POKOLENIE EMIGRACJI zmienia Polskę NA LEPSZE
„Stracone pokolenie”? A może właśnie na odwrót? Rozmawiamy o nostalgii za latami 90., ale też o realnym doświadczeniu naszego pokolenia – tym, które wyjeżdżało za chlebem, wracało z dumą i dziś nie daje sobie już wmawiać kompleksów. To rozmowa o przemianie. O ludziach, którzy byli z „tych gorszych”, a dziś mówią głośno: nie wstydzimy się, mamy swoją drogę.O konflikcie między elitami a „zwykłymi” ludźmi, między bananowcami a reprezentacją bloków, o prawdziwej cenie sukcesu i o tym, dlaczego Polska przestała chcieć tylko „doganiać Zachód”. ▶ Czy nowoczesny patriotyzm to już nie „posprzątaj po psie”, tylko „zbuduj elektrownię atomową”? ▶ Dlaczego dla wielu Polaków to nie Trzaskowski, tylko Peja lepiej oddaje ich tożsamość? ▶ I co z tymi, którzy odnieśli sukces, ale pamiętają skąd przyszli? O tym wszystkim – z dystansem i pełną świadomością, że to nie jest jeszcze gotowa opowieść. Ale może właśnie się rodzi. Rozmawiają Tomasz Borejza i Wojciech Mucha.
Bo się okazało, że ci ludzie, którzy przyszli do władzy z misją posprzątania po tym strasznym pisie, który sobie nagrabił, no bo wybory z jakiegoś powodu przegrał, okazali się, że kompletnie nie rozumieją rzeczywistości. Kompletnie nie rozumieją rzeczywistości i są nieprzygotowani do zmian, które zaszły w czasie, jak oni nie pełnili rządów. Znam przykład z telewizji publicznej obecnie w likwidacji, kiedy ta ekipa, która weszła tam z buta i nieregalnie przejęła telewizję i powiedziała, że teraz będzie robić telewizję i odda ją Polakom. Zwolniła część ludzi, fachowców przepędzili i przyszli tam ludzie, o których ci, którzy tam zostali mówią, że poczuli się jakby po prostu ktoś z formaliny ich wyjął. Tylko niby ostatnie 8 lat przesiedzieli absolutnie z kompletnym długiem technologicznym, zapomnieli jak się robi telewizję, przyszli raczej odtwarzać to, co robili do 2015 roku, czyli w ogóle z 10 lat temu.
I że dla części klasy politycznej to już jest taka chmura różnych rzeczy, że oni tego kompletnie nie rozumieją. Nie, no ale to jest też moment taki formujący, znaczy ja myślę, że to się dopiero będzie kształtować, że to jest coś, czego faktycznie nie ma, ludzie tym żyją, interesują się, biorą udział w tej dyskusji w ogóle. No są dwie strony co najmniej, które gdzieś próbują różne rzeczy znaleźć. Ja myślę, że mogą się, znaczy wiesz, może iść w dwie strony, no albo ten spór będzie narastał, przy czym zwykle spór narasta jak jest wymyślony bardziej niż jak jest realny, jak chodzi o ideowe spory. Znaczy jak się nie różnisz, to musisz wymyślić czym się różnisz. To jest trochę różnica między PiS-em i Platformą w latach 2000-tych jeszcze, bo to się później rozjechało. Różnice były stosunkowo niewielkie, więc spór był niesamowicie ostry. To ja bym Rokita powiedział, że to Tusk wymyślił ten spór.
Dalej, bo stu czeka. No to jest dobra rzecz dla takiego człowieka. To jest właśnie też to, co zaowocowało w tych wyborach, bo zobacz, o ile w tym roku wzrośnie płaca minimalna, to tak naprawdę śmiech na sali. A to też jest znowu, widzisz, ciekawe. To jest w ogóle ciekawe z tą płacą minimalną, bo to też jest właśnie pytanie o narzędzia rozwoju i o to, skąd się te idee czerpie. Przez wiele, wiele lat była jaka historia. Każdy wzrost płacy minimalnej oznacza wzrost bezrobocia, upadające firmy, koniec. A to jest na przykład model zastosowany przez PiS. To jest model skandynawski wzrostu płacy minimalnej, właśnie prorozwojowej polityki, ale tak nieoczywistej z tej perspektywy tego, co nam się opowiada. O tym profesor Kowalik, lewicowy intelektualista, ekonomista, krytyk Balcerowicza, bardzo duży, fenomenalna, bardzo ciekawa postać, świetne książki, więc polecam.
Nie po to, żeby ludziom było lepiej. To była poboczna rzecz w tym wszystkim, chociaż rzeczywiście efekt był taki, że generalnie ludziom było lepiej, a nie gorzej. Dlaczego? Bo jak podnosili szybko koszty firmom, to które firmy się broniły? Najlepsze. Te fatalnie zarządzane Januszeksy, jak się u nas mówiło, one padały. Ale przez to, że one padały, to rosły te duże korporacje, które były dobrze zarządzane i miały pomysł. Był to eksperyment, też się wtedy pukali w głowę co po niektórzy, ale on wyszedł. I tak naprawdę to, co zrobił PiS, no jeszcze Szydło tak naprawdę, nie Morawiecki, tylko po kolei jak robili, jak podnosili tą płacę, to jest kopia trochę tego socjaldemokratycznego szwedzkiej sprawy. I to też pokazuje, że można sklejać różne rzeczy, że to nie musi być tak, że wszystko ma etykietkę, tylko możesz wziąć patriotyzm i dumę narodową i włożyć do niej taką rzecz na przykład, tłumacząc o co chodzi.
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
To rozmowa o przemianie.
O ludziach, którzy byli z „tych gorszych”, a dziś mówią głośno: nie wstydzimy się, mamy swoją drogę.
O konflikcie między elitami a „zwykłymi” ludźmi, między bananowcami a reprezentacją bloków, o prawdziwej cenie sukcesu i o tym, dlaczego Polska przestała chcieć tylko „doganiać Zachód”.
▶ Czy nowoczesny patriotyzm to już nie „posprzątaj po psie”, tylko „zbuduj elektrownię atomową”?
▶ Dlaczego dla wielu Polaków to nie Trzaskowski, tylko Peja lepiej oddaje ich tożsamość?
▶ I co z tymi, którzy odnieśli sukces, ale pamiętają skąd przyszli?
O tym wszystkim – z dystansem i pełną świadomością, że to nie jest jeszcze gotowa opowieść. Ale może właśnie się rodzi.
Rozmawiają Tomasz Borejza i Wojciech Mucha.