The good place
A co jeśli powiemy Wam, że istnieje miejsce, w którym porzuca się złe nawyki? My takie znalazłyśmy i to blisko domu 🙈 Teraz aktywność fizyczna towarzyszy nam na co dzień, na treningi zbieramy się z uśmiechem, a nie ze starą dobrą znajomą- niechęcią. Wpadajcie posłuchać, o tym co zrobił dla nas pole dance, a co my z jego pomocą zrobiłyśmy dla naszych głów! Może i Wy macie swoje „good place”? Koniecznie się z nami podzielcie!
Cześć, tu Asia. Cześć, tu Marysia. A Wy słuchacie Ej Stara. Kilka razy zdarzyło nam się wspomnieć o tym, że od pewnego czasu sport i aktywny tryb życia stał się naszą codziennością. A przecież nie było tak zawsze. Kiedyś wspólne wyjścia na siłownię kończyły się na wymówkach, a weekendy spędzałyśmy w łóżkach, jedząc rosowe i przesypiając trzy czwarte dnia. Myślę, że zgodnie możemy powiedzieć, że duży wpływ na tę pozytywną zmianę miał pole dance. Dlatego chcemy Wam dzisiaj opowiedzieć, co dokładnie zmienił w naszych życiach. Dokładnie tak. Ja chciałabym tylko powiedzieć, że wciąż jemy rosołek i wciąż dużo śpimy, bo sen to zdrowie, ale tak, sport dużo zmienił w naszym życiu, a pole dance to już w ogóle... Zrobił z nas koksy.
Zrobił z nas koksy, dokładnie. Asia, co zmieniło pole dance w twoim życiu? Dawaj Stara. Dawam, dajem. Myślę, że zacznę od tego, co zmienił jako pierwsze, tak najintensywniej. Jest to akceptacja własnego ciała. Bo jak wiecie, żeby pójść na rurkę i na niej ćwiczyć, no może nie na pierwszych zajęciach, ale Żeby dobrze trzymać się rurki, trzeba mieć gołą skórę. Czyli chodzimy tam takie dosyć roznegliżowane. Myślę, że takie oglądanie siebie, ale też pokazywanie siebie w dosyć skąpym stroju kilka razy w tygodniu sprawiło, że ja po prostu zaczęłam siebie widzieć w jakiś taki mniej obcy sposób. Bo zazwyczaj to było tylko tak, hop-siup pod prysznic i potem w piżamkę.
Ale nie oglądasz się, nie widzisz siebie. No na przykład nagrywamy sobie filmiki też na rurce. Nie widzisz na przykład jak wygląda twoje ciało w jakichś różnych pozycjach, jak przeskakujesz, zmieniasz strony itd. I to mi dało takie poczucie, że hej, ja wyglądam normalnie. I wszyscy wyglądamy inaczej, ale powiedzmy tak samo, w sensie każdy z nas ma jakieś tam, nie wiem, blizny, jakiś tam celulit, coś tam włos niedogolony na nodze i tak dalej, i tak dalej. I to nie mam już takiego poczucia, że to jest jakieś dziwne, nienaturalne, tylko właśnie, że jestem człowiekiem i to jest okej. Dokładnie. Ja w sumie mam praktycznie to samo i to też właśnie u mnie jest na pierwszym miejscu, a mianowicie to jest takie zdrowe wymyślenie na temat swojego ciała i wyglądu.
I jakby ja na początku chciałabym dodać, że ja nigdy nie miałam problemów z postrzeganiem swojego ciała w kategorii muszę, czyli na przykład muszę, nie wiem, mieć chudsze nogi albo muszę mieć chudszy brzuch. Ale mimo to, patrząc gdzieś tam na swoje ciało, miałam w głowie takie myśli, że może trochę nie do końca tam pasuje do obecnych standardów, bo na przykład mam masywniejsze uda, a przecież no panie w internetach są zawsze szczuplejsze i wyrzeźbione i one zawsze tam fajnie dociągną brzuch, nie tak jak w realu. I jakby to też pokazało mi, że jednak jakiś tam standard tego piękna w głowie mi się chcąc nie chcąc wyrobił. I dopiero właśnie podczas trenowania pole dance ja zwróciłam uwagę na inne kobiety i to jak one rzeczywiście wyglądają.
