Mentionsy Mentionsy
Podcast Muzeum Historii Polski
Podcast Muzeum Historii Polski

Napoleon i Polacy

28.03.2024 ·26 min 15 s

Film Ridleya Scotta „Napoleon" udowodnił, że próba przedstawienia biografii Napoleona Bonaparte to nie lada wyzwanie. W dzisiejszym odcinku Rzeczy Historycznej ułatwimy sobie zadanie i spojrzymy na cesarza Francuzów mając na względzie jeden wątek, czyli polskie dążenia do odzyskania niepodległości. W którym momencie losy Napoleona zaczęły splatać się z losami Polaków? Czym były Legiony Polskie z końca XVIII wieku i co w nich robił Jan Henryk Dąbrowski, którego znamy z polskiego hymnu? Kim był Józef Sułkowski, adiutant Bonapartego? Co Polacy robili na Haiti? Dlaczego do historii przeszła słynna szarża Polaków pod Somosierrą? Powstanie Księstwa Warszawskiego do pewnego stopnia spełniło polski sen o odzyskaniu niepodległości. Ostatecznie jednak, podobnie jak francuski geniusz wojny, ponieśliśmy klęskę. Czy mieliśmy prawo wiązać nadzieję z wielkim politycznym projektem Napoleona? O tym wszystkim w najnowszym odcinku Rzeczy Historycznej! Program zrealizowano w ramach zadania: kontynuacja i rozbudowa multimedialnego projektu informacyjno-edukacyjnego - Portal Historyczny Dzieje.pl

Miłość bez wzajemności. Przelotny romans. Realizacja egoistycznego interesu imperium. Czy Napoleon Bonaparte kochał Polaków? Albo przynajmniej, czy wyjątkowo ich cenił? Może to naiwność? Może po prostu instrumentalnie nas wykorzystywał? Wprawdzie utworzone z jego woli Księstwo Warszawskie było namiastką odrodzonej Polski i stało się punktem odniesienia dla marzeń o niepodległości w czasie zaborów. Ale czy tak naprawdę było to państwo niepodległe? Czy słynne szarże Polaków i krew przelana przez nich służyły Polsce, czy interesom innego mocarstwa? Jedno jest pewne. Nasi rodacy odegrali istotną rolę w wielkim politycznym projekcie, jakim było Cesarstwo Napoleona.

Tymczasem we Francji odcina się głowy królom, arystokracji, a później i rewolucjonistom. Właśnie w 1793 roku na Szafocie giną król Ludwik XVI, a później jego małżonka Maria Antonina. Tymczasem młody republikański oficer z Korsyki wsławia się w walkach wojsk rewolucyjnych o Toulon i zostaje generałem. Ma raptem 24 lata. Wkrótce losy jednego z najważniejszych ludzi w historii Europy zaczną się splatać z losami Polaków. Legenda głosi, że już jako dziecko Bonaparte miał w klasie szkoły wojskowej w Brienne-le-Château polskiego kolegę. Miał nim być jego rówieśnik Władysław Franciszek Jabłonowski, późniejszy uczestnik Powstania Kościuszkowskiego, a jeszcze później także generał Legionów utworzonych we Włoszech przez Jana Henryka Dąbrowskiego.

Pieszczotliwie nazywano go Murzynkiem, a to dlatego, że był Jabłonowski nieślubnym synem żony generała Konstantego Aleksandra Jabłonowskiego. Nie tylko los tego Polaka miał związać się z fortuną przyszłego cesarza. Napoleon staje się najważniejszym dowódcą w republikańskiej armii francuskiej. Zdobycie przez niego w 1797 roku Mantui zakończyło żywot pierwszej koalicji antyfrancuskiej. Koalicji, w której stroną rywali Francji byli nasi zaborcy – Austria i Prusy. A w myśli idei wróg mojego wroga jest moim przyjacielem, dla Polaków polityka Francji stawała się szansą. Wśród żołnierzy austriackich branych do niewoli we Włoszech znalazło się wielu Polaków, którzy już wkrótce stanowili trzon kilku francuskich jednostek wojskowych.

nauką historii Polski. Polem walki dla Polaków były właściwie całe Włochy. Początkowo legiony walczyły u boku Napoleona przeciwko Włochom i Austriakom pod Rimini, Weroną czy nad jeziorem Garda. Po kilku miesiącach legiony przekształcono w korpus posiłkowy Republiki Cisalpińskiej, a część legionistów walczyła w Rzymie, gdzie Francuzi obalili rządy papieskie. Brali udział w zwycięskiej ofensywie Republikanów na Królestwo Neapolu. Tłumili antyfrancuskie powstanie chłopskie w południowych Włoszech. Historia walk Legionów Polskich jest na dobrą sprawę tak długa jak cała epopeja napoleońska. Jeszcze w 1799 roku Polacy walczyli w szeregach francuskich tak ofiarnie, że pod bronią pozostało ich niewiele ponad 800.

