Mentionsy Mentionsy
Pierwsza Młodość
Pierwsza Młodość

Pierwsza Młodość #152

07.11.2025 ·1 godz 5 min

Ostatnio jestem na krawędzi, jest mi trudno, zatem dzisiaj jest opowieść o tym, co ludzie robią, jak się czują, jak mogą być zmanipulowani, gdy do tej krawędzi dojdą…Brzmi tajemniczo? I dobrze. Ten podcast powstaje dzięki Patronite: https://patronite.pl/karolinakp 0:00:00 Intro 0:04:59 Dom dobry 0:23:46 Reportaż Michała Janczury 0:42:19 Heweliusz 1:00:12 Outro

Matka ucieka w chorobę, poproszona o córkę, żeby powiedziała jej coś miłego, mówiła, ach serce mnie boli. Nie ukrywam, znam to z doświadczenia. Jest taka matka, która ucieka w ogóle w chorobę. Ta choroba jest taką enklawą, w której ona się czuje bezpiecznie zaopiekowana, no bo wie, że chociaż szantażem emocjonalnym zmusi te córki, żeby się nią zajęły, bo ona się ewidentnie czuje niedopieszczona. No i to okazuje się potem, że ta matka ma też problem alkoholowy. który oczywiście gdzieś jest ukrywany, ale w trakcie filmu dowiadujemy się, że obie dwie siostry niejednokrotnie matkę, jak drzewiej bywało, pijaną spod sklepu zabierały. Aha, w tle oczywiście Radio Maryja, mamy kolędy, ma być po Bożemu, pytanie, żebyś ty sobie tego męża znalazła. no wiadomo, no taki po prostu polski klasyk, ale jednocześnie nie taki do końca klasyk, bo mamy jednak rodzinę, która jest gdzieś przyzwoita, no to nie są ludzie, którzy mieszkają w jakimś, wiecie, namiocie, nie.

Więc ja bym chciała, żeby ten film, jeżeli macie córkę, jeżeli macie koleżankę, jeżeli macie dziewczynę, żonę, Po prostu idźcie na to. Bo poza wszystkim to jest opowieść o tych wszystkich red flagach, o tych wszystkich momentach, które gdzieś nam umykają, które wydają się zabawne, albo przypadkowe, albo nierobione z rozmysłem. A tu się nagle okazuje, że są pewne schematy, które się po prostu powtarzają. I, że warto mieć swoje pieniądze, że warto mieć zawsze pod swoją pracę miejsce, do którego możesz uciec. Warto mieć przyjaciół. Tam jest wątek koleżanki, rzeczywiście. No bo jest też ta siostra, ale to jest zupełnie inna historia. Ale to też jest taka trochę polska historia. Ale też powiem polska.

To nie jest film o polskim domu dobrym. To jest film o domu dobrym, który może być wszędzie na świecie. Bo to jest dom dobry, staje się w końcu domem z ogrodem. Pan jest eleganckim, białym kołnierzykiem. zarabia pieniądze i wszystko jest w ogóle łała-wiła. To też znowu nie jest opowieść o tym, co my lubimy kojarzyć ze słowem przemoc domowa, tylko to jest opowieść o białym kołnierzyku w eleganckim garniturku, który pieska wyprowadza, który ma bardzo ustosunkowanych znajomych i który z policjantami jest na tym. I to jest opowieść, która może się zdarzyć wszędzie, nie tylko w Polsce. To jest uniwersalna opowieść o tym, jak bardzo samotni są ludzie, którzy doświadczają przemocy I jak bardzo nie wierzą w to, że ktokolwiek im pomoże, już na pewno nie pomoże im system.

Ci ludzie są na krawędzi. Ta dziewczyna jest na krawędzi. Ona staje na krawędzi klifu. Wirtualnego klifu, ale staje. I zastanawia się, co zrobić, bo myśli, że nie wie, co zrobić. Nie ma pojęcia, jest przerażona. Dom dobry. Pierwsza opowieść o człowieku na krawędzi. Idźcie do kina, nie bierzcie naczosów, nie bierzcie coli, nie będziecie w stanie tego przełknąć. No i znowu na krawędzi. To jest taka historia, która się toczy już kilka dobrych miesięcy, w moim przypadku od pandemii, kiedy, no delikatnie mówiąc, nie dałam się wkręcić w jakieś tam sytuacje rodem z teorii spiskowych i wtedy w ogóle do mnie trafiło, jak bardzo wiele osób z mojego otoczenia

