Mentionsy Mentionsy
Smaki z Plusem
Smaki z Plusem

O ratowaniu jedzenia

26.12.2025 ·29 min 20 s

To nie będzie rozmowa o frytkach z ziemniaczanych skórek (choć to dobry pomysł na ich pyszne wykorzystanie), ale o tym, co działa i nie działa w naszych domach, firmach i sklepach. O tym, że jadłodzielnie to nie „resztki z pańskiego stołu”, a zabranie do domu niedokończonego posiłku z restauracji to żaden wstyd. O tym, jak nie marnować i gdzie szukać pomysłów na uratowanie jedzenia, w tym odcinku „Smaków z Plusem” opowiada Sylwia Majcher – dziennikarka, edukatorka ekologiczna, autorka książek takich jak np. „Gotuję, nie marnuję. Kuchnia zero waste po polsku”

Zamiast mąki używamy właśnie namoczonego w mleku, mleku roślinnym albo w soku pieczywa i powstanie nam świetne brownie. Czyli taka kreatywność tutaj się przydaje. To znowu nie chodzi o to, żeby przerwać resztki w resztki, tylko żeby coś z tego wyszło, co będzie mogło nam smakować, co będzie atrakcyjne. Ja kilka lat temu wrzuciłam przepis na... zupę, uwaga, sałatki jarzynowej, bo sałatka jarzynowa to jest jeden z najczęściej marnowanych świątecznych smaków i to brzmi kontrowersyjnie, czyli robimy tę zupę tydzień po świętach, ale jeśli to by było następnego dnia po świętach, to jeszcze da się to zrobić i wcale nie jest tak dziwne to połączenie, jeśli przeanalizujemy ten skład sałatki jarzynowej. Mamy tam majonez, majonez się nawet do ciast dodaje, więc on nadaje takiej kremowości. Znaczy po prostu tę zupę z dodatkiem jakiegoś bulionu, tę sałatkę zagotować i potem zblendować.

To jest chyba jeden, mi się wydaje, że to jeden z takich najgłupszych przykładów niemarnowania jedzenia, bo to nie jest dobre. To jest też marnowanie jedzenia, zmuszanie nas do jedzenia, ale przykład w ogóle tego, że dzieci w Afryce głodują, nietrafiony kompletnie. Oczywiście dzieci tam głodują, ale też głodują dzieci za naszą ścianą, bo w Polsce według danych Głównego Urzędu Statystycznego prawie 2 miliony ludzi nie ma szans na to, żeby każdego dnia zjeść ciepły posiłek, więc nie musimy sięgać tak daleko. Ale te porównania też, oprócz tego, że mogą wzbudzić jakieś nasze wyrzuty sumienia, nie zmienią naszego nawyku. My nie wciśniemy w siebie więcej. Lepiej zaplanować. To już teraz po świętach trudniej, ale można o tym pomyśleć. Właśnie ta refleksja jest ważna, żeby się skupić na tym, no dobra, dlaczego po raz kolejny wyrzucam. Dlaczego po raz kolejny zrobiłam tak dużo, zrobiłam tak dużo, że nikt tego nie chciał jeść, a nie kreowanie, zrzucanie odpowiedzialności na kogoś, bo ani ten ktoś nie zje, ani to jedzenie magiczne z naszego stołu nie zniknie.

Tak właśnie trzeba robić. Ja jak występuję na jakichś takich branżowych konferencjach albo na dużych eventach i widzę, że jest catering, to pierwsze co robię, zachęcam do tego, żeby to, co zostało zabierać. I potem podchodzą do mnie takie panie w fantastycznych garsonkach i mówią, dziękuję pani za to. bo ja nie będę musiała jutro rano robić śniadaniówki dzieciom, bo mam tutaj gotowe. Dziękuję pani za to, bo ja nie będę musiała mężowi obiadu przygotować, bo ja będę miała jutro do odgrzania na ten obiad. A sama bym nie pomyślała, a byłoby mi głupio. Albo proszę organizatorów, żeby przygotowali takie pudełka. Mam dosłownie przed chwili też taką informację na bieżąco, takie sprężenie zwrotne. Byłam na bardzo dużym wydarzeniu, gdzie było ponad 700 osób. Ono się odbywało przez dwa dni. Pierwszego dnia był taki sam catering jak drugiego i pierwszego dnia szef tej firmy nie wypowiedział słów do pracowników i do tych gości tego spotkania, żeby zebrali żywność, to co zostanie na wynos i bardzo dużo jedzenia zostało.

Nikt nie zabierał jakiejś pojedynczej osoby. Drugiego dnia w pierwszym takim swoim przemówieniu do gości podkreślił, że to jest jedzenie, które jest zapłacone, należy do nas, będą opakowania, proszę zabierać. Ja byłam po prostu przeszczęśliwa, jak widziałam nawet ochroniarzy tej imprezy, którzy wynosili pełne pudełka jedzenia i Wincie jak się z nimi spotykała mówi, no wkładamy do lodówki, jutro jak przyjdziemy do roboty, to od razu będzie coś ciepłego do zjedzenia. Naprawdę mogę powiedzieć, że prawie wszyscy brali. Nic nie zostało tym razem. Więc o to właśnie chodzi, żeby taki obrazek się pojawiał, żeby uciec od tego wstydu. I jeszcze tak dla porównania we Francji, czyli tym takim świecie naprawdę wysokiej kultury kulinarnej, ustawą wprowadzono obowiązek zabierania resztek z restauracji. Bo ten problem dotyczy nie tylko takiego kraju jak nasz, czy wszystkich tak naprawdę bogatych krajów.

