Pierwsza Młodość #152
Ostatnio jestem na krawędzi, jest mi trudno, zatem dzisiaj jest opowieść o tym, co ludzie robią, jak się czują, jak mogą być zmanipulowani, gdy do tej krawędzi dojdą…Brzmi tajemniczo? I dobrze. Ten podcast powstaje dzięki Patronite: https://patronite.pl/karolinakp 0:00:00 Intro 0:04:59 Dom dobry 0:23:46 Reportaż Michała Janczury 0:42:19 Heweliusz 1:00:12 Outro
Dzień dobry Państwu. Karolina Korwin-Piotrowska przed mikrofonem. To jest 152 odcinek podcastu Pierwsza Młodość. Witam wszystkich ciepło, serdecznie, jesiennie i... Porozmawiamy sobie o tym, jak to jest być na krawędzi. Sama jestem na krawędzi od paru tygodni, ale nie będę o tym mówiła, natomiast zdecydowanie może przez to, w jakiej sytuacji się znalazłam, jakieś takie rzeczy do mnie same przychodzą tego typu i po prostu dzisiaj z autopsji pogadamy sobie o życiu na krawędzi i o tym, czym jest ta krawędź, bo są takie trzy rzeczy, które pojawiły się ostatnio. w przestrzeni publicznej, które bardzo rezonują z tym, co ja mam ostatnio w głowie.
I mówienie, że więzienne zupy są gorsze od tych, które były w obozach koncentracyjnych, jest to poziom żenady niespotykany w ogóle. Ale to jest Janusz Palikot, słuchajcie. Myślę, że nie zwariował, myślę, że on to robi absolutnie na serio i to ma służyć temu, żeby o nim mówić. Takich kwiatków u żurnalisty jest bardzo dużo. To jest taki wywiad, w którym żurnalista padł na kolana i nie podniósł się z nich do samego końca. Podcast biznesowy, naprawdę widać, że oni wiedzą o czym mówią. W przeciwieństwie do bardzo wielu dziennikarzy, którzy prowadzą wywiady z różnymi ludźmi, którzy po prostu obwijają ich sobie wokół palca. Dziennikarze traktowani są jak PR-owcy. Zadajesz te pytania, które są miłe, łatwe i przyjemne, a jak nie, to pójdziemy z Tobą do sądu. Nie sprawdza się, nie zadaje się żadnego niewygodnego pytania. To trzeba takiego fetysza czy szalonego reportera, żeby zadać pytanie, które powinno paść, jeżeli się chcesz nazywać dziennikarzem.
I on wtedy powiedział, że ma taki pomysł, żeby zrobić generalnie film o miłości w Polsce. Taki trochę romantyczny w sumie i tak się uśmiechał. I on się będzie nazywał właśnie może Dom Dobry, ale tak chodzi mu po głowie i że bardzo dużo czyta, analizuje, robi research związany z przemocą domową. No jak to wygląda? No i parę dni temu obejrzałam film pod tytułem Dom Dobry na premierze w Warszawie i czytałam dużo o tym filmie po festiwalu filmów fabularnych w Gdyni. Zdania były podzielone, ale wszyscy byli zgodni, że to jest taki film, który bardzo mocno kopie ludzi w podbrzusze. Niektórym się nie podobał, używali takich słów jak pornografia przemocy. No dobrze, to może najpierw taki klip, który się pojawił w internecie z filmu Dom Dobry, który już możecie oglądać w kinach.
On je wsadza w kontekst właśnie. On je owija trochę takim kokonem informacyjno-społeczno-obyczajowym i my nagle dostajemy taki, powiedziałabym, betonowy kokon, który wali nas po głowie, po plecach. Sami chodzimy po siniaczeni, jakby nas ktoś pobił i myślę, że tym razem jest dokładnie tak samo jak zawsze ze Smarzowskim. On robi film, który ma nie być miły, łatwy i przyjemny. Co myślę, że w czasach, kiedy oglądamy coraz więcej filmów, których nie pamiętamy, ja to mam, ostatnio to zauważyłam, dlatego mimo, że mnie pytacie, ja praktycznie nie oglądam nowości teraz, bo... Zauważyłam u siebie coś takiego, że ja praktycznie nie pamiętam tego, co obejrzałam w momencie, kiedy jeszcze są napisy końcowe. Zapewniam was, nie mam Alzheimera ani demencji, ale pomyślałam sobie, że coraz więcej niestety oglądam rzeczy, z racji także zawodowych, o których zapominam po tym, jak się kończą.
