Mentionsy Mentionsy
Gęsia Skórka
Gęsia Skórka

HORROR W BRIDGEPORT - NAJBARDZIEJ NAWIEDZONY DOM NA ŚWIECIE! | ODCINEK 24

12.08.2024 ·1 godz 9 min

HISTORIA: HORROR W BRIDGEPORT - NAJBARDZIEJ NAWIEDZONY DOM NA ŚWIECIE! Miejsce, które było jednym z najsłynniejszych, o których mówiono w mediach, jak i w gazetach. Dziesiątki tysięcy oglądających i przybywających podczas całej tej akcji. Dziesiątki funkcjonariuszy policji, straży pożarnej itp. które uczestniczyły w całej akcji. Historia, która podobno się skończyła, a wszystko niby było mistyfikacją. Jednak powiedziano tak tylko dlatego, żeby policja, znowu mogła zapanować nad sytuacją w mieście! Poznajcie sami, historię z ulicy Lindley w Bridgeport!

Wybijała powoli 21. Na dworze pruszył śnieg. Przy budynku policji była cisza. Tylko czasem zawiał leciutko wiaterek, który wprawiał w ruch gałęzie pokryte białym puchem. Cały budynek był prawie ciemny. Jedynie pojedyncze pomieszczenia, takie jak kuchnia, korytarz, łazienka i biuro przesłuchań miały zapalone światła. To właśnie w jednym z tych pokoi siedział samotnie Jerry Salfin. Wcześniej został on poproszony, aby nie wychodził zbyt wcześnie z komisariatu, bo na zewnątrz czekały już wozy ciekawskich dziennikarzy oraz musi się spotkać z pewną osobą. Mijały minuty, które trwały jak wieczność.

A wszystkie raporty, które zostały złożone przez jego kolegów z pracy, nie potwierdzają nic, co było ogłoszone pod koniec tej sprawy. Clark powiedział wtedy Jeremu, że da mu możliwość przesłuchania świadków, którzy widzieli to, co się tam działo. Jednak jest jeden warunek. Musi to zostać w kompletnej tajemnicy. Wtedy mężczyzna poprosił funkcjonariusza o jeszcze jedną rzecz. Aby ten trzymał prasę w przeświadczeniu, że sprawa się zakończyła. Natomiast on da sobie radę z całą resztą. I oto w ten sposób parapsycholog Jerry Salfin dostał dostęp do wszystkich akt i całego wydziału związanego ze sprawą nad którą siedział dniami i nocami. Dzięki temu sprawa, która została zamknięta i uznana za mistyfikację zaczęła swój żywot od nowa.

A wszystko zaczęło się w roku 1960. Młode małżeństwo, które ledwie 3-4 miesiące wcześniej wzięło ślub, Jerry i Laura Gurin, zakupili swój pierwszy dom, który miał im służyć przez kolejne lata, jako miejsce, gdzie każdy będzie się czuł bezpiecznie. Ich zakupem był mały dom w stylu bungalowym, czyli jednokondygnacyjny dom podmiejski, który posiada werandy. Tego typu konstrukcje głównie są zrobione z drewna, a styl jest typowy dla budownictwa kolonialnego. Umieszczony w Bridgeport w Connecticut na ulicy Lindley. Jego powierzchnia nie przekraczała nawet 100 metrów kwadratowych, bo miał zaledwie 738 stóp, czyli 68,5 metra kwadratowego, co na tamte czasy było skromnym domkiem, jednak na dopiero co rozrastającą się rodzinę było dobrym startem.

Jerry Gurin dorastał w domu katolickim. Jego początkowym marzeniem było zostać księdzem. Jednak z biegiem lat zmienił zdanie, ponieważ kryzys pieniężny dał mu w kość. Więc od razu zaczął pracować jako żołnierz sił powietrznych. O paroletniej służbie został konserwatorem maszyn lotniczych, co bardzo mu pasowało i pracował tak przez dekady. Mówiono, że Jerry zawsze był wspierający, życzliwy i hojny. Tak samo mówiono o jego rodzinie, z którą był bardzo zżyty. Nigdy nikomu nie robił przykrości, a jak była potrzeba pomocy, to był pierwszy. Jego żona Laura niestety nie przejawiała aż tak wielu pozytywów. Była kobietą, która stroniła od towarzystwa.

