Mentionsy Mentionsy
PIAST GLIWICE | STUDIO OKRZEI
PIAST GLIWICE | STUDIO OKRZEI

"WYSZEDŁEM Z TEGO" WYCHOWANEK, MISTRZ POLSKI, KADROWICZ | ROZMOWA #7 PATRYK DZICZEK

26.03.2024 ·2 godz 13 min · 18 rozdziałów

Patryk Dziczek wchodzi właśnie w dojrzały piłkarski wiek. Przez ten czas zdążył przebić się do pierwszego składu Piasta Gliwice jako wychowanek, zostać najlepszym młodzieżowcem Ekstraklasy oraz Mistrzem Polski, zagrać w Serie B, wyjść z bardzo trudnej sytuacji życiowej, zostać ojcem oraz dostąpić zaszczytu debiutu w Reprezentacji Polski. Nieźle, jak na 26 lat życia. Posłuchajcie relacji jego mamy, żony, przyjaciela oraz samego zainteresowanego na temat jego dotychczasowej kariery. Zaparzcie sobie herbatę, usiądźcie w wygodnym fotelu i przeżyjcie ten urodzinowy wywiad razem ze Studio Okrzei!

2:25 · Wydarzenia w karierze 2

Słuchasz Studio Okrzei. Bartosz Ototorowski, tutaj Studio Okrzei. Jesteśmy dzisiaj z Patrykiem Dziczkiem. Dwa miesiące czekaliśmy na ten wywiad. Patryk, dlaczego? Siema. Dlaczego musiałem... Dlatego, że nie mogłem się z Tobą dogadać. Nigdy się termin nie pasował. Ja jestem dostępny tyle czasu, a Ty co chwilę zmieniasz plany, także... No ale w końcu się udało, nie? W nowym roku jesteśmy razem, także w końcu się udało. Cieszę się bardzo, że się udało nam zobaczyć, bo to był taki wywiad w planie, żeby podsumować to, co się wydarzyło w Twojej karierze przez ostatnie 26 lat. Bo w tym roku kończysz 26 lat, jeśli dobrze pamiętam. Rocznik 9-8.

No to zajął się rodziną, no i tak jak mówię, no ja gdzieś tam przedszkole, szkoła podstawowa, później gimnazjum, liceum, gdzieś ta piłka cały czas przed mnie była i tak zostało do tej pory. Gdzieś tam ta droga moja była taka, że raz w dół, raz w górę, gdzieś tam kręta też po drodze, no ale... Teraz można się tylko cieszyć, że jestem w tym miejscu, gdzie jestem, bo robię dalej to, co kocham, a mogło to się całkiem inaczej potoczyć, ale... Ale nie ma co patrzeć w przeszłość, tylko trzeba patrzeć do przodu i żyć teraz tym, co jest przede mną. To pytanie, jak się w ogóle to zaczęło, jeszcze raz, czy to była inicjatywa? No bo wiadomo, mój tato chciał, żebyś ty grał w piłkę, czy bardziej ty chciałeś? Ja też jako ojciec pytam, właśnie kto ten ruch pierwszy ma wykonać? Czy tato zobaczył Patryka, który gania za tą piłeczką, mając rok, dwa, trzy, czy jednak on pokazał mu i zobacz? I dopiero wtedy...

7:14 · Trenerzy i treningi 1

Pamiętasz swój pierwszy obóz z Piastem? Jaki trener był? Mi się wydaje, że to było właśnie w Arłomowie, jak się nie mylę. To było właśnie za trenera Brosza. Ok, 2000 który? Mógłby być to 2014 czy 2015 rok. Ciężko mi teraz przypomnieć datami, ale coś ten desen, bo jak przychodziliśmy, to mniej więcej tyle lat mieliśmy jeszcze. Pamiętam taki wywiad, który prowadziliśmy, nasz pierwszy wywiad tutaj w klubie. No to wiadomo, stresik to wszystko, człowiek nie wiedział co mówić. Na tej konferencji mówisz, tak? Gdzie przychodziliśmy i było pytanie, jak się znaleźliśmy w pierwszej drużynie. Trzeba było odpowiedzieć, no to stres był i zresztą było to po nas widać. Jeszcze mutacji chyba nawet nie miałeś do końca. Wtedy ten głos jeszcze był trochę inny. Jak patrzył na Ciebie, to dziecko przyszło do pierwszej drużyny. Patryk urodził się 25 marca 1998 roku w Gliwicach.

