Mentionsy Mentionsy
Pierwsza Młodość
Pierwsza Młodość

Pierwsza Młodość #152

07.11.2025 ·1 godz 5 min

Ostatnio jestem na krawędzi, jest mi trudno, zatem dzisiaj jest opowieść o tym, co ludzie robią, jak się czują, jak mogą być zmanipulowani, gdy do tej krawędzi dojdą…Brzmi tajemniczo? I dobrze. Ten podcast powstaje dzięki Patronite: https://patronite.pl/karolinakp 0:00:00 Intro 0:04:59 Dom dobry 0:23:46 Reportaż Michała Janczury 0:42:19 Heweliusz 1:00:12 Outro

No dobrze, proszę Państwa, już teraz... Aha, jeszcze chciałam powiedzieć, że miesiączka jest. Miesiączka niedługo będzie nowa, pachnąca, ale jeszcze mamy tą poprzednią, która bardzo ładnie się słucha, więc też czekam w ogóle na Wasze oceny, co byście tam chcieli dorzucić, pozmieniać, bo w głowie mi pojawiają się różne nowe pomysły, ale ze względu na to, że ostatnio jestem mocno na krawędzi i nie udaję, bo się śmieję trochę, że nie po to wydaję pieniądze na terapię, żeby całe życie jeszcze udawać. Nie chcę mi się udawać. No, nie jest łatwo z wielu powodów. Więc ta krawędź, to bycie na krawędzi, to bycie testowanym przez życie po raz kolejny, nie jest łatwą rzeczą. I dlatego zacznijmy w takim razie od filmu, który zobaczyłam parę dni temu i który siedzi mi w głowie bardzo, bardzo. I o którego istnieniu wiedziałam na długo, zanim został nakręcony o pomyśle na jego powstanie, bo rozmawiałam z Wojciechem Smarzowskim, kiedy jeździłam z nim i z jego aktorami w trasie promocyjnej filmu Weselę 2.

Myślałem, wybaczam ci, że porwałaś naszą córkę. Wybaczam ci wszystko. Proszę o spokój, upominam pozwanego. Ale pani sędzia, ja ją po prostu bardzo kocham. Kocham cię, Mysza. Spokój! No i to jest, proszę państwa, klips ze sądu, gdzie mąż mówi do żony, że no generalnie bardzo cię kocham, Mysza. I wybaczam ci wszystko. To jest taki film, który po raz kolejny pokazuje, że Wojciech Smarzowski ma jakiś tajemny klucz, tajemną drogę, mapę do nas, do naszych głów i do naszych umysłów i do naszych emocji i potrafi uderzyć w mocny, wyrafinowany, przemyślany sposób. Jeżeli się spojrza na filmografię Smarzowskiego, to widać, że jego interesują ludzkie przywary, ludzkie ułomności wsadzone w taki szerszy kontekst. To nie jest ktoś, kto pokazuje pewne sceny nawet trudne dla samej radości, bądź też podniecenia pokazywania takich scen.

On je wsadza w kontekst właśnie. On je owija trochę takim kokonem informacyjno-społeczno-obyczajowym i my nagle dostajemy taki, powiedziałabym, betonowy kokon, który wali nas po głowie, po plecach. Sami chodzimy po siniaczeni, jakby nas ktoś pobił i myślę, że tym razem jest dokładnie tak samo jak zawsze ze Smarzowskim. On robi film, który ma nie być miły, łatwy i przyjemny. Co myślę, że w czasach, kiedy oglądamy coraz więcej filmów, których nie pamiętamy, ja to mam, ostatnio to zauważyłam, dlatego mimo, że mnie pytacie, ja praktycznie nie oglądam nowości teraz, bo... Zauważyłam u siebie coś takiego, że ja praktycznie nie pamiętam tego, co obejrzałam w momencie, kiedy jeszcze są napisy końcowe. Zapewniam was, nie mam Alzheimera ani demencji, ale pomyślałam sobie, że coraz więcej niestety oglądam rzeczy, z racji także zawodowych, o których zapominam po tym, jak się kończą.

