Warszawa-Kijów: Sojusz czy złudzenie?
Czy fundamenty, na których oparto współpracę Polski i Ukrainy, zaczynają pękać? Wojciech Mucha rozbiera na czynniki pierwsze trudne pytania, które coraz częściej padają nie tylko w kuluarach polityki, ale też na ulicy. 🔎 W tym filmie: – Czy relacja Warszawa–Kijów to wciąż strategiczny sojusz, czy już polityczne złudzenie? – Dlaczego polska prawica traci spójność w sprawie Ukrainy? – Jakie są realne koszty obecności Ukraińców w Polsce – społeczne, finansowe, kulturowe? – I czy społeczne zmęczenie nie staje się nową rzeczywistością? To commentary bez owijania w bawełnę. Bez ideologii, bez klisz, bez autocenzury. Zamiast propagandy – chłodna analiza. Zamiast haseł – pytania, które naprawdę mają znaczenie. Opowiada: Wojciech Mucha Montaż/realizacja: Mateusz Jaśko, Grzegorz Krzywak
To znaczy polska prawica nie ma absolutnie żadnych kontaktów ze stroną ukraińską. Dzieje się to z różnych Przyczyni dzieje się pomimo tego, że to za czasów rządów polskiej prawicy Ukraina otrzymała niebagatelne, w zasadzie największe wsparcie. To wówczas Rosja napadła na Ukrainę w 2022 roku, odcierając piekło pełnoskalowej wojny. Pomimo to stosunki pomiędzy środowiskiem polskiej prawicy, a środowiskiem ukraińskich polityków i ukraińskich elit opiniotwórczych są najgorsze w historii. Tak naprawdę można powiedzieć, że w ogóle ich nie ma. Co takiego się stało? By to zrozumieć musimy cofnąć się, ale teraz trochę krócej, do 2022 roku, do momentu pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę, do momentu wybuchu wojny.
No tyle tylko, że rozsądnych polityków i rozsądnych działaczy społecznych nie powinno zwalniać to zobowiązku poszukiwania kontaktów z krajem, który jednocześnie toczy wojnę z naszym żywotnym wrogiem. Wrogiem, czyli Rosją. Musimy mieć bowiem świadomość, że pomimo tych wszystkich elementów, o których powiedziałem, od gospodarczych, przez historyczne pamięci, tożsamości i tak dalej, i tak dalej, tam w dalszym ciągu trwa wojna, o czym na końcu pokażemy wam wyjątkowo. Dosadnie. Nie stało się tak. Stało się dokładnie odwrotnie. To znaczy spirala, o której powiedziałem, zaczęła się nakręcać. Już nie tylko sympatycy i zwolennicy Grzegorza Brauna, który szczególnie mocno i radykalnie wypowiada się na ten temat, już nie tylko politycy Konfederacji.
Widzę Maserati na ukraińskich rejestracjach, które mkną ulicami polskich miast. Widzę w jaki sposób młodzi ludzie, którzy teoretycznie powinni bronić swojego kraju, No jakoś wolą uczestniczyć w normalnym życiu w Polsce. Kłują nas w oczy przestępstwa, których dokonują przybysze zza wschodniej granicy. Kłują nas w oczy informacje, że w siatkach szpiegowskich, które są rozbijane przez przedstawicieli Polskich Specjalnych Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego czy Służby Kontrwywiadu są również ukraińscy obywatele. Tak jakby Rosja posługiwała się, nie mieliby siać destabilizacji w Polsce. To wszystko jest prawda. I to wszystko jest odpowiedzialnością również państwa polskiego, by z ukraińskimi partnerami pracować nad tym, by tego typu sytuacje eliminować już w zarodku.
Ale oto flagi, które zostały zdjęte do połowy w ambasadzie Rzeczypospolitej w Kijowie 18 czerwca, czyli w tym tygodniu. Bo wówczas w Kijowie ogłoszono dzień żałoby dla upamiętnienia rosyjskiego ataku, w którego w wyniku zginęły co najmniej 23 osoby, a 134 zostały ranne. Musimy więc pamiętać, o co toczy się ta wojna. Gdyby Rosja zajęła Ukrainę w 2020 roku, dziś nie mielibyśmy problemów, które mamy, tylko mielibyśmy dużo poważniejsze. Rosja wchłonęłaby, jak pisał na łamach tygodnika Solidarność Piotr Skwiociński w ostatnim numerze. Wchłonęłaby cały potencjał gospodarczy, cały potencjał ludnościowy i wojskowy Ukrainy. Zachód, czyli nasi przyjaciele z Niemiec między innymi, ale również ze Stanów Zjednoczonych, zostałby skompromitowany, wzrosłaby rola zarówno Federacji Rosyjskiej, ale także i Chin i świat by się dość mocno przebiegunował.
Można sobie wyobrazić, co działoby się w dalszej kolejności. To znaczy Rosja, która wchłonęłaby Ukrainę, na pewno zainteresowałaby się przynajmniej państwami bałtyckimi. A jak sobie powiedzieliśmy na samym początku, być może przyszedłby czas i na nasz kraj. Na Polskę. Więc zgadzam się z tym, co napisał mój kolega Piotr Skwieciński w tygodniku Solidarność. Tak, to prawda. Ukraina ignoruje Polskę w kwestiach symbolicznych. Ignoruje Polskę w dużej mierze w kwestiach gospodarczych. To wszystko prawda. Tylko, że rolą polskiej prawicy, która być może za chwilę przejmie władzę w Polsce, jest wypracować, przynajmniej otworzyć pewien rodzaj kontaktów z naszymi wschodnimi partnerami. Nie możemy wytwarzać pustki i sprowadzać naszych relacji do czegoś, co
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
🔎 W tym filmie:
– Czy relacja Warszawa–Kijów to wciąż strategiczny sojusz, czy już polityczne złudzenie?
– Dlaczego polska prawica traci spójność w sprawie Ukrainy?
– Jakie są realne koszty obecności Ukraińców w Polsce – społeczne, finansowe, kulturowe?
– I czy społeczne zmęczenie nie staje się nową rzeczywistością? To commentary bez owijania w bawełnę.
Bez ideologii, bez klisz, bez autocenzury.
Zamiast propagandy – chłodna analiza.
Zamiast haseł – pytania, które naprawdę mają znaczenie.
Opowiada: Wojciech Mucha
Montaż/realizacja: Mateusz Jaśko, Grzegorz Krzywak