Mentionsy Mentionsy
Kartkując mikrofon
Kartkując mikrofon

Lalka rozdz. 9

24.07.2023 ·1 godz 19 min

Z lekkim poślizgiem, ale jest rozdział 9! Jeśli podoba Ci się to co robię, możesz postawić mi kawę buycoffee.to/cierpkawisnia, lub zostać moim patronem patronite.pl/cierpkawisnia

Bolesław Prus Lalka tom 1 rozdz. 9. Kładki, na których spotykają się ludzie różnych światów. W Wielki Piątek z rana Wokulski przypomniał sobie, że dziś i jutro hrabina Karolowa i panna Izabela będą kwestowały przy grobach. Trzeba tam pójść i coś dać, pomyślał i wyjął z kasy pięć złotych pół imperiałów. Chociaż, dodał po chwili, Posłałem im już dywany, ptaszki śpiewające pozytywkę, a nawet fontannę. To chyba wystarczy na zbawienie jednej duszy. Nie pójdę.

Rzucił rulon do kasy i w piątek nie poszedł na groby. Ale w Wielką Sobotę sprawa przedstawiła mu się całkiem z nowego punktu. Oszalałem, mówił, więc jeżeli nie pójdę do kościoła, gdzież ją spotkam? Jeżeli nie pieniędzmi, czym zwrócę na siebie jej uwagę? Tracę rozsądek. Lecz jeszcze wahał się i dopiero około drugiej po południu, gdy Rzecki z powodu święta kazał już sklep zamykać, Wokulski wziął z kasy dwadzieścia pięć półimperiałów i poszedł w stronę kościoła. Nie wszedł tam jednak od razu. Coś go zatrzymywało.

Kościół pogrążony był w ciemności, której nie mógł rozproszyć blask kilkunastu świec płonących w srebrnych kandelabrach. Tu i ówdzie, na posadce świątyni, widać było niewyraźne cienie ludzi leżących krzyżem albo zgiętych ku ziemi, jakby kryli się ze swoją pobożnością pełną pokory. Patrząc na te ciała nieruchome, można było myśleć, że na chwilę opuściły je dusze i uciekły do jakiegoś lepszego świata. Rozumiem teraz, pomyślał Wokulski, dlaczego odwiedzanie kościołów umacnia wiarę. Tu wszystko urządzone jest tak, że przypomina wieczność.

Od pogrążonych w modlitwie cieniów wzrok jego pobiegł ku światłu. I zobaczył w różnych punktach świątyni stoły okryte dywanami, na nich tace pełne bankocetli, srebra i złota, a dokoła nich damy siedzące na wygodnych fotelach, odziane w jedwab, pióra i aksamity, otoczone wesołą młodzieżą. Najpobożniejsze pukały na przechodniów, wszystkie rozmawiały i bawiły się jak na raucie. Zdawało się Wokulskiemu, że w tej chwili widzi przed sobą trzy światy. Jeden, dawno już zszedł z ziemi, który modlił się i dźwigał na chwałę Boga potężne gmachy.

Drugi ubogi i pokorny, który umiał modlić się, lecz wzniósł tylko lepianki. I ten trzeci, Który dla siebie murował pałace, ale już zapomniał o modlitwie i z domów bożych zrobił miejsce schadzek. Jak niefrasobliwe ptaki, które budują gniazda i zawodzą pieśni na grobach poległych bohaterów. A czymże ja jestem zarówno obcy im wszystkim? Może jesteś okiem żelaznego przetaka, w który rzucę ich wszystkich, aby oddzielić stęchłe plewy od ziarna? – odpowiedział mu jakiś głos. Wokulski obejrzał się.

Przewidzenie chorej wyobraźni. Jednocześnie przy czwartym stole w głębi kościoła spostrzegł hrabinę Karolową i pannę Izabelę. Obie również siedziały nad tacą z pieniędzmi i trzymały w rękach książki, zapewne do nabożeństwa. Za krzesłem hrabiny stał służący w czarnej liberii. Wokulski poszedł ku nim, potrącając klęczących i omijając inne stoły, przy których pukano na niego za wzięcie. Zbliżył się do tacy i ukłoniwszy się hrabinie, położył swój rulon imperiałów. Boże, pomyślał, jak ja głupio muszę wyglądać z tymi pieniędzmi.

