Wielki Marty i Głos Hind Rajab
Ping-pong jest znowu cool. Kto nie miał pomarańczowej piłeczki, ten gapa. Kto nie grał na granitowym stole ten gapa, kto nie umie w podkręcone... sami rozumicie. "Głos Hind Rajab" jest emocjonalnym walcem. Mimo filmowych niedociągnięć najważniejszy głos wybrzmiewa.
Wielki Marty, Hind Rajab. Mam takie wrażenie, że po prostu ktoś zrealizował film, który jest zwykłym, najzwyklejszym przeciętniakiem i w pięciu momentach, w pięciu scenach sam Raimi właśnie się obudził na planie i powiedział, a, o, to nakręcimy w ten sposób i to są te dobre sceny i to masz takie, okej, coś jest zmienione w tej takiej konwencji.
A dzisiaj będziemy rozmawiać o dwóch produkcjach, czyli o Wielkim Marty, prawdopodobnie najgorętszym i najbardziej interesującym filmie z wielu powodów tego sezonu nagród filmowych, a później jeszcze jeden film, o którym chyba jest nie mniej głośno. Na pewno szeroko się go dyskutowało jeszcze przed tym, kiedy sam film powstał, a i po powstaniu filmu dyskutuje się Nawet nie tyle o tym, o czym film opowiada, co o tym, jaką formę przybiera, bo to jest dokument fabularyzowany, tak chyba można by było o nim powiedzieć, czyli Głos Hind Rajab. Na te dwa, dwie recenzje, dwie rozmowy zapraszam. Let's go! Powiedzieli moi współprowadzący, kiedy mieliśmy zacząć rozmowę o Wielkim Marty, skąd ten entuzjazm w was, a już zwłaszcza w tobie, Mateusz Łapot, patrzę na ciebie. Kocham ping-pong, od tego filmu teraz, no po prostu go uwielbiam.
Nigdy. No ewentualnie była ta rakietka już taka, że odlepił się ten... Ale łatwo zgubić piłeczkę. No to się dało jakoś radę, to tam jakoś sobie poradzisz. Ewentualnie była z rakietki odlepiona ta guma, no i wtedy trochę trudniej się odbijało, ale to było wyzwanie. I tym przydługim wstępem docieramy do Asedna być może, filmu Wielki Marty, bo... Ja mam wrażenie, że tak myślą trochę o kinie bracia Safdie. Oba. Ja wiem, że to tylko jeden z braci odpowiada za ten film. Przypomnę tylko, że ten drugi z braci Safdie pod koniec zeszłego roku zrobił Smashing Machine z Rockiem Dwaynem Johnsonem. To była opowieść też sportowa o początkach wrestlingu, początkach UFC i też było ciekawie, żeby rozwijać karierę musiał pojechać do Japonii, tak jak główny bohater ping-pongowy.
Marty Reisman się nazywał tym panem. Tak, który w ogóle do 67 roku zdobywał nagrody grając i miał dosyć imponującą biografię. Podobnie jak w filmie Timothée Chalamet, bo on gra głównego bohatera, też grał na kasę i często zresztą udają. Od 13 roku życia. Tak, udając, że nie ma żadnych umiejętności. Więc jest tu jakiś kontekst taki, z jednej strony po prostu była książka, żona często opowiadała, plus Sawdy, oboje Sawdy chlubili ten temat takiego egożydostwa, które tutaj jest przenoszone na ekran, więc powiedzmy, że jest jakiś punkt wyjścia. Jest punkt wyjścia. Tylko ciekawe, że A24 go kupuje jako, no proszę bardzo, worki pieniędzy. Tak, tak, ale wydaje mi się, że to jest jednak to podejście, które wynika też z Ego.
Podobnie jak współpraca z Rolandem Bronsteinem, który scenariusze do tych filmów pisał. I to jest no jeden do jednego to same spocone ręce, które czuliśmy przy Good Time, później czuliśmy przy Nieoszlifowanych Diamentach, a teraz na większej skali po prostu czujemy przy Marty Supreme. I to jest ciekawe jak tą ewolucję widać, ale też jak on się zamyka w tym stylu, w sensie on nie postanowił się rozwinąć o rozbudowywanie tych treści, po prostu trzyma się tego, że robi świetne kino o świetnym tempie, niekoniecznie może Z planu Good Times. Ale z planu Good Times też.