I oczywiście wiadomo, że chodziłam też wcześniej na siłownię i wciąż chodzę i tak dalej, gdzie też mogłam zobaczyć w realnym życiu jak wyglądają inne kobiety. No, ale jednak tam zawsze jesteśmy ubrani, nie wiem, mamy leginsy, one zawsze coś nam, nie wiem, tam podciągną, przytrzymają trochę ten brzuszek, coś takiego. Na rurce, no, nie chodzisz w leginsach, no, byś się nijak trzymała. Chociaż widziałam ostatnio, są takie leginsy, które są oklejone, jak mówię, taką taśmą i to jest jak taka antypoślizgowa, jak jest na skarpetkach. Jezu, ale czas. I to ponoć ma pomóc Ci w przytrzymywaniu się na rurce. Także są już takie rzeczy. O Jezu, ale już tak czuję, że ja bym się w tym tak strasznie spłaciła. No, dokładnie, na maksa. No, ale jednak my nie korzystamy z opcji tych leggingsów z tą taśmą, czy co to tam jest. No i właśnie dzięki temu też ja sama w stanie byłam dostrzec to swoje ciało, ale też zobaczyć u innych kobiet, że nie wiem, właśnie normalne jest posiadanie celulitu, normalne jest posiadanie, nie wiem, jakiś blizn, albo normalne jest to, że mamy jakieś fałdki i tak dalej.
Zrób tak, zrób tak. I to jest takie super, bo żeby być silną, to też jakby trzeba było trochę poprawić tą relację z jedzeniem, no i pomyśleć sobie, że jedzonko to jest paliwo, więc muszę je jeść, a wręcz mogę jeść go więcej, bo więcej spalam. I to jest takie super, bo przestałam patrzeć na jedzenie jak na wroga, Mhm. Tylko patrzę na nie jak na coś, co daje mi tą siłę. I bycie silną jest takie ekstra, w ogóle, że ja sobie sama podnoszę, nie wiem, no nie podnoszę sama opon, ale po jednej sobie sama wsadzę do bagażnika, albo nie wiem, sama sobie poradzę z wieloma rzeczami, z którymi kiedyś sobie nie radziłam, po prostu nie miałam tej formy, nie wiem, od razu zadyszka, zresztą dzisiaj też dyszę, dlatego że mam katar. Ale wyjdę po schodach i się zadycham po prostu. Nie wiem, pójdę na siłownię i prawie nic nie zrobię albo nic nie podniosę.
Więc jakby to takie poczucie, że kobiety mogą być silne i ja też mogę mieć dużo siły. Jest super. Tak, tak, tak, no na maksa się z Tobą z tym zgadzam i to w moim drugim punkcie właśnie też się zawiera. Ja myślę, że dzisiaj się będziemy bardzo mocno po prostu przyplatać, ale tak, no to jest na maksa prawda to, co powiedziałaś, bo ciało ma nie tylko dobrze wyglądać, ale również sprawnie działać. Co też u mnie się kiedyś pojawiło, to to, że ja jak rozpoczynałam swoją przygodę z siłownią i ogólnie z takim sportem w dorosłym życiu, to ja miałam tylko jeden cel – lepiej wyglądać. I jakby ja w ogóle nie brałam aktywności fizycznej jako takiej drogi do sprawności, a jakby przecież to sprawność daje jednak nam takie realne korzyści, jeżeli chodzi o naszą fizyczność, ale też i po prostu o naszą głowę.
Albo sam fakt tego, że nie wiem, ja się zegnę i nie chrupią mi wszystkie kości. Dlatego, bo nie wiem, chcę sobie coś podnieść z podłogi, a tak było. Tak, albo się schylarz i kręcić się w głowę. Tak. Dokładnie, więc ja się też właśnie z tego powodu bardzo cieszę, że w końcu ta moja sylwetka jest teraz wynikową sportu, a nie powodem, dla którego ja ten sport trenuję, co nie? Teraz powód to jest dla mnie fan, bo po prostu mi się to podoba, ale też to, że ja się dzięki temu czuję po prostu silniejsza i czuję się sprawniejsza. Tak, bo w sumie wbrew temu, że zużywasz tą energię na rurce, masz jej potem więcej. Tak. To jest takie super, bo ja pamiętam właśnie jak miałyśmy ten taki okres, co leżałyśmy w buziu i jadłyśmy rosołek.
