Mentionsy Mentionsy
Tomasz Ćwiąkała - rozmowy o piłce
Tomasz Ćwiąkała - rozmowy o piłce

Wojciech Kowalczyk: Trochę się grało

06.05.2024 ·1 godz 36 min

Betis, Legia, reprezentacja Polski, korupcja, praca w roli eksperta. Wojciech Kowalczyk szeroko o swojej karierze.

Dzień dobry, moim dzisiejszym gościem jest Wojciech Kowalczyk, czyli kolejna postać, której absolutnie nie trzeba przedstawiać. Wojtek, na początku chciałbym nawiązać do takiego ostatniego filmiku, który zaczął latać po wielu, wielu latach na Twitterze. Wykręcił chyba z pół miliona wyświateń taka wypowiedź Wojciecha Kowalczyka. jako piłkarza Legii, który mocno skrytykował postawę swoich kolegów i tak sobie pomyślałem, że to był już ten Wojciech Kowalczyk, ekspert, ale jeszcze w trakcie kariery piłkarskiej. Co to był za moment, jak ty wspominasz ten czas, jak ty wspominasz ten wywiad i jakie były reperkusje tego wywiadu? Bo odpaliłeś się jak w trakcie dzisiejszych programów. Odpaliłem się, jak dobrze kojarzę, widziałem, że gdzieś tam ten filmik latał, ale już nie chciałem sobie go powtarzać, ale coś mi się wydaje, jeżeli dobrze pamiętam, to było to po meczu w Płocku z Wisłą, tak?

Wypowiedzieć się po meczu po prostu. Ja widziałem brak zaangażowania u wielu zawodników i troszeczkę tak niesmacznie z tego boiska gdzieś się po meczu schodziłem. Ty miałeś wiele takich momentów w trakcie kariery, czy to w kontekście reprezentacji, czy w kontekście Las Palmas właśnie, czy Legii, czy pewnie nawet na Cyprze, kiedy ostro wypowiadałeś się na temat swoich kolegów, ale ciekaw jestem, jak wyglądała szatnia po takim wywiadzie, nawet może nie bezpośrednio, bo być może od razu koledzy nie wiedzieli, co powiedziałeś, to jeszcze nie były czasy Twittera, żeby każdemu odpaliły się powiadomienia, że twój kolega ostro po tobie pojechał w telewizji, ale jak wyglądały kolejne dni na przykład w klubie, czy na przykład działacze w sumie uznali, on miał rację i my potrzebujemy takiego wstrząsu, czy jednak większość osób się na ciebie obraziła? Nie, no bardziej chyba z tego, co ja jeszcze dobrze pamiętam, to chyba może nie tyle jakieś wielkie pretensje, bo pamiętajmy, że ja tam byłem jednym z najbardziej doświadczonych zawodników i ewentualnie może się bardziej coś powiedzieć, ale z tego, co dokładnie jeszcze sobie przypominam, no to chyba Mariusz Piekarski tam

A tobie tak otworzyła się w głowie ta furtka na Hiszpanię właśnie po igrzyskach, czy już wcześniej ten klimat jakoś cię pociągał, że kiedy już rozpoczynałeś karierę w Legii, to czułeś, że to jest ta liga, na którą ty czekasz? Wiesz, jak zaczynasz karierę, to chyba raczej nawet nie myślisz o tym, bo bierzesz pod uwagę, dobra, trafiłeś do tego klubu, na którego mecze chodziłeś jako kibol. Siadałem na żylecie, Zomo mnie też obijał pałami, to niejednokrotnie, czy to na stadionie, czy później gdzieś w autobusach w drodze powrotnej. Jakoś tam, nie wiem, no... Nie patrzyłem na to. Może teraz tak. Wtedy nie było takiej rzeczywistości Facebooków, Twitterów, tych innych rzeczy.

autobusem na stadion Legii, że można ciebie spotkać pod blokiem w koszulce Manciniego, kiedy grasz z kolegami. Gdyby wtedy funkcjonowały media społecznościowe, to wydaje mi się, że ten fenomen Wojciecha Kowalczyka byłby jeszcze większy, bo ty funkcjonowałeś absolutnie nie jak gwiazda, mimo że taką gwiazdą Legii wtedy byłeś. No tak, no wiesz, gdyby... Tak, tylko że to z jednej strony można do tego w ten sposób podchodzić, a z drugiej strony... Nie, żałowałbym. Nie przeżyłbym tego, co przeżyłem w czasach legijnych i, mi się wydaje, i nawet na początku w Betisie. Nie przeżyłbym tego. Ale co masz na myśli? Słuchaj, no przecież lataliby mi tutaj po harendach ci ludzie z tymi telefonami, ze zdjęcia by nam robili całej drużynie Legii.