Wierzy tak zwanym naturopatom i przeróżnym innym uzdrawiaczom. Nie ukrywam, czytałam różne wpisy wtedy w internecie, to był 2020, z narastającym zdziwieniem, nie do końca może przerażeniem, bo wiecie, ja wychodzę z założenia, że jak ktoś chce się zabić, to trzeba mu pozwolić. Szczególnie, kiedy na przykład nie korzysta z dobrodziejstw medycyny, tylko na przykład leczy raka burakami. Taką historię sama znam z bliskiego otoczenia, gdzie odstawiono leki i zaczęto jeść buraki. Ja uważam, że jeżeli ktoś to robi, no trzeba mu pozwolić. To oczywiście jest ciężar dla ludzi, którzy są rodziną takiej osoby, albo też w to wchodzą. Ale problem zaczyna się w momencie, kiedy na przykład właśnie czytacie historię, taką jaką śledzi od paru dobrych miesięcy wirtualna Polska. Bo w wirtualnej Polsce pojawił się artykuł, który jest kontynuacją tego, co pojawiało się od zimy, gdzie pojawił się audioserial Szarlatan.

Bardzo Wam polecam. On jest na Wirtualnej Polsce na YouTubie i jest też na Audiotece. I to jest opowieść, no generalnie, no jak sama nazwa wskazuje, o tych różnych szarlatanach, którzy pojawiają się wszędzie w przestrzeni publicznej. A ostatnio w związku z rozmową Ury Manowskiego pojawiły się takie głosy, że w ogóle kto tych ludzi zaprasza. No to ja chciałam powiedzieć, że pan Zięba był pana żurnalisty, więc proszę bardzo, morda w kubeł. Od miesięcy, od lat narasta zainteresowanie tak zwanego mainstreamu różnymi osobami, które kiedyś były gdzieś na obrzeżach nauki szczególnie, a teraz wchodzą do mainstreamu i na przykład u takiego żurnalisty, czy u Rymanowskiego opowiadają różne swoje banieluki. Banieluki skąd wiemy, bo ludzie umierają. I na przykład właśnie to, co robi Wirtualna Polska, śledząc historię pewnego Oskara D, no dotarła do prokuratury i prokuratura, słuchajcie, sprawa Oskara D, za chwilę wam opowiem dwa słowa na ten temat, ale słuchajcie, wirtualnej polscy dziennikarze dotarli do akt tej sprawy.

Ta sprawa zaczęła się zimą tego roku, Oskar D został aresztowany, no i zaczęto przesłuchiwać ludzi, prokuratura wzięła się bardzo mocno do roboty i słuchajcie, prokuratura pozwoliła przejrzeć wirtualnej polscy akta toczącej się jeszcze sprawy Pozwoliła dlatego, że chodzi o to, żeby pokazać opinii publicznej hipokryzję ludzi podających się za uzdrowicieli. Bo to jest myślę bardzo ważne, dlatego że sami to widzicie pewnie dookoła siebie, wystarczy założyć biały kitel albo niebieski stetoskop na szyję i od razu jesteśmy lekarzem. A jeszcze do tego, kiedy wypowiadamy się do kamery w sposób dość autorytarny, no to każdy się prawie da na to złapać. No niestety tak jesteśmy skonstruowani. Mamy w kleju, wbity do głowy obraz lekarza w kitlu i może sobie pan Ziutek albo pani Hela w czasie wolnym z chęcią zarobienia pieniędzy założyć taki kitel i udawać lekarza.

No błagam. No i teraz się okazuje... że Wirtualna Polska zrobiła kolejny bardzo dobry tekst. Tekst, który opowiada o tym, co jest w tych aktach. Ja Wam nie będę wszystkiego czytała, nie po to tutaj jestem, ale przede wszystkim musicie mieć świadomość, że pan Oskar D., chyba wiecie o kogo chodzi, rozsyłał pacjentom te same rozpiski suplementów bez względu na dolegliwości. On miał taki szablon, kopiuj i wklej. I to już wiadomo, prokuratura to odkryła. Mało tego. Zalecał chorym zażywanie leków weterynaryjnych, bo jego znajomy twierdził, że działają. Ja tego nie weryfikowałem, wyjaśniał w prokuraturze. To są cytaty z akt w prokuraturze, tego nie wymyślił jakiś dziennikarz. Mało tego, założył farmę fikcyjnych kont, by zachwalać samego siebie oraz zastraszać niezadowolonych klientów. To był wątek, który się pojawił w tych zimowych materiałach, które wyszły na temat pana Oscara i nie tylko, bo generalnie zakładanie ferm

