Mentionsy Mentionsy
Rozmawiam, bo lubię. Weronika Wawrzkowicz
Rozmawiam, bo lubię. Weronika Wawrzkowicz

Filip Cembala „Lowizm"

09.02.2026 ·1 godz 39 min

Uwielbiam stwierdzenie Filipa: „nie bierz się w garść, weź się w ramiona”. Pomaga mi rozsypać się bez wyrzutów sumienia, a potem z czułością poskładać życiowe puzzle. Pospacerujemy sobie w tej rozmowie małymi krokami po ulgę. Powyjmujemy z plecaka emocjonalne ciężary, które ktoś kiedyś zapakował nam do środka. A i sami trochę sobie dorzuciliśmy. Przyjrzymy się odwadze, która nie istnieje bez strachu. Porozmawiamy o rozwijaniu i zwijaniu się, relacjach z odzysku i wdzięczności za słowa. Pogadamy o osobności i współgraniu. Do zobaczenia!

Dobry wieczór, godzina 20.30 na zegarze i zawsze mam taką nadzieję, że to już jest taki moment w ciągu dnia, kiedy możecie odłożyć obowiązki gdzieś na bok i zanurzyć się w opowieści. W takiej opowieści, która przynosi ukojenie. Nie powiedziałam tego Filipowi Cembali zaraz po naszej próbie technicznej, ale powiem to teraz. Filip, mimo że Cię znam przez media społecznościowe i słyszałam Twój głos wielokrotnie, to kiedy się rozłączyliśmy po naszej próbie, dwa dni temu bodajże, to sobie pomyślałam, jaki on ma kojący głos. Tak mnie to rozmasowało, a wcale nie miałam tego dnia jakichś łatwych perypetii, takich codziennych. Więc za tę ulgę już teraz na wstępie Ci dziękuję. Filip Cembala, wokalista, aktor, poszukiwacz ulgi, autor Lowizmu. Na pokładzie Rozmawiam, bo lubię. Dobry wieczór.

Dobry wieczór. Jak mi dobrze na tym pokładzie. Jeszcze się dobrze nie rozgościłem, a już jestem tak pięknie przyjęty. I z wielu względów ten tekst o moim głosie przytulam do serca i jak będzie na to przestrzeń w rozmowie, to nawet się wytłumaczę dlaczego. Ale bardzo za to dziękuję. I witam trzema i serdecznie wszystkie wspaniałe osobne osoby, które już z nami tutaj są. Dobry wieczór. Cześć. Mam nadzieję, że się tak fajnie ukołyszemy i ululamy w tej rozmowie. To ja od razu powiem, że tym co dobre należy się dzielić, a można to zrobić w bardzo prosty sposób. Pod tymi oknami, w których jesteśmy widoczni na Facebooku jest taka opcja jak udostępnij, naciskacie i my staramy się z gracją wskoczyć na waszą facebookową oś czasu. I tak sobie myślę, że im nas więcej, tym lepiej, bo taka rodzina z wyboru, o której Filip pisze w swojej książce Lowizm, czyli na szlaku po ulgę, to jest taka rodzina, którą zawsze warto się otaczać i czasami jestem nawet o tym przekonana,

Ta wrażliwość emocjonalna wspólna jest mocniejsza niż więzi krwi. Bywa przynajmniej, więc stworzymy tutaj rodzinę z wyboru. Filip, napisałam bardzo szczerze, że kocham twoje zdanie, nie bierz się w garść, weź się w ramiona, bo to jest takie zdanie, które daje mi przyzwolenie na to, żeby się rozsypać, jeżeli akurat takie są perypetie życiowe. A potem jakoś tak, wiesz, z czułością zacząć składać te elementy życiowej układanki tych puzzli. Kiedy ty sobie po raz pierwszy dałeś przyzwolenie na to, żeby wyprosić tego wewnętrznego krytyka albo przynajmniej mu powiedzieć, dobra, mieszkajmy sobie w jednym mieszkaniu, ale to jest twoja przestrzeń, nie zabieraj mi reszty na radość. Kiedy to zamieniłeś to branie się w garść na branie się w ramiona? Po raz pierwszy. Pamiętasz taki moment?