Hrabina odłożyła książkę. Witam cię, panie Wokulski, rzekła. Wiesz, myślałam, że już nie przyjdziesz i powiem ci, że nawet było mi trochę przykro. Mówiłam cioci, że przyjdzie. I do tego z workiem złota. Odezwała się po angielsku panna Izabela. Hrabinie wystąpił na czoło rumieniec i gęsty pot. Zlękła się słów siostrzenicy przypuszczając, że Wokulski rozumie po angielsku. — Proszę cię, panie Wokulski — rzekła prędko — siądź tu na chwilę, bo delegowany nas opuścił. Pozwolisz, że ułożę twoje imperiały na wierzchu dla zawstydzenia tych panów, którzy wolą wydawać pieniądze na szampana.

— Ależ niech się ciocia uspokoi — wtrąciła panna Izabela znowu po angielsku. — On z pewnością nie rozumie. Tym razem i Wokulski zarumienił się. – Proszę cię, Belu – rzekła hrabina tonem uroczystym. – Pan Wokulski, który tak hojną ofiarę złożył na naszą ochronę, słyszałam – odpowiedziała panna Izabela po polsku na znak powitania, przymykając powieki. Pani hrabina, rzekł trochę żartobliwie Wokulski, chce mnie pozbawić zasługi w życiu przyszłym, chwaląc postępki, które zresztą mogłem spełniać w widokach zysku. Domyślam się tego, szepnęła panna Izabela po angielsku.

Hrabina o mało nie zemdlała, czując, że Wokulski musi domyślać się znaczenia słów jej siostrzenicy, choćby nie znał żadnego języka. Możesz, panie Wokulski? Rzekła z gorączkowym pośpiechem, możesz łatwo zdobyć sobie zasługę w życiu przyszłym, choćby przebaczając urazy. Zawsze je przebaczam. Odparł nieco zdziwiony. Pozwól sobie powiedzieć, że nie zawsze, ciągnęła pani hrabina, jestem stara kobieta i twoja przyjaciółka, panie Wokulski, dodała z naciskiem, więc zrobisz mi pewne ustępstwo. Czekam na rozkazy pani, Onegdaj dałeś dymisję jednemu z twoich urzędników, niejakiemu Mraczewskiemu.

– Za cóż to? – nagle odezwała się panna Izabela. – Nie wiem – rzekła hrabina. – Podobno chodziło o różnicę przekonań politycznych czy coś w tym guście. – Więc ten młody człowiek ma przekonania? – zawołała panna Izabela. To ciekawe. Powiedziała to w sposób tak zabawny, że Wokulski poczuł, jak ustępuje mu z serca niechęć do Mraczewskiego. Nie o przekonania chodziło, pani hrabino, odezwał się. Ale o nietaktowne uwagi o osobach, które odwiedzają nasz magazyn. Może te osoby same postępują nietaktownie? Wtrąciła panna Izabela. Im wolno, one za to płacą, odpowiedział spokojnie Wokulski.

Na mnie. Silny rumieniec wstąpił na twarz panny Izabeli. Wzięła książkę i zaczęła czytać. Ale swoją drogą dasz się ubłagać, panie Wokulski? rzekła hrabina. Znam matkę tego chłopca i wierz mi, że przykro patrzeć na jej rozpacz. Wokulski zamyślił się. Dobrze, odpowiedział. Dam mu posadę, ale w Moskwie. A jego biedna matka? Zapytała hrabina tonem proszącym. — Więc podwyższe mu odwieźcie o trzysta rubli pensję. — Odparł. W tej chwili zbliżyło się do stołu kilkoro dzieci, którym hrabina zaczęła rozdawać obrazki. Wokulski wstał z fotelu i, aby nie przeszkadzać pobożnym zajęciom, przeszedł na stronę panny Izabeli.

Panna Izabela podniosła oczy od książki i dziwnym wzrokiem patrząc na Wokulskiego spytała. Pan nigdy nie cofa swoich postanowień? Nie, odpowiedział, ale w tej chwili spuścił oczy. A gdybym poprosiła za tym młodym człowiekiem? Wokulski spojrzał na nią zdumiony. W takim razie odpowiedziałbym, że pan Mraczewski stracił pracę, ponieważ niestosownie odzywał się o osobach, które zaszczyciły go trochę łaskawszym tonem w rozmowie. Jeżeli jednak pani każe... Teraz panna Izabela spuściła oczy, zmieszana w wysokim stopniu. A wszystko mi jedno w rezultacie, gdzie się osiedli ten młody człowiek.

Niech jedzie i do Moskwy. Tam też pojedzie, odparł Wokulski. Moje uszanowanie, panią, dodał kłaniając się. Hrabina podała mu rękę. Dziękuję ci, panie Wokulski, za pamięć i proszę, ażebyś przyszedł do mnie naświęcona. Bardzo cię proszę, panie Wokulski, dodała z naciskiem. Nagle spostrzegłszy jakiś ruch na środku kościoła, zwróciła się do służącego. Idźże, mój Xawery, do pani prezesowej i proś, ażeby nam pozwoliła swego powozu. Powiedz, że nam koń zachorował. — Na kiedy jaśnie, panie rozkaże? — spytał służący. — Tak za półtorej godziny.

Prawda, Bellu, że nie posiedzimy tu dłużej? Służący podszedł do stołu przy drzwiach. – Więc do jutra, panie Wokulski – rzekła hrabina. – Spotkasz u mnie wielu znajomych, będzie kilku panów z Towarzystwa Dobroczynności. – Aha – pomyślał Wokulski, żegnając hrabinę. Czuł dla niej w tej chwili taką wdzięczność, że na jej ochronę oddałby połowę majątku. Panna Izabela z daleka kiwnęła mu głową i znowu spojrzała w sposób, który wydał mu się bardzo niezwykłym. A gdy Wokulski zniknął w cieniach kościoła, rzekła do hrabiny. – Cioteczka kokietuje tego pana? Ej, ciociu, to zaczyna być podejrzane.

Twój ojciec ma słuszność, odparła hrabina. Ten człowiek może być użyteczny. Zresztą za granicą podobne stosunki należą do dobrego tonu. A jeżeli te stosunki przewrócą mu w głowie? spytała panna Izabela. W takim razie dowiódłby, że ma słabą głowę – odpowiedziała krótko hrabina, biorąc się do książki nabożnej. Wokulski nie opuścił kościoła, ale w pobliżu drzwi skręcił w boczną nawę. Tuż przy grobie Chrystusa, naprzeciw stolika hrabiny, stał w kącie pusty konfesjonał. Wokulski wszedł do niego, przymknął drzwiczki i niewidzialny przypatrywał się pannie Izabeli.

Trzymała w ręku książkę, spoglądając od czasu do czasu na drzwi kościelne. Na twarzy jej malowało się zmęczenie i nudy. Czasami do stolika zbliżały się dzieci po obrazki. Panna Izabela niektórym podawała je sama z takim ruchem, jakby chciała powiedzieć – ach, kiedyż się to skończy? I to wszystko robi się nie przez pobożność ani przez miłość do dzieci, ale dla rozgłosu i w celu wyjścia za mąż. Pomyślał Wokulski. — No i ja także — dodał. — Nie mało robię dla reklamy i ożenienia się. Świat ładnie urządzony. Zamiast po prostu pytać się, kochasz mnie czy nie kochasz, albo chcesz mnie czy nie chcesz, ja wyrzucam setki rubli, a ona kilka godzin nudzi się na wystawie i udaje pobożną.

Niektórzy czołgali się do krucyfiksu na podłodze i ucałowawszy go kładli na tacy drobne pieniądze wydobyte z chustki do nosa. W głębi kaplicy w powodzi światła leżał biały Chrystus otoczony kwiatami. Zdawało się Wokulskiemu, że pod wpływem migotliwych płomyków Twarz jego ożywiała się, przybierając wyraz groźby albo litości i łaski. Kiedy pozytywka wygrywała łucję z lamermuru, albo kiedy ze środka kościoła doleciał stukot pieniędzy i francuskie wykrzykniki, Oblicze Chrystusa ciemniało, ale kiedy do krucyfiksu zbliżył się jaki biedak i opowiadał ukrzyżowanemu swoje strapienia, Chrystus otwierał martwe usta i w szmerze fontanny powtarzał błogosławieństwa i obietnice.

Błogosławieni cisi, błogosławieni smutni. Do tacy podeszła młoda, uróżowana dziewczyna. Położyła srebrną czterdziestówkę, ale nie śmiała dotknąć krzyża. Klęczący obok z niechęcią patrzyli na jej aksamitny kaftanik i jaskrawy kapelusz. Ale gdy Chrystus szepnął, kto z was jest bez grzechu, niech rzuci na nią kamieniem, padła na posadzkę i ucałowała jego nogi jak niegdyś Maria Magdalena. Błogosławieni, którzy łakną sprawiedliwości, błogosławieni, którzy płaczą. Z głębokim wzruszeniem przypatrywał się Wokulski pogrążonemu w kościelnym mroku tłumowi,

Pośle syn człowieczy anioły swoje, a oni zbiorą wszystkie zgorszenia i tych, którzy nieprawość czynią, jako zbiera się konkol i pali się go ogniem. Machinalnie spojrzą na środek kościoła. Przy bliższym stoliku hrabina drzemała, a panna Izabela ziewała. Przy dalszym trzy nieznane mu damy zaśmiewały się z opowiadań jakiegoś wykwintnego młodzieńca. Inny świat, inny świat, myślał Wokulski. Co za fatalność popycha mnie w tamtą stronę.