No bo też inaczej sobie rozdysponowujesz ten swój czas, co nie? Że przedtem faktycznie jak się leżało w tym łziodu, to się sięgało po ten telefon, no i gdzieś te godziny leciały, czy to się oglądało serial i tak dalej. No spoko, ja też oglądam często seriale, nieważne, żeby to było coś złego, ale jednak faktycznie, jeżeli nie masz jakichś takich bardzo priorytetowych obowiązków, to da się. To jest jakby na maksa fajne, ale co też jest uważam bardzo ważne, to to, żeby znaleźć na początku coś, co się lubi. Tak. Bo przecież ja pamiętam, jak my zaczynałyśmy przygodę z siłownią i wyglądało to tak, że się umawiałyśmy na jakieś takie zajęcia bodajże chyba do My Fitness Place czy coś takiego. Tak, na konsumbę. Kurczę, tam był cały wachlarz zajęć i kończyło się na tym, że ty albo ja do ciebie pisałam, że ej, Asia, chyba się źle czuję, ja już nie dam rady.
Ty mi pisałaś, spoko Mariusia, nie martw się, ja też się... I to było takie poklepywanie się. Głaski, zostańmy w domku. Głaski, zostańmy w domku, gdzie nie idźmy. A faktycznie jak ja poszłam na tą rurkę, to zaczęło mi po prostu zależeć, bo mi się tam podobało, bo mi się podobała tam atmosfera, podobał mi się ten vibe, podobało mi się, jacy są ludzie. I ja po prostu idę tam z uśmiechem na twarzy. Nawet jak mam chujowy, za przeproszeniem, humor, to ja stamtąd wychodzę i jestem szczęśliwsza. Nawet o te 10%. Ale szczęśliwsza, dokładnie. Baterie doładowane. Totalnie tak jest. I mam taki kolejny punkt w zasadzie, od razu nawiązując do tego, co powiedziałaś, że mi rurka da systematyczność. Bo żeby na rurce robić progres trzeba chodzić na zajęcia, a najlepiej chodzić jeszcze na wiele różnych innych zajęć. I żeby było jasne, ja nie jestem w tym świetna, ja myślę, że nawet nie jestem jakaś dobra, ale dało mi to takie poczucie, że robiąc coś systematycznie jestem coraz lepsza, że jest kroczek za kroczkiem i idę do przodu.
Ja też tak miałam. Pamiętam, że kiedyś mieszkałam za miastem i musiałam dojeżdżać autem albo kolejką pod miejską i zasypało drogi. Pamiętam ten dzień. Ja chyba przez tydzień nie wychodziłam w ogóle. Już pamiętam, że do pracy to jeszcze na rurkę. Straszna sprawa. I pamiętam, że po prostu w pewnym momencie się już popłakałam. Bo ja już byłam taka, że Jezu, o minę tyle zajęć, oni zrobią tyle fajnych figurek, ja nie będę umiała ich zrobić. O Jezu, tak. Mega mnie zadowala ta systematyczność, bo jednak ja miałam tendencję do bardzo sumianego zapału w stosunku do wszystkiego. Ja mam w domu zestaw do robienia paznokci hybrydowych, ja mam ukulele, miałam już kupować jeszcze klawisze, mam zestaw do szydełkowania, ogólnie, wiecie, typowo Człowiek z ADHD, mam wszystko, użyłam tego tak mniej więcej raz na pół roku, natomiast rurki nie odkładam.
Ale już masz. Ale mam, in a case of emergency. Jak będę potrzebowała się wyżyć artystycznie. Natomiast rurka to jest chyba jedyna systematyczna rzecz w moim życiu. Do tego stopnia, że się śmiałam, że mnie bardzo łatwo jest okraść, bo zawsze chodzę na te same zajęcia o tych samych godzinach. No, co prawda teraz będę zmieniać, ale jakby wiadomo było, kiedy mnie w domu nie ma, kiedy wychodzę i kiedy wracam. Bo zawsze to było tak samo. I mi taka rutyna po prostu dobrze, dobrze robiła w głowę. Dalej robi. Tak, ale też ja zauważyłam, przynajmniej tak po sobie, faktycznie, gdy wklepałam sobie tą rutynę chodzenia na rurkę, to też dużo łatwiej było mi sobie wyrobić jakieś tam inne właśnie nawyki. Jak powiedziałaś, to takie domino, ten taki ciąg przyczynowo-skutkowy, że chodzisz na tą rurkę, spodobał Ci się ten sport, czujesz, że to jest fajne, ale na przykład potrzebujesz więcej siłki, więc sobie idziesz na jakieś dodatkowe zajęcia z serii, jakieś wzmacnianie.