Czytałam to i głaskałam obok swoją łatkę, która jest też taką łatą na różne dziury emocjonalne. Ale chciałam cię Filip zapytać, bo zaraz chciałabym, żebyśmy poczuli energię iroksji i kory, ale tak myśląc po psiemu trochę, kiedy ostatnio byłeś taki beztroski, że aż mentalnie merdałeś ogonem, a kiedy byłeś tak prawdziwie, wiesz, bez też żadnych konwenansów jak pies, bo właśnie kiedy myślę o psach, to widzę taką czystość uczuciową w najlepszej postaci. Myślę, że i powiem to z ręką na sercu, że nie doświadczyłem nigdy takiej beztroski, jaką widziałem u Roxy czy u Kory. Mam wrażenie, że to są istoty, że to są takie psiosoby, a z drugiej strony chciałoby się powiedzieć, że to są jakieś takie czteronożne anioły, że to jest rodzaj takiej tak pięknej

Także cieszę się, że się zrymowaliśmy właśnie przy psiosobach. Dla mnie te psy, tak jak Ci wspominałam, to jest taka czystość emocji, też cieszę się, że coraz częściej też w przestrzeni publicznej mówi się o tym, że żałoba na przykład po psie to jest tego samego typu żałoba, co po człowieku, to jest po prostu najbliższa istota. Często myślę, że właśnie ten język komunikacji, który nie potrzebuje słów, być może jest jeszcze taki głębszy i mocniejszy. Ale jeżeli jeszcze mogę Cię zapytać Filip o ten ból, bo też psy kojarzą mi się, wiesz, z COVID. Też kojarzy mi się z momentami największej bezradności, kiedy widzę zaufanie w oczach psa, który się chce u mnie schronić, a ja nie do końca wiem jak mu pomóc i biegnę do weterynarza po ten ratunek. To taki z COVID swój jesteś w stanie łatwiej zidentyfikować niż tą taką beztroską radość jak merdanie ogonem?

Ja w to uwierzyłem, że ciało przestaje być moją własnością, że bycie w chorobie na scenie jest wartością. Zagrałem nawet kiedyś główną rolę w Gorąco sobotniej nocy, gdzie trzy godziny nie schodziłem ze sceny. Mnóstwo tańca, śpiewu, scen. Zagrałem to z jakimś zapaleniem o skrzelice. Jak sobie dzisiaj o tym pomyślę, to było tak chore, że ja to zrobiłem. Jak sobie pomyślę, czym to się mogło skończyć i ludzie by powiedzieliby przykro, no szkoda, że tak zrobił, przecież mógł skorzystać z dublera. I tyle. Dzisiaj absolutnie tak nie uważam, ale to były lata i pierwszy raz pamiętam, jak mój terapeuta mnie zapytał po pół roku, kiedy, jak mu powiedziałem, że z brakiem głosu i z zapaleniem oskrzeli poszedłem na próbę, bo tego się oczekiwało, to on się mnie zapytał w końcu po pół roku terapii, mówił, panie Filipie, a jak to u pana jest, w jakiej kolejności to u pana działa?

Ty w pewnym momencie używasz też świetnego sformułowania, że czułeś się jak futerał w ogóle na człowieka, co aż dotyka, kiedy się czyta. Chciałam cię też zapytać o taki wątek, który pokazuje, że dostaje się od życia prezenty, kiedy jest się otwartym i nie trzyma się jakiejś urazy. Pojawia się cudowne hasło, które kiedyś dostałeś, Sylwia z odzysku, twoja Sylwia z odzysku, czyli taka opowieść o drugich szansach i pomyślałam sobie Filip, że te drugie szanse są możliwe pod warunkiem, że człowiek potrafi zapominać i dawać szanse, a to też nie jest takie oczywiste. Kiedy się nauczyłeś? Dawać komuś drugą szansę, a nie siedzieć, wiesz, w takim zacietrzewieniu, bo ktoś mnie kiedyś zawiódł, nie?

Minister Cembala dzisiaj do Państwa rzecz jasna będzie przemawiał przez najbliższą myślę jeszcze godzinę, bo jesteśmy cały czas w tym Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Człowieka. Tam jest mnóstwo korytarzy, pokoików, do których nie lubimy zaglądać. No to jeden z takich pokoików pozwól, że otworzę. Zazdrość. Bardzo się cieszę, że o tym mówisz wprost. Bo oczywiście możemy udawać, że nie, ja to nie zazdroszczę, ale ja się wielokrotnie łapię na tym, że czegoś zazdroszczę i potem próbuję sobie odpowiedzieć, ale w jaki sposób ja zazdroszczę? Czy możemy uchylić na chwilę drzwi do gabinetu twojego terapeuty, który myślę, że będzie pomocny nie tylko tobie w danym momencie, ale również tym, którzy nas teraz słuchają, żeby się tak też nie katować za to, że czujemy zazdrość, no bo ona jest normalna jednak. Oczywiście, że tak.