Oddziały polskie odbudowywały się jednak jak Feniks z popiołów. Polacy walczyli dalej we Włoszech, ale też w Szwajcarii czy nad Renem. Jak za chwilę zobaczymy, część z nich trafiła na drugi koniec świata, na Haiti. Jednakże część z polskich oddziałów, choć już nie jako Legiony Polskie, dotarła rzeczywiście z ziemi włoskiej do Polski w czasie kampanii lat 1806-1807. Do tego wszystkiego jednak zdążymy jeszcze wrócić. Najważniejszą postacią epoki był, jako się rzekło, Napoleon Bonaparte. W 1798 roku ambicja zaniosła go przez Morze Śródziemne aż do Egiptu. Z punktu widzenia militarnego szło o to, by przejmując kontrolę nad Egiptem, odciąć Wielką Brytanię od Indii, a w ten sposób wyeliminować ją z rywalizacji na kontynencie europejskim.

Rządzący Francją dyrektoriat chciał w ten sposób wysłać ambitnego generała jak najdalej od Francji, by nie stanowił politycznego zagrożenia. Sam Napoleon potraktował rzecz ambicjonalnie i nad Nil wziął ze sobą Polaków. To właśnie w Egipcie, tłumiąc antyfrancuskie powstanie, zginął jeden z najbardziej znanych Polaków z otoczenia Napoleona Bonapartego. Józef Słukowski. Był nie tylko adiutantem, ale prawdziwym ulubieńcem generała Bonapartego. Jako dziecko z arystokratycznej rodziny miał być paziem na dworze Marii Antoniny. Później stał się zaprzysięgłym republikaninem i jednym z najsłynniejszych polskich jakobinów. Wcześniej jednak wziął udział w wojnie w obronie Konstytucji 3 maja w 1792 roku, co dało mu ustanowione wówczas najwyższe polskie odznaczenie wojskowe Order Virtuti Militari.

Sułkowski wyjechał z Polski, zostając obywatelem Francji, ale targany patriotycznymi porywami próbował jeszcze w 1794 roku wziąć udział w insurekcji kościuszkowskiej. Nie udało się. Nie zdążył. W stopniu kapitana znalazł się za to w armii francuskiej w północnych Włoszech. Traktowany początkowo z nieufnością, wyróżnił się w walce. Dostrzegł go sam Napoleon, mianując to właśnie swoim adiutantem. W bitwie pod Arcole został poważnie ranny, ratując życie przyszłemu cesarzowi. Po sukcesach w Europie, które sławiły nazwisko Napoleona w 1798 roku, przyszedł czas na kolejne wyzwanie, wspomniane zdobycie Egiptu. Tu jednak nieliczni Polacy walczący w armii napoleońskiej zostali potraktowani jak okupant i najeźdźca.

Doświadczył tego sam Sułkowski, który zasłużywszy się w kilku starciach, m.in. w oblężeniu Aleksandrii czy w bitwie pod piramidami, poniósł tragiczną śmierć na przedmieściach egipskiej stolicy, gdy powracał z patrolu. Tak raportował to sam generał Bonaparte do władz w Paryżu. Mój adiutant, Sułkowski, przeprowadzając rankiem pierwszego Brumeira rozpoznanie ruchów nieprzyjacielskich w okolicach Kairu, został w drodze powrotnej napadnięty przez całą ludność przedmieścia. Po poślizgnięciu się konia Sułkowski poniósł okrutną śmierć. Był to oficer największych nadziei. Co ciekawe, nazwisko Sułkowskiego jest jednym z siedmiu polskich nazwisk, jakie zapisano na łuku triumfalnym w Paryżu, wzniesionym dla uczczenia walczących i poległych za Francję w czasie rewolucji francuskiej i wojen napoleońskich.