Czujesz na przykład, że potrzebujesz się bardziej dorościągać, więc idziesz na stretching, dokładnie. Jak jest ten jeden element, który Jeśli się spodoba, to nagle tyle takich dodatkowych drzwi się otwiera, co nie? I po prostu ci się bardziej chce. Bo pewnie jakby mi się rurka nie podobała i sama z siebie miałabym chodzić na zajęcia ze stretchingu albo ze wzmacniania, to tak nie za bardzo, bo bym miała takie, no dobra, wiem, że to jest dla mojego zdrowia, ale w sumie nie mam tutaj jakby tego takiego fanu, jakiegoś takiego celu do osiągnięcia. A no rurce jednak mam, bo mam jeszcze masę figur. Ja myślę, że mogłabym napisać książkę o figurach, które jeszcze nie potrafię. Ale jednak jakby jest ten taki cel, który gdzieś tam sobie chcę osiągnąć i figura, którą sobie chcę właśnie zrobić i wiem, że właśnie to wzmacnianie czy ten stretching mi w tym po prostu pomoże.
Tak i to uczucie, kiedy w końcu uda Ci się zrobić na przykład po trzech miesiącach coś, nad czym po prostu wiedziałaś, że Ci nie idzie, nie idzie i nagle to robisz. Jezu, ja nie wiem, co jest fajniejszego. Serio, ja po prostu potrafiłam, ja pamiętam jak pierwszy raz zrobiłam fałkę, dalej robiłam trochę z wyskoku, nie słuchajcie trenerki, ale zrobiłam, podniosłam tą dupkę do tej rurki, Jezus Maria, aż krzyknęłam na całą salę, kurwa widzicie? Ja byłam w takim szoku, że mi się udało, ale w ogóle najfajniejsze było to, że wszyscy mówili, że wow, super, niech się nie oburzył na to, że przeglądało, tylko było takie yeah! Piękna sprawa, naprawdę, cudowne uczucie. Zgadzam się. Ja bym jeszcze w ogóle chciała wrócić trochę do tego jedzenia, bo też to jedzenie pojawiło się na mojej liście, a mianowicie to, żeby być silnym, trzeba jeść tak duże porcje, jakie potrzebuje twój organizm.
Ja ogólnie mam problem z jelitami, więc jak tam dostałam zaostrzenia choroby, no to wiadomo, że większą wagę zaczęłam przykładać do diety, czyli wiadomo jadam tam więcej warzyw, owoców, mniej jakichś smażonych rzeczy, minimalizowałam produkty jakieś przetworzone i tak dalej, ale tak na dobrą sprawę ja nigdy nie skupiałam się na porcji jaką ja jem. I zawsze jak nakładałam sobie obiad i swojemu chłopakowi, to jakby naturalne było dla mnie to, że jemu nakładam większą porcję. No tak, bo to hop. Bo to hop, dokładnie. Więc oczywiste było dla mnie, że on przecież potrzebuje więcej tej energii, co nie? On potrzebuje więcej zjeść sobie jedzonka, a ja to w sumie tak niekoniecznie. No i właśnie w momencie, gdy zaczęłam trenować pole dance, czyli zaczęłam po prostu trenować też
Ja zauważyłam, że właśnie to jedzenie jest mi potrzebne i że jego ilość powinna nie być warunkowana płcią, tak na dobrą sprawę, tylko moją aktywnością fizyczną i moim po prostu faktycznym apetytem, może nie do końca, ale zapotrzebowaniem, bo wiadomo, apetyt można mieć duży, a zapotrzebowanie mniejszy. I wtedy można się trochę przesunąć w tej skali. Ale tak, też się bardzo cieszę, że w końcu jakby przestałam się ograniczać w takiej kwestii jedzeniowej, przez to, że miałam właśnie w głowie zakorzenione jakieś takie przekonania, że właśnie kobiety to z reguły jedzą mniejsze porcje, Albo, że jak jestem na jakiejś imprezie czy spotkaniu ze znajomymi, no to też tak nie jem za dużo, bo przecież to... No przecież dziewczynce nie wypada. Tak, no nie wypada się objadać, co nie?
