HORROR W BRIDGEPORT - NAJBARDZIEJ NAWIEDZONY DOM NA ŚWIECIE! | ODCINEK 24
HISTORIA: HORROR W BRIDGEPORT - NAJBARDZIEJ NAWIEDZONY DOM NA ŚWIECIE! Miejsce, które było jednym z najsłynniejszych, o których mówiono w mediach, jak i w gazetach. Dziesiątki tysięcy oglądających i przybywających podczas całej tej akcji. Dziesiątki funkcjonariuszy policji, straży pożarnej itp. które uczestniczyły w całej akcji. Historia, która podobno się skończyła, a wszystko niby było mistyfikacją. Jednak powiedziano tak tylko dlatego, żeby policja, znowu mogła zapanować nad sytuacją w mieście! Poznajcie sami, historię z ulicy Lindley w Bridgeport!
Dorastała w kochającej rodzinie, których przodkami byli rdzenni Amerykanie. Gdy była mała, była cicha i nieśmiała, czyli inna niż reszta dzieci, które ją otaczały. Niestety spowodowało to, że nie miała zbyt wielu znajomych. Co więcej, inne dzieci raczej nie były w ogóle zainteresowane zabawą z nieśmiałą dziewczynką. Jednak w późniejszych latach trochę się otworzyła, co dało jej możliwość poznania jej męża, Jerry'ego. Wzięli ślub, a potem kupili dom. Zaledwie po roku od wprowadzenia się urodził im się syn o imieniu Jerry Gurin Jr. Życie rodziny Goodinów przebiegało pomyślnie. Głowa rodziny dostarczała wystarczającą ilość pieniędzy, aby zaspokoić potrzeby każdego członka rodziny.
Po 6 miesiącach zadzwonili do ojca Grimesa i zapytali się o możliwość adopcji. Małżeństwo było kochane przez społeczność sąsiadów, którzy wspierali ich w każdej sytuacji. W momencie, gdy dowiedzieli się o chęci zaadoptowania przez Gudinów dziecka, 25 rodzin napisało do agencji adopcyjnej, aby przedstawić im jak wspaniałymi ludźmi są państwo Gurins. W maju 1968 roku odebrali telefon z informacją, że w Kanadzie mieszka dziewczynka z urodą rdzennej Amerykanki, która ma 4 lata i szuka domu. Małżeństwo nie zastanawiało się ani chwili, od razu pojechali do Ontario i po 18 godzinach jazdy dotarli do dziecka.
Niestety skutkiem tego podejścia było to, że dziewczynka stała się samotnym dzieckiem, które bawiło się bez znajomych. Wielokrotnie grała chociażby w Monopoly w salonie, jednak jej przeciwnikiem była ona sama. Pierwsze zjawiska przyrodzone zaczęły pojawiać się po miesiącu, jak do domu Gudinsów wprowadziła się dziewczynka. Nie były to rzeczy, które powodowały jakieś podejrzenia, jednak nagle zaczęły znikać małe przedmioty i pojawiały się w nieoczekiwanych miejscach. Ten fakt jednak przez lata nie był przypisywany zjawiskom paranormalnym, tylko zwykłemu roztargnieniu.
Cała ta sytuacja trwała kilka lat, jednak nikt, kompletnie nikt nie potrafił tego wyjaśnić. Mimo tych dziwnych sytuacji życie trwało dalej. Zaadoptowana dziewczynka chodziła do szkoły, jednak był to dla niej koszmarny okres. Z powodu jej pochodzenia dziewczynka cierpiała przez chuliganów, którzy ją prześladowali. Pewnego dnia jeden z nich zaatakował i pobił ją tak, że trzeba było założyć jej ortezę na plecy oraz zmuszono ją, aby kolejne tygodnie spędziła w domu. Efektem tego była decyzja Gudinów, którzy zdecydowali, że nie wróci już do tej szkoły, a nauczanie będzie miała domowe, a przynajmniej przez pewien czas, w którym będzie się kurować, a rodzice zajmą się szukaniem możliwych alternatyw.
Przestraszona szybko zamknęła drzwi, jednak nie wiedziała, że wpuściła do swojego domu zło. Po tym incydencie na drugi dzień pod wieczór zaczęły się otwierać same drzwi od sypialni, a w trakcie tego, gdy odwracali się, by zobaczyć co się dzieje z drzwiami, krzesła w kuchni zaczynały się przesuwać w zupełnie inne miejsce niż początkowo stały. Co najdziwniejsze, pewnego razu, gdy Jerry wszedł do jednego z pokoi, na szybie zobaczył czyjąś przyciśniętą rękę. To co przyraziło go najbardziej to fakt, że nie widział z ręką połączonego ani ramienia, ani żadnej części ciała. 21 listopada 1974 roku, Holsworthowie zostali zaproszeni przez Goodinów do siebie na kolację.
Kobieta szybko spojrzała skąd dobiega ten przeraźliwy dźwięk, gdy zorientowała się, że zielona sofa, która stała na patio u jej sąsiadów goringów, Zaczyna się unosić z impetem i uderza o ziemię. Jerry wtedy zaczął krzyczeć do kobiety, żeby pobiegła po swojego tatę, który już po chwili stał na werandzie wraz z poszkodowaną rodziną. Wtedy głowa Gudinów zaczęła opowiadać, co się wydarzyło, jednak on sam nie wierzył w to, co mówi. John, w tym domu jest jakiś rodzaj złej siły, który niszczy nasz dom. Wtedy sąsiad funkcjonariusz powiedział aby rodzina poczekała na zewnątrz a on sam wszedł do środka budynku.