Dorastała w kochającej rodzinie, których przodkami byli rdzenni Amerykanie. Gdy była mała, była cicha i nieśmiała, czyli inna niż reszta dzieci, które ją otaczały. Niestety spowodowało to, że nie miała zbyt wielu znajomych. Co więcej, inne dzieci raczej nie były w ogóle zainteresowane zabawą z nieśmiałą dziewczynką. Jednak w późniejszych latach trochę się otworzyła, co dało jej możliwość poznania jej męża, Jerry'ego. Wzięli ślub, a potem kupili dom. Zaledwie po roku od wprowadzenia się urodził im się syn o imieniu Jerry Gurin Jr. Życie rodziny Goodinów przebiegało pomyślnie. Głowa rodziny dostarczała wystarczającą ilość pieniędzy, aby zaspokoić potrzeby każdego członka rodziny.

A co więcej, prowadzić wygodne życie. Tak jak planowali, tak się udało. Dom był wspaniały. Urodził im się zdrowy syn oraz kochali siebie nad życie. A przynajmniej tak myślano. Ponieważ wszystko się układało aż do pewnego dnia, gdy to sąsiad zapytał się, dlaczego ich syn zawsze chodzi z nisko opuszczoną głową. Wręcz patrzy w ziemię. Rzeczywiście. Małżeństwo wcześniej nie zwracało na to aż takiej uwagi. Gdy Jerry miał 6 miesięcy, jego rodzice zabrali go do doktora, który zdiagnozował u chłopca chorobę, a dokładniej dziecięce porażenie mózgowe. Był to okropny cios dla rodziców dziecka, jednak nie zmieniło to ich podejścia do życia.

Jerry Junior mając 6 lat przeziębił się. Stan chłopca w szybkim czasie zaczął się pogarszać, a lekarze nie mogli nic na to poradzić. Po zaledwie 6 latach życia najmłodszy członek rodziny, Jerry Gooden Junior, odszedł na tamten świat. Utrata syna, który był oczkiem w głowie rodziców, była ogromnym ciosem. Na pogrzebie rodzice poprosili, aby fotograf zrobił zdjęcie chłopca w trumnie, które potem zabrali do domu. Co więcej, wzięli oni również sztuczne kwiaty, które leżały na szczycie jego trumny podczas ceremonii. Po wszystkich obrzędach do małżeństwa podszedł ojciec Grims, który według wielu zadał o jedno pytanie za dużo. a zapytał się, czy małżeństwo myślało może o adopcji.

Tego samego dnia zapakowali ją do samochodu i przywieźli do siebie, czyli do Bridgeport. Małżeństwo było w takim ferworze i tak się cieszyli, że Jerry od razu po przyjeździe przerobił dużą szafę w ich sypialni na oddzielną sypialnię dla dziewczynki. Niestety, był jeden element, którego nikt się nie spodziewał. Dorośli byli po takich przeżyciach, że stali się nadopiekuńczy. Kobieta pozwalała Marcii bawić się z innymi dziećmi, ale tylko wtedy, kiedy te przychodziły do ich domu. Laura również odprowadzała ją do szkoły, jednak potem tłumaczyła się, że było to spowodowane tym, że w sąsiedztwie nie było żadnych innych dzieci, które byłyby w wieku Marcii.

To właśnie on zgodził się pewnej nocy, aby przyjść do rodziny w potrzebie i nagrać dźwięki, które ich nękały. Po tym zdarzeniu miasto zaczęła obiegać informacja, że rzeczywiście coś jest w domu lubianego małżeństwa. I to coś nie jest z tego świata. Na początku Jerry pomyślał, że to może sąsiedzi robią im żarty. Jednak wtedy wszyscy odsunęli się od ściany, a dźwięk nie ustał. Rodzina była tak zestresowana, że poprośli, aby policja pomogła im z tą sytuacją, dalej mówiąc, że to niemożliwe, że nawiedza ich duch. Funkcjonariusze tak zrobili. Przyjechali i zaczęli prowadzić dochodzenie, przy okazji informując i prosząc o pomoc straż pożarną oraz władze miejskie.