I Unia Europejska mobilizuje wszystkie kraje też do tego, żeby ograniczyć marnowanie jedzenia o ponad połowę, więc tych rozwiązań się szuka. I tam ustawa doprowadziła do tego, że teraz kelner funkcjonuje. w takim manualu kelnerskim musi zaproponować klientowi to, żeby to jedzenie zabrał i jeszcze restauracja płaci za opakowanie. Chciałabym, żeby u nas tak było. Chociaż nawet za to opakowanie mogę dopłacić, ale faktycznie, żeby nie było nikomu głupio poprosić o to, żeby zapakować, bo każdy się gdzieś tam trochę czai. To kelner powinien proponować. Jeśli to kelner wyszedłby z taką inicjatywą, tak jak tutaj na tym spotkaniu służbowym, na tej konferencji, szef firmy powiedział pracownikom i gościom swoim, a to byli naprawdę gości z różnych branż, możecie, weźcie, bo to jest nasze, to nie było żadnego oporu. Albo jak jedna osoba zaczyna brać, to inni też bardzo chętnie to robią. Bo oczywiście to są różne smaki i komuś może pasować coś, komuś coś innego, ale zawsze da się coś wybrać.

Ja już też podkreślam często, że dobra, jak nie chcesz dla tego ratowania jedzenia, to zrób dla własnej wygody. Ja po takich komfortach konferencjach mam po prostu do śniadaniówek moich dzieci. Wybieram to, co następnego dnia będę mogła włożyć im do śniadaniówki, co im smakuje, co lubią. I to się też fantastycznie sprawdza. I też tak właśnie tym, którzy mają oporę, mówię, weź to tam jutro córce nie musisz robić śniadaniówki, weź to jutro sobie tam rano odgrzejesz i będzie gotowe. Jak mamy już konkretny cel na wykorzystanie tego, to też łatwiej jest nam to zabrać bez takich wyrzutów. Podjęłaś przykład Francji, to ja jeszcze tylko wrócę do tych statystyk, które są u nas, bo jeśli chodzi o te najnowsze badania Banku Żywności w Polsce, 63% Polaków potwierdza, że zdarza im się marnować jedzenie. To jest 18 punktów procentowych więcej w porównaniu do ubiegłego roku. I niby są te wszystkie programy, które zobowiązują chociażby markety do tego, żeby przeceniać żywność, której data ważności się kończy, ale to wciąż jest gdzieś za mało albo nie robimy tego tak, jak powinniśmy.

Bo brakuje edukacji. Ja uczestniczyłam w takim projekcie Komisji Europejskiej, gdzie przedstawiciele wszystkich krajów unijnych przez kilka miesięcy w różnych zespołach pracowali nad takimi pomysłami dotyczącymi ograniczenia marnowania żywności. I potem te pomysły były przedstawiane na forum w komisji i odbyło się głosowanie. Te najlepsze, te, które dostawały najwięcej punktów, mają teraz szansę, żeby były wzięte pod uwagę przy tworzeniu rozwiązań legislacyjnych. I ze względu na to, z jakiego kraju był zespół, jaki... w jakim wieku były osoby w tym zespole, bo to były osoby od 20 roku życia do 70 roku życia. W każdej z tych prac przejawiał się ten element edukacyjny, że ta edukacja jest niezwykle ważna. Duńczycy na przykład wprowadzając taką edukację obowiązkową, kulinarną z tymi elementami, mocnym naciskiem na niemarnowanie jedzenia, pokazali, że się da, bo udało im się w ten sposób ograniczyć marnowanie żywności o ponad 25%, więc to ma sens.

Ja tylko chodzę do takiego marketu, mam kilka wybranych, po sery. Po dobre sery, które są... drogie, ale właśnie kiedy im się zbliża termin ważności i trafiają na typu OK, ja mogę sobie wtedy skompletować swój ulubiony zestaw, nie bojąc się tego, że termin nawet jak minie, do następnego dnia nic mi się nie wydarzy, bo też data ważności to jest kolejny problem, z którym Polacy się borykają i przez datę ważności, przez to, że ona upływa, wyrzucają jedzenie, niekoniecznie słusznie. Czy na przykład na biale jogurtach naturalnych, które są rzeczywiście tylko naturalne, mają naturalne bakterie, to wtedy też taki jogurt może powstać dużo dłużej niż sugeruje data ważności. To jeszcze właśnie na koniec, zmierzamy już do końca naszej rozmowy, jeszcze żeby nie bać się tych rzeczy, które teoretycznie są po terminie ważności, ale one są wciąż dobre. Taki ryż, masło, nie no masło może być, ale to trzeba powąchać.

Następnego dnia rano człowiek wstaje, to już też powtarzam po raz kolejny, człowiek rano wstaje, nie myśli co zjeść, bo po prostu ma. Tym bardziej, że mu smakowało, bo jeśli nie smakowało, no to okej, ale jeśli coś smakowało, no to po co masz dawać i jedzenie, dobre jedzenie i jeszcze swoje pieniądze. To takie hasło zapłacone, zjedzone. Zapłacono, to zabieramy. Więc nie wstydzimy się te trzy rzeczy. Korzystamy z aplikacji, jadłodzielnie i zabieramy z restauracji. To jest coś, co możemy zrobić właśnie z restauracji, czy w ogóle z takich eventów, na których jesteśmy. Jeśli my decydujemy o organizacji takich eventów, no to można od razu też, jesteśmy menedżerami w jakichś firmach, to od razu można też to włożyć w komunikację taką szerszą, zachęcić pracowników, żeby zabrali swoje opakowania, że to jedzenie, bo zawsze zostanie, bo zawsze jest zrobione więcej, a to, co wyszło na salę, nie może wrócić do kuchni zgodnie z... przepisami sanepidu. Nie będzie tak, że ktoś to później sprzeda komuś innemu.

Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.