No i pamiętam, zapytałem mojego terapeuta, mówię, co za mnie za człowiek, co za mnie za przyjaciel, jak ja mogę? A on tak na mnie patrzy i mówi, panie Filipie, ale czy pan życzy pani Marcie, żeby ona to straciła, co ma? Ja mówię, nie, w żadnym wypadku. On mówi, no więc to nie jest zawiść. Tutaj byśmy się mogli martwić. To jest po prostu zazdrość. To jest normalne, ludzkie. Zazdrościmy. Jedyne, co mogę podpowiedzieć, to po prostu pogadajcie. I ona przyjechała. Pogadaliśmy w garderobie mojej. Ona w ogóle stwierdziła, że to ja mam dalszą karierę. Nieważne. Ale popłakaliśmy się i mam wrażenie, że w tej samej sekundzie nasza przyjaźń wskoczyła jakby na kolejny level, bo daliśmy sobie szczerość, która była niewygodna, ale piękna. I myślę sobie, że Wielkie dzięki i do zobaczenia.

Jak mówisz o tym psychoterapeuzie, to przypomniało mi się zdanie sprzed wielu, wielu lat, które dla mnie było uwalniające, chociaż na początku to w ogóle popatrzyłam na tego psychoterapeuty, co on w ogóle do mnie mówi. Bo obawiałam się nad podjęciem jakiejś decyzji, mówię, no ale jak ja tak zrobię, to tej osobie będzie przykra, to coś. I nagle pada zdanie, pani Weroniko, proszę nie przeceniać swojego wpływu na rzeczywistość. I wiesz, na początku miałam takie, ale jak to? A potem, hmm, to jest uwalniające. Może faktycznie warto wziąć odpowiedzialność najpierw za siebie, a potem martwić się tym całym światem. Jest bardzo ważny taki wątek, Filip, w twojej książce, I tu chciałbym Cię zapytać, no bo mówisz właśnie o tym, że często ludzie faktycznie nie znają tej drugiej strony, ale też jak długo się zastanawiałeś, żeby pójść po pomoc?

Możesz, ono jest adekwatne. Tak. Więc się po prostu doprowadziłem do wypalenia. A w tym samym czasie przewrotnie działo się to wszystko piękne na zewnątrz, działy się sukcesy. I pamiętam, że któregoś razu na spacerze moja koleżanka powiedziała do mnie, Filip, idź po pomoc, idź do psychiatrki, bo potrzebujesz. Ja mówię, wiesz co, ja się temu przyglądam i myślę, że pójdę, ale nie wiem, czy to już. A ona mówi, już. Ja mówię, okej. A nie bałaś się, że jak weźmiesz leki, to stracisz siebie? A ona mi tak, powiedz, spojrzała na mnie w oczy, tak bardzo głęboko mi spojrzała w oczy i mówi, odzyskałam siebie.

I powiem wam, bo puenta tej historii jest taka, że jestem od marca czy od kwietnia na lekach, właśnie takich wspierających mnie w tym stanie depresyjnym, naprawdę wrócił Filip. Wrócił człowiek, którego znam, oczywiście przepięknie poczuł leki, rozpędził się na nowo i znowu chyba czeka na kolejną ścianę, trzeba powiedzieć, bo oczywiście mówię teraz trochę to z przymrużeniem oka, natomiast rzeczywiście znowu tempo wrzuciłem sobie zawrotne, ale już teraz bejsbolista chciałby mi za to przywalić, bo widzisz, że znowu to zrobiłeś i teraz tego nie robię, tylko się przytulam i mówię, słuchaj, robisz jeszcze lowizm, 7 grudnia przychodzi mnóstwo wspaniałych ludzi, daje ci sobie to, co piękne, po czym znikasz, chłopaczku. Na jakiś czas znikasz, idziesz ładować akumulatory, bo się wyrozdawałeś.