Jakby mnie ktoś zapytał, o czym to było, kto zagrał, o Jezu, to w ogóle nie ma takiej opcji. W związku z tym myślę, że Smarzowski na te czasy, gdzie my zapominamy, gdzie przez nas przelatują jakieś kolorowe, ładnie zmontowane obrazki, robione, kręcone, wymyślane pod algorytm, bo nie wiem czy wiecie, ale na serwisach streamingowych praktycznie wszystko wymyślane jest pod algorytm. Jest analizowane co do sekundy, jak to jest oglądane, czy to jest w ogóle oglądane, kiedy ludzie wychodzą. Już nawet scenariusze pisze się, seriali i filmów pod algorytm. No, ale myślę, że nawet wiem, Smożowski tego nie robi. Tu ma mój ogromny szacunek do Zgonny, bo ten film, można o nim powiedzieć bardzo wiele rzeczy, ale na pewno nie można powiedzieć, że jest pisany w jakimś specjalnie interesie, że ma tu jakąś wielką sprawę do załatwienia w stylu takim, że nie wiem, specjalnie prowokuje, czy właśnie przez to, co się pojawia w niektórych recenzjach, nie czytajcie ich, że tam się właśnie pojawia ta pornografia przemocy.
Wiecie, ja chodzę na premiery bardzo rzadko filmowe, bo nie lubię, bo są ścianki, bo są różni fotoreporterzy i generalnie ta cała Warszawka obrana w cekiny i wypomadowana od rana nie tyle mnie śmieszy, trochę mnie żenuje. Ale poszłam na premierę, bo nie widziałam tego filmu w Gdyni. I wiecie, na premierach jest dość specyficzne towarzystwo. Tam się wszyscy oglądają, patrzą kto ile przytył, kto ile schudł, kto jaki ma nowy nos albo usta, a te cykiny to z Witkaza czy może jednak z Sheena. No, ale rzadko się zdarza, żeby po premierze była absolutnie cicho na sali. Po prostu gdyby tam była jakaś mucha, to byłoby słychać jak ona przelatuje. I to rzeczywiście, to coś takiego było na tej premierze.
Było to szokujące. Ludzie, ja byłam zadziwiona, że niektórzy przed seansem brali sobie jakieś tam naczosy, jakieś tam, wiecie, jedzonko, pićku, bo miałam takie przeczucie, że to chyba im stanie w gardle i rzeczywiście bardzo szybko Smarzowski w tym filmie zaciska nam na szyi pętlę albo zaciska nam pięści. Różnie to można interpretować. To jest film, który moim zdaniem nie jest tylko o tej przemocy domowej, bo tak on jest sprzedawany i tak możecie o nim przeczytać. Ja miałam po prostu w mojej głowie biednej, jak oglądałam ten film, całą masę obrazów. Nie wiem, czy Wam to mówiłam, ale napisałam to w poście u siebie na Instagramie, że miałam taką koleżankę wiele lat temu, ponad 20 w jednej z prac. To była taka dziewczyna, zawsze bardzo elegancka i co mnie fascynowało, ponieważ ja się generalnie nie maluję, ale ona się malowała od rana i ona zawsze była bardzo zrobiona, ale w taki sposób, który mi też imponował, bo widać było, że tam te cienie, te usta, jakby ta tapeta bez względu na pogodę.