fikcyjnych kont w celu zachwalania samego siebie w internecie. To nie pierwszy Pan Oskar wymyślił, to różne firmy, różne korporacje to wymyślają. No kto Boga temu zabroni? To nie jest takie trudne wbrew pozorom. Ja dostałam całkiem niedawno propozycję zrobienia czegoś takiego i w ogóle zatkało mnie. No i słuchajcie, to śledztwo prowadzone przez prokuraturę ewidentnie potwierdza wszystko to, do czego dotarła wirtualna Polska. Do tego jeszcze udało się zabezpieczyć jakieś pieniądze, kilkaset tysięcy złotych na wypłatę za dość uczynień dla osób poszkodowanych, bo tych poszkodowanych słuchajcie jest bardzo dużo. A teraz cofnijmy się na chwilę do lutego 2025 roku, bo to jest początek materiałów, pojawienia się materiałów na wirtualnej Polsce w związku z panem Oskarem D. I ja pamiętam, jak to wybuchło, jak oni zaczęli puszczać te materiały u siebie.

I no, to jest wielki portal z ogromnymi zasięgami. Zrobili ogromne dziennikarskie śledztwo. No i słuchajcie, okazało się, że jak puścili to swoje śledztwo, ten serial Szarlatan, audioserial Szarlatan, tak to się nazywa, wystarczy, że to wpiszecie na YouTubie, okazuje się, że zaczęły się do nich zgłaszać, do nich i do prokuratury, kolejne osoby, które czuły się poszkodowane przez działalność tego pana Szarlatana, Wśród nich jest pani, która kilkadziesiąt dni walczyła na ojomie o życie, słuchajcie, więc to nie są jakieś, wiecie, że ktoś wypił wybielacz do kibla, tak jak kiedyś w pandemii, nawet Trump to mówił, że trzeba się napić jakiegoś, już nie powiem jak to się nazywało, ale że to generalnie zniszczy zarazki. Posłuchajcie może fragmentu serialu Szarlatan, to jest odcinek drugi, on jest na YouTubie, bo to jest opowieść, jak po prostu dziennikarz wirtualnej Polski, Michał Janczura, udał się do miejscowości, gdzie mieszkał pan Oskar, po prostu postanowił pogadać z sąsiadami, tak zwane rozpytanie, no to jest coś, co dziennikarze robią.

Ale ja wychodzę z założenia, że jak macie tyle pieniędzy i macie tyle determinacji, żeby wydawać na nie wiadomego pochodzenia suplementy pieniądze albo tak zwane leki, bo nazywane to też jest lekami, no to jest to wasz problem. Szkoda tylko, że potem możecie chorować, a niektórzy mogą na przykład umrzeć. Co ciekawe, prokuratura przez jakiś czas w ogóle, mając nawet dowody na pana Oskara, nie wykonywała żadnej czynności, ale w końcu, tak jak rozmawiała z przedstawicielami prokuratury Wirtualna Polska i Michał Janczura, no wiedzą, że to nie było zbyt mądre, to jest eufemizm i mają świadomość, że to był duży błąd i to śledztwo teraz jest traktowane bardzo poważnie. Tam są w tych tekstach, ja to wyślę wszystko patronom, bo tego jest naprawdę strasznie dużo w internecie i wirtualna Polska poświęciła temu wiele czasu i wiele energii i bardzo dobrze, bo są przykłady ludzi, którzy niestety stracili życie.

No i teraz słuchajcie, jest nowy tekst, tekst świeżutki, który właśnie jest opowieścią o tym, co dziennikarze wirtualnej Polski, Michał Janczura przede wszystkim, odkryli w aktach prokuratury. No i się nagle okazuje, słuchajcie, że na przykład ja nie byłam za bardzo zorientowana w tym, jak reklamuje się pan Oskar i generalnie co tam pisał do swoich fanów, ludzi i tak zwanych pacjentów, ale on na przykład opowiadał, że jest na diecie keto i zabraniał im jeść, zabraniał ludziom, mówił, żeby nie jedli bułek, No nie daj Bóg jeść na przykład jakieś jedzenie z fast foodów. Czasami mówił, że nawet warzywa są niezdrowe, a okazuje się, że z rachunków, bo on był bardzo sprytny i wszystko sobie zapisywał na firmę. Z paragonów wynika, że on się regularnie zajadał i stołował w fast foodach.