Naprawdę możemy sobie po prostu ułatwić tę drogę. Filip, będziesz leżał pod choinką pani Hanny. Tak, widzę, cieszę się bardzo. Także wygodnie tam proszę na dywanie się rozlokować w takim układzie. Obiecuję. Natomiast pomyślałam sobie, że dzięki tobie też się nauczyłam zabawy, jaką może sprawiać język polski, bo ty cały czas bawisz się słowami i je rozkładasz na elementy pierwsze. I zastanawiasz się na przykład nad słowem presja. Mówisz taki samonacisk, ale dzisiaj sobie pomyślałam, że równie dobrze możemy się pobawić. Presja, teraz ja, że sobie naciskam ten guzik i stawiam jednak na siebie. Kiedy w ogóle zrozumiałeś, że No właśnie, ten moment, kiedy stajesz za sobą, wcale nie jest przeciwko komuś i nie jest jakimś egoizmem, tylko jest zadbaniem o te swoje granice i kiedy nauczyłeś się, jak to ładnie nazywasz, wyczuwać, że za chwilę dojdzie znowu do rozbioru twoich granic.

Musimy cię rozmrozić znowu w mikrofali, Filip, bo na chwilę się znowu zamroziłeś. Mam nadzieję, że mnie słyszysz. Houston, mamy problem? Czy zaraz się problem rozwiąże? Zaraz się okaże. Halo? Jesteś? Jesteś, tak. Wrzucam cię w tryb rozmrażania w mikrofali teraz. Super, cudownie. Nie wiem, gdzie się zatrzymałem, ale chyba w tym, że jestem nie najgorszy już, a poczucia winy, że jestem już na takim etapie, że jakby nie dam się, obronię granicę, ale nie jest to dla mnie jeszcze bezkosztowe, jeszcze w środku czuję rodzaj niewygody. A z drugiej strony, wiecie, ja sobie tak myślę, że no nie ma bata, że się doprowadzimy z tym życiem do takiego momentu, że będzie nam już obcy dyskomfort, że będzie nam już obce uczucie smutku, przekroczenia.

Całe życie. Ale mówię, kurde, za drogo, bez sensu, nie. Po czym tak naprawdę dotarło do mnie, że to wcale nie jest, że tak za drogo, bo jakby ten lot jest rzeczywiście jakby w tym wszystkim najdroższy, a rada miejscu z kolei jest o wiele taniej niż w takiej Hiszpanii czy Portugalii na przykład. I tak mówię, kurde, bardzo potrzebuję odpoczynku, a z drugiej strony jakiś kadr we mnie mówi, no ale teraz tak ci się wszystko odkręca, jak teraz znikniesz. I mówię stop. Lecę w styczniu na dwa tygodnie na Bali. I to jest takie pierwsze małe brawko, ale... Duże brawa i fanfary, poproszę, naprawdę. Ale wiem, już to dzisiaj wam mówię, ja wiem, że nie będę tam w stanie leżeć platkiem dwa tygodnie, więc wymyśliłem sobie, że pozwolę sobie na malutki cykl instagramowy u Cembali na Bali.

No nie wiem, pokażemy moją kuchnię, nie wiem, czy to widać. Syf taki... Nie widziałaś mojej. Ale pomyślałem sobie, i on już tak jest trzy dni, ale jutro wiem, że wstanę rano i będę chciał popracować, więc chociaż mi się strasznie nie chce jej sprzątać. To wiem, że dzisiaj to zrobię dlatego, że będę chciał rano wstać i być już w czystej przestrzeni, ale zrobię to dopiero dzisiaj. A wiem, że parę osób by się znalazło, które by wolało, żeby to było zrobione przedwczoraj. No i dobra, no i nie będę takim najlepszym gospodarzem w tym domu, ale nie muszę nim być, naprawdę, mogę być dostatecznym i spoko. Filip, to na chwilę zajrzyjmy do teatru, do garnizonu sztuki, bo to już za więcej niż tydzień, ale to już jest naprawdę tuż za rogiem, więc emocje wyobrażam sobie bardzo duże.

To są takie rosoły, Filip, które będziesz wspominał po latach, będziesz jeść dzisiaj ten rosół, a będzie cię rozgrzewał potem przez lata. Kocham takich przyjaciół. Marzena, pozdrawiamy cię bardzo, bardzo gorąco. Jak mówiłeś o tej chorobie, to też przypomniała mi się taka rozmowa, że też bardzo mi to zostało w głowie, kiedy czasami słowa są za małe, a czasem nawet mamy dobre intencje, ale te słowa nie działają dobrze. Prof. Bogdan de Barbaro mówił też o żałobie na przykład, kiedy miał kiedyś pacjentkę, która powiedziała mu pod koniec wizyty, bardzo panu dziękuję, że nie użył pan zdania, które słyszę non stop, a kompletnie go nie przyjmuję, a bardzo często słyszę, wiem co czujesz. Często tak jest, że osoby po stracie, chcąc pocieszyć, mówią, wiem co czujesz, ale każdy z nas jednak ma swoje cierpienie i czasami nawet stworzenie przestrzeni na wygadanie się, przyjęcie czyjegoś bólu, ale bez zagadywania, jest czymś, co daje ulga, nie dorzuca jakiegoś kolejnego ciężaru, kiedy się w tobie aż budzi bunt, chociaż intencje są dobre, ale to jednak jest arogancja powiedzieć tak dokładnie, wiem co czujesz.

