Mentionsy Mentionsy
Raport o stanie świata Dariusza Rosiaka
Raport o stanie świata Dariusza Rosiaka

Raport o książkach - César Aira

25.08.2025 ·1 godz 6 min

César Aira – jeden z najciekawszych i najbardziej oryginalnych pisarzy latynoamerykańskich, typowany do tegorocznej Literackiej Nagrody Nobla, a jednak… w Polsce prawie nieznany, jest bohaterem tego odcinka Raportu o książkach.W dorobku Airy wszystko jest ciekawe – to, jak dużo pisze (tempo wydawania nowych tytułów ma rekordowe, ma już na swoim koncie ponad sto książek). Ciekawe jest też to, jak pisze, bo znany jest z metody, która polega na nie oglądaniu się za siebie – nie cyzeluje, nie poprawia i z zasady nie pozwala tego robić swoim redaktorom.Dla Airy ważniejszy od ostatecznego efektu literackiego jest bowiem sam proces pisania. Jego proza jest zaskakująca i przewrotna – Aira z właściwą sobie pisarską sprawnością żongluje gatunkami literackimi, z błyskotliwą premedytacją dekonstruuje fabułę, robiąc to równocześnie serio i na żarty.Wydana w tym miesiącu w polskim tłumaczeniu powiastka Epizod z życia malarza podróżnika to historia o próbach racjonalnego opisu świata. XIX-wieczny malarz rodzajowy przybywa z Europy do Ameryki Łacińskiej, by swoim pędzlem okiełznać egzotyczny krajobraz. Wydarza się jednak coś dziwnego… przyroda stawia opór, a wkrótce przejmuje kontrolę nad życiem artysty.Prowadzenie: Agata KasprolewiczGość: Barbara JaroszukKsiążka: Epizod z życia malarza podróżnika – César Aira / przekład: Barbara Jaroszuk / Wydawnictwo ArtRage---------------------------------------------Raport o stanie świata to audycja, która istnieje dzięki naszym Patronom, dołącz się do zbiórki ➡️ ⁠https://patronite.pl/DariuszRosiak⁠Subskrybuj newsletter Raportu o stanie świata ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠➡️ ⁠https://dariuszrosiak.substack.com⁠Koszulki i kubki Raportu ➡️ ⁠https://patronite-sklep.pl/kolekcja/raport-o-stanie-swiata/⁠ [Autopromocja]

W Argentynie człowiek-instytucja na światowym rynku literackim od lat typowany do Literackiej Nagrody Nobla w Polsce pozostaje prawie nieznany. Pisze jego tłumaczka Barbara Jaroszuk, która jest ze mną w studiu. Dzień dobry. Dzień dobry. Przetoczyłam zdanie otwierające Twoje posłowie do wydanej przed chwilą w Twoim przekładzie, no nie powieści, raczej powiastki zatytułowanej Epizod z życia malarza-podróżnika Cezara Ayry. Cezar Ayra jest bohaterem raportu o książkach, pisarz fascynujący nie tylko z uwagi na to, co pisze, ale również z uwagi na to, ile pisze, a także w jaki sposób pisze. No to zaczniemy może od tego, ile Cezar Aira pisze, bo ta częstotliwość, z którą on wydaje nowe książki, mam takie wrażenie, że nie tylko oddaje świetnie jego pisarski temperament, ale jest także kluczem do rozumienia jego dość specyficznej drogi artystycznej.

Nie przymierzając, ta powiastka zatytułowana Epizod z życia malarza-podróżnika stanowi mniej więcej jedną setną jego dorobku pisarskiego, prawda? Tak, Aira faktycznie jest pisarzem, znaczy jak to się zwykło mówić, niezwykle płodnym, ale to już wykracza poza wszelkie znane nam z innych przypadków granice, bo faktycznie on od początku lat dziewięćdziesiątych co roku, jak w zegarku, no może niekoniecznie w tych samych miesiącach, ale... Zasadniczo co roku wydaje dwie, trzy, cztery do siedmiu powieści, a właściwie jak słusznie powiedziałeś, ja zresztą tak piszę w posłowiu raczej powiastek, bo to są takie krótsze formy, to nigdy prawie nie przekracza stu stron. Faktycznie to jak często wydaje, jak dużo wydaje.