9:27 · Pierwsza kadra i konferencja prasowa 4

Urodził się w szpitalu na Kościuszki, w szpitalu położniczym, położniczo-ginekologicznym. Mieszkaliśmy w Gliwicach do 1999 roku. W 2000 roku przeprowadziliśmy się do Pyskowic. Chodził do żłobka, potem do przedszkola. W 2005 roku przeprowadziliśmy się już do Bojszowa, tam zaczął naukę w szkole podstawowej. Chodził tam tylko 3 lata, bo od klasy 4 Zaczął naukę w szkole sportowej w Gliwicach na ulicy, nie pamiętam jak ta ulica się nazywa, 23 szkoła, to jest tam koło Peretki. Gimnazjum potem na też sportowe, liceum sportowe. Generalnie zabawkami Patryka to były piłki. Wiedzieliśmy, że jest gdzieś jakiś, że ma do tego jakąś, znaczy no, że się interesuje, tak? Lubi piłkę, lubi kopać piłkę, rzucać piłką, grać w piłkę.

Praktycznie jak chodzi już do żłobka, czyli to już była piłka, jak poszedł do przedszkola o wieku nie spełna trzech lat, to do przedszkola ze sobą nosił piłki. Z domu nosił piłki ze sobą, no i takiego jakby bakcyla powiedzmy, że też może i zaszczepił w nim jego tato, który grał w piłkę. Widzieliśmy, że on chce to robić, że to było jego marzenie, a dwa, że też mi się wydaje, że to było też kiedyś w przyszłości marzenie jego taty, który no niestety tego marzenia nie spełnił, no nie miał takich możliwości, jakie miał Patryk i wydaje mi się, że to też Właśnie duża zasługa taty, że gdzieś go tam popchnął w tym kierunku, nakierunkował go też, poświęcił już ten swój czas i tak jakby zaszczepił takiego bakcela w nim, chodził z nim na podwórko, kopał w domu.

Nie wiem, w każdej wolnej chwili poświęcał mu uwagę na to kopanie piłki, na grę w tą piłkę, chodzili na różne place zabaw, na boiska. No i generalnie było widać, że on się tym interesuje, że on to lubi. To było dla niego wszystko, tak. Jak już mieszkaliśmy jeszcze w Pyskowicach, no to on chodził do przedszkola, miał trzy, cztery lata, to on już wtedy po prostu tak piłkę kopał, że jak myśmy wychodzili z nim na podwórko, na jakieś różne place zabaw, to każdy się po prostu dziwił, że taki mały chłopiec, że ma takie zacięcie do tej piłki, że lubi to robić. Także w wieku trzech, czterech lat, to on już po prostu to było... Jakub Hasa. Znamy się z Patrykiem od dziecka. Poznaliśmy się z Patrykiem w wieku 7 lat, kiedy Patryk przeprowadził się do Błyszowa.

Na początku chodziliśmy do szkoły podstawowej w Bojszowie, potem do gimnazjum sportowego na Sikorniku, no i potem też do liceum sportowego na Sikorniku. Oboje lubiliśmy grać w piłkę, więc po lekcjach często spędzaliśmy czas razem grając tą piłkę. Wtedy Patryk już grał w Piastie, a ja tak sobie grałem bardziej hobbystycznie, ale przez to, że razem to lubiliśmy robić, no to spędzaliśmy ten czas razem. Czy ty się spodziewałeś tego, że Patryk będzie tak daleko, jak graliście razem w piłku? Jaki był piłkarzem i właśnie kiedyś ten moment nastał, że on poszedł do Piasta, a ty jakby odpuściłeś tą karierę piłkarską? To znaczy tak jak powiedziałem, gdzieś jak już się poznaliśmy to wiedziałem, że Patryk gra w Piastie. Gdzieś już w wieku tego siedmiu lat no było widać, że ma ten talent do piłki i gdzieś bardzo się temu poświęca.