A, z planu Good Times też, ale zaczęło się od tego jeszcze wcześniejszego filmu, gdzie została siedemnastolatka zatrudniona do roli seksuorkerki, gdzie doszło do obnażenia się przed nią innego aktora i zaczynają wychodzić, nie wiem, ewidentnie jest tu jakiś problem i ktoś chce pogrążyć ten film. Istnieje szansa, że Chłopaki same prawdopodobnie go pogrążyły, podejmując złe decyzje na planie, to jest jedno. No i podobno Timothée Chalamet ma jeszcze szanse na ten wyścig, ale już sam Marty powoli je traci. Do tego zmniejszenia szans na Oscara dla tego filmu też przykłada się rodzina Marty'ego Reismana, czyli osoby, na której został wzorowany film poniekąd. Oni powiedzieli chyba Daily Mail, że producenci zarobili na wyrządzeniu krzywdy, w sensie na krzywdzie, którą ten faktyczny sportowiec w swoim życiu przeżył.
W sensie widzę ludzi, widzę tak Ludzie, którzy mienią się krytykami filmowymi w czasie kampanii promocyjnej tego filmu, którzy chodzą w bluzach Marty Supreme, pomarańczowych, z piłeczką ping-pongową i trzema gwiazdkami. Więc w ogóle cały nakład tych takich strojów, tych takich sportowych, które teoretycznie... Taka bluza z dresu, kurtka z dresu, która ma napisane na sobie Marty Supreme rzeczywiście i te gwiazdki, które były na piłeczce ping-pongowej. Zostały wyprzedane w ogóle na pniu, to ludzie czekali jak za nowym telefonem komuś. Właśnie, bo ja słuchajcie, byłam w kinie jeszcze przedpremierowo, pewnie wszyscy z nas byli, bo to był film najbardziej przedpremierowy ever. I 21, czyli taka kłopotliwa godzina przy długości Marty Supreme, która z reklamami się gdzieś poszerza do 3 godzin.
Zrobił ten udawany, fejkowy W spotkaniu tego zespołu marketingu, które najpierw było prawdziwe, później powiedział, że he he, ale to było fejkowe. Stanął na The Sphere w Las Vegas, która była przemalowana na tę pomarańczową piłeczkę. Ubrał się na pomarańczowo z Kylie Jenner. Marty Supreme ubrał się na pomarańczowo z Kylie Jenner. Był w każdym late night, middle night, wczesny night, porannym, popołudniowym, w każdym programie, w każdym medium społecznościowym. No to, co on mówił o tym Phelpsie i Jordanie, że on chce być jak Phelps, jak Jordan, chce konkurować z najlepszymi, to jedno, ale najwyraźniej on ma na to siłę, miejsce w życiu i chce to zrobić, bo pracuje jak wół.
I na przykład takich pomysłów, że aktorzy hollywoodzcy nie powinni zarabiać na filmach, tylko grać w nich za darmo, bo to daje im taką ekspozycję i możliwość prezentowania siebie, że to powinno być ich wynagrodzeniem. W wypadku tego filmu zaczyna mieć to w moim umyśle sens, że nie wiem gdzie się kończy Timothée Chalamet, gdzie zaczyna jego filmowa postać, gdzie zaczyna się ten film, a gdzie kończy Czy on promuje siebie, czy promuje ten film, naprawdę ciężko mi jest powiedzieć. Takie mam jakieś emocje wokół tego filmu. Może to świadczy o tym, że ten casting był po prostu dobry, bo nie jest chyba tak, że Timothée gra osobę, która jest bardzo podobna do niego. To, że Marty Supreme jest postacią, która jest tak zawzięta i tak niezwykle zdeterminowana, żeby osiągnąć sukces, bardzo przypomina to, co Timothée Chalamet w tym momencie robi.