Na przykład zjesz dwa kawałki pizzy i dla niektórych to już jest objadanie się. Więc bardzo dobrze mi po prostu, mam wrażenie, że pod takim względem poukładałam to w głowie, ale to też trochę dzięki twojej zasłudze, bo ja pamiętam, jak na samym początku, Przygody w ogóle z rurką, jak Ci mówiłam, że ja w ogóle nie mam siły, że mi to nie idzie i tak dalej. I widziałam też, że jednak ćwiczę tam dodatkowo jeszcze siłowo, ale nie dawało mi to zbyt wiele. I Ty zawsze właśnie wtedy mówiłaś, że trzeba jeść więcej. I faktycznie, jaką ja zauważyłam różnicę, gdy na przykład ja przed rurką nie zjadłam obiadu, a jak zjadłam obiad. Ja miałam trzy razy więcej siły. Tak. I tutaj to jest też zasługa trenerki Karoliny. Ogólnie chodzimy do tego samego studia i znamy tę trenerkę, więc posługuje się imionami. Ona zawsze mówi, jak coś nie szło, że albo za mało jedzonka, albo za mało spanka.
A potem sobie tak z drugiej strony myślę, Kurwa, ale dlaczego ja się przejmuję tylko wakacjami? Przecież ja mam cały rok, cały rok, żeby dobrze wyglądać, ale nawet nie tyle, co dobrze wyglądać, ale sprawna, być sprawna. Bo co mi z tego, że ja teraz będę mieć zajebiście fajne skinny nogi, jak ja, nie wiem, dostanę zadychy wychodząc na czwarte piętro, bo się będę tak dojeżdżać, żeby być taka szczupła. Bo nie będę, nie wiem, jeść i będę robić jakieś chore cardio czy coś takiego. Jezu, ja pamiętam, jak była faza na owijanie się folią. Nie wiem, czy ty to robiłaś? Kurwa nie, co to jest? No to już słuchaj kochana, nie wiem, nie pamiętam skąd ja to wzięłam, ale ja myślę, że do tematu dziwnych sposobów na chudnięcie możemy jeszcze wrócić, w sensie dziwnych, złych, po prostu złych sposobów na chudnięcie. Obwijałyśmy się z koleżankami folią spożywczą, zakładałyśmy na to dresy, najlepiej jeszcze pozmarować się takim kremem rozgrzewającym, maścią końską, żebyś się wypociła.
Uważała, że nie ma prawa jeść, albo nie może jeść więcej niż jej chłopak, albo że musi wyglądać w konkretny sposób, a jak tak nie wygląda, to znaczy, że jest niewartościowa. Do tego momentu, w którym jestem teraz, kiedy ja praktycznie w samej bieliźnie nagrywam sobie filmiki i dla mnie to jest okej, to ja jestem z siebie mega dumna. I to jest super. Też jestem z ciebie dumna. Dziękuję bardzo. Zrób jej zajebiste kolegę Stara. Też, brawo. Brawa. Brawa. Bijemy brawa, moi drodzy. Co tam masz jeszcze dalej? Dalej mam, że nie porównujemy się do innych, bo to nas nigdzie nie zaprowadzi. I tego się nauczyłam. To dalej mnie boli, jeżeli widzę, że ktoś robi postępy dużo szybciej niż ja. Natomiast umiem sobie wytłumaczyć, że to jest okej. Bo każdy zaczyna z innego miejsca.
I miałam taką dziewczynę na rurce, zaczynałam z nią poziom zero. Po takim samym czasie jak ja robiła dużo więcej rzeczy. Ona w ogóle... Ja byłam po prostu pod mega wrażeniem tego, jak ta dziewczyna szybko nabrała siły. Że na przykład jest coś takiego jak wychodzenie nożycami do góry rurki, to tak jakby wychodzisz w zasadzie tylko na rękach. Ja tego do teraz nie umiem zrobić, a ona chyba po roku, ja trenuję dwa lata, ona po roku w ogóle to śmigała góra-dół, góra-dół. Ja patrzę na jej plecy i myślę, boże, ale z Ciebie musku leci. Podbiję, mówię, co Ty jeszcze robisz oprócz tej rurki? Ona mówi, nic. Ja sobie myślę, co? Pomyślałam, że kurde, no dobra, może faktycznie ona nic więcej nie robi.
Jest ta rywalizacja i nie trzeba negować samej w sobie rywalizacji, bo myślę, że ona też jest trochę takim motorem napędowym do działania, ale z drugiej strony faktycznie jest tutaj też taka cienka granica po prostu pomiędzy zdrową rywalizacją, a takim porównywaniem się, co nie. Ja też nawiązałam do tej edukacji, bo mi się to zawsze przypomina z zajęć w WF-u, a propos rywalizacji. A, to zajęcia w WF-u, to... Dobra, co myślę, że tutaj... I zawsze było tych kilka lasek, które dobrze grały w siatkę. I byłam ja, która nigdy nie umiała trafić w piłkę. Ja się bałam, po prostu. Ja cała opocona szłam na te lekcje, bo ja się bałam, że one będą na mnie krzyczeć. A w ogóle dla mnie też było chore to, że nauczyciel nigdy nic nie mówił.