To później oddawałem w szatnię. Niektórym chłopakom mówię, panowie, wystarczy. Sklepu fotograficznego nie otworzę. Dostawaliśmy też premię, to znaczy strzelcy bramek. No i to było tak, że ta premia, no przecież strzelcy bramek, no nie no, przecież to drużyna zapracowała. No to było tak, po meczu spotykamy się w Harędzie, no wtedy. No i tak żeśmy te strzelone bramki po prostu roztrwalniali na imprezki po prostu. No ale to praktycznie cały zespół był i tak to wyglądało. Wyobrażasz sobie teraz, że wchodzi cały zespół Legii. No ile byś miał zdjęć następnego dnia w prasie. No wiadomo, trzeba zamknąć lokal. Wiesz, że dzisiaj no nie jesteś, no jak zamknąć lokal, no ale to też gdzieś tam, tu idziesz, no a później przy wyjściu o czwartej rano, co zamkniesz, autokar?

Gdzie tam dresy klubowe? Kto miał tam dres klubowy? To jakiś żart. Dzisiaj to mają wszystko dobrze, ale to były takie czasy, które były, przynajmniej jeżeli chodzi z mojej perspektywy, dobre. A ty faktycznie po tym meczu z Sampdorią normalnie grałeś sobie z kumplami w koszulce Manciniego czy Wieliego? Wychodziłeś pod blok i w koszulce z tego meczu grałeś? Tak, tak. Nie chciałem się chwalić tą koszulką na zasadzie wyciągnąć z torby czy coś, tylko jak ją przywiozę do domu, to później sobie wyszedłem. Myślisz, że jak ja już grałem w Legii, to nie wychodziłem z chłopakami grać w piłkę? Nie było zakazów tam klubowych. Jakaś była chyba nawet akcja, kiedy już byłeś piłkarzem Betisu, że dotknęła cię jakaś bójka na osiedlu, że musiałeś uciekać przed bójką na osiedlu. Coś było takiego, prawda? Tak, no. Była kłótnia trochę tam.

Gdzieś tam działacze centralni w Warszawce sobie jeździli i oglądali. No, ale tak. I to przyszedł do mnie trener drużyny seniorskiej i powiedział tak, słuchaj, masz, my zarobimy za ciebie pieniądze. A to była równowartość czego te pieniądze? Chyba to było 20, czy nie, poczekaj. Bo to stare, tak? Czyli musimy liczyć, no to pewnie 200 tysięcy chyba złotych. To co można byłoby kupić za to? Tak, żeby zrozumieć, ile był wart młody Wojciech Kowalczyk. To ja ci powiem, 200 tysięcy? To ja w Legii dostałem 25 kontrakt. Ale na 5 lat.

No ale to mi pasowało, tak? Ja byłem takim idealnym dodatkiem do napastników reprezentacji olimpijskiej, do Józkowiaka, tak? W Legii Warszawa ja strzelałem po 11-13 bramek w sezonie, a u mnie po 20, po 30, powyżej 20-25 bramek strzelał najpierw Maciek Śliwowski, a później Jurek Podbrożny przy mnie. Z tego moich asyst było tam sporo. Także ja byłem takim raczej zawodnikiem, który się... Nie nadawałem się na dziewiątkę. To znaczy, jak się znalazłem w polu karne, dostałem rzutkę. Tak, ale nie nadawałem się. Ja musiałem biegać. Jak się nauczyłem tego, nie wiem, gdzieś w polonezie, od małych lat, jak pamiętam, że mieliśmy zawsze w okresie, nie wiem, tam zimowym, czy coś, salkę taką gimnastyczną w szkole, czy coś, to różne, Tadeusz Szczepkowski nam robił zajęcia takie.

