Klaudia Lopez-Bartkowiak, odc.22
Klaudia Lopez-Bartkowiak – współwłaścicielka pierwszej w historii i jedynej do tej pory restauracji z gwiazdką Michelin w Poznaniu i Wielkopolsce. To prestiżowe wyróżnienie dla najlepszych restauracji na świecie, a pierwsza poznańska gwiazdka już na zawsze wpisze się w gastronomiczną historię miasta. Pomysł na to miejsce narodził się podczas jednej wybornej kolacji przygotowanej przez szefa kuchni Artura Skotarczyka. Klaudia Lopez-Bartkowiak to kobieta, która spełnia swoje marzenia i realizuje nawet najbardziej szalone plany. Kiedy przyjechała z Kuby do Poznania na studia informatyczne w wieku 18 lat, była jedyną Kubanką w mieście, a dziś to właśnie dzięki niej w Poznaniu mieszka największa w Polsce społeczność Kubańczyków. Właśnie w związku z tym, w jednym z jej lokali Ambasada Kuby urządzała swego czasu nawet punkt terenowy do załatwiania spraw urzędowych. Ale to nie wszystko… Warto posłuchać rozmowy Ani Skoczek z Klaudią Lopez-Bartkowiak.(Emisja na antenie Radia Poznań: 26.02.2025)Więcej odcinków: https://open.spotify.com/show/0hP2i1iuDejZAJfQqIdslk?si=2d8c25d9743b4949#kobieta #kobiety #KlaudiaLopez #Kuba #CubaLibre #poznań #poznan #Supermocne #podcast #radiopoznan
Supermocne. Inspirujące historie o kobietach, wyborach, spełnianiu marzeń, realizacji i samorealizacji. Na rozmowy z wyjątkowymi kobietami zaprasza Anna Skoczek. Podcast Radia Poznań. A Supermocne to program o wyjątkowych kobietach, o ich inspirującej historii, o przełamywaniu różnych barier wytrwałości i spełnianiu marzeń. I kiedy tak to wszystko wymieniam, to historia Klaudii Lopez-Bartkowiak jest połączeniem tych wszystkich elementów. Cześć. Cześć. Bardzo miło mi ciebie gościć w studiu Radia Poznań. Również miło. Klaudia Lopez-Bartkowiak, zaczynałaś jako instruktorka tańca, ale jesteś miłośniczką słońca, dobrej zabawy, jesteś w połowie kubanką, ale od zawsze poznanianką.
Walczyliśmy prawie 10 lat, żeby to osiągnąć. Temat restauracji Muga jest tematem z 2023 i tych 10 lat prawie walki o gwiazdkę, czyli generalnie... Otrzymanie się, w ogóle przekonanie poznaniaków do takiej kuchni, która... Ale zanim, bo ty masz bardzo ciekawą historię i ja bym chciała tak od początku. Jesteś poznanianką, bo urodziłaś się w Poznaniu. Tak, urodziłam się w Poznaniu. Ale jesteś w połowie Kubanką. Prawda. Tata jest Kubańczykiem. Przyjechał do Polski doktorat pisać, poznał mamę, która była na studiach, no i się pojawiliśmy my. Mama skończyła studia, mieliśmy trzy lata i pojechaliśmy na Kubę, znaczy zabrali nas na Kubę i tam się wychowałam. Wychowałam się do siedemnastego, prawie siedemnastego roku życia, gdzie Polska mnie sprowadziła z powrotem na studia, bo Polska miała taki program dla Polonii, która dawała stypendium tym rodzin takim mieszkającym za granicą, ale z korzeniami polskimi.
Tylko do tego musiałam dojść. Musiałaś to odkryć trochę. Tak, na początek mi się wydawało, że wszyscy, tym bardziej w Łodzi, jest zimno, wszyscy idą, wiesz... Pochyleni, patrzą w chodę. Tak, bo zimno, bo się spieszą do domu i ja mówiłam, czemu oni nie uśmiechają się, czemu nie ma tej energii, nie ma tego, do czego byłam przyzwyczajona. No ale wracam do tego, na Kubie jest gorąco, ludzie tak mają, że są bardziej otwarci, bardziej wylewni i dlatego to szybciej widać, ale w Polsce okazało się, że naprawdę doceniamy jakby te same, podobne wartości. Kiedy już pojawiłaś się w Poznaniu, zaczynałaś od uczenia ludzi tańca. Jako studentka informatyki uczyłaś ludzi tańczyć. Co to jest za historia?
