzności, by wypłoszyć z nich zło. Moja misja już dobiegła końca. Dzieło skończone.

Nie możesz mi już dać radości ani zadać bólu. Żegnaj, żegnaj. Monte Christo raz jeszcze ogarnął spojrzeniem niczym geniusz nocy rozległą równinę. Przeciągnął dłonią po czole i wsiadł do powozu. Gdy tylko drzwi zamknęły się za hrabią, ekwipaż szybko zjechał zboczem, pozostawiając za sobą jedynie tuman kurzu i echo turkotu kół. Przejechali dziesięć mil. W tym czasie żadne słowo nie zakłóciło ciszy. Morel myślał zamyślony, hrabia przyglądał się jego zadumie. — Maksymilianie, — rzekł hrabia, — żałujesz, że pojechałeś ze mną? — Nie, panie hrabio, ale opuścić Paryż? No, gdybym wiedział, że to w Paryżu czeka na ciebie szczęście, nie proponowałbym ci wyjazdu.

Być może to prawda, rzekł Maksymilian i zamyślił się ponownie. Podróż odbywała się z nadzwyczajną szybkością. To prędkość między innymi stanowiła o potędze hrabiego. Rano dotarli do Chalons, gdzie czekał już parowy statek hrabiego. Nie tracąc ani chwili przetransportowano powóz na pokład. Podróżni znajdowali się już na statku. Statek niczym indiańska piroga był stworzony do rozwijania dużych prędkości. Jego dwa koła przypominały skrzydła, którymi ciął wodę lekko, jak wędrowny ptak przestworza. Szybkość upoiła nawet Morela. Hrabia natomiast, im dalej byli od Paryża, nabierał coraz większej pogody ducha. Patrząc na niego, można by powiedzieć, że to wygnaniec, co powraca do ojczyzny.

Mercedes zalała się łzami. Jej serce nie wytrzymało ciężaru wspomnień. Monte Christo ujął jej dłoni, z szacunkiem ucałował. Ona sama poczuła, że pocałunek ten pozbawiony był namiętności. Z takim nabożeństwem całuje się kamienną dłoń świętych posągów. Los różnych ludzi jest z góry przesądzony, podjęła Mercedes. Wystarczy jeden fałszywy krok, by cała przyszłość w proch się rozsypała. Sądziłam, że umarłeś i powinnam była też umrzeć. Na co zdało się, że w sercu zawsze nosiłam żałobę po tobie. Mam 39 lat, a czuję się jak kobieta pięćdziesięcioletnia. Niczemu, skoro tylko ja cię rozpoznałam, ocaliłam jedynie syna.

Ta sama przepaść dzieli ciebie od innych ludzi i najgorszą męką jest dla mnie to właśnie porównanie. Bo nie znam nikogo, kto mógłby się z Tobą mierzyć i kto by Cię choć trochę przypominał. A teraz pożegnaj mnie i rozstańmy się. Zanim się rozstaniemy, powiedz, czy czegoś nie pragniesz. Pragnę tylko, aby mój Syn był szczęśliwy. Proś Boga. Tylko On dzierży w ręku losy ludzi. Tylko On może oddalić śmierć od Twojego Syna. Ja zajmę się resztą. Dziękuję Ci. A co z Tobą? Ja nie potrzebuję niczego. Żyję już tylko między dwoma grobami. W jednym pochowany jest Edmund Dantes. Kochałam go.

Wiesz Edmundzie, nie jestem już istotą myślącą. Nie umiem podejmować decyzji. Podjęłam więc jedną, aby o niczym już nie decydować. Bóg tak mnie doświadczył, że nie ma już we mnie śladu woli. Jestem w Jego ręku jak wróbel w szponach orła. Jeżeli ciągle żyję, to widocznie tylko dlatego, że taka jest Jego decyzja. Jeżeli zechce zesłać mi pomoc, to ją przyjmę. Strzeż się, Pani, bo nie w ten sposób czci się Boga. On chce, byśmy starali się Go zrozumieć i uczyli się Jego potęgi. Dlatego dał nam wolną wolę. — Nieszczęsny — zawołała Mercedes — nie mów tak do mnie. Jeżeli uwierzę, że Bóg obdarza nas wolną wolą, co ocali mnie od rozpaczy?

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.