Wspomniany Słukowski, posługujący się językiem arabskim i tureckim, był w gronie założycieli Instytutu Egipskiego. Z kolei Józef Feliks Łazowski poczynił podczas ekspedycji szereg pomiarów kartograficznych, korygując w kilku miejscach mapę Egiptu. W latach 1798-1800 wstępnie rozpoznał on teren i wykonał pierwsze pomiary, które dały podwaliny do znacznie późniejszej budowy kanału przez przesmyk sueski. Tymczasem walki w Egipcie przysporzyły Napoleonowi chwały i umożliwiły mu w przyszłości przejęcie władzy w Paryżu, ale sprawie polskiej szczególnie się nie przysłużyły. Było to być może pierwsze ostrzeżenie, że walka u boku Napoleona będzie Polaków wiele kosztowała, a niekoniecznie wcale przyniesie efekty o jakich marzyli.

Wątek walki w koloniach czy pomocy we francuskich podbojach jest jednym z najsmutniejszych rozdziałów w polsko-napoleońskiej historii. Krew przelana dla imperium. Wróćmy do wspomnianego już wcześniej szkolnego kolegi Bonapartego. Władysław Franciszek Jabłonowski był jednym z tych Polaków, którzy przelali swoją krew walcząc z buntem niewolników na Haiti. Tam bowiem trafiła część legionistów z oddziałów formowanych przez Jana Henryka Dąbrowskiego. Dlaczego tak? Czy to niegodziwość i skrajny cynizm francuskiej polityki? Niewątpliwie tak. I taka też była cena, jaką Polacy musieli zapłacić za wejście do imperialnego projektu Napoleona.

W lutym 1801 roku Francuzi podpisali traktat pokojowy z Rosją i Austrią, spychając tym samym sprawę polską w niebyt. W Legionach otwarcie krytykowano Napoleona. Wielu oficerów rezygnowało ze służby. A tymczasem sam Napoleon, ówcześnie już jako pierwszy konsul Francji, zdecydował się stłumić trwający od lat bunt niewolników na Santo Domingo, wyspie dzisiaj znanej jako Haiti. Wśród 27 tysięcy żołnierzy wysłanych przez Atlantyk znalazło się ponad 5 tysięcy Polaków. A zatem raz jeszcze cynizm? Bezdyskusyjnie. Napoleon po prostu pozbył się swoich polskich niewygodnych przyjaciół z Europy. Na Antylę trafiły ostatecznie dwie polskie półbrygady stacjonujące wcześniej w północnych Włoszech.

Są to bowiem właśnie miesiące tej wojny. Jej finałem był traktat tylżycki i utworzenie Księstwa Warszawskiego. Prowadzących do tego sukcesu oblężeniu Gdańska i w walkach pod Tczewem brali udział Polacy. Między innymi grupa wojsk pod dowództwem generała Jana Henryka Dąbrowskiego utworzona z połączenia Legii Północnej i Legii Poznańskiej. Pierwsza z tych formacji powstała pod koniec 1806 roku na polecenie Napoleona, który nakazał tworzyć oddziały złożone z Polaków służących w armii pruskiej, wziętych do niewoli lub z dezerterów. Jej organizatorem był generał Józef Zajączek, wspomniany już przeze mnie wcześniej, weteran wojny polsko-rosyjskiej 1792 roku i powstania kościuszkowskiego Jakobin, ale i uczestnik kampanii włoskiej i wyprawy egipskiej.

Polacy zdobyli Tczew, a później brali udział w oblężeniu i wejściu do Gdańska, na końcu biorąc jeszcze udział w bitwie pod Frydlandem, która przesądziła o losach kampanii i tym samym całej wojny. Wspomniane formacje stały się zalążkiem armii Księstwa Warszawskiego. Niestety już niebawem Polacy zostali wykorzystani ponownie w sposób cokolwiek niejednoznaczny. I co dziwne, nadal przedstawiane jest to u nas jako chwalebna karta w historii. Gdy w 1807 roku powstawało Księstwo Warszawskie i przynajmniej częściowo spełniały się polskie sny o niepodległości, Napoleon postanowił zająć Portugalię i Hiszpanię. Do tej pory oba te królestwa współpracowały z wrogą mu Wielką Brytanią. W początkach 1808 roku wojska francuskie zajęły Barcelonę i Madryt.