Czuję cię, podejrzewam, jest mi z tobą blisko, więc to też jest taka uważność na słowa. Filip, chcę zbać o twój głos. Czuję cię, ale to jest ciekawe, bo czuję cię i już jest piękne. Tak. Ale rzeczywiście to trochę, może za porównanie, ale to trochę jak ja wypowiadam trochę wojnę w tym opowiedzeniu. Zostań najlepszą wersją siebie. Ja nie chcę być żadną wersją, ale rozumiem założenie tego zdania. Rozumiem kto je rodził i w jakiej intencji. I też rozumiem, że bardzo wielu osobom to zdanie robi. Super. Mnie nie. Mnie nie robi dobrze. Ale tak samo myślę sobie, że właśnie powiedzenie komuś, wiem co czujesz, nie tylko w kontekście straty, ale myślę, że to jest bardzo dobry przykład, ale też na przykład, nie wiem, jesteś teraz bardzo zmęczona, wiem co czujesz.

Bardzo dziękuję. To przyznam wam się szczerze, że ja wyszłam za mąż z powodu rosołu w bardzo trudnym momencie mojego życia. Mój były chłopak, który dzisiaj jest moim mężem, bo zmienił status, powiedział właśnie, to ja może ugotuję dla nas rosół. I wiecie, dużo tam Zabijało ten makaron na uszy, ale to nigdy się nie przekładało na działanie, a tutaj chłopak wziął, ugotował i już naprawdę dobrych kilka lat gotuje, a ja z wdzięcznością pałaszuje. Pytanie od Moniki jeszcze, naprawdę. Filip, podasz autora i tytuł tej książki o ADHD, o której wspominałeś? To od razu przekazuję. To akurat to nie było, od razu chciałem zażartować, że pewnie czasami też się rozbieracie dorosłą, ale to byłoby nieprzyzwoite, więc tego nie powiem. No, ale ja nie zaprzeczę, no. No i wspaniale, wspaniale. Mówię to z czystej zazdrości.

Także bardzo polecam. Filip, będę dbała o twój głos, więc zbliżamy się powoli do finału, bo ty musisz odpocząć. Chyba, że mi tutaj powiesz, że jeszcze czujesz moce przerobowe, ale czuję, że już tak do łóżeczka. Powiem ci tak, niestety totalnie tak mi się dobrze rozmawia, że jeszcze bym sobie tak popaplał trochę. A no to popoplejmy, bo ja mam gotowość, tylko zaczynałam odczuwać wyrzuty sumienia, że kaszlesz biedaku i że może jednak to sobie możesz zrobić dolewkę od tego rosołu. Rosołek mam jeszcze potem do łóżeczka, a teraz mam wodę, ale jeszcze tylko podpytam, czy ktoś z tutaj zebranych się wybiera na lowizm, bo jestem strasznie ciekawy. Proszę się tutaj zgłaszać i od razu się meldować. A ja jeszcze muszę cię Filip zapytać, bo to jest bardzo takie mocne, czułe i prawdziwe.

Żeby gdzieś człowiek mógł mieć jakieś ujście. I pamiętam, że... Tak bym cię teraz twicił za rączkę, bo się chyba też wzruszyłaś trochę, co? I od razu mnie ciągnie, żeby cię twić za rękę. Też chciałem powiedzieć, że kiedyś też mojego terapeuta zapytałem, bo byłem taki zazdrosny, że... Że moja przyjaciółka płacze na terapii i mówię do mojego terapeuty, mówię, jak to jest, że moja przyjaciółka płacze, wszyscy płaczą na terapii, a ja 3 lata już tu chodzę i nie płakałem. Ja też chcę płakać. A on tak na mnie patrzy i mówi, panie Filipie, bo to są po prostu dwie szkoły. Jedni płaczą, drudzy mówią. Pan mówi. I tak mnie wiesz, z takim pobłażaniem, że ja tam mówię, także spokojnie. No, także super. Aha, a propos też tych drzwi, o których powiedziałaś, że ja też napisałem tam takie zdanie, że całe życie pukałem do drzwi, które były dla mnie zamknięte, a dzisiaj mam taki moment, że już nie pukam do tych drzwi, już nie wchodzę oknem tam, gdzie mnie nie chcą.

