Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 53. Hossa i bessa

27.07.2025 ·22 min 41 s

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

53. Hossa i bessa. W kilka dni po tym spotkaniu Albert de Morserve odwiedził hrabiego de Monte Christo w domu na Polach Elizejskich. Właściwie dom ów stał się już pałacem, hrabia bowiem dzięki ogromnym środkom, jakimi dysponował, nadawał taki wygląd wszystkim miejscom, gdzie zamieszkiwał choćby przez krótki czas. Albert przybył przekazać ponowne podziękowanie pani Danglare, która zdążyła już wyrazić w liście podpisanym baronowa Danglare z domu Herminia de Salvié. Albertowi towarzyszył Lucien Dibray. Do słów przyjaciela dodał kilka uprzejmości, a choć nie przemawiał oficjalnie, hrabia z właściwą dla siebie spostrzegawczością domyślał się, kto naprawdę za nim stoi.

— zapytał Monte Christo Alberta. — O tak, wszak mówiłem panu hrabiemu. A więc te projekty są nadal aktualne? — Bardziej niż kiedykolwiek — rzekł Lucjan. — To jest już ułożone? I sądząc niewątpliwie, że tych kilka słów wtrąconych do rozmowy pozwoli mu już się z niej wyłączyć, włożył Szyl kretowy monokl do oka i gryząc złotą gałkę laseczki, zaczął obchodzić pokój i przypatrywać się broń i obrazom. – Aha! – zdziwił się Monte Christo. – Ale sądząc z tego, co pan mówił, nie przypuszczałem, że tak szybko do tego dojdzie. – A co w tym dziwnego? Sprawy jakoś się toczą, a my ani się tego nie domyślamy.

Bardzo ładna albo raczej bardzo piękna, odpowiedział Albert, ale ja nie mogę się poznać na tej jej urodzie. Nie jestem jej godzien. — Mówisz tak, jakbyś już był jej mężem. — Być może — odpowiedział Albert, rozglądając się, aby zobaczyć, co robi Lucjan. — Wie pan, — rzekł Monte Christo, zniżając głos, — nie widzę, abyś się pan palił do tego małżeństwa. — Pan Eugenia jest dla mnie za bogata i to mnie przeraża. — To ciekawy powód. Czyż pan sam nie jesteś bogaty? Mój ojciec ma jakieś pięćdziesiąt tysięcy livrów renty, a gdy mnie ożeni, da mi pewnie ze dwanaście tysięcy. No, prawda, to skromnie, zwłaszcza jak na Paryż.

No tak, rzekł Albert, ale wtedy sprawię matce przykrość. No to nie żeń się z nią. Zobaczę jeszcze, pomyślę. Pan hrabio, nie odmówisz mi rady, prawda? A jeżeli to możliwe, wyciągnie mnie Pan z tego kłopotu. O, żeby nie sprawić przykrości mojej wspaniałej mamie, mógłbym poróżnić się z ojcem. Monte Christo odwrócił się. Rzekłbyś, że go to wzruszyło. Ej, co ty robisz? Szkic według Pusina? – zwrócił się Alberto di Brea, który siedział w głębokim fotelu na końcu salonu z ołówkiem w prawej ręce, a notesem w lewej. A ja? Odparł spokojnie szkic. Nie, zbyt lubię malarstwo. Nie, nie, zajmuję się czymś przeciwstawnym do malarstwa.

Ale mówiłeś pan o Haiti? Zagadnął Monte Christo. O, Haiti to rzecz całkiem inna. Haiti we francuskich spekulacjach giełdowych jest jak Ecarté. Można lubić Boulot, cenić grę Vista, szaleć za Bostonem, a przecież z czasem znużyć się nimi. Ale zawsze po tych grach Wrócimy do EKRT, bo to jest jak przystawka. Otóż pan Danglar sprzedał wczoraj po 406 i schował do kieszeni 300 tysięcy. Dzisiaj papiery spadły do 205. Gdyby czekał do dziś, straciłby 25 tysięcy. A dlaczego te papiery spadły tak bardzo? spytał Monte Christo. Przepraszam, ale jestem zupełnym ignorantem, jeśli chodzi o intrygi giełdowe.