No jest swego rodzaju i z jednej strony prowokacją, taką prowokacją wobec tych, którzy czasami może twierdzą, że niekoniecznie ilość idzie w jakość, że właśnie tutaj takie dojrzałe dzieła. Aira jest całkowitym przeciwieństwem takiego myślenia o literaturze. Żadne dojrzałe, skończone dzieła, żadne tam... staranie, cyzelowanie, dopracowywanie, on wyrzuca z siebie taśmowo te wszystkie swoje powiastki i prowokuje, a z drugiej strony jest to po prostu jego projekt, jego sposób patrzenia na literaturę, który jest, jak powiedziałaś, bardzo, bardzo specyficzny. No właśnie, wyczytałam gdzieś, że to ma nawet swoją nazwę, to znaczy to jest oczywiście metoda wymyślona przez niego, przypisana tylko i wyłącznie jemu, ale w języku hiszpańskim to nazywa się... Fuga, Asia, Adelante, czyli tak tłumacząc chyba lot do przodu.

to dzieło wycyzelowane, tak? Tylko to jest proces, to jest projekt niekończący się. Biegniemy do przodu i w trakcie jakby pisania rodzą się sensy. To znaczy samo pisanie jest tworzeniem sensów, ale takich na bieżąco, tak? Że nie wymyślamy jakiejś struktury, która nam coś powie, tylko po prostu ujmujemy rzeczy w słowa. Niektórzy porównują to nawet do tych wszystkich takich awangardowych eksperymentów typu na przykład... Skrytura automatica, jak się mówi po hiszpańsku, to znaczy to, w czym celowali powiedzmy poniekąd surrealiści, niektórzy przynajmniej, czyli to takie pisanie automatyczne, czyli po prostu lecimy do przodu. Jak leci, co nam tam pióro albo klawiatura przyniesie? Taki trochę impresjonizm literacki. No, nawet więcej, nawet więcej. więcej, ale faktycznie tutaj tych skojarzeń kulturowych może być bardzo, bardzo dużo, bo też Aira gra z tymi wszystkimi tradycjami, od właśnie powiedzmy awangardy przez postmodernizm, po jakiś pop daleko posunięty, taki dzisiejszy, serialowy.

I mam znajomych, mam przyjaciółkę, taką bardzo znaną krytyczkę argentyńską, która na przykład nie lubi pisarstwa Ayry, bo zarzuca mu Właśnie to. Czyli apolityczność. To, że w ogóle się nie da tego umieścić w żadnym kontekście, że nie da się z tego... No nie wiem, Argentyna to jednak jest ta walka o sprawiedliwość społeczną, te wszystkie tarcia, te wszystkie tam strajki, związki zawodowe, to co się dzieje teraz. Aira faktycznie w swoich książkach o tym pisze bardzo mało i pisze o tym bardzo... enigmatycznie, to znaczy pojawiają się sygnały polityczne, ale one są bardzo delikatne i na przykład w tej książce, o której mówimy, czyli w epizodzie z życia malarza-podróżnika, tam próbowałam tej swojej przyjaciółce, Argentynce, która nie lubi Ajry, tam jego apolityczność, tłumaczyć, że moim zdaniem tę książkę da się czytać politycznie, da się ją czytać w kluczu postkolonialnym, który to klucz postkolonialny jest bardzo polityczny, ale ona nie chciała mi do nic uwierzyć.

Mówi, Ajry? Postkolonialnie? Nie, to niemożliwe. Ja nawet napisałam ten artykuł kiedyś, żeby właśnie tak punkt po punkcie pokazać, gdzie ta polityczność jednak u niego jest. Ale ona jest bardzo, bardzo delikatna i faktycznie czasami trzeba pewnych fikołków intelektualnych dokonywać, żeby to znaleźć. Niektórzy mówią, że to jest wręcz bezsensowna praktyka. Ja się z tym nie zgadzam. Także tutaj z tą politycznością bym tak na dwoje babka wróżyła. To za moment o epizodzie z życia malarza-podróżnika porozmawiamy i poszukamy w tej powiastce politycznych, postkolonialnych tropów, ale nie ulega wątpliwości, że Aira jest takim pisarzem dyskretnym, prawda? Jeżeli chodzi o swoje życie, jeżeli chodzi o swoje poglądy. Ma się bronić literatura.