No, biegaliśmy od ściany do ściany. Ja pamiętam, że zaczynaliśmy okres, to znaczy okres, jak zaczynałem to ze swoim rocznikiem, to byłem jednym, a w dziesiątce się łapałem, nie? Na zasadzie wytrzymałości i szybkości. Po roku czasu już byłem pierwszy. No szło to we mnie, jak zacząłem gdzieś tam żonglerkę i dajmy na to taką noga, głowa, to byłem gdzieś na zasadzie 15 uderzeń na początku, a później już czekali i mówili, dobra kończymy trening, bo Kowalowi nie spada, nie? Byłem tak zawzięty do tego, żeby być coraz lepszy, że później się nawet zastanawiałem, jak czasami o mnie pisano, mówisz, później w Legii Warszawa góry.

Nie wiem, kolana miałbym pod brodę, wiesz, przeskoczyć płotek czy coś, twardo stanąć. Ja może z tego też powodu nigdy nie miałem żadnych kontuzji stawowych. To jest te góry, te skoki, to przygotowanie jakoś tam mi nie przeszkadzało, to miałem to szczęście. Słuchaj, no ciężko mi sobie przypomnieć nazwisko zawodnika, który dobrze grał w piłkę, a nie imprezował w tamtych czasach. No tak naprawdę nie jestem w stanie ci powiedzieć. A powiedz mi, zawsze mnie to zastanawiało, jak ty byłeś się w stanie dogadywać z takim charakterem na przykład jak Jerzy Brzęczek, który jeszcze był kapitanem tej reprezentacji i zawsze zastanawiał mnie fenomen Brzęczka o tyle, że wasze pokolenie w reprezentacji, bo my tutaj cały czas mieszamy sobie temat Legia i reprezentacja. wybrało na kapitana tak porządnego człowieka, paradoksalnie, czyli człowieka, który aż tak właśnie nie balował.

No i żeśmy tak sobie... Dlaczego nie? Przecież wszyscy poznawali. Przecież tam chodzili kibice Legii i tak dalej. Nie, ale nie było takich właśnie, nawet mecze przegrane jak były, to człowiek się wybierał, bo się nie bał. Co zrobisz, w takiej drużynie grasz, walczysz o utrzymanie, to raz przegraliśmy ze Stalą Stalową Wolę, u siebie 0-1, z Guczyńskiej kopnął z kilometra, wpadła do bramki, no to przegraliśmy. No to jedziemy, można było iść. Nie było tego, my mieliśmy o tyle ten spokój, że nie było... Zanim się ujawnił artykuł na temat naszego słabego meczu, na temat człapania któregoś z piłkarzy, to my dawno żeśmy już byli po jajecznicy na kaca i po treningu. Dwa dni minęły. Bo mówię, w sobotę grałeś, a dopiero prasa wychodziła w poniedziałek.

W niedzielę zdążyłeś już wypocząć, a w poniedziałek już potrenować, zanim tą prasę ktoś przeczyta, jakiś kibic Legii Warszawa. A ty czułeś się królem Warszawy wtedy? No są wszystkich jakoś gdzieś tam, znaczy normalne, tak? Poznawali. Inna Warszawa była, umówmy się. No jednak to była Warszawa tak, zdecydowanie tak, luźniejsza. Nie jakaś, nie wiadomo jak zawalona. Można powiedzieć, sami warszawiacy. No gdzie to metro jeździło? Którędy. Nie było takich, wiesz, tanich taksówek, obcokrajowców. No zabawa. Wiesz, no tylko miałeś, szedłeś sobie, tak jak mówię, no my żeśmy chodzili tutaj przy Starówce, przy Nowym Świecie do Harendy, no to przecież to, to jaki tam tłum był?

Ile ja tak naprawdę w poważnej piłce pogałem. Poszedłem do Legii Październik 90. Trzy lata później, no nie no, troszeczkę więcej, tak. Cztery lata później wyjechałem do Hiszpanii, ale te zakładają, że to było tak na początku. Wolałem jednak spędzać czas. Nawet ja w piłkę, ja mówię, ja trenując Legią Warszawę, jeszcze grałem w piłkę z chłopakami. Nie mogę brać tylko udziału w tych turniejach dzikich drużyn. Tam u nas na Brnie były takie turnieje, które wiecznie wygrywaliśmy naszym blokiem, a później nie chcieli mnie dopuścić, bo już powiedzieli, że jak jestem piłkarzem nogi, to już nie mogę w nich grać w tych rozgrywkach. Nie jestem amator. Ale dobrze. Ale beze mnie to sobie poradzi. Chciałbym cię zapytać o kilka takich charakterystycznych momentów z twojej kariery.