Na szczęście nie mieli dzieci, więc nie było tutaj opieki nad dzieckiem, ale z tego, co mi mówiła ta koleżanka, jakieś były inne sprawy. To nie była jakaś bliska dla mnie osoba, ale ja pamiętam, jak potem wracałam do domu, kiedy dowiedziałam się, że ten makijaż przykrywał po prostu siniaki. że te szaliczki, te apaszki, z których myśmy sobie darły łacha, że po prostu 48 stopni, no mniej więcej, a ona zawsze w tym. I ona zawsze taka zrobiona i że czy to jej nie spłynie, a ona się właśnie bała, żeby to jej nie spłynęło, bo wtedy może ktoś zobaczy to, co ona ukrywa pod tym makijażem. Ja miałam to szczęście, że urodziłam się w domu, wychowałam się w domu, w której nie było przemocy domowej. Natomiast nigdy nie zapomnę sytuacji ze szkoły. Nigdy, przenigdy. Bo to było coś szokującego. Miałam koleżankę, która była z tak zwanego dobrego domu.
Jej rodzice byli dentystami. Miała nawet w domu gabinet. Dziewczyna taka, wiecie, bogata. I ona kiedyś mnie z taką inną koleżanką zaprosiła do siebie po szkole. Bo ona zawsze miała zagraniczne gazety, magazyny, a ja się tym zawsze fascynowałam. I tak sobie siedzimy, pijemy chyba jakiś kompot, jej mama była i nagle przyszedł ojciec. I to był człowiek bardzo pijany. To był człowiek, jak dzisiaj powiedzielibyśmy, bardzo przemocowy i bardzo brutalny. I ja byłam przerażona. Ja tego do końca życia nie zapomnę. Ja się dawno, rzadko się w życiu tak bałam jak wtedy. Ja miałam wtedy jakieś 11 lat. Przeszłam do domu. Matka się od razu zorientowała, że coś jest nie tak. Usiadła, zaczęła ze mną rozmawiać. Ja nie od razu chciałam powiedzieć, bo oczywiście chciałam to gdzieś zakopać najgłębiej, jak tylko mogłam.
No i powiedziałam. I ja pamiętam, jak ona mi tłumaczyła, że w niektórych domach tak jest i że my na pewno tej Magdy, bo ona się Magda nazywała, by nie traciła z nią kontaktu, że może ona będzie potrzebowała, żeby z nią porozmawiać. No i że generalnie, żebym uważała, jak będę do niej chodziła, bo jak takie sytuacje się będą powtarzały, to może być po prostu dla nas niebezpieczne. Myśmy, ja byłam z drugą koleżanką, myśmy uciekły stamtąd. Po prostu szybko się, jak to mówią po angielsku, się zmyłyśmy. Ale zauważyłam, że ta Magda i jej mama bardzo tak mechanicznie, jakby znając sytuację od spodu, zareagowały. I my byłyśmy już tam w ogóle niepotrzebne, wyszłyśmy, chyba nikt pewnie nie zauważył, żeśmy wyszły, żeśmy uciekły po prostu stamtąd. I to były takie dwa przykłady takiej historii z mojego życia gdzieś bardzo bezpośrednio, które cały czas miałam gdzieś w głowie, jak oglądałam ten film, film Dom Dobry Wojciecha Smażewskiego, który możecie oglądać w kinach i który dla mnie jest przede wszystkim opowieścią
Matka ucieka w chorobę, poproszona o córkę, żeby powiedziała jej coś miłego, mówiła, ach serce mnie boli. Nie ukrywam, znam to z doświadczenia. Jest taka matka, która ucieka w ogóle w chorobę. Ta choroba jest taką enklawą, w której ona się czuje bezpiecznie zaopiekowana, no bo wie, że chociaż szantażem emocjonalnym zmusi te córki, żeby się nią zajęły, bo ona się ewidentnie czuje niedopieszczona. No i to okazuje się potem, że ta matka ma też problem alkoholowy. który oczywiście gdzieś jest ukrywany, ale w trakcie filmu dowiadujemy się, że obie dwie siostry niejednokrotnie matkę, jak drzewiej bywało, pijaną spod sklepu zabierały. Aha, w tle oczywiście Radio Maryja, mamy kolędy, ma być po Bożemu, pytanie, żebyś ty sobie tego męża znalazła. no wiadomo, no taki po prostu polski klasyk, ale jednocześnie nie taki do końca klasyk, bo mamy jednak rodzinę, która jest gdzieś przyzwoita, no to nie są ludzie, którzy mieszkają w jakimś, wiecie, namiocie, nie.