Proza to jest jedyna rzecz, którą Cezar Aira chce się komunikować ze światem. I on to robi w ogóle, mam wrażenie, idąc osobnym torem. Niekoniecznie starając się dołączyć do grona jakichś innych pisarzy. Wręcz ma na swoim koncie wypowiedzi, powiedziałabym, dość kontrowersyjne dotyczące swoich kolegów. Przed naszym spotkaniem znalazłam taki duży tekst o Ajrze opublikowany w Guardianie jakiś rok temu, w którym to tekście czytamy rzecz następującą. Nigdy nie bał się rzucać strzałami w innych pisarzy. Kiedy rozmawialiśmy, wyrażał pogardę dla Roberto Bolagno, mówiąc, że przeczytał tylko jedną powieść chilejskiego autora, którą uznał za okropną.

Aira powiedział również, że wielki argentyński pisarz Juan José Saer darzył go kiedyś sympatią, kiedy był młody i dopiero zaczynał karierę, ale potem stał się zazdrosny, gdy Aira zaczął cieszyć się większym zainteresowaniem. Okazuje się, że jednak czasami Aira potrafi trochę więcej mówić. No tak, faktycznie. To są interesujące wypowiedzi, z którymi można, ale może nie trzeba się bardzo zgadzać. Natomiast faktycznie ja bym powiedziała, że ten jego stosunek do świata literackiego, do rynku, to co wcześniej powiedziałaś o kapitalizmie, ta niechęć do włączania się w te tryby takie wydawnicze, mielące, które jak wiemy są podporządkowane w bardzo dużym stopniu prawidłom powiedzmy rynku.

On faktycznie ma do tego, zresztą w Argentynie w ogóle słowo kapitalizm wywołuje często płachta na byka, powiedzmy, a już w przypadku intelektualistów to w ogóle. Natomiast Aira jest takim pisarzem, który faktycznie jest bardzo osobny. I chyba musimy to podkreślić, żeby to wybrzmiało, bo on nie ma pisarza ani w literaturze argentyńskiej, ani w żadnej, w sensie ja nie znam takich pisarzy, którzy pisaliby w taki sposób... Tak jak on tworzyli ten swój projekt literacki. To jest kompletnie osobne, stąd często ostatnio gdzieś czytałam w prasie polskiej, w jakimś czasopiśmie, że te jego powiastki zasługują na Nagrodę Nobla właśnie przez tę swoją osobność, bo faktycznie to jest jakby kompletnie odrębna rzecz, która nie ma odpowiednika praktycznie nigdzie i ktokolwiek się zetknie z jego pisarstwem, prawdopodobnie po raz drugi czytając jego tekst,

będzie w stanie się zorientować, że to jest Aira. Dla niektórych jest to pisanie bezsensowne, dla innych jest to pisanie bez przymusów sensotwórczych, jak ja to nazywam, a dla innych jest to pisanie bardzo pełne sensu, tylko takiego sensu, który nie jest oczywisty i nie jest taki, że nam się narzuca, tylko musimy go sobie tak powoli gdzieś tam w tych fałdach tekstu odnaleźć. W związku z tym sądzę, że tak nie pisze nikt, jak on w tej chwili. I podkreślamy cały czas, że Aira jest, zresztą tak jak napisałaś w swoim posłowiu, człowiekiem instytucją w Argentynie, że tłumaczony na kilkadziesiąt języków na całym świecie, że ma opinię jednego z najbardziej oryginalnych, fascynujących, intrygujących pisarzy, tych współczesnych, tych żyjących, a w Polsce...

W kraju... w którym jednak literatura latynoamerykańska cieszy się ogromnym uznaniem, wielką popularnością i to też nie jest nowe zjawisko, to jest zjawisko, które ma kilka dekad już, prawda? My przecież na ten boom latynoamerykański jak najbardziej się załapaliśmy, mam na myśli my jako polscy czytelnicy. Jak to oceniasz? Dlaczego Cezar Aira się nie załapał na tę listę znanych, tłumaczonych, czytanych, dyskutowanych w Polsce? To jest ciekawe pytanie a propos ich dwóch, bo oni są jednak różnymi przypadkami, prawda? Sair jednak większość życia powiedzmy spędził poza Argentyną, być może trochę ten jego rozkrok między Francją a Argentyną tutaj miał jakieś znaczenie. Natomiast Saira jest wierny Argentynie, mieszka w Argentynie, urodził się w prowincji Buenos Aires, w miasteczku małym.