W Poznaniu nie było wtedy, jak ja przyjechałam, żadnych lokali latynoskich. I nagle któregoś dnia ktoś mówi, że powstał lokal. Muchos. Ja stwierdziłam, to ja muszę iść. No i poszłam i się okazało, że tam... Ja myślałam, że spotkam dużo latynosów, a tu się okazało, że za dużo latynosów zresztą wtedy w Poznaniu też nie było, bo to raczkowało to, żeby ludzie napływali w ogóle do Europy. I poznałam właścicieli, z którymi się zaprzyjaźniłam, dlatego że powiedziałam, że bardzo chcę, żeby ten lokal był, żeby był latynoski, żeby ta muzyka płynęła i między innymi dostarczałam muzykę i w którymś momencie tak patrzyłam, jak ludzie tańczą i mówię... Trochę tak... To nie tak się tańczy? A jak tańczyli? No właśnie tak po polsku... Sztywno? No tak się trochę gipali na błoki i tak... U nas się tańczy salsa, to się tańczy według kroku.
No i już przestałam chcieć wyjeżdżać. I to jest, można powiedzieć, ta kotwica, która cię przytrzymała w Poznaniu? Wtedy tak. Wtedy było tak, że akurat stwierdziłam, że już spróbuję tak faktycznie bardziej. Może faktycznie coś z tego będzie. I wtedy zaczęłam odkrywać Polaków. Bo mi się wydaje, że jak przyjechałam, miałam Klaudia Lopez-Bartkowiak, Kuba. Którzy opowiadali o swoich trochę tradycjach, zresztą przenosili słoiczki z mamusinami tam, jak ja mieszkałam w akademiku, przynosili jakieś tam, nie wiem, kotlety, coś i to pomijając fakt, że to właśnie wokół jedzenia, bo ja zawsze kochałam jeść i kochałam dobrze jeść i dla mnie odkrywanie kulinarnie polskie
A smakowały ci te potrawy? Tak. Ja w ogóle, moja babcia gotowała przepyszne zupy i kochałam wszystkie zupy. Wszystkie, wszystkie. Do dzisiaj zresztą jestem miłośniczką zup. I kocham szawiową na przykład. Zupy, których prawie żaden kubańczyk by nie zjadł. A ja uważam, że polskie zupy takie tradycyjne są naprawdę warte grzechu. Supermocne. Słuchają Państwo podcastu Radia Poznań. Klaudia Lopez-Bartkowiak, od organizacji tych, można powiedzieć, kursów takich tanecznych, czy szkoleń tanecznych, gdzie krzewiłaś kulturę latynoską, pojawił się pomysł, żeby otworzyć coś swojego. Właśnie myślałam o tym ostatnio, czemu tak naprawdę, naprawdę ja otworzyłam Kuba Libre.
Nie wiem, piętnastu kubańczyków, bo oprócz tego oni pracują wokół nas, nie wiem, w różnych miejscach i w szkole tańca, bo moja siostra ma szkołę tańca obok i też wciągaliśmy osoby do pracy do szkoły tańca. Później zrobiliśmy social club, który też jest jakby taką trochę klawą i mamy tam jedzenie, więc i kucharzy kubańskich, żeby to było jeszcze bardziej, żeby to wszystko było faktycznie takie bardzo, bardzo kubańskie. No i oczywiście jak ściągasz kogoś do kuchni, to on ściągnie męża, albo później córkę, no i teraz mamy największą w sumie społeczność kubańską w Polsce. Nawet nie chodzi o to, co może wnosić to w polską kulturę, bo w Poznaniu też bardzo dużo jest dobrych szkół tańca, bo jakby z racji tego pochodzenia część osób, które my uczyliśmy na początek, mają swoje szkoły tańca.