No ale słuchajcie, w tym samym czasie medycy, medycyna, z której tak on szydził i ją oczerniał, ratowali jego rodzinę. Jego ojciec między innymi zeznał, syn nie leczył. Nie leczył również żony, ani członków rodziny. Moja żona chorowała, miała pobierane próbki, miała biopsję, leczyła się u lekarzy w Polsce. Czyli w momencie, kiedy jego pacjenci, między innymi ta pani Ewa, którą opisuje Wirtualna Polska i cała jej historia wstrząsająca jest opisana, więc kiedy pani Ewa, klientka pana Oskara, za jego namową zrezygnowała z biopsji i leczenia onkologicznego, matka pana Oskara zrobiła sobie biopsję i korzystała z pomocy lekarzy. No jeżeli to się nie nazywa hipokryzją, to nie wiem, co się nazywa. W tym tekście na Wirtualnej Polsce są także fragmenty rozmów pana Oskara z jego narzeczoną.

nazwijmy rzecz po imieniu, żerują na ludziach paliatywnie chorych, śmiertelnie chorych, którzy wiadomo, że żeby obniżyć, trochę zmniejszyć ból, który nie daje im żyć, nie daje im funkcjonować, są gotowi wydać wszystkie pieniądze. I ta historia pana Oskara, którą opisuje Wirtualna Polska i teraz pojawił się ten ostatni tekst, bardzo mocny, wstrząsający, naprawdę czyta się go i chce się płakać. Mi się naprawdę w pewnym momencie zrobiło, prawie się popłakałam, nie tylko dlatego, że mam teraz taki okres, że dużo płaczę, ale po prostu czytałam, jak oni cynicznie odnoszą się do tych ludzi, dzięki którym żyli na jakiejś totalnej stopie w ogóle życiowej. Stać ich było praktycznie na wszystko. Oni wiedzieli, że oszukują tych ludzi. To nie jest tak, że to się stało przypadkiem. W pewnym momencie pan Oskar mówi, że on chciał zarobić pieniądze, to trzeba było iść, kurde, do normalnej pracy.

No właśnie, to może jeszcze w takim razie fragment szarlatana, bardzo ciekawy. Michał Janczura jedzie na konferencję, czego lekarz ci nie powie. O tej konferencji też zrobił bardzo ciekawy materiał Samiec Beta. Oni pojechali na tę konferencję też, tylko oni tak bardziej, powiedziałabym, komediowo do tego podeszli, aczkolwiek no nie zawsze się da podejść do wszystkiego komediowo, wierzcie mi. Ale tutaj fragment materiału szarlatan z wirtualnej Polski. Michał Janczura jedzie na konferencję, czego lekarz ci nie powie. Proszę bardzo. Witamy Państwa bardzo serdecznie na drugiej odsłonie konferencji Nauka przeciw dezinformacji. To było 9 października 2024 roku. Siedziba Śląskiej Izby Lekarskiej. Proszę Państwa, zdrowie mamy jedno, dbajmy o nie szczególnie i pilnujmy, aby nie oddawać się w ręce szlatanów.

Nie ma żadnej szans, żeby tam jeszcze ktokolwiek przeżył. No i właśnie, najbardziej oczekiwany serial, myślę, ostatnich lat w Polsce. Ogromna produkcja Netflixa, Heweliusz, wyreżyserowany przez Jana Holoubka do scenariusza Kaspra Bayona. Niesłychanie oczekiwana historia, oczekiwana produkcja. I powiem Wam tak, ja wcześniej słuchałam podcast Polskiego Radia Heweliusz Historia Prawdziwa, który między innymi narratorem tam jest Roman Czejarek. Bardzo Wam polecam, bo to są nagrania nie tylko ze statku, te ostatnie, ale w ogóle rozmowy z ludźmi, którzy to przeżyli, którzy to próbowali zbadać, którzy to próbowali ocenić też prawnie. Więc już gdzieś tak ubezpieczona w tę historię, bo ja nie śledziłam tego, nie będę udawała Wam eksperta w ogóle.