Od tam chyba 18 roku życia mieszka w dzielnicy Flores w Buenos Aires, która zresztą jest bohaterką jego wielu książek. W tej chwili właśnie tłumaczę taką powieść, powiastkę, która rozgrywa się w dzielnicy Flores. Więc powiedziałabym, że w jego przypadku być może przyczyny były inne i zakładam, że przyczyną, dla której do tej pory nie był wydawany, znaczy ja wielokrotnie proponowałam wydawnictwom Cesara Aire i zawsze odpowiedź była taka, jeju, ale to jest takie dziwne. I rzeczywiście jest to proza bardzo dziwna. Proza Sera jest inna, nie jest dziwna, jest wyrafinowana, jest trudna, natomiast nie jest dziwna. Natomiast proza Aira jest dziwna i wywołuje konsternację, tak? Aira pisze w sposób, spotykamy się z jego tekstami i jesteśmy tacy, o, o, ale co tu się właściwie przed moimi oczami dzieje? Te teksty często nie mają zakończeń, zostajemy z takim...

Ale co tu się wydarzyło? Zostajemy w tym procesie pisania takim, prawda? Dokładnie, tak zawieszeni, kompletnie bez żadnych punktów odniesienia i sądzę, że w przypadku Aire to było to, czyli właśnie ten opór, ale co z tym zrobić, jak to pokazać czytelnikowi, jak to, mówiąc brutalnie, sprzedać też w pewnym sensie, tak? Więc te moje liczne próby do tej pory się nie udawały. Teraz, powiedzmy, to się powoli zaczyna zmieniać. Krok po kroku mam nadzieję, że te zaległości będą uzupełniane, chociaż czeka cię naprawdę mnóstwo roboty, biorąc pod uwagę, że ponad 100. No nie zakładam, jaka bym miała takich tłumaczeń. Ale wiem, że koledzy też tutaj wspierają. Tomek rozpoczął jakby tę całą... serię. Ja jeszcze chciałam tylko dodać, bo ty mówiłaś o tym, że Aira to jest człowiek, instytucja.

Chciałabym, żebyśmy też mieli w pamięci to, że Aira to jest człowiek, który zajmuje się literaturą nie tylko jako pisarz, ale on właśnie też tłumaczy. Tłumaczył Jane Austen, tłumaczył nie wiem, Jana Potockiego, tak? Z francuskiego. Jest akademikiem, jest krytykiem, tworzył czasopisma literackie, pisze eseje, pisze sztuki. Był opiekunem spuścizny literackiej takiego innego, bardzo ważnego pisarza argentyńskiego, którego do tej pory nie mamy po polsku i jest to wielka szkoda, Oswalda Lamborghiniego. Zajmował się spuścizną i twórczością Alejandry Pisarnik, którą w Polsce znamy tylko troszkę. Albo na przykład spuścizną Kopiego, takiego bardzo znanego, ważnego dramaturga. Także jakby on w tej literaturze żyje i jest człowiekiem instytucją także w tym sensie, że Ogarnia całą masę dziedzin związanych z literaturą, nie tylko jako pisarz, ale jako tłumacz, jako popularyzator, jako krytyk itd.

No tak, literatura całkowicie wypełnia jego życie. Człowiek, który rzeczywiście albo pisze, albo tłumaczy, albo pisze krytycznie, albo pisze swoje rzeczy. Takie życie wypełnione literaturą zupełnie. O epizodzie z życia malarza podróżnika obiecuję. Za chwilkę, za chwilkę porozmawiamy. A z drugiej strony, no rzeczywiście ciekawe, że mimo iż Cezar Aira tak dyskretny, tak niechętnie mówiący o swoim życiu, jednak na tyle intrygujący, że zobacz jak długo rozmawiamy o nim samym, zanim przejdziemy do dzieła. Zanim o tym dziele jego literackim porozmawiamy, to chciałam cię jeszcze zapytać o tą kwestię polityczną, bo powiedziałyśmy o tym, jak on jest odrębny, jak on się nie angażuje, jak on nie lubi komentować, nie lubi mówić o tej rzeczywistości politycznej, która go otacza.