Tech innych osób, które przyjechały, tych kubańczyków, też uczą w tych szkołach, więc Poznań też jest bardzo, bardzo mocnym miastem tanecznie pod kątem kubańskiej salsy. Ale też moglibyśmy powiedzieć, że jest najbardziej kubańskim w ogóle miastem w naszym kraju. Myślę, że tak, że można tak powiedzieć. W związku z tą liczną społecznością kubańską w Polsce mieliście taki bardzo ciekawy wątek w historii social clubu, ponieważ w pewnym momencie podjeżdżała tam limuzyna, przed wejściem stały flagi i był to punkt terenowy konsulatu kubańskiego, tak? Tak, tak było. To już pełniło funkcję jakiejś instytucji publicznej. W ogóle jak się pojawiłam na mapie Poznania w takiej formie, że jestem pracodawcą, to otworzyło im, ambasadzie, takie miejsce, w którym zawsze pomogę.
Zawsze jakaś praca się znajdzie, no bo w gastronomii zawsze się znajdzie. I był moment nawet, w którym była taka propozycja, żebym była takim ambasadorem honorowym, ponieważ tyle pomocy w ogóle, ale pomocy... To była wzajemna, bo to nie jest tak, że ja uważam, że ja komuś daję pracę i pomagam, ale Kubańczyk, który pracuje u mnie, też wnosi bardzo dużo zazwyczaj. Mam bardzo energetycznych, pełnych pomysłów i życia ludzi, których zatrudniam albo właśnie pomagam. No i oni stwierdzili, że zresztą do dzisiaj jest tak, że jak cokolwiek się dzieje i ktoś tam gdzieś jest zagubiony, to wiadomo, że jak go wyślą do Poznania, to miejsce się znajdzie do spania. Wszyscy zrobią zbiórkę ciuchów i zakładam fundację, bo to wszystko doprowadziło do miejsca, w których faktycznie zaczęliśmy pomagać bardzo dużo.
On w ogóle nie miał wpływu. Nie zawsze kucharz ma wpływ na to, co chce robić. Jeżeli ktoś go blokuje, ta kuchnia nie jest taka, jak byśmy chcieli tak naprawdę. Więc to był taki też moment, w którym stwierdziłam, co mu potrzeba. Potrzeba mu kuchnię, żebym ja mogła dobrze jeść, bo ja będę chodziła. Ale jemu potrzeba kuchnię, w której będzie gotował to, co on robi i potrafi zrobić najlepiej. No i wtedy obok winiarni zwolniło się lokal. No i mówię, to tak jeden pociągnęło drugie, drugie. Lokal w miejscu nieoczywistym. Mówimy o Poznaniu sprzed 10 lat. Mówimy o ulicy, która nie jest przy starym rynku. Tu jesteśmy trochę oddaleni jednak, bo mówimy o uliczce, która jest trochę na uboczu. Nie wiem, to jest coś, co bardzo dużo ludzi mi się pytało, bo tam nie ma nawet gdzie parkować, to w ogóle jest też taki jakiś mały lokal.
I to wszystko tworzy taką całość, którą my mamy właśnie chłonąć całymi zmysłami, jakby to była właśnie sztuka. Dziewięć lat, ale jest pierwsza gwiazdka. A najczęściej słyszałam właśnie takie, tak, najczęściej słyszałam, że muga, muga, tam gdzie mało i drogo, tak? A ja, no właśnie tam. Ale po dziewięciu latach okazało się, że otrzymaliście pierwszą w historii Poznania i to już się zapisze, to już was nikt nie przegoni. Jesteście, jeśli chodzi o gastronomiczną historię tego miasta, wpisani już we wszelkie kroniki. Myślałaś w ogóle już po iluś latach funkcjonowania Mugi o tej gwiazdce, o takim wyróżnieniu? Ja odkąd poznałam Artura, uważałam, że on zasługuje na gwiazdkę. Za dużo się nie znałam na gwiazdkach. W Poznaniu nie było gwiazdki, nie było z kim konkurować.
