294. Trumpohulanka
Pan każe - sługa musi. Donald Trump zażyczył sobie partyjnej konwencji Republikanów przed wyborami w połowie kadencji, więc mu ją zorganizowano. „Trump-a-paloosa” odbyła się w Dallas i pełna była atrakcji: dowiedzieliśmy się tego jakie miejsce miał rok 1946 w bożym planie zbawienia ludzkości, dlaczego uczciwość procesu wyborczego wymaga oszustw, czy bilion dolarów to dużo czy mało i czy Donald Trump własnoręcznie odebrał poród własnego wnuka. Opowiadamy o wystąpieniu JD Vance’a i nieoficjalnym starcie jego kampanii prezydenckiej; o podziałach w łonie Partii Republikańskiej - groypersach i kirkowcach; o nieoczywistych koalicjach, które zawiązują się w USA w kwestiach polityki zagranicznej i rozwoju sztucznej inteligencji. Dlaczego Trump w wielu sprawach stoi zupełnie gdzie indziej, niż jego baza wyborcza? Czy jego obecność w kampanii Republikanom pomaga czy przeszkadza? Czy nadchodzi „niebieska fala”?A na koniec: wielkie bahamskie wesele Dona Trumpa Juniora opłacone przez „drogiego przyjaciela Umara”, czyli rosyjskiego oligarchę o wdzięcznym nazwisku Kremlow.
Przypominano cytat z Pykera, który powiedział, że Ameryka zasłużyła na 11 września. I ja nie jestem fanem pana Pykera, ale chciałem tylko dodać kontekst do tego, bo to brzmi bardzo kontrowersyjnie, jak ktoś mówi, że Ameryka zasłużyła na 11 września. A z drugiej strony, kiedy ktoś mówi, że to jest wyjęte z kontekstu, to przeważnie ten kontekst niewiele pomaga. A w tym przypadku akurat... Trochę może wyjaśnić, bo ja sobie przypominam od razu taki tekst słynny Susan Zontags, opublikowany w New Yorkerze dosłownie kilka dni po 11 września. I tam było o tym, że to polityka, jak gdyby spojrzenie na politykę Stanów Zjednoczonych w regionie i wezwanie do tego, żeby zrozumieć to wydarzenie właśnie w tym szerszym kontekście.
Rozumiem. No dobrze, proszę Państwa, Donald Trump bardzo chce, żeby ludzie traktowali te wybory tak, jakby to on nich startował, stąd w ogóle pomysł tej Trumpa paluzy, bo jest bardzo wierzy w to, że jego obecność, jego nazwisko ma ogromną siłę i tak dalej, stąd jego główne wezwanie na tej konwencji, to znaczy udawajcie, że jestem na karcie do głosowania, mówi. Cęk w tym, że to jest dokładnie realizacja strategii demokratów, którzy bardzo chcą, żeby te wybory były na temat Donalda Trumpa, a nie na przykład na temat Susan Collins, senatorki z Maine. Tylko demokraci chcą, żeby wyborca taki z Maine szedł i mówił, no może lubię Susan Collins, ale głos na Susan Collins to tak naprawdę głos na Donalda Trumpa.
Susan Collins chciałaby, żeby wyborca z Maine myślał sobie, nie, nie, to chodzi tylko o tę Susan Collins i o to, co ona w tym Senacie robi. A tato Trump przychodzi i mówi, nie, nie, nie, to chodzi o mnie. To chodzi absolutnie o mnie. No i Andy Beshear, czyli demokratyczny gubernator Kentucky, no mówi, super, właśnie tego chcemy. Jeśli Donald, tu cytat, jeśli Donald Trump chce zorganizować konwencję mówiącą, że te wybory dotyczą jego, w pełni popieram tę decyzję. Każe mi udawać, że to jego nazwisko jest na karcie do głosowania? Chcę, aby ludzie udawali, że na niej jest. No ale dobrze, to po co republikanie to robią? Czy pan prezydent i jego otoczenie? Pan prezydent wiemy po co to robi, bo uważa, że jest atutem. Czemu to robią republikanie? No zależy, którzy. Niektórzy nie mają wyjścia, jak Mike Johnson, speaker Izby, czy Steve Scalise, jego zastępca, czy J.D.
