Mentionsy Mentionsy
Kartkując mikrofon
Kartkując mikrofon

Lalka rozdz. 9

24.07.2023 ·1 godz 19 min

Z lekkim poślizgiem, ale jest rozdział 9! Jeśli podoba Ci się to co robię, możesz postawić mi kawę buycoffee.to/cierpkawisnia, lub zostać moim patronem patronite.pl/cierpkawisnia

Dokąd oni wydzierali się? Do innego, podobno wyższego świata. A jeżeli morskie przepływy dowodzą, że Księżyc nie jest złudnym blaskiem, tylko realną rzeczywistością, dlaczego te dziwne budynki nie miałyby stwierdzać rzeczywistości innego świata? Czyliż on słabiej pociąga za sobą dusze ludzkie, Wszedł do kościoła i zaraz na wstępie znowu uderzył go nowy widok. Kilka żebraczek i żebraków błagało o jałmużnę, którą Bóg zwróci litościwym w życiu przyszłym. Jedni z pobożnych całowali nogi Chrystusa umęczonego przez państwo rzymskie, inni w progu, upadłszy na kolana, wznosili do góry ręce i oczy, jakby zapatrzeni w nadziemską wizję.

Od pogrążonych w modlitwie cieniów wzrok jego pobiegł ku światłu. I zobaczył w różnych punktach świątyni stoły okryte dywanami, na nich tace pełne bankocetli, srebra i złota, a dokoła nich damy siedzące na wygodnych fotelach, odziane w jedwab, pióra i aksamity, otoczone wesołą młodzieżą. Najpobożniejsze pukały na przechodniów, wszystkie rozmawiały i bawiły się jak na raucie. Zdawało się Wokulskiemu, że w tej chwili widzi przed sobą trzy światy. Jeden, dawno już zszedł z ziemi, który modlił się i dźwigał na chwałę Boga potężne gmachy.

Przewidzenie chorej wyobraźni. Jednocześnie przy czwartym stole w głębi kościoła spostrzegł hrabinę Karolową i pannę Izabelę. Obie również siedziały nad tacą z pieniędzmi i trzymały w rękach książki, zapewne do nabożeństwa. Za krzesłem hrabiny stał służący w czarnej liberii. Wokulski poszedł ku nim, potrącając klęczących i omijając inne stoły, przy których pukano na niego za wzięcie. Zbliżył się do tacy i ukłoniwszy się hrabinie, położył swój rulon imperiałów. Boże, pomyślał, jak ja głupio muszę wyglądać z tymi pieniędzmi.

Więc mów za mną. Zdrowaś Maria. Śmierci naszej amen. Dokończyła dziewczynka. A z czego robią się sztuczne ptaszki? Heluniu. – Bądź cicho, bo nigdy cię nie pocałuję – szepnęła strapiona matka. – Masz tu książkę i oglądaj obrazki, jak Pan Jezus był męczony. Dziewczynka usiadła z książką na stopniach konfesjonału i ucichła. Co to za miła dziecina, myślał Wokulski. Gdyby była moja, zdaje się, że odzyskałbym równowagę umysłu, którą dziś tracę z dnia na dzień. I matka prześliczna kobieta. Jakie włosy, profil oczy. Prosi Boga, żeby z martwych wstało ich szczęście.

Piękna i nieszczęśliwa. Musi być wydową. Ot, gdybym ją był spotkał rok temu. I jest, że tu ład na świecie, o krok od siebie staje dwoje ludzi nieszczęśliwych. Jedno szuka miłości i rodziny, drugie może walczy z biedą i brakiem opieki. Każde znalazłoby w drugim to, czego potrzebuje, no i nie zejdą się. Jedno przychodzi błagać Boga o miłosierdzie, drugie wyrzuca pieniądze dla stosunków. Kto wie, czy paręset rubli nie byłoby dla tej kobiety szczęściem. Ale ona ich nie dostanie. Bóg w tych czasach nie słucha modlitwy uciśnionych. A gdyby jednak dowiedzieć się, kim ona jest, może bym potrafił jej dopomóc.

Myślałam, że się trochę rozerwę. Gdzie tam? Co wspominała o starej, to aż mi łzy pociekły ze złości. Zaczęłam prosić Pana Boga, ażeby albo starą choroba zatłukła, albo żebym ja od niej wyszła. I widać Bóg wysłuchał, kiedy ten Pan chce mnie zabrać. Wokulski siedział bez ruchu. Wreszcie zapytał. Ile masz lat? Mówi się, że szesnaście, ale naprawdę mam dziewiętnaście. Chcesz stamtąd wyjść? A, choćby do piekła. Już mi tak dokuczyli, ale cóż... Pewnie nic z tego nie będzie. Wyjdę dziś, to po świętach sprowadzą mnie i zapłacą jak wtedy w karnawale, co później tydzień leżała.

Pan Łęcki wziął go pod rękę i w sposób bardzo uroczysty wprowadził do pierwszego salonu, gdzie byli sami mężczyźni. Widzisz pan, hrabia, zaczął pan Tomasz. Znam, odparł Wokulski, a w duchu dodał, winien mi ze trzysta rubli. — Bankier — objaśniał dalej pan Tomasz, ale nim powiedział nazwisko, bankier sam zbliżył się do nich i przywitawszy Wokulskiego rzekł. — Bój się, pan Boga, z Paryża ogromie ekscytują nas o te bulwary. Czy im pan odpowiedziałeś? — Pierwej chciałem porozumieć się z panem — odparł Wokulski. Więc zejdziemy się gdzie?

Rzekła hrabina. — Nagadajcie się, bo ja muszę wracać. — Dziękuję ci, Joasiu — odpowiedziała prezesowa. — Siądźże, proszę cię — zwróciła się do Wokulskiego, a gdy zostali sami, dodała — Nawet nie wiesz, ile obudziłeś we mnie wspomnień. Teraz dopiero Wokulski spostrzegł, że między tą damą a jego stryjem musiał istnieć jakiś niezwykły stosunek. Opanowało go niespokojne zdumienie. Dzięki Bogu, pomyślał, że jestem legalnym dzieckiem moich rodziców. Proszę cię, zaczęła prezesowa. Mówisz, że stryj twój umarł. Gdzieżże on biedak pochowany?

Ale co? Nie było mu wiadome. Niepokój jego wzrastał. Na próżno szukał panny Izabeli. Chyba jest dalej. Szepnął strwogą, idąc do ostatniego salonu. Tu pochwycił go pan Łęcki z oznakami niebywałej tkliwości. Już pan wychodzisz? Więc do widzenia, drogi panie. Poświętał u mnie pierwsza sesja i w imię Boże zaczynamy. Nie ma jej, myślał Wokulski, żegnając się z panem Tomaszem. Ale wiesz pan, szepnął Łęcki, zrobiłeś szalony efekt. Hrabina nie posiada się z radości. Książę mówi tylko o tobie, a jeszcze ten wypadek z prezesową.

Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.