Ja mam wrażenie, że człowiek się rozwija tak jak uczy się, to również się uczy kulinarnie. Jak już zaczęłam doświadczać, i nie tylko u Artura, mówię, w Poznaniu naprawdę wtedy powstawało gdzieś tam parę takich knajp, które mi powiedziały, słuchajcie, nie no naprawdę warto wrócić na jedzenie. To zaczęłam też jeździć i wtedy zaczęłam właśnie odkrywać, że jest świat, w którym można naprawdę zjeść tak, że no bo jak się pójdzie do trzygwiazdkowej restauracji w takiej Hiszpanii, to po prostu to jest takie wow, bo to jest, no to już jest taka sztuka abstrakcyjna, ale fascynująca i to jest coś takiego, że to jest takie przeżycie, że ja marzyłam też, w którymś momencie zaczęłam marzyć o tym, że właśnie coś takiego, żeby dojść do punktu, w którym
Więc dużo ludzi zamawiało u nas. Zresztą bardzo dobre mieliśmy burgery, żeby nie było. Ale ludzie przyjeżdżali spierać nas, nie tylko słowem. 2023 rok. Ogłoszenie wyników. Muga z gwiazdką. No prawda jest taka, że nie spodziewaliśmy się, że od razu. Bo to, że dążymy do tego, nie znaczy, że przy pierwszym wizycie. Rzadko kiedy w ogóle dostaje się gwiazdkę. Klaudia Lopez-Bartkowiak, Artur Skotarczyk, Poznań, Wielkopolska, Kuba. Poznań, Wielkopolska, Kuba.
A ja mówiłam, słucham, w czym mogę pomóc? A pan po prostu, nie, nie, nie, z szefem, z szefem. A ja mówiłam, odwracałam się, trzy kroki, wracam, dzień dobry, Klaudia Lopez, w czym mogę pomóc? No przecież nie pani jest szefową. A ja, czemu nie jestem szefową? Bo jest jakieś przekonanie, że kobieta nie może być, jakby nie może stać za klubem? Podcięło ci to kiedyś skrzydła? Nie, wręcz odwrotnie. Oj nie, nie, ja jestem bojowa. Jak ktoś właśnie mówi, że nie, to ja mówię oj tak. Trochę też tak miałam, że między innymi właśnie robiąc tą mugę, w której mówię otaczałam się, mówię mężem, który mówił tak i Arturem i Klaudiuszem, który też w ogóle jest filarem mugi. I miałam gdzieś u boku ktoś, który mówił, nie, Klaudia, no nie, Poznań, nie, absolutnie, to jest głupie strasznie. I w ogóle, no wiecie, nie, gdzie takie ceny, gdzie te porcje, przecież Poznaniacy potrzebują tanio i dużo.
A ja mówiłam, ale absolutnie nie, dorośniemy do tego, to się rozwija. Kulinarnie Poznań też się rozwija. Trochę mniej mamy turystów niż reszta Polski, no i przez to trochę trudniej. Jeszcze też takie przekonanie jest i było wśród moich znajomych, że Poznaniacy W ogóle nie lubią wydawać, w ogóle nie lubią jeść na mieście. No bo jak jest za drogo, to wtedy lepiej w domu. Kiedy oni wszyscy mówili nie, a my siedzieliśmy, mówiliśmy tak. A ty już wiedziałaś, bo się dokopałaś do tej warstwy cebuli. Wiedziałaś, że tam w środku jest ta jedna warstwa, która każe temu poznaniakowi wyjść i spróbować czegoś pysznego. Tak. I właśnie tak to było. Co jest twoją supermocą, Klaudia? A czujesz się w ogóle taką supermocną? Ja tak. Szczerze to mi się wydaje, że mój mąż bardziej uważa, że jestem najbardziej pewną siebie osobą, którą zna i tak się wydaje.
Działaczka społeczna, teraz już mogę dodać do tej całej listy bardzo ciekawych rzeczy, które robisz. Dokładnie. Bardzo dziękuję Tobie za wizytę w studiu. Też bardzo dziękuję. Do zobaczenia, usłyszenia. Jeśli podobał się Państwu ten odcinek podcastu, zachęcamy do obserwowania naszego kanału, dodania odcinka do swojej listy lub pozostawienia komentarza. Zapraszamy też do słuchania programów Radia Poznań i na stronę www.radiopoznan.fm.
Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.