Hrabia Monte Christo. 111. Odjazd
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!
111. Odjazd. Ostatnie wydarzenia zajmowały cały Paryż. Emmanuel z żoną roztrząsali w swoim saloniku z zupełnie zrozumiałym zdziwieniem owe trzy katastrofy, które równie nagle co nieoczekiwanie spadły na panów Morcerfa, Danglarsa i Wilforta. Maksymilian, który właśnie przebywał u nich z wizytą, słuchał ich rozmowy lub raczej tylko biernie przy niej towarzyszył. Nic nie było w stanie wyrwać go z martwej obojętności, w której od dłuższego czasu już był pogrążony. — Nie masz wrażenia, Emanuelu — rzekła Julia — że wszyscy ci bogaci ludzie, jeszcze wczoraj tak szczęśliwi w założeniach, na jakich oparli całą swoją fortunę, pomyślność i poważanie, zapomnieli uwzględnić jakiegoś geniuszu zła, który teraz, niczym zła wróżka z bajek Perolta, nieopatrznie niezaproszona na ślub lub chściny, zjawia się, by zemścić się za owe fatalne przeoczenie?
Ile katastrof! – ozwał się Emanuel, mając na uwadze Morserfa i Danglarsa. Ile cierpienia! – dodała Julia, myśląc o Valentin, której imienia, kierowana kobiecym instynktem, wolała nie wymawiać przy bracie. Jeśli rzeczywiście dotknęła ich ręka boska! – rzekł Emanuel. Znaczy to, że Bóg, który jest najwyższą dobrocią, nie znalazł w ich przeszłości nic, co mogłoby im wyjednać złagodzenie kary. Widocznie byli już potępieni. Czy nie jesteś przypadkiem zbyt pochopny w swych sądach? Gdyby ktoś, widząc mojego ojca z pistoletem w ręku, gotowego się zastrzelić, stwierdził jak ty teraz, widocznie ten człowiek zasłużył sobie na karę. Czy nie pomyliłby się grubo?
Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!