Vance. No nie mogą się nie pojawić na takim kongresie. No więc się pojawiają i mówią o tym, co mówi J.D. Vance, to powiemy za chwilkę. Ale nie wszyscy republikanie się tam pofatygowali, trzeba powiedzieć. Taka Susan Collins na przykład, no nie przyjechała. Czy Dan Sullivan z Alaski, czy jacyś kongresmeni z konkurencyjnych okręgów, no oni się tam nie pojawili, bo oni właśnie bardzo by chcieli, żeby pan prezydent im No nie pomagał i nie włączyli wyborcy od razu ich nazwiska z nazwiskiem Donalda Trumpa. No ale Donald Trump oczywiście nie pozwala... O sobie zapomnieć. Absolutnie. I nie wiem czy wiesz, zaprosił ostatnio na obiad do Białego Domu kongresmenów z 35 takich okręgów właśnie tych fioletowych, powiedzmy.
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Piotr i Łukasz podziękowują za wsparcie i rozmawiają o planach na nowy sezon.
Piotr wyjaśnia, że w poprzednim odcinku podzielili się swoimi poglądami na temat konfliktów w wojnie demokratów i ataku na Hasana Pajker'a.
Piotr i Łukasz mówią, że od teraz będą skupiać się na partii republikańskiej, aby zmienić temat.
Piotr i Łukasz opisują konwencję partii republikańskiej w Dallas, organizowaną przez Mike'a Johnsona, i jej nazwę Trumpohulanka.
Piotr i Łukasz opisują film z konwencji, który przedstawia Donalda Trumpa jako Bożego pomazańca.
Piotr i Łukasz omawiają reakcje na film i opisują, jak konwencja była pełna negatywnych wypowiedzi na temat demokratów.
Piotr i Łukasz opisują dwa przemówienia prezydenta Trumpa na konwencji i omawiają jego propozycje dotyczące wyborów.
Podróżnicy analizują finansowanie wyborów przez prezydenta Trumpa i jego partii, podkreślając przewagę finansową Republikanów i kwestie związane z wydatkami kampanii wyborczych.
Podróżnicy omawiają konwencję republikanów, jej popularność i wpływ na wyborów, a także kwestie związane z bagatelizowaniem holokaustu i nazizmu w partii republikańskiej.
Podróżnicy omawiają problem nazizmu w partii republikańskiej, podkreślając relacje między grejperami a liderami partii oraz kwestie polityczne.
Podróżnicy omawiają sytuację z sztuczną inteligencją, jej regulacje i wprowadzenie Trumpa, który krytycznie odnosi się do regulacji i popiera rosnące inwestycje w AI.
Podróżnicy analizują sondaże wyborcze, podkreślając, że demokraci zdobywają coraz większą przewagę, co może prowadzić do niebieskiej fali.
Podróżnicy opisują wesele Donalda Trumpa Juniora, podkreślając kontrowersje i podejrzenia związane z finansowaniem.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Pan każe - sługa musi. Donald Trump zażyczył sobie partyjnej konwencji Republikanów przed wyborami w połowie kadencji, więc mu ją zorganizowano. „Trump-a-paloosa” odbyła się w Dallas i pełna była atrakcji: dowiedzieliśmy się tego jakie miejsce miał rok 1946 w bożym planie zbawienia ludzkości, dlaczego uczciwość procesu wyborczego wymaga oszustw, czy bilion dolarów to dużo czy mało i czy Donald Trump własnoręcznie odebrał poród własnego wnuka.
Opowiadamy o wystąpieniu JD Vance’a i nieoficjalnym starcie jego kampanii prezydenckiej; o podziałach w łonie Partii Republikańskiej - groypersach i kirkowcach; o nieoczywistych koalicjach, które zawiązują się w USA w kwestiach polityki zagranicznej i rozwoju sztucznej inteligencji. Dlaczego Trump w wielu sprawach stoi zupełnie gdzie indziej, niż jego baza wyborcza? Czy jego obecność w kampanii Republikanom pomaga czy przeszkadza? Czy nadchodzi „niebieska fala”?
A na koniec: wielkie bahamskie wesele Dona Trumpa Juniora opłacone przez „drogiego przyjaciela Umara”, czyli rosyjskiego oligarchę o wdzięcznym nazwisku Kremlow.