Tam się starają, znaczy tam widać, że oni... To nie są źli ludzie. Ta matka też nie jest zła. Myślę, że ona też kiedyś była fajną, radosną, zabawną kobietą. I może nawet gdzieś się cieszy, że wreszcie ta córka, która jest trochę takim wrzodem na dupsku, znalazła sobie kogoś. Chociaż na początku trochę tam nie podoba jej się, że on jest starszy. Ale ta dziewczyna, jak sobie patrzyłam na nią i sobie myślę, mam nadzieję, że to ludziom oglądającym ten film zapadnie w pamięć. To jest dziewczyna, której życie mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej, która mogłaby zostać w tej Anglii, może by mogła zarabiać pieniądze, bo co też jest bardzo ważne, ona nie ma tak naprawdę pracy. Ona daje przez internet korepetycje z angielskiego. Ona nie ma pełnego wykształcenia, czyli mamy taką... Wiecie, my żyjemy dzisiaj w takich czasach, że się mówi, zostań influencerem, pokaż dupę w internecie i to ci po prostu ustawi cię do końca życia.
No tak, tylko że trafisz na kolesia, który tak jak bohaterka filmu Dom Dobry może się okazać przemocowy i będziesz miała gówno, a nie zarabianie. Będziesz po prostu zależna od niego po kokardę. I to niestety tak jest. To jest opowieść, to jest fajne, że... Ta dziewczyna nie jest złą dziewczyną, ona jest fajna, ona jest wykształcona, ona rzeczywiście świetnie zna angielski, ma marzenia, chce się nauczyć hiszpańskiego, chce podróżować. Ona już liznęła tego świata i ona by bardzo chciała gdzieś tam pojechać jeszcze. To nie jest dziewczyna, która jest stracona, to nie jest jakieś, wiecie, właśnie dno społeczne, jakbyśmy chcieli powiedzieć. To jest normalna dziewczyna i po prostu się zakochuje, a do tego jeszcze matka nie pomaga. Matka, która zachowuje się w sposób taki, jakby ją wpychała w ręce tego faceta, który rzeczywiście przyjeżdża na białym koniu, bierze jej rzeczy i bierze ją do swojego mieszkania.
On się potem przyznaje, że przedziurawił kondomy. Tam jest masa takich zdań, takich scen, takich... Takich powiedzonek, które się słyszy w internecie i które faceci czasami bezmyślnie powtarzają. Jak zrobiłam post o filmie Dom Dobry u siebie na Instagramie, czytam te wpisy kobiet, które na przykład niektóre nie mogą obejrzeć w ogóle tego filmu, boją się na niego pójść, bo się boją, że powróci to, od czego uciekły. Niektóre piszą do mnie na brief w DM-ach, że to jest historia o nich i że jak czytały tego mojego posta o tej apaszce na szyi bez względu na porę roku, to one też nosiły apaszkę, a jedna pani mi napisała, wie pani, ja przez trzy lata nosiłam golfy bez względu na pogodę. I boję się na ten film pójść, ale chyba jednak wezmę moją nastoletnią córkę, żeby wiedziała, czego ma unikać, bo bez względu na to, jak oceniać będziecie artystycznie ten film, ja go oceniam wysoko, tam nie ma żadnej pornografii, przemocy, to jest po prostu film o przemocy, między innymi, ale też także o tym, jak się do tego dopuszcza, co daje grunt do tego, że ta dziewczyna wchodzi jak w masło w tę historię.
