Usunęli Indiankę, a zostawili ziemię [Poetycki piątek]
O współczesnej poezji rdzennych mieszkańców Ameryki, ze szczególnym uwzględnieniem utworów Erica Ganswortha („Kochając dziewczynę z masła Land O'Lakes”) oraz Natalie Diaz (w tym wiersza prozą „Ostatnia Barbie Plemienia Mohave" oraz "Abecedariusz wymagający dalszych badań nad podporządkowaniem sobie rezerwatu dzikich Indian przez anglikańskiego serafina"), stanowiących satyrę na popkulturę, komercjalizację wizerunku Indian i stereotypy, rozmawiamy z Gabrielą Jeleńską z Ośrodka Studiów Amerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego
Ja chciałem mieć tort i zjeść go, dlatego. Dobrze, ale wizyta pani Gabrieli Dieleńskiej oznacza oczywiście to, że kolejną porcję fantastycznej poezji. Tak i tak się niesamowicie wpasowałam w poprzedni pana program sprzed 20 minut. Bo to nic nie jest przypadkowe. No a jednak. Oprócz Pani urodzin. Tak, będzie trochę obrazy uczuć religijnych, będzie dużo obrazy uczuć konsumpcyjnych. Będzie o Barbie. Ja konsumuję bez uczuć. To się okaże, to się okaże. Od czego zaczynamy? Zaczynamy od wiersza tego wciąż pomijanego przeze mnie w pana programach poety Erika Gunswortha, którego wiersz przeczytałam i też nam się jakoś zgubił.
Jeszcze jeden wiersz. Tak. Wiersz prozą. Wiersz prozą. Dla mnie prześmieszny i przygotowując go słyszałam w głowie, jak czyta pan redaktor, a zatem czyta pan redaktor. Natalie Diaz, ostatnia Barbie plemienia Mojave. Obraza uczuć konsumpcyjnych. Do jej pudełka przymocowano drucikami parę mokasynów na wysokich obcasach w uniwersalnym rozmiarze jeden dla wszystkich, kolczyki ze sztucznego turkusu, łapacz snów, egzemplarz gazety Indian Country Today, zmywalne mazaki do robienia tatuaży na brodzie i czole oraz dwa sześciopaki miniaturowych, magicznych butelek piwa. Po przechyleniu dnem do góry buteleczka opróżniała się, a po ponownym postawieniu pionowo napełniała z powrotem.
Mojave Barbie notorycznie upijała Kenna i Skipper, aż wpadli pod swoje różowe, plastikowe stoliki ogrodowe. Skipper mówiła, że tamta pije jak chłopak. Mojave Barbie w głębi duszy nienawidziła moralowego koloru skóry swoich nowych przyjaciół, tego jak łatwo ulegali poparzeniom słonecznym po przejażdżkach z opuszczonym dachem kabrioletu Camaro Kenna, Nienawidziła też tego, jak ich miniaturowe szczotki do włosów plątały się i kołtuniły w jej gęstych czarnych włosach, które tamci wiecznie chcieli zaplatać w warkocze. W ich uroczych lodóweczkach turystycznych nie było ani jednej coli zero, a co najgorsze Mojave Barbie nie potrafiła znaleźć na swoim ciele ani jednego miękkiego miejsca, w które mogłaby wstrzyknąć insulinę.
Trzeba było lat spraw sądowych, sporów prawnych, listów od członków Rady Plemiennej, świadectw od pielęgniarek środowiskowych i kilku śpiączek cukrzycowych, by w ogóle otrzymać pozwolenie na zakup nigdy oficjalnie niewydanego zestawu z igłą hipodermiczną. Wcześniej kupowały je na japońskim rynku, ponieważ Mattel nie chciał ryzykować, że lalka zostanie uznana za barbić punkę. Mojave Barbie dostała zakaz wstępu do stajni i nie była już zapraszana na obiady. Od czasu, gdy wymknęło się jej, że kiedy kawaleria przybyła do fortu Mojave, plemię Mojave zjadło kilka koni. To się wydarzyło naprawdę, a wymknęło jej się dopiero wtedy, gdy Skipper próbowała zmusić ją do przyznania, że mit o stworzeniu ludu Mojave to tylko bajka.
— To prawda. Pochodzę z Góry Duchów — powiedziała Mojave Barbie. — Wcale że nie — kłóciła się Skipper. — Przyszliście z Azji. Jednak Mojave Barbie niewiele traciła, a w zestawie kuchennym Barbie Kuchnia ani w luksusowym Jadalnia Deluxe nie było ani chleba kukurydzianego, ani tortilli. W zasadzie mieli tam tylko zestaw śniadaniowy, więc na każdy posiłek jedli te same dwa jajka sadzone i naleśniki. Co wieczór po kolacji Mojave Barbie wymykała się z domku dla gości stojącego tuż obok kortów tenisowych i salonu fryzjerskiego Hair Static Salon na schacki z Kenem, czasem w rozkładanym kamperze Glamour Camper, ale najczęściej w basenie Dream Pool.
