Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 73. Grób familijny

27.07.2025 ·19 min 18 s

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

Wewnątrz dzielił się na dwie części. Jedna przeznaczona była dla familii Saumerand, druga dla Wilfortów. Każda z sal miała osobne wejście. Tam można było dać woli upust rozpaczy, porozmyślać, wypłakać się i pomodlić, nie ryzykując, że przeszkodzą w tym swawolni spacerowicze, którzy traktując Père Lachaise jako znakomite miejsce na wycieczkę za miasto lub miłosne randewu, śpiewają, pokrzykują i uganiają się za sobą. Obie trumny wniesiono do komory Familii de Saint-Méran, po prawej stronie, i ustawiono na podpórkach. Do środka wszedł jedynie Wilfort, Franz i kilkoro bliskich krewnych. Nabożeństwo zostało spełnione wcześniej, u wrót.

Nikt nie miał wygłaszać mowy pogrzebowej i żałobnicy zaczęli się rozchodzić. Chateau Renaud, Albert i Morel poszli w jedną stronę, a Dibray i Béchamp w drugą. Franz został z panem de Villefort przy bramie cmentarza. Morel zatrzymał się więc pod lada pretekstem. Zobaczył, jak Franz i pan de Villefort wsiadają do jednego powozu, wynosząc z tego złą wróżbę. Wrócił do Paryża, a choć jechał w powozie z Chateau Renaudem i Albertem, nie pojął ani słowa z ich rozmowy. Wilfory Frans udali się na przedmieście Saint-Honor. Prokurator Królewski nie wstąpił do nikogo. Nie przemówił ani do żony, ani do córki. Zaprowadził Fransa do gabinetu i wskazał mu krzesło.

Czekam więc tu na pana. Za pół godziny Valentin będzie gotowa. Franz pożegnał się i wyszedł. Zaledwie zamknęła się za nim brama, Wilford kazał uprzedzić Valentin, że ma zejść do salonu za pół godziny, gdzie będzie czekał na nią notariusz i świadkowie pana de Pinney. Tak niespodziewana wiadomość sprawiła ogromne wrażenie w całym domu. Pani de Wilford nie chciała wierzyć własnym uszom, a Valentin uderzył jakby grom z jasnego nieba. Chciała pobiec do dziadka, ale na schodach natknęła się na pana de Vilfort, który wziął ją za rękę i zaprowadził do salonu. W przedpokoju zobaczyła Barois i rzuciła się na niego z rozpaczliwym spojrzeniem. Po chwili do salonu przyszła pani de Villefort z Edwardkiem. Widać było, że również brała udział w rodzinnym smutku.

Tak, rzekł Wilford, ale muszę też uprzedzić pana Depiney, że póki żyję, nie pozwolę na obalenie testamentu. Moje stanowisko nie pozwala nawet na cień skandalu. Przykro mi, odezwał się Franz. Poruszamy podobną kwestię przy pannie Valentin. Nigdy nie dowiadywałem się o jej majątek, który nawet jeśli jest uszczyplony, zawsze będzie większy od mojego. Rodzina moja starała się o alianc z państwem de Villefort ze względu na znaczenie, a ja starałem się myśląc o szczęściu. Valentin podziękowała Franzowi niemal niedostrzegalnym gestem i ciche łzy spłynęły jej po policzkach. Zresztą, drogi panie, rzekł pan de Villefort, zwracając się do przyszłego zięcia, Ten nieoczekiwany testament, zawodząc tylko nadzieje natury finansowej, nie ma w sobie nic takiego, co mogłoby urazić pana osobiście.

– Valentin – rzekł Vilfort – idź i dowiedz się, proszę, co to za nowa fantazja strzeliła do głowy dziadkowi. Valentin szybko podeszła do drzwi, ale pan de Vilfort rozmyślił się. – Poczekaj, pójdę z tobą. – Przepraszam. Zwrócił się do niego Franz. Ale ponieważ pan Nortier chce się widzieć ze mną, to przede wszystkim ja powinienem do niego pójść. Zresztą będę szczęśliwy, mogąc mu złożyć uszanowanie, bo dotąd nie miałem tego zaszczytu. Ależ mój Boże! Zaprotestował Wilfor z widocznym niepokojem. Niech pan sobie nie zadaje trudu. Przepraszam pana, odparł stanowczo Franz, ale nie chcę przepuścić okazji, dzięki której przekonam pana Nortrier, że niesłusznie powziął ku mnie niechęć.

Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.