W tej chwili tuż obok konfesjonału stanęła, a potem uklękła osoba młoda, ubrana bardzo starannie, z małą dziewczynką. Wokulski przypatrzył się jej i dostrzegł, że jest niezwykle piękna. Uderzył go nade wszystko wyraz jej twarzy, jakby do tego grobu przyszła nie z modlitwą, ale z zapytaniem i skargą. Przeżegnała się, Lecz zobaczywszy tacę, wydobyła woreczek z pieniędzmi. – Idź, Helusiu – rzekła półgłosem do dziecka. – Połóż to na tacę i pocałuj Pana Jezusa. – Gdzie proszę mamę pocałować? – W rączkę i w nóżkę. – I w buzię? – W buzię nie można. – Ech, co tam!

Więc mów za mną. Zdrowaś Maria. Śmierci naszej amen. Dokończyła dziewczynka. A z czego robią się sztuczne ptaszki? Heluniu. – Bądź cicho, bo nigdy cię nie pocałuję – szepnęła strapiona matka. – Masz tu książkę i oglądaj obrazki, jak Pan Jezus był męczony. Dziewczynka usiadła z książką na stopniach konfesjonału i ucichła. Co to za miła dziecina, myślał Wokulski. Gdyby była moja, zdaje się, że odzyskałbym równowagę umysłu, którą dziś tracę z dnia na dzień. I matka prześliczna kobieta. Jakie włosy, profil oczy. Prosi Boga, żeby z martwych wstało ich szczęście.

Dlaczego wzniosłe obietnice Chrystusa nie mają być spełnione choćby przez takich jak ja niedowiarków, Skoro pobożni zajmują się czym innym. W tej chwili Wokulskiemu zrobiło się gorąco. Do stolika hrabiny zbliżył się elegancki młodzieniec i coś położył na tacy. Na jego widok panna Izabela zarumieniła się i oczy jej nabrały tego dziwnego wyrazu, który zawsze tak zastanawiał Wokulskiego. Na wezwanie hrabiny elegant siadł na tym samym fotelu, który niedawno zajmował Wokulski i zawiązała się żywa rozmowa. Wokulski nie słyszał jej treści, tylko czuł, że w mózgu wypala mu się obraz tego towarzystwa.

Prawda, że panna na wydaniu musi mieć kilku albo kilkunastu wielbicieli i wabić wszystkich, ażeby sprzedać się najwięcej oferującemu. Przyszedł delegowany. Hrabina podniosła się z fotelu. To samo zrobiła panna Izabela i przystojny młodzieniec i wszyscy troje z wielkim szelestem poszli ku drzwiom, zatrzymując się przy innych stolikach. Każdy z asystującej tam młodzieży gorąco witał pannę Izabelę, a ona każdego obdarzała tymi samymi, zupełnie tymi samymi spojrzeniami, które Wokulskiemu zachwiały rozum. Wreszcie wszystko ucichło.

Hrabina i panna Izabela opuściły kościół. Wokulski ocknął się i spojrzał bliżej siebie. Pięknej pani z dzieckiem już nie było. Jaka szkoda. Szepnął i uczuł lekkie ściśnięcie serca. Natomiast obok krzyża leżącego na ziemi, wciąż klęczała młoda dziewczyna w aksamitnym kaftaniku i jaskrawym kapeluszu. Gdy zwróciła oczy na oświetlony grób, jej także błysnęło coś na wyróżowanych policzkach. Jeszcze raz ucałowała nogi Chrystusowi, ciężko podniosła się i wyszła. Błogosławieni, którzy płaczą, niechże przynajmniej Tobie zmarły Chrystus dotrzyma obietnicy, pomyślał Wokulski i wyszedł za nią.

Trzeba być kompletnym błaznem, żeby robić coś podobnego, pomyślał Wokulski, idąc w stronę sklepu. Mniejsza o skandal, ale co u diabła za projekta? Snują mi się po łbie. Apostolstwo? Szczyt głupoty. Wreszcie wszystko mi jedno, jestem tylko wykonawcą cudzej woli. Wszedł w bramę domu, w którym znajdował się sklep i skręcił do pokoju Rzeckiego, a za nim dziewczyna. Pan Ignacy był u siebie i zobaczywszy szczególną parę, rozłożył ręce z podziwu. – Czy możesz wyjść na kilka minut? – zapytał go Wokulski. Pan Ignacy nie odpowiedział nic. Wziął klucz od tylnych drzwi sklepu i opuścił pokój.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.