My siedzimy w komfortowym kinie i myślimy sobie, Boże, jaka idiotka, my jesteśmy mądrzy, niektórzy z nas może coś przeżyli. Tu mamy dziewczynę, która tak naprawdę w pewnym momencie jest bezdomna. I ten chłopak, ten facet, starszy od niej, wzbudzający zaufanie, chcący robić karierę w świecie polityki i biznesu, no na miłość boską, no przecież on wygląda i zachowuje się przynajmniej na początku w sposób absolutnie idealny. My się potem z czasem dowiadujemy, że tam od początku były red flagi, Ale ona na początku tego nie widzi. Ona ma dach nad głową, on się jej oświadcza, jeżdżą za granicę, co prawda za jej pieniądze. No właśnie, bo w tym filmie, bez względu na to, jak będziecie go oceniać, ja bym chciała, żeby go w szkołach puszczali. Ja bym chciała, żeby go młode dziewczyny zobaczyły i młodzi chłopcy też, bo tam są wszystkie red flagi, które się pojawiają w momencie, kiedy wchodzisz w toksyczną relację.
Wszystkie. I jak one są mistrzowsko pokazane w taki niezobowiązujący czasem sposób, to czasami jest jakiś dowcipasek, to czasami jest jakieś dziwne zachowanie, a to takie wesołe miało być, a to jest właśnie manipulacja emocjonalna. Tam wszystko jest. I myślę, że dlatego ludzie z minuty na minutę oglądając Dom Dobry coraz bardziej kamienieją, kostnieją po prostu, boli ich żołądek. Mnie wczoraj, jak oglądałam ten film, bolało wszystko. Wyszłam z kina i myślałam o tej mojej koleżance, myślałam o paru sytuacjach, które mi się przydarzyły w życiu i myślę, że uratował mnie przede wszystkim mój sarkazm. I może paradoksalnie trudna sytuacja domowa, w której wtedy byłam i stwierdziłam, że ja tam nie mam czasu na jakieś pierdololo romantyczne. Miałam inne rzeczy ważniejsze i wiem, że to mnie uratowało, bo wiem, kto wpadł potem w te sidła i słyszałam historię, ale z piątych ust, więc, ale no myślę, że nie było za miło.
To nie jest film o polskim domu dobrym. To jest film o domu dobrym, który może być wszędzie na świecie. Bo to jest dom dobry, staje się w końcu domem z ogrodem. Pan jest eleganckim, białym kołnierzykiem. zarabia pieniądze i wszystko jest w ogóle łała-wiła. To też znowu nie jest opowieść o tym, co my lubimy kojarzyć ze słowem przemoc domowa, tylko to jest opowieść o białym kołnierzyku w eleganckim garniturku, który pieska wyprowadza, który ma bardzo ustosunkowanych znajomych i który z policjantami jest na tym. I to jest opowieść, która może się zdarzyć wszędzie, nie tylko w Polsce. To jest uniwersalna opowieść o tym, jak bardzo samotni są ludzie, którzy doświadczają przemocy I jak bardzo nie wierzą w to, że ktokolwiek im pomoże, już na pewno nie pomoże im system.