Na przykład takie wydarzenie jak Niedziela Cudów, do którego ty się odnosiłeś i miałeś gigantyczne pretensje o to, że ten tytuł mistrzowski Legii odebrano. I nie wiem, czy odnosiłeś się do cytatu z Grzegorza Szeligi. Na pewno wiesz o co chodzi. Słyszałem. Który odniósł się do tego po latach i który powiedział wprost, że sprzedał ten mecz Legia Wisła. I co ty sobie pomyślałeś po prostu w tym momencie, kiedy przeczytałeś ten artykuł? Nie czytałem tego artykułu, ale słyszałem o nim. Jaka była twoja reakcja? Na co? No na te słowa. Nie no, przecież wszyscy wiedzą doskonale, że gdzieś mniej więcej tyle lat już się o tym pisze i o tym mówi, no to że gdzieś coś musiało mieć miejsce i pewnie takie rzeczy się pewnie zdarzyły.

No i byłoby pozamiatane. Wtedy się nie liczyły mecze bezpośrednie, tylko bramki. Było 2-3, tak? 2-0 prowadził Lubin. No i w przerwie meczu doszło do... Ktoś przebił naszą ofertę. No i Zagłębie Lubin postanowiło tą przebitą ofertę przyjąć i przegrać mecz. I doszło tak do ostatniej kolejki. A przecież wystarczyło zagrać tak, jak się grało do przerwy, przyjąć od nas tą premię i byłoby po mistrzostwie... Nie byłby smakuj. Nie byłoby żadnej afery. Ale ktoś się bardzo napiął w Iłodzi. Przesadził z tą napinką. Biar no i... Się skompromitowali tym bardziej, że biorąc pod uwagę, że liczyły się bramki. Wyobraź sobie, że oni musieli wygrać dużo wyżej niż my. Bo się bramki liczą. Oni mieli jeszcze gorszy bilans bramkowy o dwie bramki gorszy od nas. Janusz Wójcik powiedział po tym meczu na gorąco w takim wywiadzie, że legia tej reżyserii, cytuję w tym momencie z pamięci, że legia tej reżyserii nie potrzebowała, ale że w każdej lidze pewna reżyseria musi być.

A przecież on wielokrotnie w rozmowach prywatnych mówi, że ja wiem kto mistrz Starela. Ten, ten, ten mecz, ten, ten i tam. Jak prowadził Legię Warszawa i nie mógł wygrać tytułu mistrza Polski, bo gdzieś tam zawodnicy powoływani do wojska mu robili psikusy. No taka była Polska. Pamiętajmy, Legia Warszawa też miała zawodników, którzy niekoniecznie chcieli dla nich walczyć, gryźć trawę, bo zostali wezwani do wojska i musieli to odbemnić. Za dobrze nie zarabiali, a musieli tutaj być te półtora, dwa lata przy Łazienkowskiej. No to robili różne tego numery i to jakbyś tak posłuchał tych zawodników. Ja jak wchodziłem do szatni Legii Warszawa, to tych historii tak się nasłuchałem, że... Niektórzy piłkarze mi tam od razu ich znienawidziłem, chociaż chodziłem i im kibicowałem we wcześniejszych latach.

Nie jest ci trochę szkoda, tak po latach, że... Betis do ciebie podchodzi jak do legendy niemal, że masz zaproszenia na mecze, że Lorenzo Serra Ferrer cię przyjmował, że generalnie widać taki sentyment, mimo że nie należysz do galerii sław największych real Betis, to przyjmują cię w taki sposób, a że Legia, czyli klub, z którym ty zawsze się utożsamiałeś i nawet w twojej książce w kontekście Betisu napisałeś takie zdanie, nie zmieniajcie mi religii, bo religią jest Legia i ja nie będę Betiko, tylko po prostu piłkarzem, który gra dla tego klubu, że... W Legii nie masz takiego odbioru, nie ma co ukrywać, że kibice mają do ciebie pretensje o mnóstwo niesamowicie ostrych wypowiedzi, że jakieś transparenty ci nawet wieszali na brudnie, pisałeś, że chyba przed oknem twojej mamy. Nie masz takiego żalu trochę związanego z tym? Czy z drugiej strony myślisz sobie, że to jest naturalna konsekwencja twoich wypowiedzi, które często w kontekście Legii były ekstremalnie ostre?