Ale dla mnie to i tak jest szok, że sale wypełniają młodzi ludzie i że Timotejowi czy też Savdy czy A24 udaje się ten film tak wypompować i sprzedać, bo jakby jedną jest jego postać z popkultury, drugą jest ten film, które się tak do końca, dla mnie przynajmniej, nie kleją. Nie wiem, chciałam podsłuchać tych młodych ludzi, czy im się kleją. Ale mi nie wyszło. Ale na pewno jest to barbieheimer. To nie jest ta skala absolutnie, ale jest to duże wydarzenie. Też można popatrzeć na ten wyścig oscarowy, jak wygląda to w liczbach, że one battle after another, jedna bitwa po drugiej, to jest niekoniecznie wielki sukces finansowy, a Marty Supreme robi po prostu ogromne liczby, jeżeli chodzi o zarabianie. Ta bitwa po drugiej nie ma ułamka tego hype'u.
Jedna bitwa po drugiej to jest po prostu film, mam wrażenie, który byłby stworzony dla mojego taty. Hamnet jest tutaj filmem, który byłby dla wszystkich laseczek, które lubią sobie popłakać, a Marty Supreme wypełnia trochę tę niszę filmu neurotycznego, trochę dziwnego, trochę alternatywnego i dlatego może wszyscy młodzi ludzie kierują się do kina właśnie na to. Szczególnie, że on też, oprócz tego, że Miłka mówiłaś o tych młodych ludziach, ja raczej zaobserwowałem dużo jednak osób nieco starszych, które poszły na Timotiego Chalamet po prostu. I on wydaje mi się, że łapie bardzo dużo widowni przez to, że no sama postać, która wcześniej była znowu skojarzona z tym smutnym chłopcem i która już zdążyła przyciągnąć dużo uwagi jest na ekranie. Z drugiej strony ten film jest w konstrukcji nawet dość ciekawy, bo ma mnóstwo jakichś takich małych scen, jak typu scena z miodem, jak typu scena otwierających napisów.
Wielki Marty i Głos Hind Rajab. I ma takie poczucie, że chwyciła Pana Boga za nogi. Prawdopodobnie też ma rację. Ma takie poczucie, że jeśli teraz nie wykorzysta tej szansy na 100%, to drugiej już nie dostanie. Więc robi wszystko, co tylko może, żeby jej się udało. Ale ja mam też wrażenie, że Safdie szydzi sobie z tych klas społecznych. Szydzi sobie za... Z nich? Z nich. A ja mam bardziej, że z samego takiego zgniłego American Dream. No, oczywiście z niego u podstaw, ale tak naprawdę wyśmiewa wszystkich.
Wyśmiewa własne pochodzenie, bo jednak... Śmieje się z tego żydostwa, śmieje się z Irlandczyków, śmieje się z czarnych, a najbardziej się śmieje z bogatych, uprzywilejowanych białych. Śmieje się z Japończyków, z kogo on by tutaj, kogo on tutaj nie wyśmiał. No bo on wszystko pokazuje w sposób przerysowany, ale nadal te zależności są takie same jak w prawdziwym życiu w tym filmie. No tak, tylko to jest faktycznie taka czysta opowieść American Dream i pewnie można by było brutalista do tego przyporządkować, bo to jest podobna opowieść jednak, tylko różnią się może nie zjawiska, bo to wydrapanie sobie tego awansu do wyższej klasy społecznej jest trudne. Akurat postać brutalisty jest z tej wyższej klasy, ale jest imigrantem, przez co spada powiedzmy niżej i znowu chce się wydrapać. No i wiemy i widzimy w filmie, co musi zrobić, żeby dojść tam, gdzie chce. I podobnie jest pewnie z Marty, tylko że oni się różnią charakterologicznie.
Snack, kiedy tam wydzieramy się przez kolejne te struktury, czy to w American, czy w Catch Me If You Can, czy w Wilkus Wall Street, czy w McFunderze. To bardzo często są bardzo podobne historie. To jest dla mnie zawsze problematyczne, że kibicujemy jednak podłym osobom, bo Marty dobrym człowiekiem nie jest. Ja mu też nie kibicuję. Okej, no ja mu kibicowałem, ale wydaje mi się, że ta podłość bierze się z tego, o czym mówi Zuza, wiesz, że oni zostali... Odlani z formy systemu do... Nie wydaje mi się, że jednak Marty podejmuje te decyzje w pełni świadomie i gdyby je podejmował lepiej i gdyby miał trochę może więcej interesu innych ludzi, bo on jest skrajnym egoistą, to szybciej by dotarł na szczyt, niż krzywdząc dokładnie każdą osobę, którą spotyka po drodze.
