Mentionsy Mentionsy
Zagadki Kryminalne
Zagadki Kryminalne

ZBRODNIA POŁANIECKA - NAJGŁOŚNIEJSZA ZMOWA MILCZENIA

04.03.2026 ·26 min 18 s

Książka „Połaniecka. Najgłośniejsza zmowa milczenia w historii PRL” już dostępna w sprzedaży: https://bit.ly/empik-polanieckaW Wigilię 1976 roku w okolicach Połańca doszło do wydarzeń, które na zawsze zapisały się w historii polskiej kryminalistyki. Po nocnej pasterce odnaleziono ciała młodej kobiety w ciąży, jej męża i brata. Początkowo wyglądało na to, że doszło do tragicznego wypadku drogowego i sprawca uciekł z miejsca zdarzenia. Z czasem jednak pojawiły się poważne wątpliwości co do tej wersji wydarzeń, a śledztwo odsłoniło coś znacznie bardziej przerażającego - brutalną zbrodnię i zmowę milczenia, w którą uwikłana była cała lokalna społeczność.

Mężczyźni będąc pod wpływem alkoholu ruszyli ich śladem. W kierunku Zrębina pierwszy wyjechał Fiat 125P prowadzony przez Sochę. Za nim podążył autobus z pasażerami, za kierownicą którego siedział Józef Adaś, a następnie drugi autosan prowadzony przez Macieja Wysockiego, którego Sojda zastraszył i zmusił do jazdy. Wkrótce na odcinku między Połańcem a Zrębinem rozegrał się dramat. Samochód prowadzony przez 27-letniego Jerzego Sochę potrącił idącego poboczem Mieczysława. Krystyna i Stanisław ruszyli na pomoc rannemu chłopcu, jednak dopadli ich Jan Sojda i Józef Adaś, uzbrojeni w ciężkie klucze do kół.

Uderzeniami w głowę śmiertelnie pobili Stanisława, po czym rzucili się w pogoń za uciekającą w pola Krystyną. Dziewczyna błagała o życie mówiąc, wujku nie zabijaj mnie, zabiliście mi męża, zostawcie chociaż mnie matce. Napastnicy nie okazali jednak litości i zamordowali ciężarną osiemnastolatkę. Po odebraniu życia młodym małżonkom zwrócili uwagę ku dwunastoletniemu Mieczysławowi, który leżał na drodze ze złamaną nogą, jęczał z bólu i wołał – Mamo, ratuj. Wyciągnięto go na środek jezdni, po czym Jan Sojda stanął przed nadjeżdżającym Fiatem i gestami naprowadził samochód prowadzony przez Jerzego Sochę prosto na rannego chłopca.

Jan Sojda chciał dokonać tej zbrodni na oczach świadków, żeby udowodnić wszystkim swoją bezkarność. Była to demonstracja jego siły i pozycji. Po porzuceniu ciał, sprawcy i część obecnych na miejscu osób wróciło do połańca na pasterkę i wmieszali się w tłum wiernych, budując w ten sposób alibi. Henryka Witka i jeszcze jednego świadka odwieziono Fiatem pod kościół w sąsiedniej Beszowej, aby tam mogli potwierdzić swoją obecność podczas nabożeństwa. Po zakończeniu mszy kierowca jednego z autobusów wszczął alarm, twierdząc, że pojazd został skradziony spod kościoła. Wszyscy wsiedli więc do drugiego autokaru i ruszyli w drogę powrotną, a po pewnym czasie na trasie odnaleziono rzekomo zaginiony autobus.

Pokazano wszystkie 3 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.