14:28 · Znajomi z dziecka 13

Tak, no te długie piłki to były takie charakterystyczne dla niego. Też pamiętam gra główką. Tu zawsze miał mocne uderzenie, umiał się znaleźć w polu. Ja przykładowo gdzieś kogoś z tą główką zawsze był problem, żeby chociaż trafić nią dobrze czy mocno uderzyć. No to tu jak wiedzieliśmy jak Patryk gra, no to długa piłka czy coś, to wiedzieliśmy, że tam powalczy i coś z tego może być. W takim wieku, w podstawówce, to każdy gdzieś miał marzenie, żeby zostać piłkarzem, więc myślę, czy żartem, czy pół żartem, czy pół serio, gdzieś każdy chciał tym piłkarzem zostać, jak temu się poświęcało większą część. Jednak wiadomo, w takim młodym wieku, to jest tylko młody wiek i jakieś tam swoje marzenia za dzieciaka, gdzieś potem to dopiero jest weryfikowane, gdzieś w wieku starszym, jak też losy się potoczą.

Głośno o tym Może nie rozmawialiśmy w takim wieku właśnie w podstawówce, jednak potem jak już też znaliśmy się dalej czy w gimnazjum czy w liceum i pojawiły się, też było widać jak Patryk gra, że to był powoływany do kadry Śląska, no to też już było jakieś wyróżnienie. Czy potem pojawiło się gdzieś tam pierwsze powołanie do kadry U-15 chyba, no to to już była taka oznaka, że jest ten potencjał nagrania, bo jak takie wyróżnienie się dostaje, No to coś to oznacza. Bardzo mało chłopaków gdzieś na etapie gimnazjum dostawało. Takie wyróżnienie, że muszą zagrać w kadrze młodzieżowej. Jak się pojawiło to pierwsze powołanie, to było w gimnazjum, to potem już przez wszystkie szczeble dalej to było gdzieś kontynuowane, dostawa powołania.

I na pewno to był gdzieś tam bodziec do dalszej pracy, czy też jakieś pierwsze zaproszenie na treningi do pierwszej drużyny. To taki, można powiedzieć, przełomowy moment to był ten wiek gimnazjalny, kiedy pojawiły się takie większe wyróżnienia. Po lekcjach ciągle to granie w piłkę, to było to, na czym się głównie skupialiśmy. Czy w innym, można powiedzieć, inaczej spędzaliśmy czas, jakieś gry w Chowanego, pamiętam, też bywały, poza piłką, czy też na przykład jakieś elementy boksu, ja prawa rękawica, Patryk lewa i się byliśmy w salonie. Także mimo, że miałem prawą rękawicę, no to raczej przegrywałem. Były takie filmiki, na których ukazywaliśmy różne sytuacje z boiska. Często takie sytuacje, które jakby prześmiewcze troszkę, że coś nam się nie udało, coś chcieliśmy, żeby się udało, ale się nie udało.

Czy jakieś gry celnościowe nagrywaliśmy, czy jakieś strzały, czy strzały z połowy w poprzeczkę i potem się z tego cieszyliśmy na filmikach. Nazywam się Patryk Dziczek, jestem żoną Patryka. Poznaliśmy się w szkole. Ja wówczas chodziłam do liceum, Patryk do gimnazjum. Między nami jest dwa lata różnicy. No i początkowo Patryk dla mnie nie był żadnym obiektem zainteresowań. To spotkanie było totalnie przypadkowe i po prostu mijaliśmy się na korytarzu. I w zasadzie kojarzyłam go właśnie z tego, że jeżeli przychodziło co do czego w szkole jakieś właśnie wyzwania sportowe, jakieś konkursy, zawody, no to zawsze gdzieś te imię Patryka się przewijało. Przykładowo był jakiś apel w szkole i mieliśmy przyznawane nagrody dla najlepszego sportowca roku i siedzę na kortarzu i słyszę, jak obok rocznik sportowy, właśnie 9.7 zdaje się, rozmawia, kto tam może dostać tę nagrodę i słyszę, no na pewno Dziczek, na pewno Dziczek.

Ja tak myślę, kto to jest ten Dziczek w zasadzie, nie? Skąd oni go wybiorą? No i za chwilę patrzę, jest ten apel, wychodzi na środek, dostał tę nagrodę faktycznie. A, okej, to jesteś Dziczek, no teraz już wiem. No i później pamiętam, że Właśnie z Kubą, przyjacielem Patryka, oni czasami przychodzili do nas pod klasę, do dziewczyn, coś tam zagadywali, śmiali się, żartowali. Ja zawsze patrzyłam na niego jak na takiego dzieciaka, mówię, daj mi spokój, nie zaczepiaj mnie, wiesz, ja wolałam starszych kolegów i tak dalej. Ale w końcu on tą swoją taką determinacją jakoś sobie zyskał moją sympatię, bo okazało się, że jest Takim dobrym chłopakiem, dobrze wychowanym, ma maniery, umie się zachować no i mimo tej różnicy w wieku potrafił zrobić na mnie dobre wrażenie, więc zaczęłam się z nim po prostu przyjaźnić.