Uprawiała z Kenem Jenny przez całą noc. Jenny w języku Mojave oznacza słowo oznaczające seks, jak wyjaśniała kulturowo pogłębiona broszura dołączona do pudełka Mojave Barbie wraz z autentycznym przepisem na smażony chleb, jej certyfikatem indiańskiego pochodzenia, kartą gracza z kasyna i unieważnionym czekiem z dywidendy plemiennej. Oboje zachowywali ostrożność, by nie obudzić pozostałych mieszkańców domku Dream House. Śniada, złączona dłonie mochawe Barbie, zakrywała wiecznie otwarte usta Kena, tując dźwięki jego uniesień. Pewnej nocy po wypiciu dużej whisky Black Velvet, przelanej dla niepoznaki do butelki po olejku do opalania, Kane poczuł się szczególnie swawolny.
Kana roznosiła energia, chciał paradować w swoim plastikowym stetsonie i kaburach ze sztucznej skóry i chciał, żeby mochawe Barbie założyła swój tradycyjny strój, który wciąż był przymocowany drucikami do jej pudełka. Zgodziła się, włożyła spódniczkę z kory jadłoszynu i została bez koszulki, ubrana jedynie w sznury niebieskich i białych szklanych koralików, które zwisały zwojami wokół jej szyi. Pojedyncze pióro w jej włosach mocno podziałało na wyobraźnię Kena. Błagał Mochawę Barbie, by oplotła go swoimi szerokimi, ciemnymi biodrami w uścisku śmierci Mochawę, rdzennej, miłosnej pozycji, dzięki której był wdzięczny za swoją giętką, podwójnie przegubową miednicę.
Graficzny podręcznik Uścisk śmierci Mojave zrób to sam był niegdyś dołączony do kulturowo pogłębionej broszurki informacyjnej, ale seria powypadanych z zawiasów nóg oraz kampania zorganizowana przez dziewczęcą drużynę skautów amerykańskich doprowadziły do wycofania go ze sprzedaży. Ken wycelował swój drewniany rewolwer i pogonił ją na górę zjeżdżalni Dreamslide. Ciężar ich idealnie propozycjonalnych ciał sprawił jednak, że ten basenowy dodatek runął z hukiem na taras. W każdym oknie zapaliły się światła, A gdy domek Dreamhouse otworzył się na oścież, dokładnie przez środek, dał wszystkim wewnątrz widok na nagie, twarde ciało Kena i nagą, mochawe Barbie ściskającą jego pistolet oboje w trakcie jeni i ociekających wodą.
I to się tak nagromadziło. Tak jest nie do przerwania. A reszta to oczywiście jest jasna. Ironia, czarny humor. Zdecydowanie chyba nasza poetka nie lubi Barbie. Myślę, że resztę, no i oczywiście, mój Boże, ale też myślę, że czytelne bardzo, no gra na tych wszystkich skojarzeniach stereotypowych, prawda, czyli ta egzotyka tego ciała, tej Mojave Barbie, która doprowadza Ken'a do szaleństwa, on już nie chce... Wszystkie te skojarzenia takie stereotypowo dokładnie podobne jak tej dziewczyny z masła, czyli ciemna skóra, czarne warkocze.
Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Pani Gabriela Jeleńska przedstawia się i mówi o swoim okresie próbnym w chórze.
Pani Gabriela recytuje wiersz o usunięciu Indianki z logo masła Land O'Lakes.
Pani Gabriela i redaktor dyskutują nad różnymi interpretacjami wiersza.
Pani Gabriela omawia wiersze Nathalie Diz, które skupiają się na stereotypach i obrazach konsumpcyjnych.
Pani Gabriela podsumowuje rozmowę i dziękuje za udział.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
O współczesnej poezji rdzennych mieszkańców Ameryki, ze szczególnym uwzględnieniem utworów Erica Ganswortha („Kochając dziewczynę z masła Land O'Lakes”) oraz Natalie Diaz (w tym wiersza prozą „Ostatnia Barbie Plemienia Mohave" oraz "Abecedariusz wymagający dalszych badań nad podporządkowaniem sobie rezerwatu dzikich Indian przez anglikańskiego serafina"), stanowiących satyrę na popkulturę, komercjalizację wizerunku Indian i stereotypy, rozmawiamy z Gabrielą Jeleńską z Ośrodka Studiów Amerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego