Łukasz Długowski – mikrowyprawa jako sposób na życie
Nie trzeba lecieć na koniec świata, żeby coś się wydarzyło. Łukasz zabiera nas tam, gdzie często patrzymy, ale nie widzimy - na mikrowyprawy, które można zrobić między pracą a domem, samotnie albo z dziećmi. Opowiada, jak tropienie wilków uczy uważności i jak kontakt z naturą zmienia perspektywę na to, co ważne. Jego książka Mikrowyprawy w wielkim mieście pokazuje, że codzienna przestrzeń może stać się miejscem, które zmusza do spojrzenia na życie trochę inaczej - bardziej uważnie, mniej przez ekran, a bardziej przez rzeczywistość wokół nas.
Tak samo jak kiedyś marzyłem o tym, żeby być wielkim podróżnikiem, takim jak Wielicki, jak Kamiński. I potem jak wróciłem z mojej pierwszej, w założeniu wielkiej wyprawy, która się skończyła w wychodku, zacząłem szukać sposobu na to, żeby przeżywać przygody na dużo mniejszą skalę, taką, która pozwoli mi pozostać zdrowym i żywym. Taką, która pozwoli mi być ojcem, obecnym, przyjacielem i dzięki którym nie skończę z długami i w wiecznej nieobecności. I trafiłem na bloga brytyjskiego podróżnika Alastaira Humphreysa, który wymyślił Micro Adventures.
Bo po latach dotarło do mnie, że ja to wszystko robiłem tylko po to, żeby sobie zasłużyć. Żeby sobie zasłużyć na te podstawowe rzeczy. Że ja zrobię coś tak trudnego, tak absurdalnego, tak wymagającego, że w końcu sobie zasłużę na tą miłość, uwagę, bliskość. No i nigdy bym sobie nie zasłużył, bo to nigdy z tego miejsca nie wychodzi. To jest taki pusty podziw ludzi, którzy mówią, o wow, ale żeś przeszedł. Ale za tym nic nie ma, tam jest pusto. I czym jest po drugiej stronie z kolei to myślenie o mikroprzygodach i mikrowyprawach i mikro doświadczeniach?
I mówię o tym trochę z perspektywy mikrowypraw, bo jak myślę sobie o wyprawach... to od razu mi się odpala, że nie, no to trzeba mieć, nie wiem, minimum trzy tygodnie. Pomysł na to, żeby znaleźć przynajmniej 16 szczytów, cztery pustynie, zbudować samochód wyprawowy, wziąć dużo suszonego mięsa i wody i ruszyć taką, wiesz, przygodę, która będzie twoją przygodą życia. A może, kurde, warto w sobotę rano... wziąć i przynajmniej pójść do sklepu inną drogą. Tak już mówiąc, upraszczając, ale być może faktycznie pojechać na doświadczenie, które będzie takie, wiesz, mikro, bez dużych oczekiwań, ale bardzo mocno zanurzone w przeżywanie.
Bo mam takie przekonanie, że jak stworzymy sobie później tą trzytygodniową lub trzymiesięczną wyprawę, to ona jest tak bardzo wypchana kolejnymi punktami do odhaczenia, że my nawet jak wrócimy, to połowy nie będziemy pamiętać, bo tak po prostu biegliśmy. I was zachęcam do tego, żebyście poszukiwali mikro doświadczeń, bardzo głębokich jakościowo. Idźcie się przespać z kumplem, z kumpelą do lasu. Weźcie namiot albo po prostu śpiwory. Nie potrzebujecie ani jednego dnia wolnego. Wychodzicie z roboty, wchodzicie do lasu, rozpalacie ognisko. Budzicie się rano, jedziecie do roboty.
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Nie trzeba lecieć na koniec świata, żeby coś się wydarzyło. Łukasz zabiera nas tam, gdzie często patrzymy, ale nie widzimy - na mikrowyprawy, które można zrobić między pracą a domem, samotnie albo z dziećmi. Opowiada, jak tropienie wilków uczy uważności i jak kontakt z naturą zmienia perspektywę na to, co ważne. Jego książka Mikrowyprawy w wielkim mieście pokazuje, że codzienna przestrzeń może stać się miejscem, które zmusza do spojrzenia na życie trochę inaczej - bardziej uważnie, mniej przez ekran, a bardziej przez rzeczywistość wokół nas.