I z tej przyjaźni tak powolutku narodziła się miłość i uczucie, bo u nas to była taka droga Poprzedzona właśnie znajomością, taką czysto koleżeńską. Po prostu Patryk przychodził czasami do mnie pod klasę, czasami po szkole odprowadzał mnie na przystanek autobusowy. W zasadzie takie małe rzeczy stworzyły tą całą relację, że dzisiaj jesteśmy razem. No i faktycznie ja nawet nie wiedziałam tak naprawdę, czy Patryk ma jakieś zadatki na piłkarza, bo ja totalnie nie miałam pojęcia o piłce nożnej. Ja wiedziałam, że są dwie bramki i się do nich kopię, a cała reszta mnie nie interesowała. No ale pewnego razu on mnie zaprosił na ten mecz i mówił, no to przyjedź na Sokoła, my tam gramy mecz z chłopakami. To chyba jeszcze w CLJ wtedy grał, w tych CLJ-kach.

Patryk do tej piłki nożnej. Bo w ogóle mój mąż jeszcze jeździł, czyli tata Patryka, grał w piłkę, ale to były takie niższe tutaj, nie wiem jak to się mówi, ligi, B klasa, C klasa, takie wioskowe, że tak powiem, kluby. Patryk zawsze na te mecze jeździł, zawsze oglądał, tam miał też jakichś takich kolegów, z którymi kopał tą piłkę, no i cały czas ta piłka, ta piłka cały czas się nią interesowała i tak praktycznie to już tak... Od tamtej pory było. Tak, zabrał go na trening na Sokoła. Tam grała jakaś, nie wiem, duża trąbkarza juniorów tutaj z Piasta. Pojechali sobie tak po prostu popatrzeć. No i potem gdzieś tam przez jakiegoś kolegę gdzieś się dowiedział, że są nabory do Piasta, żeby można było pojechać. No i pojechaliśmy, zadzwoniliśmy, że tak, że są takie roczniki, można przyjechać, zobaczyć jak to wygląda, ewentualnie zapisać.

W każdym bądź razie treningi go po prostu przywodziliśmy. Przede wszystkim tak, przede wszystkim musieliśmy to jakoś pogodzić, bo mamy też jeszcze jednego syna, który jest starszy od Patryka, ale też, no wiadomo, trzeba było jemu czas poświęcić i można też go było samego Poświęciliśmy mnóstwo czasu na dowożenie go do tej szkoły, na treningi. Musieliśmy jechać do domu, odbierać go ze szkoły, przywozić go na treningi. Kilka razy w tygodniu. Potem zaczęły się różnego rodzaju turnieje, na które też jeździliśmy, w których też uczestniczyliśmy. No nie powiem, no zadowoleni byliśmy, podobało nam się tym bardziej, że no widać było jakieś takie te efekty, że ludzie zaczął wyróżniać, że no z roku na rok jest coraz lepiej, także no czasu poświęciliśmy swojego mnóstwo, mnóstwo na takie dojazdy, przywożenie go, odbieranie, zawożenie, no wiadomo gdzieś wjeżdżali na te różne turnieje, to czasami się przywodziło go tutaj, jechał, wracaliśmy po niego, także no czas poświęcony, ale to zaowocowało tym,

Na boisko. Na boisko, piłka, korki. Pierwsze korki, które od nas dostał w prezencie i getry to, nie wiem czy to będzie napisane, ale po prostu w nich nasnął, poszedł spać. W pierwszych korkach i w pierwszych getrach swój. Także spał całą noc w nich, myśmy nawet nie wiedzieli o tym, no po prostu chodził, niech się położy spać. Do późnego wieczora, aż się nie zrobiło ciemno, to on był non stop na boisku. Ma starszego brata, który no niestety, ale za piłką no niekoniecznie, to są dwa różne charaktery i inne zainteresowania, czyli dla tego, dla starszego brata, dla Mateusza Granie w piłkę, coś tam pokopać z Patrykiem to była dla niego największa kara. Jak już się przeprowadziliśmy do Wojszowa, gdzie my mamy no swój dom, więcej miejsca do grania, taki duży dosyć sad, to już tam po prostu to już... Tam było całe popołudnie, spędzałam na tym sadzie.