Przestraszona szybko zamknęła drzwi, jednak nie wiedziała, że wpuściła do swojego domu zło. Po tym incydencie na drugi dzień pod wieczór zaczęły się otwierać same drzwi od sypialni, a w trakcie tego, gdy odwracali się, by zobaczyć co się dzieje z drzwiami, krzesła w kuchni zaczynały się przesuwać w zupełnie inne miejsce niż początkowo stały. Co najdziwniejsze, pewnego razu, gdy Jerry wszedł do jednego z pokoi, na szybie zobaczył czyjąś przyciśniętą rękę. To co przyraziło go najbardziej to fakt, że nie widział z ręką połączonego ani ramienia, ani żadnej części ciała. 21 listopada 1974 roku, Holsworthowie zostali zaproszeni przez Goodinów do siebie na kolację.

W trakcie rozmów przy stole nagle wszyscy usłyszeli dźwięk tłuczonego szkła, który dobiegał z sypialni. Okazało się, że dźwięk wywołała rozbita szyba. Jednak została ona rozbita od wewnątrz, ponieważ zewnętrzna jej część była nienaruszona. Gdy znajomi wyszli, rodzina wzięła się za sprzątanie po kolacji. Potem po wykąpaniu się Jerry, Laura oraz Marcy poszli do łóżek, by pójść spać. Jednak po chwili leżenia pukanie się zaczęło. Tym razem było w nim coś zupełnie innego. Było ono wolniejsze niż dotychczas, jednak o wiele głośniejsze, a czasem tak głośne, że rodzina włożyła sobie zatyczki do uszu zrobione wcześniej z waty.

Nie widzieli jednak, że to zbliżający się dzień będzie pierwszym, który uznają za prawdziwy horror. Nastał dzień 22 listopada 1974 roku. Był to piątek. Koło godziny 17 do domu wróciła głowa rodziny, gdzie czekały na niego już Laura i Marcy przy stole. Zasiedli do obiadu, a po skończonym posiłku umyli naczynia i poszli do salonu, by razem usiąść i odpocząć przy okazji opowiadając o tym, co u nich tego dnia się działo. Rodzice usiedli na kanapie i włączyli telewizję, a dziewczynka siadła na podłodze i zaczęła układać puzzle. Drzwi od sypialni były zamknięte, jednak Jerry nagle coś zauważył.

Ściszył telewizor i zaczął nasłuchiwać dziwnego dźwięku, którego nie potrafił rozpoznać. Państwo Gurin weszli do pokoju i zaczęli się rozglądać skąd dobiega ten dźwięk. Nagle zauważyli, jak roleta na rozbitym oknie sama się podnosi. W trakcie tego strąciła ona zasłony, które również tam wisiały. Jerry podszedł więc do okna i ponownie je zawiesił, jednak w momencie, gdy się odwrócił, na ziemię spadł już cały karnisz. Cała rodzina szybko poszła do salonu, a następnie po krótkiej ciszy spojrzeli na siebie z dezorientowanym wzrokiem. Nie minęła nawet godzina, gdy sytuacja się powtórzyła, jednak tym razem w kuchni.

Gdy przekroczył próg małej sypialni, zauważył, że telewizor w pokoju Marcy nie stoi tam, gdzie powinien, czyli na wysokiej półce, tylko leży ekranem do dołu na jej łóżku. Zdziwiony położył dziewczynkę obok urządzenia, a sam podniósł telewizor i odłożył na swoje miejsce. Gdy po cichu zamknął za sobą drzwi do sypialni dziewczynki, ruszył do kuchni, aby powiedzieć Laura, co właśnie się wydarzyło. Przechodząc przez próg do kuchni, stanął jak wryty. Patrzył, jak ich naczynia wynurzają się ze zlewu, a następnie z impetem lecą w przeciwną ścianę, gdzie kończyły swój żywot. Laura zaczęła krzyczeć przerażona, a Jerry przykucnął, by pozbierać rozbite szkło.

