#34 Śnieg, trzepak i PRL-owskie kolejki
W tym odcinku lecimy prosto w zimę: świeży śnieg, trzepanie dywanów „na biało” i obowiązkowe orły w śniegu jak za dzieciaka. Potem robimy mocny skok do PRL-u: kolejki do mięsnego, kartki na żywność (i nie tylko), wspomnienia z dzieciństwa oraz to, jak się wtedy „załatwiało” codzienność. A na deser: Sofixy, Relaksy i historia poszukiwań w 2026 roku trzepaka i trzepaczki do dywanów.
I on mi wtedy powiedział, posłuchaj, jeżeli Ty lubisz tych ludzi... I chcesz z nimi być, a oni Cię nie lubią, to jest ich problem, że oni Cię nie lubią i muszą przebywać w Twoim towarzystwie. Jak Ty się dobrze wczujesz w ich towarzystwie, to w ogóle nie przejmuj się tym, że Ci nie lubią. Znaczy, ja nie mówię, że ja potem garnąłem się do tych ludzi, ale to była na tamten moment jakaś recepta. I dzisiaj staram się tak myśleć, że jak widzę, że ktoś mnie nie lubi, to się po pierwsze nie narzucam i wtedy też myślę sobie, widocznie to nie jest ktoś warty tego, żebym ja go lubił. Znaczy wiesz, to nie zawsze musi być, wiesz, wzajemne. To prawda, to prawda, no ale czy nie jest przyjemnie jak się rozmawia, bywa z ludźmi, którzy Cię lubią? Jest przyjemnie. Bezdyskusyjne. Grzegorz, jak jedziesz na narty, to chciałbyś pojechać z kim, kogo nie lubisz? Tak zwany wolny czas, czas relaksu, czas odpoczynku.
Market jest niebieski z żółtym liternictwem na C, a mówi się K, więc nazwy wiecie. Castorama. Ty mnie zawsze pouczasz, że mam mówić marki, a sam się zachowuję jak... Może rzucam parę złotych do tego podcastu. Słuchaj, pojechałem do tej Kastoramy, pani weszła ze mną na to piętro, mówi, Boże, nie ma. I co my teraz zrobimy? Ja mówię, nic, szukam dalej. Otworzyłem stronę internetową w kolejnym markecie budowlanym, Leroy Merlin, albo jak to niektórzy mówią, Leroy Merlin. W Leroy'u mówię. W Leroy'u, więc zadzwoniłem do Leroy'a, bo już mi się nie chciało jechać rowerem 40 minut, bo to ja na rowerze oczywiście. Więc zadzwoniłem do Leroya, a pan mówi, są plastikowe i wiklinowe. Które pana interesują? Ja mówię, nieważne, ile ich jest, bo za chwilę przyjedzie 50 i ci wszystkie wykupią. A on tak, proszę pana, jest tu chyba z 30 sztuk, one nie cieszą się powodzeniem, może pan przyjechać nawet jutro.
Ale wiesz co, ale wyskakują ci sofiksy, wyskaczują ci relaksy z Nowego Targu. Relaksy były jednak takie modne, a tamte chyba były niemodne. I te sofiksy były też bardzo popularne robione w Radomiu. A staliście kiedyś w kolejce? Pojechaliście kiedyś do Radomia po sofiksy? Nie. Ja osobiście z kumplem pojechałem za komuny, staliśmy całą noc. Śnieg, Polska Rzeczpospolita Przy fabryce i kupić, bo tam zawsze te buty były.
Jechaliście kiedykolwiek w okolicach Tarnobrzega jeziorka? Chyba nie. Jest to jedno z większych polskich miast, w którym nie byłem. Słuchajcie, jak się jechało koło Tarnobrzega, za komuny, kiedy działała ta kopalnia, to wyznacznikiem tego, że jesteś przy Tarnobrzegu, był smród tzw. jajek, siarkowód. Śmierdziało tzw. jajami. I to już było wiadomo, że jesteś blisko mojego miasta. My tego nie czuliśmy. Nie czuliście naprawdę? Wiesz co, bo to jest jak ze wszystkim, no ludzie się przyzwyczajają na Śląsku do zapylenia, to się przyzwyczajasz do tego smrodu. Do zapylenia, tak, no bo może zapach jednak jest zapachem. Tak, ale chodzi o to, że jakby ci to powiedzieć, człowiek, który się nie myje, nie czuje swojego smrodu. Po pewnym czasie przyzwyczaja się. Normalne. Normalne. I to samo jest, jak przyjeżdżasz po jakimś czasie, czujesz ten zapach, bo myśmy go czuli, jak się wracało.
Dobrze zrobili ludziom. Wszystko dobrze zrobili. No stary, wiesz jaki to jest ośrodek, latem, wiosną, to tam po prostu są tłumy, tam są tłumy ludzi, no to jest atrakcja turystyczna. I ty jesteś daleko stąd? Z Warszawy. Trzy godziny piętnaście, w zależności czy jedziesz, to nie ma znaczenia, bo możesz jechać na Lublin i potem na południe Polski lub przez górę Kalwariek. Można jechać trasą nadwiślańską, tak zwaną wzdłuż Wisły, starą, dobrze mówię? Chyba coś tak kłamałem, nieważne. Przez Sądomierz? Tak, taką, albo jechać prawie przez Lublin, potem w stronę Rzeszowa i w końcach Stalowej Woli odbić reklamę.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W tym odcinku lecimy prosto w zimę: świeży śnieg, trzepanie dywanów „na biało” i obowiązkowe orły w śniegu jak za dzieciaka.
Potem robimy mocny skok do PRL-u: kolejki do mięsnego, kartki na żywność (i nie tylko), wspomnienia z dzieciństwa oraz to, jak się wtedy „załatwiało” codzienność. A na deser: Sofixy, Relaksy i historia poszukiwań w 2026 roku trzepaka i trzepaczki do dywanów.