Kina, który jest tak samo parszywy, tak samo okropną osobą, tylko że on ma dużo pieniędzy i jeszcze bardziej znęca się nad innymi osobami, które są ukazane w tym filmie. Wydaje mi się, że jeżeli chodzi o pochodzenie i podejście do pochodzenia i relacji z otaczającym światem, to bardzo dobrze widać z jego partnerem ping-pongowym, czyli tą postacią tego mistrza świata, którego on detronizuje na początku filmu, który ma tę historię, którą Marty wykorzystuje jako argument biznesowy. Czyli, hej, posłuchaj historii tego Żyda, który ocalał z Holokaustu. I on mówi, że ja ocalałem z Holokaustu w taki sposób, że jak znalazłem miód, to podzieliłem się w najbardziej absurdalnej scenie świata tym miodem z innymi więźniami. Dałem się im nakarmić znalezionym miodem. A Marty ten miód zeżarłby pewnie tam na miejscu.
Ja go czytam jednoznacznie. Ta scena chyba jest w tym filmie tylko dlatego, że Savdy sam jest ojcem i mam wrażenie, że troszkę sentyment mu się ulał. Albo Amerykanie potrzebują takich scen, a ja ich po prostu nie potrzebuję. Problem jest taki, że o wielu rzeczach tu powiedzieliśmy, które są ciekawe, o wielu rzeczach, o których nie powiedzieliśmy, a też są ciekawe, Wielki Marty. Kurczę, ale nic mnie nie obchodzi ta postać. W ogóle ani trochę.
I tyle. I on jest tak szybki, tam jest tak szaleńcze tempo, że nie byłoby czasu chyba, żeby się zatrzymać i zastanowić się, o co tam chodzi i przeżyć coś. Nie się szkoda. Tylko oczekuję może od Sawdiego już czegoś więcej niż dobrze skonstruowanego filmu. No mam wrażenie, że chyba teraz najbardziej chwali się ten film za to, jak tam sprawnie jest przeprowadzona reinterpretacja w ogóle klasycznej formuły filmu o wielkim sportowcu. Bo nie dość, że nie mamy tam na końcu takiej pokrzepiającej historii o zwycięstwie, to jeszcze nawet przecież nie dostajemy finałowej walki, którą Marty miał stoczyć, ale to się nie wydarzyło, a to ona jest przecież zazwyczaj momentem kulminacyjnym. No tak, tyle że się wydarza, nie? Tylko, że to nie jest do końca ta walka, która miała być. W początku wiemy, że jest taka spisana trochę na straty, no ale już niech będzie.
Ciekawe po prostu jest dlatego, że ja mam wrażenie, że używanie takich, wiecie... Jestem po... Truka wojna światowa, materiały historyczne w kolorze. I wydaje mi się, że używanie takich archiwalnych, oryginalnych materiałów jest o tyle zasadne, że po obejrzeniu takiego filmu nikt nie będzie mieć wątpliwości, co tam dokładnie się wydarzyło i czy na pewno się to wydarzyło. No wiadomo, że fabuła byłaby inaczej odczytywana przez nas niż ten fabularny dokument, czyli to, że ten głos jest faktycznie tego dziecka, a od czasu do czasu widzimy jakąś przebitkę na telefonie tych faktycznych osób, które siedziały w tym biurze i przez te godziny walczyły o pomoc dla dziewczynki. Wielki Marty i Głos Hind Rajab.
Wielki Marty i Głos Hind Rajab. I tam jest moment, w którym wolontariuszka sugeruje, że może to jednak są zmęczeni jej kuzyni i kuzynki i ciotki i muszą odpocząć, ale to dziecko jest już w tym momencie swojego życia, że ono dokładnie wie, co się wokół niego dzieje i mówi nie, oni nie żyją. I to jest takie... Jakby mamy wtedy wszystkie, opadają wszystkie kurtyny. To jest jakby moment, w którym nie ma już dzieciństwa, nie ma dziecka w samochodzie, jest po prostu ofiara wojny w trakcie ostrzału i dokładnie wie, co się wokół niej dzieje.