Musiał w tym czasie uciekać z Argentyny, wyjechał do Europy. Urugwaju. Egzemplarze Moreiry podobno bez okładki pozostały gdzieś tam w magazynie. Po latach ten wydawca wrócił do kraju, ukończył okładkę. No i w 1981 roku dopiero ta książka się ukazała. Chociaż są też różne oczywiście opowieści na ten temat. Nie do końca zweryfikowane, no ale to z uwagi na to, że Aira za często tych wywiadów nie udziela. Może jak będziesz miała okazję... czego ci bardzo życzę, spotkać się z nim, to możesz go o to zapytać, jak to tak naprawdę było z tym jego debiutem. Tak, znaczy to jest rzeczywiście ciekawa historia. Akurat tej historii nie pamiętam.

No więc właśnie, więc to jest kwestia bardzo skomplikowana i tych jej opowieści, jak sama mówisz, jest bardzo, bardzo dużo. No dobrze, to poszukajmy w takim razie tych tropów politycznych i nie tylko politycznych w tej powiastce, która właśnie ukazała się w twoim tłumaczeniu, czyli epizod z życia malarza. To jest opowieść o niemieckim malarzu rodzajowym z XIX wieku, który jedzie do Ameryki Łacińskiej, by malować tamtejsze egzotyczne krajobrazy. Nazywa się Johann Moritz Rugendas i tak w ogóle to jest postać historyczna. W książce, w tym polskim wydaniu mamy reprodukcję jego dzieł. To ciekawe, że Aira postanowił w tej książce umieścić malarza, który żył naprawdę, który jest postacią historyczną, a jednocześnie przypisać mu...

I to jest taki XIX-wieczna myśl o tym, że da się poznać rzeczywistość do głębi, że da się ją dokładnie sklastyfikować, skodyfikować i on jakby tam jedzie z tym zamiarem, takim europejskim zamiarem, o, jakaś dzicz tam sobie jest, to ja tam pojadę i ją będę rysował albo malował i dzięki temu wszystko poznam i wszystkim wytłumaczę, jak tam właśnie to wygląda. Oczywiście, Aira... wywraca całą tę historię tego białego cywilizatora, który niesie ten, powiedzmy, przysłowiowy kaganek oświaty, tę przysłowiową dzicz i bardzo sobie z niej żartuje. To jest ten aspekt poskolonialny, o którym mówiłyśmy wcześniej. Natomiast faktycznie Rugendas służymy tutaj do gry z tradycją, do gry z myśleniem o w ogóle podejściu do natury i do kultury, do malarstwa. To jest w ogóle bardzo specyficzny moment w historii.

No i oni przywożą ze sobą ten racjonalizm, tą taką ambicję, żeby to wszystko uporządkować, sklasyfikować, usystematyzować. Okazuje się, że ta nieokiełznana natura kontynentu wciąga ich, wciąga również całą tę racjonalność. To się później wszystko odwraca. Ale ja myślę też, że ta historia, którą Aira nam opowiada, również prowokuje takie pytanie może bardziej uniwersalne, nieco filozoficzne, a mianowicie, czy w ogóle możliwe jest odwzorowanie rzeczywistości? Czy to jest projekt mrzonka? Czy rzeczywiście da się to zrobić? I ci bohaterowie zadają sobie tego typu pytania jeszcze zanim dochodzi do tego wypadku i wszystko do góry nogami jest przewrócone.

I ten biedny europejski przybysz, w tamtym przypadku bodajże Francuz, nagle się okazuje jakimś takim barbarzyńcą, który w ogóle nie wie jak się zachować. Takie uczucie, Aira po prostu wszystko wywraca na nicę i robi to bardzo... Ja myślę, że to jest w ogóle spójne z tymi rozmyśleniami głównego bohatera epizodu z życia malarza podróżnika, no bo kiedy on dochodzi do takiego wniosku, że ta sama góra wygląda zupełnie inaczej, z różnej perspektywy i właściwie nie da się jej... opisać w jednym zdaniu, ani nie da się też jej oddać na jednym rysunku, na jednym obrazie czy szkicu, bo ona się ciągle zmienia, prawda? Bo też ta natura świata, natura rzeczywistości jest płynna, ulega ciągłej zmianie.

Ale nie można go poprawiać, bo po prostu nie można Ayrę na siłę racjonalizować. Tam, gdzie on nie chce być racjonalny, to nie jest. I w polskim przykładzie być nie może. I to jest właśnie ciekawe, jak to zrobić, żeby polski czytelnik nie był taki... nie, nie, nie, coś tu poszło nie tak, weźcie to ode mnie, bo tutaj coś się nie trzyma kupy. Trzeba to tak napisać, albo próbować tak napisać, żeby czytelnik pomyślał sobie, hmm, dzieje się coś dziwnego, ale jest to zabawne, okej, niech będzie. Tak, i to jest szczególnie uderzające w tej książce, która, tak jak już wspomniałaś na początku, Ona zaczyna się jak taka klasyczna biografia XIX-wiecznego malarza. Aira tam opisuje jego przodków, właściwie jak to się stało, że rodzina Rugendasów zaczęła malować, bo ten ojciec, założyciel rodu był zegarmistrzem, ale uległ wypadkowi.

