Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 113. Peppino

27.07.2025 ·24 min 17 s

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

Jedna ręka na biodrze, druga wdzięcznie wygięta nad głową, palce zanurzone we włosach. Do uliczników dołączyła się zgraja pięćdziesięciu gapiów, od których aż roi się w państwie kościelnym. Takich, co to zabawiają się przeważnie pluciem do Tybru z Mostu Świętego Anioła. No, jeśli akurat w Tybrze jest woda. Ponieważ rzymscy ulicznicy i gapie, szczęśliwsi od tych z Paryża, rozumieją wszystkie języki, a już na pewno język francuski, dowiedzieli się, że podróżny zażądał apartamentu, obiadu i spytał też o adres firmy Thompson & French. W rezultacie, gdy podróżny wyszedł z hotelu w towarzystwie obowiązkowego tutaj Cicerone, od grupy ciekawskich oderwał się pewien człowiek i podążył za nimi w niewielkiej odległości, śledząc ich tak zręcznie, jakby to zrobił agent paryskiej policji.

Nie zauważył go ani podróżny, ani Cicerone. Francuz tak się spieszył do banku Thomson i French, że nawet nie poczekał, aż do powozu hotelowego zostaną zaprzegnięte konie. Kareta miała dogonić ich w drodze lub poczekać przed bramą banku. Ostatecznie dotarli na miejsce pieszo. Francuz wszedł, pozostawiając przewodnika w przedsionku. Cicerone natychmiast wdał się w rozmowę z paroma podobnymi sobie wolnymi strzelcami, którzy jako ludzie tysiąca przemysłów wystają w Rzymie przed bankami, kościołami, ruinami, muzeami i teatrami. Tuż za Francurzem wszedł także ów człowiek, który odłączył się od tłumu ciekawskich. A gdy Francuz zadzwonił do biura i wszedł do pierwszego pokoju, jego cień podążył za nim.

Gdy drzwi się otwarły, jeden pisał, drugi się modlił. Ukazał się rozpromieniony danglar. Bankier odprowadził go aż do drzwi. Za Danglarsem wymknął się też i Peppino. Zgodnie z umową, pojazd czekał na Danglarsa przed bankiem. Cicerone przytrzymywał otwarte drzwiczki. Cicerone to istota bardzo usłużna, którą można zatrudnić do wszystkiego. Danglar wskoczył do powozu, lekko niczym dwudziestoletni młodzieniec. Cicerone zatrzasnął drzwiczki i usiadł obok Stangretta. Peppino usadowił się w tyle powozu. — Jego ekscelencja życzy sobie zobaczyć katedrę św. Piotra? — spytał Cicelone. — A po jakiego diabła? — zdziwił się baron. — No, żeby obejrzeć. — Nie przyjechałem do Rzymu po to, żeby oglądać — zawołał baron.

I mruknął do siebie z pełnym chciwości uśmiechem. — Przyjechałem po pieniążki. I dotknął pugila resu. — To gdzie jego ekscelencja pragnie jechać? Do hotelu. — Casa Pastrini — rzekł Cicerone do Stangretta. I powóz ruszył tak szybko, jak najlżejszy faeton. Dziesięć minut później Baron był już w swoim apartamencie, a Peppino usadowił się na ławce obok wejścia do hotelu, szepnąwszy wcześniej parę słów na ucho jednemu z potomków Mariusza i Grakków, o których wspomnieliśmy na początku tego rozdziału. Dzieciak pobiegł co sił w nogach w stronę kapitolu. Danglar był zmęczony i senny. Położył się, włożył pugilares pod poduszkę i zasnął. Peppino zaś miał trochę czasu do stracenia.

Zagrał więc w morrę z tragarzami. Przegrał trzy talary i, aby się pocieszyć, opróżnił butelkę Orvieto. Następnego dnia Danglaro budził się późno, choć spać poszedł wcześnie. Przez pięć czy sześć ostatnich nocy bardzo źle sypiał, jeśli w ogóle już spał. Zjadł obfite śniadanie i niezbyt, jak sam mówił, zainteresowany cudami wiecznego miasta, zamówił karetę pocztową na dwunastą. Nie wziął jednak pod uwagę w swoich okolicznościach formalności, jakich trzeba było dopełnić na policji, ani lenistwa poczmistrza. Konie przybyły dopiero na drugą, a Cicerone dostarczył mu paszport z wizą dopiero o trzeciej. Wszystkie te przygotowania ściągnęły przed drzwi imć Pastriniego tłumek gapiów.

Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.