Tam jest specjalna komórka, która zadzwoni znowu do ich ministerstwa po to, żeby wyznaczyć trasę zabezpieczoną przez wojsko i udostępnioną przez wojsko dla karetkę. Koniec. Proste. Mimo, że wydawałoby się bardzo skomplikowane. No więc piękne rzeczy. Problem niestety pojawia się w drugiej części filmu, który z nim mam, no ale to może zaraz. To dla mnie jest niesamowite, jak się udało odciążyć momentami samą historię dziewczynki, właśnie przenosząc te emocje na dorosłych, którzy są odpowiedzialni za wiele rzeczy. Bo są momenty, w którym ja aż zapominam, że to jest opowieść o sześciolatce uwięzionej w gazie, tylko widzę tych ludzi, którzy sobie z tym nie radzą. I koresponduję z tym, bo wydaje mi się, że z tym sobie nie da się poradzić. Wielki Marty i Głos Hind Rajab.
Dokładnie, bo jest wojna i nie ma procedur. W sensie napisaliśmy coś na kartce i to jest napisane, a czy to działa, no to zobaczymy. Różnie bywa, jak zresztą film budowa dnia. Natomiast faktycznie to jest jakby doklejone, to już jest filmowość tej historii, czyli już nie Głos Hind Rajab, nie to co się wydarzyło, tylko to jak reżyserka widziała tę sytuację i ona dramaturgicznie faktycznie rozgrywa to pomiędzy Omarem, czyli tym, który odebrał połączenie od Hind, Wielki Marty i Głos Hind Rajab. Być może nie zginą tylko ci opiekunowie Hind, którzy z nią jechali, ale także nasi ratownicy.
Wielki Marty, Hind Rajab. Która może jest taka trochę cheesy, ale w toalecie, no to... Ja bym chciał przejść do tego właśnie etapu, bo wydaje mi się, że o ile papieros jest takim dosyć świadomym reżyserskim wyborem po to, żeby rozprężać film, to być może też takim świadomym wyborem jest ten moment, kiedy jedna z dyspozytorek opowiada hint, którą chcą uspokoić, Wielki Marty.
Tylko dla nas widzów, ale jeżeli to bardziej irytujący niż jakikolwiek. Dało się może to zrobić lepiej. Z rzeczy, które się dało, wracając trochę do samego konfliktu, mi zabrakło chyba trochę budowania właśnie tych postaci, które siedzą w tej dyspozytorni, w tym miejscu, gdzie ratują tak naprawdę to życie. I zastanawiałem się, jest taka ładna scena na balkonie, tak mi się wydaje. Jak ta wspomniana przez ciebie postać Rana opowiada o tym, jak udało jej się uratować kogoś innego, przeprowadziła poród przez telefon tak naprawdę, skracając to wszystko. I to był jakiś taki moment, gdzie poczułem, że właśnie te postacie ratują takie życia tak naprawdę na co dzień i rozumiem czemu one robią to wszystko. Wielki Marty.
To prawda. Dla mnie ten film działał z siłą młota wyburzeniowego albo walca na takim poziomie emocjonalnym, więc zostawiam mu 9, mimo pełnej świadomości i wielu zastrzeżeń formalnych i wyborów reżyserki. To część wydaje mi się naprawdę świetna, natomiast część po prostu odrzucam. Ja się podpisuję pod tym, co film mówi, że widzimy bardzo dużo zdjęć, doniesień, materiałów, które powinny nas poruszyć. Nie tylko mówię o gazie. To się odnosi też, nie wiem, pewnie do czytania tego konfliktu. Wielki Marty i Głos Hind Rajab.
Pokazano wszystkie 24 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Ping-pong jest znowu cool. Kto nie miał pomarańczowej piłeczki, ten gapa. Kto nie grał na granitowym stole ten gapa, kto nie umie w podkręcone... sami rozumicie.
"Głos Hind Rajab" jest emocjonalnym walcem. Mimo filmowych niedociągnięć najważniejszy głos wybrzmiewa.