Wtedy przez pokój przeleciał blok na noże, który minął jego głowę o centymetry. Małżeństwo powoli wycofywało się do drzwi kuchennych, nie wydając z siebie żadnego dźwięku. Patrzyli przerażeni i zdezorientowani na pobojowisko, które na ich oczach się tworzyło. Gdy wszystko ucichło, zaczęli sprzątać bałagan. Jerry poszedł do samochodu, by zabrać z niego resztę artykułów spożywczych, a Laura została w kuchni. To właśnie wtedy, gdy głowy domu nie było przy niej, stół, na którym była pierwsza tura zakupu, zaczął lewitować, a po chwili się odwrócił, zrzucając wszystkie artykuły spożywcze na ziemię. Gdy to się stało, nagle spadł uderzając o krzesła, które stały tuż pod nim.

Kobieta zaczęła się cofać, jednak po chwili kątem oka zobaczyła jak ich lodówka unosi się około 16 centymetrów nad ziemię i obraca się bokiem. I ten przedmiot po chwili uderzył o ziemię, a Laura zaczęła tym razem oddalać się od lodówki, cały czas patrząc jak leży na ziemi. Niestety, tuż za nią był telewizor, który powtórzył czynność poprzednich przedmiotów. Tylko tym razem spadł na kobiety prawą stopę, czego skutkiem było zniażdżenie jej dwóch palców u nogi. Kobieta zaczęła krzyczeć, co spowodowało, że Jerry wrócił pędem do domu, w którym zobaczył, jak ich kuchenny telewizor przygniata nogę jego żony. Szybko podniósł urządzenie, pod którym była plama krwi.

Opatrzył jej stopę, potem zabandażował i czekał. Sami nie wiedzieli tak naprawdę na co czekają. Może na kolejne zdarzenie, które miało się wydarzyć? Jednak niepotrzebnie, bo aktywności się skończyły. Rodzina starała się wyjaśnić to poprzez trzęsienie ziemi czy też osuwisko pod ich domem. Jednak żadne przedmioty nie pospadały. Co więcej, żaden inny sąsiad nie doświadczył wstrząsów w swoim domu. Po tych zdarzeniach Laura położyła się na kanapie w salonie, a Jerry poszedł samemu zgacić światło w kuchni. Po wejściu do pomieszczenia zaczął czuć czyjąś obecność, tak jakby ktoś na niego patrzył.

Zaczął się rozglądać, by znaleźć miejsce, z którego tajemnicza osoba go podgląda, jednak nic nie znalazł. Wtedy stół kuchenny znowu lekko zaczął się poruszać, prawie tak, jakby ktoś w niego wszedł. Mężczyzna szybko zgasił światło i wrócił do żony w salonie. Kolejne godziny mijały spokojnie, aż do momentu, gdy nadeszła pora spania. Głowa rodziny golił się w łazience, gdy nagle tę spokojną czynność przerwał głośny krzyk jego córki. Jerry zerwał się i ruszył biegiem w miejsce, skąd dobiegał krzyk. Po wparowaniu do jej pokoju zauważył, że na łóżku dziewczynki znowu leży telewizor.

Nastała niedziela 24 listopada 1974 roku. Jerry po przebudzeniu poszedł do kuchni, a jego oczom ukazał się okropny bałagan. Stół był przewrócony do góry nogami, a lodówka zakrywa wejście do ogródka, czyli 3 metry od miejsca, gdzie początkowo stała. Co najdziwniejsze, rodzina nic nie słyszała w nocy. Mąż stwierdził, że pójdzie porozmawiać z żoną o tym, co zastał w kuchni. W tym celu udał się do łazienki, jednak po drodze zobaczył, jak krzyż i obraz Jezusa Zbawiciela w jednym momencie został zerwany na jego oczach, uderzając o podłogę. Zaledwie parę minut później w pokoju Marcyi dało się usłyszeć huk, jakby coś ciężkiego spadło.

Wszystko to działo się rano, gdy przez okna wpadało zimne światło jesiennego poranku. Laura chwyciła za telefon i szybko zadzwoniła do swoich sąsiadów Hoffmanów. Cała zapłakana prosiła o pomoc, bo w ich domu dzieją się dziwne rzeczy. Wtedy Harold Hoffman powiedział, że już do nich jedzie i żeby czekali przed domem. Jerry tak zrobił. Wyprowadził całą rodzinę na zewnątrz i czekał na werandzie, modląc się, żeby chociaż tutaj te dziwne zjawiska ustały. W trakcie czekania rodzina zauważyła Janet Halsworth, która spacerowała z psem po sąsiedztwie. Jednak zanim zdążyli ją zawołać, Laura wydała krwawy krzyk, który zmroził krew w żyłach.