Ludzie, jakoby dobrze poinformowani, nie mają racji utrzymując, że widziano jak król Henryk IV odwiedził wczoraj Gabrielę. Wieść ta jest absolutnie nieprawdziwa. Król Henryk IV nie opuścił Połneew. Lucjan roześmiał się nieszczerze. Monte Christo obojętny na pozór nie stracił ani słowa z całej tej rozmowy, a jego przenikliwy wzrok wyczytał nawet w zakłopotaniu sekretarza jakąś tajemnicę. Albert wcale nie dostrzegał zakłopotania Lucjana, a jednak właśnie przez nie Lucjan zabawił u hrabiego krócej niż zamierzał. Wyraźnie czuł się nieswojo. Hrabia, odprowadzając go do drzwi, szepnął mu kilka słów do ucha, na które Lucjan odpowiedział. – Jak najchętniej, panie hrabio, zgadzam się.

Mówisz Pan, że chciałbyś, aby moja matka myślała o Panu ciepło, ależ ona ma na Pana temat same ciepłe myśli. Tak Pan sądzisz? spytał Monte Christo z zaciekawieniem. Ależ jestem tego pewien. Po pana wizycie u nas rozmawialiśmy przez godzinę tylko o panu. Wrócę jednak do tego, o czym mówiliśmy. A więc gdy mama dowiedziała się o tym dowodzie delikatności z pana strony, a spróbuję jej o tym napomknąć, jestem przekonany, że byłaby panu za to nieskończenie wdzięczna. Choć ojciec byłby na pewno wściekły. Hrabia roześmiał się. — Aha, więc uprzedziłem pana — rzekł. — Ale zdaje mi się, że nie tylko pański ojciec będzie wściekły. Państwo Danglarsowie uznają, że jestem bardzo źle wychowany.

Monte Christo drgnął. — O, na pewno pan tak nie myśli — rzekł. — Zresztą przybywa oto mój dowód. Wszedł Baptysta i stanął przy drzwiach z miną oczekującą. — Nie wiedziałem, że pan dziś do mnie przyjedzie, prawda? — No do licha. Jest pan człowiekiem tak nadzwyczajnym, że nie ręczym był za to. Ale za to z pewnością nie mogłem przewidzieć, że zaprosi mnie pan na obiad. No tak, to raczej prawdopodobne. A więc słuchaj, Baptysto. Co ci powiedziałem dziś rano, kiedy cię wezwałem do gabinetu? Abym po piątej nie wpuszczał już nikogo do pana hrabiego, odpowiedział służący. A następnie? Och, panie hrabio, wtrącił Albert. Nie, nie. Chcę koniecznie pozbyć się tej aureoli tajemnicy, jaką mi pan stworzył.

— Wszystko jest możliwe — odparł poważnie Monte Christo. Pożegnał się z Albertem, wrócił do siebie i zadzwonił trzy razy. Zjawił się Bertuccio. — Panie Bertuccio — rzekł hrabia — wiesz pan, że w sobotę będę miał gości w Othel. Bertuccio zadrżał lekko. — Dobrze, panie hrabio — rzekł. — I do pana będzie należało przygotowanie wszystkiego jak należy. Dom jest piękny, a przynajmniej może być piękny. Trzeba by wszystko w nim zmienić, panie hrabio. Obicia są już bardzo stare. To zmień wszystko, ale nie dotykaj jednego pokoju, sypialni wybitej czerwonym adamaszkiem. Zostaw ją bezwzględnie w takim stanie, jak jest. Bertuccio skłonił się. Ogrodu też nie wolno ruszać, ale na dziedzińcu możesz zrobić wszystko, co ci się podoba.

Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.