Walka do samego końca. Katastrofa w Lesie Kabackim
9 maja 1987 roku z warszawskiego Okęcia startuje samolot PLL LOT Ił-62M "Tadeusz Kościuszko". Jego celem jest Nowy Jork. Na pokładzie znajdują się 183 osoby. Krótko po starcie dochodzi jednak do poważnej awarii. Mimo heroicznej walki pilotów o życie pasażerów, maszyna rozbija się w Lesie Kabackim, zaledwie 6 km od lotniska. Nikt z obecnych na pokładzie nie przeżył katastrofy. Co było bezpośrednią przyczyną wypadku? Skąd wynikały rozbieżności w ustaleniach komisji polskiej i radzieckiej oraz kto miał racje? Jak nieoclone futro uratowało życie jednej z niedoszłych pasażerek "Tadeusza Kościuszki"? Odpowiedzi poznacie w najnowszym odcinku podcastu "Czarne skrzynki". Scenariusz: Jan Olbratowski. Czytał Kuba Śliwiński.
W budynku portu lotniczego Okęcie panuje zwyczajny ruch. Większość pasażerów mających lecieć do Nowego Jorku przeszła już przez odprawę i wyczekuje tylko na komunikat zapraszający ich do wejścia na pokład. Zbliża się koniec lat 80. W Wielkiej Brytanii rządzi premier Margaret Thatcher, a w Stanach Zjednoczonych Ronald Reagan. Miesiąc wcześniej we Wrocławiu pomarańczowa alternatywa zorganizowała pierwszy happening, o którym informacje przedostały się za żelazną kurtynę. W bloku wschodnim widać coraz wyraźniejsze pęknięcia, a w czerwcu do Polski przyjedzie papież Jan Paweł II, by odbyć swoją trzecią pielgrzymkę do ojczyzny. Na lotnisko przybywa Janina Szulc-Tomaszewska, jedna z pasażerek lotu 5055.
Na co dzień mieszka w Ameryce, a do Polski przyjechała odwiedzić rodzinę. Janina nerwowo spogląda na zegarek. Wie, że przyjechała na lotnisko dużo później niż powinna. Co gorsza, musi jeszcze przed wejściem na pokład przejść przez odprawę celną. Podczas pobytu w kraju kupiła sobie wymarzone futro z norek i zgodnie z zasadami musi je zgłosić do oclenia. Kobieta zauważa jednak, że kolejka pasażerów do odprawy celnej posuwa się wolno i jest tak długa, że jeśli w niej stanie, to nie zdąży na samolot. Dlatego postanawia zaryzykować i ustawia się w kolejce dla osób, które nie mają nic do oclenia. Liczy, że celnicy nie będą jej zbyt wnikliwie kontrolować i uda jej się ukryć nieoclone futro.
Jej nadzieje okazują się próżne. Jeden z celników bardzo wnikliwie kontroluje podróżnych. Ma ku temu ważny powód. Jego znajoma bardzo chciała znaleźć się na pokładzie samolotu lecącego do Nowego Jorku, ale wszystkie miejsca były już wykupione. Urzędnik próbuje jej pomóc i szuka jakiegokolwiek pretekstu, by zatrzymać któregoś z pasażerów i nie wpuścić go na pokład. Wtedy dostrzega Janinę z ogromną torbą. Każe jej otworzyć walizkę i szybko odkrywa, że zapakowane tam futro nie jest oclone. Janina błaga celnika, by pozwolił jej przejść, ale ten kategorycznie stwierdza, że nie może tego zrobić bez dopełnienia formalności. Zajmą one jednak sporo czasu i w praktyce oznacza to, że Janina nie ma szans zdążyć na samolot.
Na miejscu panuje jednak cisza. Słychać jedynie palące się części samolotu. W akcji gaśniczej uczestniczy ponad 200 strażaków. Gdy ostatnie płomienie zostają ugaszone, potwierdzony zostaje najczarniejszy scenariusz. Nikt nie przeżył katastrofy. Wiadomość o wypadku wkrótce dociera na lotnisko. Na Okęciu wciąż przebywa Janina Szulc-Tomaszewska, która próbuje wytłumaczyć sytuację z nieoclonym futrem. Wtedy podchodzi do niej funkcjonariusz i informuje ją, że samolot, którym Janina miała lecieć do Nowego Jorku, przed chwilą rozbił się w Lesie Kabackim. Futro, które wcześniej przeszkodziło jej w wejściu na pokład, ocaliło jej życie.
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.