I też bliskie jest mi to, że wiesz, że bardzo często się o mnie martwi, ale też widzę jaką wykonuję pracę, żeby mi tego lęku swojego nie zasiać, tylko rób. Trzymam za ciebie kciuki, jestem dumna, chociaż wiem, że niektóre moje decyzje nie są takie, jakie ona by pewnie podjęła, ale chyba na tym polega, ja nie wiem, ja nie mam dzieci, wiesz, rodzicielstwo, że wychowujesz człowieka i go puszczasz w świat i mu właśnie kibicujesz z całej siły. Filip, a czego się boisz dzisiaj? Się tak zastanawiam. Jest coś, czego się boisz, co cię paraliżuje? Tak, ja się zawsze czegoś boję. Żartuję, że jestem takim człowiekiem cekinem, który ma w podszewce lęki, więc ja tych lęków trochę pod cekinami mam.

Kostiumy, kostiumy. A, czytasz coś, tak? Tak, coś przeczytałem. I kostiumy, a potem jak wróciłem do domu, to zacząłem się trochę bać. I mówię, zasypiałem solo, a obudziłem się z wątpliwościami. I tak sobie zadałem pytanie i mówię, no dobra, to czego się boisz? Kto się boi? Dzisiejszy Filip czy ten siedmioletni z Buczkowic? No i się okazało, że to dziecko się boi, a nie ja. I mówię sobie, słuchaj, zrobimy tę sesję, bo ja dorosły jestem przy tobie, ale dorzucimy kilka zdjęć w t-shirtach, bo to też jesteś ty. I taki kompromis ze sobą zrobiłem, więc jakby tak teraz wygląda ta moja relacja z lękami. Zobacz, dostałeś też piękny dowód i myślę, że każdy z nas, kto teraz słucha, dostaje taką odwagę, żeby mówić życzą dobre rzeczy, bo nigdy nie wiemy, kiedy ktoś jest na takim deficycie emocjonalnym i potrzebuje i czasem jedno słowo jest nas w stanie podbudować.

Pani Anna napisała Filipie właśnie pierwszy raz usłyszałam cię przy okazji Dnia Nauczyciela, kiedy składałeś przepiękne, budujące życzenia. A ja wtedy byłam na granicy wypalenia. Zwracam uwagę na czas przeszły. Byłam, czyli myślę, że to twoje zdanie trafiło w dobry moment, kiedy ktoś docenił i zobaczył istotę i ważność tego zawodu. I tutaj wielki pokłon dla fantastycznych nauczycieli, którzy niejednokrotnie dmuchali też w moje skrzydła. Tak, absolutnie tak. Kłaniam się najniżej waszej pracy i życzę wam godnych pensji. Na miarę odpowiedzialności, którą dźwigacie. Filip, to na finał zapytam Cię o to, gdzie Ty szukasz takich słów, które Cię budują, bo sam bardzo dużo dajesz, więc ważne jest też to, żeby się naładowywać i też myślę, że to, że dostajesz piękne listy, jest budujące, ale czasami też wyobrażam sobie, że jest też moment takiego...

Jak czuję, że jestem w jakiejś takiej relacji, gdzie muszę coś udawać, jakieś pierdolenie farmazonów, to już mnie to w ogóle nie wchodzi. To mam poczucie, że życie jest za krótkie i albo jest mięso, albo gadamy, albo ja idę dalej, bo nie mam czasu. Kiedyś nawet przyszło mi w głowie takie powiedzenie, że small talk, huge effort, że to jest dla mnie po prostu wysiłek, jaki wkładam w takie paplanie o niczym, jest niewarty tego. Uczę się tego, bo też zawsze byłem takim zabawiaczem w różnych sytuacjach, na przykład bankietowych albo tam premierowych czy coś, że na przykład przychodziło sześć, siedem osób dookoła mnie w Januszek i jedni się ze sobą znają, drudzy nie, jest tak niezręcznie, no to Cembala jest tą małpką, która zrobi w ogóle cały entertaining, pół godziny będę walił show, żeby się ludziom nie czuć niezręcznie, po czym już wykończony, szedłem na tę premierę czy gdzieś.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.