Bardziej chodzi o to, że z tymi, z którymi się związałem za młodu, raczej byli kibicami Sevilli. Ta rodzina, która nami pomagała, się opiekowała troszeczkę, jak ja na mecze wyjeżdżałem z żoną i dzieckiem, dopiero co urodzonym. to oni wszyscy byli sobilistą. No to wiesz, ja mam tak więcej raczej znajomości... takich bliskich, to raczej kibiców Seville, nie? A tych z Betisów też oczywiście, ale większość jest raczej... Okej, ale czy nie żal Ci trochę właśnie, że Twój status ważnej postaci w Legii był podważany po prostu przez wielu kibiców za to, jak się wypowiadałeś? Że po prostu widać tutaj taki duży kontrast pomiędzy tym, jak odbierają Cię tam, a jak odbierają Cię tutaj, co tak jak mówię, nie wzięło się też z niczego.

Nie, no nie wzięło się. Było parę takich rzeczy. Pewnie chodziło o gwałt Celticu na Legii. Pamiętamy, który okazał się nie być gwałtem, bo Legia samą gwałt popełniła wtedy w meczu rewanżowym, ale no tak naprawdę... Ziele bym się czuł. Gdybym miał pracować w różnych stacjach telewizyjnych, czy teraz w Polsacie byłem, czy teraz w tych youtubowych stacjach o programach, jak ja bym siedział. Jestem dalej kibicem Legii. Wyobraźmy sobie, że ja bym wiecznie krytykował, dajmy na to, konkurentów Legii, ale Legia cały czas bym słodził.

Nie, to nie o to chodzi. Nie potrafiłbym tak. Nie podjąłbym się. A jaka byłaby reakcja Stadionu Legii, gdybyś pojawił się na przykład na Murawie, ktoś ci wręcza koszulkę, z nami jest Wojciech Kowalczyk. Nie wiem. Słuchaj, no ja ci powiem. A myślisz, że bym się przejął? Myślę, że nie. Że byłyby gwizdy od części? No wiesz, słuchaj, prezydenta wygwizdują, premiera wygwizdują, no to takiego szaraczka jak Wojciech Kowalczyk ewentualnie nie można wygwizdać. Można. Wiesz, to bardziej chodzi o sytuację taką, wiesz, te transparenty czy nie transparenty. A faktycznie wisiał transparent przed oknem swojego? Tak, bo okna wychodzą na park.

On tam wisiał w parku. Znaczy w parku, no ale blisko bloku, bo jest wyjście, od razu jest park. No i tam pobiesili, tak, było coś takiego. Co było na tym transparencie? Ja nie pamiętam, bo mi mówiono, ale wiesz, szybko, ja też mam kibiców Legii, którzy mnie bardzo szanują i którzy wspominają, a wiesz, to nie są kibice Legii. Delikatnie rzecz ujmując, Płochliwi, wiesz, to jest tak troszeczkę mój rocznik. Myślę, że tak parę tysięcy, może nie przesadziłbym, paręset lat odsiedzieli w więzieniach. Trochę wyroków mieli. A mnie się wydaje, że parę razy im dobrze pomogłem finansowo. Mnie się wydaje, że mogło być kłopocików. Dlatego ktoś powiesił ten transparent w nocy i spieprzył jak, bo nic więcej się nie pojawi.

Nie raz sobie radziłem z takimi. problemami. A jak ty definiujesz swój fenomen właśnie w internecie, że gdziekolwiek coś się dzieje, na przykład w kontekście reprezentacji Polski czy Legii, to każdy po prostu chce wysłuchać twojego zdania, bo wie, że to się będzie klikało, że to może być po prostu na ostro. Wiesz co, raz, że na ostro, a dwa... Mi się wydaje, że ja mam taki oddźwięk dobry dla kibiców, którzy mecze chcą oglądać. a nie analizować. To znaczy, wiesz, może tak, analizować też, ale chodzi mi o oglądać. Ja na przykład, jak ciebie słucham, w komentowaniu Ligi Hiszpańskiej, też się zastanawiam, co on tam mi tutaj biedzi, tymi szóstkami, ósemkami, dziesiątkami, fałszywymi napastnikami.

Pokazano wszystkie 22 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.