Nawet bym go dała teraz na pierwsze miejsce, ale mam inne. Lepsze. Nie zdążyłem. To, co wy mówicie o byciu, o tych geekowskich smaczkach, mnie to zawsze w kinie jakoś tak nie do końca kupowało. No bo to nie jest kino. Dziękuję. Pozdrawiamy. Fablemanów też nie lubię. Którzy też na przykład dużo osób się zachwycało, oprócz tego, że jakby historia jest jaka jest, ale właśnie tym takim, o, oddaniem laurki dla właśnie tego kina i jest tam David Lynch, no okej, fajnie. Licorys Pizza jest bardziej takim studiem niż Felben... Jest jeszcze Mendel z tym swoim Coś Światła. Straszny film. Ale to złym filmem. No ale Likoryż Pizza jest bardziej takim okej jak studio. Że nie nachalnie opowiada historię miłości do Hollywood.
ma sporo przestrzeni do fiksacji i rozwija swoją chorobę. I wydaje mi się, że Tim Robinson, którego bardzo lubię z jego wcześniejszego projektu z Netflixem, który w ogóle nie trzymał się żadnych zasad i był jedną wielką prowokacją, tutaj już opowiada taką historię bliżej nas. Czyli my wszyscy wiemy, jak to jest się zafiksować na sytuacji... Ja nie wiem, na pewno nie tak, ale siedzę na krześle, więc coś wiem. No, ale wydaje mi się, że nie chodzi znowu o przerysowanie i tak jak te przyjaciółki w Tajlandii, tylko o historię, w której jeżeli coś się nam wydarzy w sytuacji towarzyskiej albo zawodowej, że potknie nam się noga, to później się tym stresujemy. Mniej lub bardziej. Bohater Tima Robinsona stresuje się tym bardzo. A później ten serial kocham za to, że chociaż ma taki realny punkt wyjścia, to jest mu najbliżej do czegoś, czego już dawno o niczym nie powiedziałam, czyli do Lyncha.
Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Złote dziesiątki - SERIALE 2025