Takiemu poprawnemu, jakiego się spodziewamy. Aira tego nie chce. Aira w ogóle nie chce nam dać tego, czego się spodziewamy. Stąd właśnie to, o czym mówiłaś wcześniej, czyli ten opór w Polsce przeciwko wydawaniu go. No bo wydawca brał taką książkę i myślał sobie, jejku, ale nie tego się spodziewałem. W ogóle co to jest? To jest coś, czego nie można się spodziewać, bo to jest coś kompletnie dziwacznego. I to oczywiście też... W pewnym sensie wpisuje się w taką tradycję, która jest w Argentynie, którą ja szczególnie lubię. To jest taka tradycja złego pisania. To jest taka tradycja, która bierze się od Roberta Arelta, takiego pisarza, którego mamy częściowo tłumaczonego na polski, tak? Z lat dwudziestych, trzydziestych. Arlt pisał wbrew. Arlt nie chciał pisać poprawnie. On był synem imigrantów, nie chciał pisać tym takim kreolskim, wspaniałym, idealnym, doszlifowanym hiszpańskim, który wtedy był w modzie literacko.

On się zbuntował i zaczął tworzyć teksty, które uchodziły za złe. literacko, tak? Tylko to złe literacko to był wyraz buntu. Wyraz buntu przeciwko temu językowi, ale też przeciwko temu światu, który ten język stworzył. I w tej chwili w Argentynie od lat, od dekad jest wielu pisarzy, którzy idą w tę tradycję, czyli jakby prowokują, odchodzą od tej, powiedzmy, klasycznej formy językowej również, w stronę jakichś takich rzeczy, które mogą uchodzić za... Nie do pracowania, a w gruncie rzeczy są formą powiedzenia nie. Wszystkiemu od języka po to, co za tym językiem stoi, tak? I to mi się wydaje niezwykle ciekawe. Wydaje mi się, że Aira w ogóle wchodzi też w taką grę z czytelnikiem. On jest wymagający, tak mi się wydaje, wobec swojego czytelnika.

Dla nich nie było lekarstwa. I Aira już w ogóle nie wraca do tego miejsca. Potem wraca do tego miejsca, on myśli, że miał koszmary, a potem się okazuje, że faktycznie był w tym miejscu. Jest to pewnego rodzaju szpital dla osób nieuleczalnie chorych. fizycznie i mentalnie, tak? Które, znowu pojawia się to słowo potworność, prawda? Coś, co wykracza poza normę, ale to jest właśnie to, co fascynuje Ayre. Oczywiście nie jego jednego w tej chwili. Żyjemy w kulturze, gdzie norma jest poddawana nieustannym ocenom i analizie. Tak czy owak, dla Ayre, on to robi, robił to zanim to było modne. Tak bym to powiedziała. To znaczy, on to robi od lat siedemdziesiątych i od lat siedemdziesiątych coraz bardziej idzie w to pogłębianie swojej ucieczki od normy, powiedzmy.

Ale on też nie próbuje, tak mi się wydaje przynajmniej, prowadzić czytelnika za rękę. On nie podaje mu takiego gotowego tekstu na tacy. My musimy się zastanawiać, czasami główkować, czasami sobie przypominać, czasem wracać kilka stron tekstu. Co jest zabawne, zwłaszcza, że ta książeczka jest taka krótka. Ona jest krótka, więc można to robić, ale ja sobie podkreśliłam takie jedno zdanie, które myślę, że też jest takim całkiem dobrym przykładem tego, jak Aira się bawi językiem i jak go specjalnie komplikuje, no po to właśnie, żeby pewnie tego czytelnika chwycić za rękę i powiedzieć mu... Skup się, skup się, a zdanie to na przykład jedno z wielu takich, brzmi tak. W niewiele dni dotarli w głąb kordyliery, chociaż było ich niewiele, tylko po odjęciu tych wielu, kiedy robili postój na malowanie.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.