Nowym władcą Hiszpanii ogłoszono brata cesarskiego, Józefa Napoleona. I chociaż armia hiszpańska, podobnie jak cała hiszpańska administracja, były w rozsypce, w kraju rozkwitł antyfrancuski ruch partyzancki. Hiszpania stała się w ten sposób kolejnym frontem wojen napoleońskich. W takiej sytuacji Napoleon potrzebował sojuszników, w tym m.in. właśnie wojsk polskich. Jedną z polskich jednostek, które trafiły do Hiszpanii, był elitarny pierwszy pułk szwoleżerów-lansjerów Gwardii Cesarskiej, gdzie służyli m.in. młodzi polscy arystokraci Tomasz Łubieński, Wincenty Krasiński czy Jan Kozietulski. Pomimo służby na żołdzie francuskim, pułk wyróżniał się m.in.

mundurami wzorowanymi na tych, które nosiła kawaleria narodowa przed 1794 rokiem. Gdy jesienią 1808 roku Napoleon ruszył na Madryt, by odbić go z rąk powstańców i osadzić ponownie na tronie swojego brata, jego armia utknęła pod Somosierro. Przełęcz Somosierra na wysokości ponad 1400 metrów nad poziomem morza stała się miejscem niezwykłej szarży. Szarży, jakiej świat do tej pory nie widział. Francuzcy wojskowi meldowali, że pozycje hiszpańskie są nie do zdobycia. Zostawcie to Polakom, miał odpowiedzieć Napoleon. Niedługo później ponad 200 szwoleżerów pod dowództwem Jana Kozietulskiego zebrało się do szarży.

Trwała ona nie więcej niż 10 minut. Przy zaskakująco niskich stratach, 57 kawalerzystów, z czego 22 poległo, Polacy zdobyli pozycję i umożliwili Napoleonowi marsz na Madryt. To piękne zwycięstwo, którym Polacy zdobyli sobie szacunek francuskich towarzyszy broni, było jednocześnie zwycięstwem w wojnie niesprawiedliwej, w wojnie napastniczej, w której byliśmy członkami armii inwazyjnej i okupacyjnej. Znowu męstwo polskiego żołnierza zostało przez Napoleona wykorzystane w gruncie rzeczy w złej sprawie. Pomimo wszystko przeszło do legendy. Przeczytamy o nim choćby w Mickiewiczowskim Panu Tadeuszu. Nieszczęśliwa miłość

7 lipca 1807 roku rosyjski car Aleksander i cesarz Napoleon zawarli pokój w Tylży. Dziś to rosyjskie miasto Sowieck u ujścia rzeki Tylży do Niemna przy granicy z Litwą. To porozumienie było w swoim czasie jednym z najbardziej kompleksowych układów międzynarodowych epoki, ale przetrwało tylko pięć lat. de facto oznaczało dominacji Francji na kontynencie. Imperium Bonapartego rozciągało się teraz od Żmudzi aż po Pireneję. Jednym z najistotniejszych ustaleń, na jakie przystał rosyjski władca, było przekształcenie części polskich ziem zaboru pruskiego w Księstwo Warszawskie. Nominalnym władcą tego państwa został król Saksonii Fryderyk August, bliski sojusznik Napoleona.

Polskie elity polityczne liczyły jednak, że pełna odbudowa terytorialna Polski i przywrócenie państwu nazwy Królestwo Polskie nastąpią już w niedalekiej przyszłości. Księstwo utworzone w 1807 roku z części ziem zaboru pruskiego w dwa lata później w wyniku wojny z Austrią zostało powiększone o część ziem zaboru austriackiego. W czerwcu 1812 roku, w momencie rozpoczęcia przez Napoleona inwazji na Rosję, przekształcono je formalnie w Królestwo Polskie. Jednak klęska tej inwazji przekreśliła marzenia o trwałej odbudowie niepodległej polskiej państwowości. A zatem Księstwo Warszawskie formalnie było to państwo niepodległe z Sejmem, Senatem, rządem i armią oraz suwerennym władcą i z własną konstytucją.

No ale właśnie, z konstytucją nadaną przez Napoleona i to jeszcze nadaną w saskim Dreźnie 22 lipca 1807 roku. W rzeczywistości zatem księstwo warszawskie zależało w pełni od Napoleona i Francuzów. Choć przecież z drugiej strony przyniosło wiele urządzeń, które unowocześniały ziemię polskie na czele z kodeksem Napoleona, który jak na owe czasy stanowił nowoczesną kodyfikację prawa cywilnego. Napoleon darzył Polskę i Polaków uczuciem, wielokrotnie podkreślając, że należą do jego najwierniejszych i najlepszych żołnierzy. Znany z bogatego życia uczuciowego miał odnaleźć także miłość nad Wisłą, pomimo tego, że w domu czekała na niego cesarzowa Józefina.