Byłam ciekawa przede wszystkim, jak to, co usłyszałam w podcaście Heweliusz. Prawdziwa historia będzie rezonowało z tym, co zobaczę w serialu Heweliusz na Netflixie. I tak sobie myślę, że to jest opowieść. Ona się dzieje w 1993 roku, w styczniu. I to jest Polska w okresie przełomu, po 1989 roku. My bardzo lubimy oglądać zdjęcia z tamtych czasów i tak sobie romantyzujemy te czasy i tak myślimy sobie, o jakie to było retro i takie to wszystko było szare i były dresy kreszowe i ludzie sprzedawali rzeczy na ulicach i budował się ten fantastyczny kapitalizm. Ja pamiętam, jak wtedy wszystko było prawie jak w Europie albo prawie jak na świecie i mieliśmy straszne ambicje, ale przede wszystkim Polacy pierwszy raz od wielu, wielu dekad dostali możliwość zarabiania pieniędzy i robienia tak zwanych karier.

Znaczy wiecie, jak się ogląda ten serial i jak się słucha na przykład podcastu Polskiego Radia o Heweliuszu, to moim zdaniem to, co dla mnie jest uderzające, poza wszystkim innym, to jest to, jak bardzo źle traktowano ludzi, jak Bardzo nie było świadomości wtedy w ogóle tego, że tym ludziom trzeba pomóc nie tylko dając im do ręki pieniądze za małe, bo nie wiem jak można w ogóle wycenić ludzkie życie, ale tym ludziom trzeba pomóc, żeby z nimi ktoś porozmawiał, żeby z nimi się ktoś zaopiekował emocjonalnie. Oni są tak bardzo zostawieni sami sobie. Te żony, te dzieci. Tam jest wątek żony Jolanty Ułasiewicz, żony kapitana Andrzeja Ułasiewicza. Tą żonę gra Magdalena Ruszczka, a kapitana Heweliusza gra Borys Szyc.

Nie byłam w stanie tego oglądać, bo tam rzeczywiście widzimy tę katastrofę, my słyszymy te krzyki, my słyszymy ten tonący statek, my słyszymy ludzi, którzy giną, widzimy ciała. Ja jeszcze po tym podcaście Polskiego Radia wiedziałam, w jakim stanie były te niektóre ciała. W zwiastunie, który zaraz usłyszycie, jest moment, kiedy Michał Żurawski, który gra kapitana Petra Bintera, on był zmiennikiem Młasiewicza, który nie płynął wtedy tym statkiem, ale on się pyta, dlaczego oni tak wyglądają. No więc część tych ciał była po prostu pokawałkowana. I to był straszny widok, po prostu potworny. Oglądałam to i po prostu czułam, jak to mi wszystko gdzieś grzęźnie w gardle, w żołądku. A z drugiej strony zastanawiałam się właśnie, co by było, gdyby ktoś się tymi ludźmi zajął.

I ta Polska tego 1993 roku, taka szara bura, jeszcze ta zima, ta sól na ulicach, to błoto, to wszystko jest takie, o Jezus, po prostu my tak romantyzujemy te lata, naprawdę nie ma czego, bo ten kraj z tego serialu jest okrutny, jest bezlitosny, jest skorumpowany. On nie ceni ludzi, on nie docenia tych ludzi, on w dupie ma te żony, on w dupie ma te wdowy, te dzieci, które będą musiały sobie jakoś poradzić z tą potworną traumą, która nie jest do zaleczenia. O tym jest moim zdaniem ten serial. Ta katastrofa, gdzieś tam jest Fleona, jest punktem wyjścia do opowieści o tym, jak... Kiedyś nie szanowano ludzi, których powinno się przytulić. Ja bym wszystkich tych przytuliła. Nikt tego tam nie zrobił.

Sprawdzajcie źródła, szukajcie wywiadów z ludźmi, którzy na przykład poświęcili wiele lat na napisanie książek na temat tej katastrofy, którzy to zbadali, którzy byli blisko. Nie szukajcie jakichś plotkarskich historii, bo wszyscy, którzy znają się nad tym i między innymi to też jest w podcaście Polskiego Radia Heweliusz Prawdziwa Historia, mówią wprost, znaczy trzeba bardzo weryfikować źródła, trzeba bardzo uważać, do jakich tak zwanych informacji się można dokopać, bo jest masa teorii na ten temat, także teorii spiskowych. Więc bardzo Was o to proszę, chociażby z szacunku dla tych biednych kobiet. Wiecie, tam jest taka scena w serialu Heweliusz, gdzie No to jest scena identyfikacji ciał, gdzie rodziny stoją w takiej hali, widać, że jest zimno.

Pokazano wszystkie 21 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.