Ci ludzie są na krawędzi. Ta dziewczyna jest na krawędzi. Ona staje na krawędzi klifu. Wirtualnego klifu, ale staje. I zastanawia się, co zrobić, bo myśli, że nie wie, co zrobić. Nie ma pojęcia, jest przerażona. Dom dobry. Pierwsza opowieść o człowieku na krawędzi. Idźcie do kina, nie bierzcie naczosów, nie bierzcie coli, nie będziecie w stanie tego przełknąć. No i znowu na krawędzi. To jest taka historia, która się toczy już kilka dobrych miesięcy, w moim przypadku od pandemii, kiedy, no delikatnie mówiąc, nie dałam się wkręcić w jakieś tam sytuacje rodem z teorii spiskowych i wtedy w ogóle do mnie trafiło, jak bardzo wiele osób z mojego otoczenia
Wierzy tak zwanym naturopatom i przeróżnym innym uzdrawiaczom. Nie ukrywam, czytałam różne wpisy wtedy w internecie, to był 2020, z narastającym zdziwieniem, nie do końca może przerażeniem, bo wiecie, ja wychodzę z założenia, że jak ktoś chce się zabić, to trzeba mu pozwolić. Szczególnie, kiedy na przykład nie korzysta z dobrodziejstw medycyny, tylko na przykład leczy raka burakami. Taką historię sama znam z bliskiego otoczenia, gdzie odstawiono leki i zaczęto jeść buraki. Ja uważam, że jeżeli ktoś to robi, no trzeba mu pozwolić. To oczywiście jest ciężar dla ludzi, którzy są rodziną takiej osoby, albo też w to wchodzą. Ale problem zaczyna się w momencie, kiedy na przykład właśnie czytacie historię, taką jaką śledzi od paru dobrych miesięcy wirtualna Polska. Bo w wirtualnej Polsce pojawił się artykuł, który jest kontynuacją tego, co pojawiało się od zimy, gdzie pojawił się audioserial Szarlatan.
Bardzo Wam polecam. On jest na Wirtualnej Polsce na YouTubie i jest też na Audiotece. I to jest opowieść, no generalnie, no jak sama nazwa wskazuje, o tych różnych szarlatanach, którzy pojawiają się wszędzie w przestrzeni publicznej. A ostatnio w związku z rozmową Ury Manowskiego pojawiły się takie głosy, że w ogóle kto tych ludzi zaprasza. No to ja chciałam powiedzieć, że pan Zięba był pana żurnalisty, więc proszę bardzo, morda w kubeł. Od miesięcy, od lat narasta zainteresowanie tak zwanego mainstreamu różnymi osobami, które kiedyś były gdzieś na obrzeżach nauki szczególnie, a teraz wchodzą do mainstreamu i na przykład u takiego żurnalisty, czy u Rymanowskiego opowiadają różne swoje banieluki. Banieluki skąd wiemy, bo ludzie umierają. I na przykład właśnie to, co robi Wirtualna Polska, śledząc historię pewnego Oskara D, no dotarła do prokuratury i prokuratura, słuchajcie, sprawa Oskara D, za chwilę wam opowiem dwa słowa na ten temat, ale słuchajcie, wirtualnej polscy dziennikarze dotarli do akt tej sprawy.
fikcyjnych kont w celu zachwalania samego siebie w internecie. To nie pierwszy Pan Oskar wymyślił, to różne firmy, różne korporacje to wymyślają. No kto Boga temu zabroni? To nie jest takie trudne wbrew pozorom. Ja dostałam całkiem niedawno propozycję zrobienia czegoś takiego i w ogóle zatkało mnie. No i słuchajcie, to śledztwo prowadzone przez prokuraturę ewidentnie potwierdza wszystko to, do czego dotarła wirtualna Polska. Do tego jeszcze udało się zabezpieczyć jakieś pieniądze, kilkaset tysięcy złotych na wypłatę za dość uczynień dla osób poszkodowanych, bo tych poszkodowanych słuchajcie jest bardzo dużo. A teraz cofnijmy się na chwilę do lutego 2025 roku, bo to jest początek materiałów, pojawienia się materiałów na wirtualnej Polsce w związku z panem Oskarem D. I ja pamiętam, jak to wybuchło, jak oni zaczęli puszczać te materiały u siebie.