Pamiętam właśnie ten moment jak chodziliśmy do szkoły i wiadomo, mieliśmy treningi w czasie lekcji i tak dalej. No i Patryk początkowo o tym nie mówił, że gdzieś dostał zaproszenie na trening do pierwszej drużyny. No i był ten dzień kiedyś w szkole, że wszyscy mieli torby na trening, no a Patryk nie miał. Coś tu mówił, no co się dzieje, czemu nie masz torby i tak dalej. No i powiedział, że dzisiaj ma trening z pierwszą drużyną, co było takie wow, że tam nie było to wcześniej gdzieś komunikowane. No to wiadomo, gratulacje. I to już było wiadomo, że w takim wieku się dostaje zaproszenie na trening, no to też motywacja dodatkowa dla niego. Także pierwszy trening, no i potem już poszło to dalej. Także kolejny, kolejny, kolejny.

No a to było też takie... Bardzo ciekawe dla mnie wydarzenie, że ja taką sytuację mogę doświadczyć, mieć miejsce, no i to było też dużo wrażeń to przyniosło. Nie wyszło mi w tym meczu mówić coś o tym meczu. W ogóle wspominał coś? Tak, tak, rozmawialiśmy na ten temat. Patryk jest osobą, która jest ambitny i gdzieś zawsze dąży do tego, żeby dobrze wychodziło, żeby być skutecznym w tym, co się robi. No a ten debiut, no później miał mieszane odczucia, ale można powiedzieć takie negatywne, że nie poszło po myśli. Z tego co pamiętam zagrał pierwszą połowę. No i potem przeżywał to, że debiut wypadł tak, a nie inaczej. To go nie zdemotywowało do dalszej pracy, no i później jak wiemy, praca poszła w parze z tym, żeby gdzieś w tej piłce dalej trenować, zostać, walczyć.

Patryk jest taką osobą, że jak jemu się powinie noga, to on nie załamuje się I nie czeka na gwiazdkę z nieba, tylko to jest jakby dodatkowy bodziec do większej pracy. To jest akurat, myślę, to jest akurat taka cecha osób, które osiągają sukces, że nie poddają się w momencie porażki, tylko pracują jeszcze ciężej. No i myślę, że on jest właśnie definicją takiej osoby dla mnie. A moment, kiedy włączyłem go do pierwszej drużyny, ten trening pierwszy, też powiedział od razu, czy tak samo na tej chwili? Nie, Patryk w ogóle należy do osób, które pod tym względem są bardzo skromne. On nie lubi w ogóle krzyku wokół siebie, zamieszania. Przeważnie jak się coś ważnego działo, to on mi to mówił i do mnie tylko nie mów nikomu. A ja mówię, no dobra, ale to nie mogę powiedzieć mojej mamie, nikomu nie mów. Ja mówię, a siostra? Nikomu.

Byliśmy oczywiście na tym meczu, no duma nas rozpierała, że zadebiutuje, że w końcu dostał tą szansę, że zapracował sobie na to swoimi wynikami, swoimi treningami. No wiadomo, jak ten mecz, no nie za bardzo. Wypadł dobrze z jego strony, no był troszeczkę chyba i zestresowany i jak to Patryk opowiadał, potem taki rzucony na głęboką minę, ale to też mu dało pewnie i do myślenia, i do przeanalizowania tego wszystkiego. Ucieszyliśmy się, mąż no zawsze powtarzał, Patryk jak będziesz pracował, jak będziesz robił jeszcze coś, Ponad to, co już potrafisz i ponad to, co widzisz na treningach, to na pewno to w przyszłości kiedyś tam zaowocuje i tu po prostu no nic na siłę. Trzeba poczekać, ten czas przyjdzie i jak dostaniesz tą szansę, no ucieszyliśmy się, fajnie, no przyszedł, on też był zadowolony.

41:21 · Transfer do Salernitany 5

Więc na pewno ten sezon w pamięci jest, ale tak jak mówię, też teraz żyję tym co jest tu i teraz. I tam dostał chyba szansę od pierwszej minuty chyba? Z Krakowiem wyszedł? Tak. No troszeczkę tak te 8 minut, mąż mu też cały czas tłumaczył, Patryk w cierpliwości, będziesz wychodził na początku po kilka minut, będziesz się ogrywał z drużyną, tak, bo nie jesteś jeszcze tam tak gotowy do gry jak pozostali. Powoli, powoli będziesz się ogrywał, pokażesz co potrafisz. To też tych minut dostawał coraz więcej, coraz, coraz więcej. No i to też przyniosło efekty, bo ta jego praca, widocznie na treningach, potem jeszcze takie indywidualne w domu, on chodził, on sobie nie odpuszczał, on jeszcze przyjeżdżał do domu po treningach, jeszcze coś tam sobie dodatkowo trenował. No widocznie to zaowocowało, że dostał tą szansę.