Tą miłością była Maria Walewska, powszechnie w historii nazywana Panią Walewską. Po raz pierwszy Walewska spotkała się z Napoleonem w styczniu 1807 roku. Niedługo potem, w wyniku awansów cesarza, została jego oficjalną metresą. Jak często podróżowała z Napoleonem, jak często bywała we Francji, tego tak naprawdę do końca nie wiemy. Wiemy natomiast, że pani Walewska w maju 1810 roku urodziła Napoleonowi syna. Niedługo później cesarz rozwiódł się z Józefiną tylko po to, by poślubić Marię Ludwikę, córkę austriackiego cesarza Franciszka II. Napoleon otoczył jednak swoją polską wybrankę opieką. Między innymi obdarował ją pałacykiem w Paryżu.

Walewska odwzajemniała się lojalnością. Odwiedzała ukochanego tak często jak mogła. Na przykład w czasie jego wygnania na Elbie. Romans Napoleona i Walewskiej stał się tematem popkultury. Jeszcze przed II wojną światową nakręcono m.in. film Pani Walewska z Gretą Garbo w roli Marii, a w latach 60. już na polskim podwórku film Marysia i Napoleon z Beatą Tyszkiewicz i Gustawem Holoubkiem w tytułowych rolach. Wybór córki austriackiego cesarza ponad polską szlachciankę miał nie tylko wymiar prestiżowy. Szło o decydujące starcie, jakiego szukał Napoleon. O wojnę z Rosją. Druga wojna polska rozpoczęta. Pierwsza skończyła się pod Frydlandem i w Tylży. W Tylży Rosja zaprzysięgła wieczny sojusz z Francją i wojnę z Anglią.

Dziś gwałci ona swe zobowiązania. Czyż uważa nas za zwyrodniałych? Nie jesteśmyż to ciągle żołnierzami spod Austerlitz? Stawia nas ona pomiędzy niesławą a wojną. Wybór nie może być wątpliwy. Przekroczcie Niemen, a pokój, który zawrzemy, sam przyniesie swe gwarancje i kres położy smutnym wpływom, które od lat pięćdziesięciu wywierała Rosja na sprawy Europy. W ten sposób przemawiał cesarz Napoleon do żołnierzy przed wyprawą na Rosję. Jej celem było utrzymanie blokady kontynentalnej Wielkiej Brytanii, która była nagminnie łamana przez Rosję. Innymi słowy szło o hegemonię w kontynentalnej Europie. Jednak druga wojna polska, jak nazwał ją sam Napoleon, zakończyła się katastrofą.

Pomimo błyskotliwych zwycięstw i zdobycia Moskwy, cesarz stracił blisko 90% swojej wielkiej armii, liczącej dobrze ponad 500 tys. żołnierzy. Z liczby około 100 tys. walczących na wojnie Polaków powróciło około 24 tys. Dalsze kampanie militarne lat 1813, 1814 i 1815 raz jeszcze potwierdziły geniusz militarny cesarza Francuzów, ale był to już łabędzi śpiew napoleońskiej Francji. Klęski pod Lipskiem z października 1813 roku i pod Waterloo z czerwca 1815 stanowiły symbolicznie ostatnie akordy końca napoleońskiej Europy. Polacy, związawszy się z Napoleonem, przegrali tak jak on sam.

Napoleon dał Polakom nadzieję na odzyskanie niepodległości. Jego imię znajduje się w polskim hymnie, a wielu ludzi do dziś uważa go za człowieka oddanego sprawie polskiej. Cóż, w rzeczywistości karta polska była dla Napoleona po prostu wygodnym środkiem prowadzenia polityki. W Europie, w której czołowe role odgrywały nieprzyjazne Francji, Rosja, Austria i Prusy, jakaś polska niezależność i polskie postulaty były po prostu cesarzowi Francuzów na rękę. Czy Polacy mieli alternatywy? Naturalnie, ich symbolem może być choćby ks. Adam Czartoryski, który w latach 1804-1806 pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych Rosji. Sympatia, jaką potrafił on wyjednać wobec Polaków u cara Aleksandra I, nie była jednak większa od tego, co Polacy uzyskali dzięki wsparciu Napoleona.

Pokazano wszystkie 24 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.