I no, to jest wielki portal z ogromnymi zasięgami. Zrobili ogromne dziennikarskie śledztwo. No i słuchajcie, okazało się, że jak puścili to swoje śledztwo, ten serial Szarlatan, audioserial Szarlatan, tak to się nazywa, wystarczy, że to wpiszecie na YouTubie, okazuje się, że zaczęły się do nich zgłaszać, do nich i do prokuratury, kolejne osoby, które czuły się poszkodowane przez działalność tego pana Szarlatana, Wśród nich jest pani, która kilkadziesiąt dni walczyła na ojomie o życie, słuchajcie, więc to nie są jakieś, wiecie, że ktoś wypił wybielacz do kibla, tak jak kiedyś w pandemii, nawet Trump to mówił, że trzeba się napić jakiegoś, już nie powiem jak to się nazywało, ale że to generalnie zniszczy zarazki. Posłuchajcie może fragmentu serialu Szarlatan, to jest odcinek drugi, on jest na YouTubie, bo to jest opowieść, jak po prostu dziennikarz wirtualnej Polski, Michał Janczura, udał się do miejscowości, gdzie mieszkał pan Oskar, po prostu postanowił pogadać z sąsiadami, tak zwane rozpytanie, no to jest coś, co dziennikarze robią.
Jest nazwisko Dorosz nad... Okazuje się, że siedziba firmy to nic innego jak dom rodzinny Doroszów. Cicha uliczka, niedaleko szkoła, duży plac zabaw. Nie ukrywam, liczyłem na to, że może zastanę go w domu, że wreszcie będę miał szansę zadać kilka pytań. Na maile, telefony nie odpowiadał. Do trzech razy sztuka. Czekałem kilkadziesiąt minut. Liczyłem, że ktoś się pojawi. Próbowałem kilka razy dzwonić, ale nikogo nie było na miejscu. Przeszedłem się po okolicy i popytałem okolicznych mieszkańców, co wiedzą na temat sąsiada. Dzień dobry. Przepraszam, że nachodzę, ale nietypowa sprawa.
Niektórzy nic nie wiedzieli. Jak mówiłem, że został internetowym uzdrowicielem, to robili wielkie oczy. Że jak to ten maleńki Oskarek? To jest jego dom, jego rodziny? Tak, rodziny. I on tutaj bywa często? No bywa. Zupełnie przypadkiem trafiłem na sąsiada, który coś tam słyszał, ale sam niewiele wie, za to ma dzieci, które wiedzą i to sporo, bo niedawno chodziły z Oskarem Doroszem do szkoły. Oskar zawsze był takim swaniaczkiem, zawsze miał wójną wyobraźnię, wypożyczał auta w wypożyczalni, szpanował, stwierdził, że to jego. Trafiam też na sąsiadów, którzy doskonale wiedzą, co Dorosz robi. Oczywiście proszą o anonimowość, bo się boją reakcji jego samego i rodziny. Dlatego zmieniłem ich głosy. Taki grudniarz, przecież go znamy dobrze, przecież on taki wszędzie, gdzie tam, przy okna, gdzie on nie pracował, tam ten.
Ale ja wychodzę z założenia, że jak macie tyle pieniędzy i macie tyle determinacji, żeby wydawać na nie wiadomego pochodzenia suplementy pieniądze albo tak zwane leki, bo nazywane to też jest lekami, no to jest to wasz problem. Szkoda tylko, że potem możecie chorować, a niektórzy mogą na przykład umrzeć. Co ciekawe, prokuratura przez jakiś czas w ogóle, mając nawet dowody na pana Oskara, nie wykonywała żadnej czynności, ale w końcu, tak jak rozmawiała z przedstawicielami prokuratury Wirtualna Polska i Michał Janczura, no wiedzą, że to nie było zbyt mądre, to jest eufemizm i mają świadomość, że to był duży błąd i to śledztwo teraz jest traktowane bardzo poważnie. Tam są w tych tekstach, ja to wyślę wszystko patronom, bo tego jest naprawdę strasznie dużo w internecie i wirtualna Polska poświęciła temu wiele czasu i wiele energii i bardzo dobrze, bo są przykłady ludzi, którzy niestety stracili życie.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Ostatnio jestem na krawędzi, jest mi trudno, zatem dzisiaj jest opowieść o tym, co ludzie robią, jak się czują, jak mogą być zmanipulowani, gdy do tej krawędzi dojdą…Brzmi tajemniczo? I dobrze.
Ten podcast powstaje dzięki Patronite: https://patronite.pl/karolinakp
Intro Dom dobry Reportaż Michała Janczury Heweliusz Outro