To była podstawówka, a dziewczyny przeklinały. Serio? Tak. No nie wiem, rzucały tą piłką i mówili, jak ty rzucasz, jak ty odbijesz. Wiesz, takie komentowanie na głos i myślę, że to zawiło we mnie totalnie jakiegoś takiego ducha rywalizacji, bo ja się też potwornie bałam i myślę, że do teraz bardzo nie lubię oceny. Więc dla mnie wyjście jakby z tego schematu oceniania i właśnie rywalizacji było takie bardzo uzdrawiające. Bo teraz po prostu nie czuję presji, a jak nie czujesz presji, to możesz robić rzeczy w swoim tempie. Ale to też zależy od człowieka, bo na pewno są osoby, które potrzebują czuć trochę takiego oblicza nad sobą, żeby iść do przodu, ale są też takie osoby jak ja, które same siebie czują, więc nie potrzebują nikogo z zewnątrz. Daj mi spokój, ja już mam wystarczająco pręg na plecach.
O Boże, ale tak. Tak, to jest prawda. W ogóle jeszcze nawiązując do WUFów w szkole, to to był chyba najbardziej beznadziejny przedmiot, bo po prostu z kim nie gadam, to mam wrażenie, że każdego WUF wyglądał tak samo, czyli siatkówka, ewentualnie tam koszykówka, ale no ja nie wiem, czy my w ogóle mieliśmy jakieś takie faktycznie zajęcia, które Powinny nam pomóc na przykład przez to, że siedzimy prawie te pięć, tam sześć godzin w klasie, prawda? I tak dalej. Jakieś zajęcia rozciągające, jakieś takie ruchowe. Nie, to było tak... Joga dla kręgosłupa. To było na zasadzie masz piłkę, graj sobie. No. Tak wyglądała... Nie przeszkadzaj mi, bo coś robię. Tak i patrzenie w telefon. Także tak, na maksa, na maksa się z Tobą zgadzam. Ja tu w ogóle mam jeszcze taki jeden dość ważny punkt, a mianowicie taki, że kobiety potrafią być wspierające.
Mam dokładnie ten sam punkt na końcu. Kobiety potrafią być wspierające. I tutaj też trochę bym chciała nawiązać do właśnie trenowania. Bo ja ogólnie za dzieciaka trenowałam piłkę ręczną. I no jak to w sportach zespołowych, my jakby stanowiliśmy drużynę, której głównym celem było po prostu wygranie meczu. Jak sobie przypomnę tak to z perspektywy czasu, to raczej jakby nie spotkałam się tam nigdy z jakimiś personalnymi gratulacjami, gdy na przykład nie udało mi się obronić bramki, bo tak stałam na bramce, albo gdy, nie wiem, miałam gorszy dzień i puszczałam w ogóle gole. Po prostu był mecz albo trening i jakby tyle, a po trener omawiał nasze błędy, mówił, co trzeba poprawić, co było okej i tak dalej, więc po prostu byliśmy takim jednym wielkim, żywym organizmem.
I właśnie dopiero kolejną dyscypliną sportową, za którą się wzięłam tak na poważnie, było właśnie pole dance. Jaką ja tutaj ogromną różnicę zauważyłam i jakie w ogóle ja miałam miłe zaskoczenie, a mianowicie to, że inne kobiety, obce kobiety, potrafią być wspierające i potrafią być pokrzepiające. To nie tylko i wyłącznie trenerki, Też dziewczyny, z którymi jesteś w parze na rurce i która po prostu zacznie klaskać i mówić Ci brawo, jak Ci wyjdzie jakaś figurka, albo nawet jak Ci nie wyjdzie, a po prostu odważyłaś się i spróbowałaś, co nie? Ja naprawdę jeszcze nie spotkałam takiego miejsca, w którym bym czuła tyle supportu od obcych bab. Tak. Tak, tak, tak. Ja to zostawiłam na koniec, bo dla mnie to jest też jeden z takich mega ważnych punktów, że ja uwierzyłam w to, że girlhood jest prawdziwy, taki żywy i że on istnieje poza moją bańką.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.