Kobieta szybko spojrzała skąd dobiega ten przeraźliwy dźwięk, gdy zorientowała się, że zielona sofa, która stała na patio u jej sąsiadów goringów, Zaczyna się unosić z impetem i uderza o ziemię. Jerry wtedy zaczął krzyczeć do kobiety, żeby pobiegła po swojego tatę, który już po chwili stał na werandzie wraz z poszkodowaną rodziną. Wtedy głowa Gudinów zaczęła opowiadać, co się wydarzyło, jednak on sam nie wierzył w to, co mówi. John, w tym domu jest jakiś rodzaj złej siły, który niszczy nasz dom. Wtedy sąsiad funkcjonariusz powiedział aby rodzina poczekała na zewnątrz a on sam wszedł do środka budynku.

Jednak Laura powiedziała, że woli zostać u rodziny i wie, że tamci jej pomogą w tak trudnej sytuacji. Od wejścia strażaków do domu minęło zaledwie 10 minut, a telewizor znowu wylądował na ziemi ekranem do dołu. Jerry poproszony przez jednego ze strażaków o pomoc zauważył, że plastikowe róże, które były w wazonie na kuchennym stole zaczynają się poruszać. Tak dla spostrzegawczych i słuchających uważnie, to były te same kwiaty, które leżały na grobie Jerry'ego Juniora w dniu pogrzebu. Nagle, mimo otwartych drzwi i okien, pomieszczenie zaczął wypełniać odór zgnilizny i siarki, który unosił się w salonie i kuchni.

Wykonał on wtedy szybki telefon do ojca Tribo, który był jedynym egzorcystą w tamtej okolicy. Karetka zabrała Laurę do szpitala, ponieważ bandaż, który miała na nodze i palcach, cały nasiąknął krwią, a trzeba było zrobić jeszcze prześwietlenie. W trakcie tego trzech policjantów, pięciu strażaków, ksiądz, Jerry oraz Marcy, siedzieli w domu. Nagle jeden z funkcjonariuszy zapytał się, czy reszta też to słyszy. Wszyscy spojrzeli po sobie, a następnie na kota, który stał obok nich. Wsłuchiwali się w słowa, które to zwierzę wypowiadało. Przerażeni policjanci wyszli z posesji i stwierdzili, że więcej już tam nie wejdą i nie ma siły, która by ich do tego zmusiła.

Ed i Lorraine Warren, ksiądz Bill, z którym pracowali, oraz 21-letni student seminarium, Pauleno, przyjechali do posiadłości Gurinsów koło południa. Dodatkowo przyjechała również nauczycielka Marcy, Barbara Carter, która chciała sprawdzić, czy to, co mówią ludzie, jest prawdą i czy dziewczynce nic nie jest. Tłum stale rusł, co spowodowało, że ulica była już nieprzejezdna. W paru godzinach od zabrania Laury do szpitala wróciła do swojego domu, gdzie zastała parę świeckich demonologów, o których nigdy nie słyszała wraz z Jerrym. Wtedy Ed poprosił Pauleno, aby był przy Marcy i obserwował ją cały czas, gdy oni będą pracować.

Było to prawdopodobnie spowodowane tym, że media już tak żerowały na tej sprawie, że kościół nie chciał dodawać do pieca. Niestety, życie Goodinów toczyło się dalej, a podstawowe potrzeby rodziny, takie jak chociażby jedzenie, trzeba było zaspokoić. Dlatego Jerry wrócił do pracy, gdzie spotkał się z niezbyt miłym przywitaniem. Koledzy zaczęli go wyśmiewać i oskarżali go o specjalne zwracanie na siebie uwagi. Był to bardzo trudny okres dla głowy rodziny, na którą patrzyły dziesiątki tysięcy osób. W pracy był prześladowany, na ulicach starano się go złapać, by udzielił krótkiego wywiadu, a w domu zamiast odpocząć napotykał latające przedmioty i spadające rzeczy.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.