21, no w tym wieku już zdobyć mistrzostwo, tak, no to też jest jakaś, no takie, no nie wiem jak to nazwać, no dla niego to już taki duży jakby sukces, tak, w wieku 21 zdobyć mistrzostwo z drużyną. Tak jak oglądałam w telewizji transmisję, to się popłakałam, ze szczęścia oczywiście, wzruszenie, szczęście, no. No, ja jak mama to może troszeczkę inaczej to tak, bo to moje dziecko, inaczej tak powiem, ale mąż to taki, widziałam, że on jest taki dumny, no bo tak jak mówię, on zawsze powtarzał do mnie, że on, że Patryk tak jakby spełnia jego marzenia. On nie miał tej szansy, on go spełnia, on jest szczęśliwy, on jest dumny z niego i no, no radość, radość, no, to co dużo mówić. Generalnie no, jest poukładany, tylko no, też jest troszeczkę nerwowy, jest troszeczkę nerwowy, no,

Na niektóre rzeczy właśnie reaguje taką złością, potem sobie to przemyśli, że no chyba to nie tak miało być, że się niewłaściwie zachował, ale no... Patryk jest taki, on jest ambityny. Jak jemu coś nie wychodzi, to on albo się denerwuje, albo się stara, no wiadomo, tak jakby za przywróceniem wałkował ten temat, czy coś będzie robił, aż... Dla niego to będzie, będzie wiedział, że to jest to tak jak powinno być, że to jest to perfekcyjnie coś, co ma być wykonane, tak. On dużo zresztą rozmawiał, na temat piłki on dużo rozmawiał z tatą. Po każdym meczu, jak zagrał się pytał, co mu nie wyszło, co musi poprawić. Mąż mu zawsze tam mówił, Patryk to, to, tamto, tu dobrze, tu źle. Częściej na przykład Było, że mąż powiedział, słuchaj, skrytykował go za jakiś tam mecz, ale jak trzeba było pochwalić, to też pochwalił, bo wiedział, że jakby zacznie go chwalić, chwalić, chwalić, no to tak.

Tak, ale on chyba, wydaje mi się, że on się z tym liczył, że żeby dostać szansę, no musi sobie na to zapracować, musi pokazać się tam, tak, bo wiadomo, że no, Idę do klubu, ale od razu za ładne oczy nie wychodzę w pierwszym składzie, nie jestem już tam. Muszę po prostu pokazać co potrafię i muszę sobie na to zapracować. Praca, praca, praca, efekty, treningi, że to wszystko w końcu przyjdzie ten czas, że dostanie tą swoją szansę i tak faktycznie było tak. Wydaje mi się, że on nawet chyba nie był ani poddenerwowany, spokojny, czekał na ten czas, bo wiedział, że on kiedyś nadejdzie. W tym sezonie pamiętam, że już wtedy Patryk występował regularnie bardzo we wszystkich meczach. Gdzieś był, można powiedzieć, wyróżniał się. Szczególnie tym, że był w wieku młodzieżowca.

W zasadzie poza rokiem 2023, to ten 2019 myślę, że dla nas obojga był najlepszy w naszym życiu i taki najbardziej przełomowy. Po pierwsze zdobyliśmy tego mistrza jako drużynę z Gliwic i to już było samo w sobie fantastycznym przeżyciem, bo Ile razy ktoś może doświadczyć zdobycia Mistrza Polski ze swoją drużyną? Wiadomo, że to jest wyjątkowa sytuacja, więc pamiętam, że to był taki okres bardzo dużych emocji i takiego szczęśliwego czasu. Przede wszystkim dla Patryka, ponieważ W karierze piłkarza taki moment przeważnie jest kluczowy, zwłaszcza w młodym wieku, bo po nim nadchodzi dużo więcej dobrego. Jednak będąc w takiej drużynie masz dużo większe szanse na pokazanie się i na ewentualne wybicie.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.