Jakby mnie ktoś zapytał, o czym to było, kto zagrał, o Jezu, to w ogóle nie ma takiej opcji. W związku z tym myślę, że Smarzowski na te czasy, gdzie my zapominamy, gdzie przez nas przelatują jakieś kolorowe, ładnie zmontowane obrazki, robione, kręcone, wymyślane pod algorytm, bo nie wiem czy wiecie, ale na serwisach streamingowych praktycznie wszystko wymyślane jest pod algorytm. Jest analizowane co do sekundy, jak to jest oglądane, czy to jest w ogóle oglądane, kiedy ludzie wychodzą. Już nawet scenariusze pisze się, seriali i filmów pod algorytm. No, ale myślę, że nawet wiem, Smożowski tego nie robi. Tu ma mój ogromny szacunek do Zgonny, bo ten film, można o nim powiedzieć bardzo wiele rzeczy, ale na pewno nie można powiedzieć, że jest pisany w jakimś specjalnie interesie, że ma tu jakąś wielką sprawę do załatwienia w stylu takim, że nie wiem, specjalnie prowokuje, czy właśnie przez to, co się pojawia w niektórych recenzjach, nie czytajcie ich, że tam się właśnie pojawia ta pornografia przemocy.

Było to szokujące. Ludzie, ja byłam zadziwiona, że niektórzy przed seansem brali sobie jakieś tam naczosy, jakieś tam, wiecie, jedzonko, pićku, bo miałam takie przeczucie, że to chyba im stanie w gardle i rzeczywiście bardzo szybko Smarzowski w tym filmie zaciska nam na szyi pętlę albo zaciska nam pięści. Różnie to można interpretować. To jest film, który moim zdaniem nie jest tylko o tej przemocy domowej, bo tak on jest sprzedawany i tak możecie o nim przeczytać. Ja miałam po prostu w mojej głowie biednej, jak oglądałam ten film, całą masę obrazów. Nie wiem, czy Wam to mówiłam, ale napisałam to w poście u siebie na Instagramie, że miałam taką koleżankę wiele lat temu, ponad 20 w jednej z prac. To była taka dziewczyna, zawsze bardzo elegancka i co mnie fascynowało, ponieważ ja się generalnie nie maluję, ale ona się malowała od rana i ona zawsze była bardzo zrobiona, ale w taki sposób, który mi też imponował, bo widać było, że tam te cienie, te usta, jakby ta tapeta bez względu na pogodę.

No i powiedziałam. I ja pamiętam, jak ona mi tłumaczyła, że w niektórych domach tak jest i że my na pewno tej Magdy, bo ona się Magda nazywała, by nie traciła z nią kontaktu, że może ona będzie potrzebowała, żeby z nią porozmawiać. No i że generalnie, żebym uważała, jak będę do niej chodziła, bo jak takie sytuacje się będą powtarzały, to może być po prostu dla nas niebezpieczne. Myśmy, ja byłam z drugą koleżanką, myśmy uciekły stamtąd. Po prostu szybko się, jak to mówią po angielsku, się zmyłyśmy. Ale zauważyłam, że ta Magda i jej mama bardzo tak mechanicznie, jakby znając sytuację od spodu, zareagowały. I my byłyśmy już tam w ogóle niepotrzebne, wyszłyśmy, chyba nikt pewnie nie zauważył, żeśmy wyszły, żeśmy uciekły po prostu stamtąd. I to były takie dwa przykłady takiej historii z mojego życia gdzieś bardzo bezpośrednio, które cały czas miałam gdzieś w głowie, jak oglądałam ten film, film Dom Dobry Wojciecha Smażewskiego, który możecie oglądać w kinach i który dla mnie jest przede wszystkim opowieścią

I to jest dom, wiecie, to nie jest jakaś patologia. To właśnie bardzo dobrze, że Smarzowski nie bawi się tutaj w jakieś ocenianie, że nie bawi się od razu w pokazywanie, no tak, patologia, dno społeczne. Nie. Nie, to jest jakaś, wiecie, zwykła rodzina w blokach, gdzieś w jakimś mieście wojewódzkim. Wszyscy mieszkają na kupie, znaczy jest matka, jest córka, druga siostra wyszła za mąż i jest Wigilia i główna bohaterka, no ewidentnie flirtuje smsowo z facetem poznanym w internecie. I ktoś powie red flag, no ale cała masa ludzi poznaje się w internecie, nawet świeżo wybrany burmistrz Nowego Jorku swoją żonę poznał w internecie, więc jakby internet, fajnie, że Smarzowski to wprowadza, bo internet staje się nieodzowną częścią naszego życia. Chcemy tego czy nie? Tak jest. I ta główna bohaterka właśnie sobie leży na łóżku i tam sobie piszą smsy, bawią się w taką grę, czy rozpoznasz cytat i myślimy sobie, aha, czyli to nie jest jakiś, wiecie, facet spod budki z piwem, nie jakiś menel, tylko w ogóle inteligentny, wykształcony człowiek, on jest od niej starszy.

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.