I wtedy zaczęło się pukanie, którego dotychczas nie było. Dźwięki ze ścian i zza drzwi, które po otwarciu ukazywały pustkę. Walenie, które już lata prześladowało rodzinę Gudinów. Strażacy ruszyli do poszukiwań, skąd dobiega dźwięk, jednak nie znaleźli odpowiedzi. Sprawdzili piwnice, fundamenty, ściany, belki stropowe i nic. Wezwano wtedy inspektorów hydrauliki i elektryki, jednak i oni nie potrafili znaleźć rozwiązania, co to takiego wydaje te odgłosy. Mówiąc, że niczego nie znaleźli jest błędne, bo to oni przechodząc przez kuchnię, zobaczyli jak lodówka samoistnie zaczęła sunąć po podłodze.
Wtedy do kuchni wszedł funkcjonariusz i powiedział, wychodźcie teraz i mordy na kłódkę, nie mówicie nikomu o tym, co właśnie zobaczyliście. To sprawa policji. Tak minął cały dzień jednego z najstraszniejszych dni Gudinów. Nie było żadnego racjonalnego wyjaśnienia, co tak naprawdę się stało. Więc policja, jak i straż pożarna powoli zaczęły się wycofywać z budynku. Jednak oficer Tomek nie dawał za wygraną i siedział dłużej niż reszta. To właśnie wtedy postanowił, że pójdzie do sypialni dziewczynki i zrobi test. W tamtej chwili Zamknął po cichu drzwi i stanął na środku pokoju.
Nie musieli mu wierzyć, ponieważ sami doświadczyli zjawisk paranormalnych w domu Goodinów. Przyjechali oni, żeby pomóc ojczymowi w porządkowaniu domu, jednak na marne. Przedmioty latały, konserwy spadały z szafek i leciały do piwnicy. Telewizor co chwila spadał na ziemię. Róże unosiły się i przelatywały przez stół w kuchni. Zanim jednak małżeństwo Warrenów wyszło z domu prześladowanej przez ducha rodziny, Ed poprosił Jerry'ego, aby wszystkie rzeczy, które duch zrzuca, zostawili tam, gdzie poleciały. Czemu? Tego im już nie zdradził. Ekipa urenów z księdzem i 21-letnim studentem seminarium wróciła tam następnego wieczoru. Niektórym z dziennikarzy pozwolono wejść do domu, jednak już po chwili zakazano, ponieważ jedna z dziennikarek zauważyła stary modlitewnik, który wzięła za książkę do odprawiania okultystycznych działań.
Było to prawdopodobnie spowodowane tym, że media już tak żerowały na tej sprawie, że kościół nie chciał dodawać do pieca. Niestety, życie Goodinów toczyło się dalej, a podstawowe potrzeby rodziny, takie jak chociażby jedzenie, trzeba było zaspokoić. Dlatego Jerry wrócił do pracy, gdzie spotkał się z niezbyt miłym przywitaniem. Koledzy zaczęli go wyśmiewać i oskarżali go o specjalne zwracanie na siebie uwagi. Był to bardzo trudny okres dla głowy rodziny, na którą patrzyły dziesiątki tysięcy osób. W pracy był prześladowany, na ulicach starano się go złapać, by udzielił krótkiego wywiadu, a w domu zamiast odpocząć napotykał latające przedmioty i spadające rzeczy.
Aktywności były codziennie, dla mieszkających tam była to już norma. Jednak tego dnia, po godzinie 21, odnotowano, że w niektórych pomieszczeniach drastycznie spada temperatura, gdzie w reszcie domu było po 21 stopni. To właśnie wtedy dziewczynka poprosiła rodziców, by ci sprzedali dom i jak najszybciej się wyprowadzili od tych duchów. Błagała ich dzień w dzień, płacząc i przytulając się do nich. Reporterzy opuścili dom Gudinów chwilę po pierwszej w nocy. Nie wiedzieli, co mają powiedzieć i jak mają opisać to, co im się przytrafiło. Cała sytuacja była przytłaczająca i skomplikowana.
Niedługo po wykonaniu telefonu przybył inspektor Philip Clark, który zaczął rozmawiać z zaangażowanymi osobami w całą tę sprawę, a następnie po kilku minutach oświadczył, że dochodzenie należy zamknąć. Władze zadecydowały wtedy również o wysłaniu Marcyi do kliniki zdrowia psychicznego, co w szybkim czasie się stało. Dziewczynkę przebadano pod wieloma względami, jednakże nie stwierdzono żadnych problemów medycznych. Małżeństwo Guddinów było zrozpaczone. Nie wierzyli w to, co właśnie się wydarzyło. Że dziewczynka stała za wszystkim, czego doświadczyli i tego, co doświadczał każdy obecny w tym domu. Byli zrozpaczeni, że to wszystko, co się działo, zostało uznane za fałsz, co tak naprawdę było kłamstwem.
Wiele sytuacji było niemożliwych do zrobienia przez dziewczynkę, a oni i tak uznali, że to ona. Po całej tej sytuacji... Pauleno zadzwonił do Warrenów i powiedział, że nie chce mieć z nimi kontaktu, a sam pobiegł pod dom Gurinsów i się został odrzucony. Tego dnia nadinspektor policji Walsh ogłosił w sprawie, że w Bridgeport nie ma duchów. Byli ofiarami siły sugestii. Nabrano nawet kilku moich ludzi. Zanim jednak przejdę dalej, chcę powiedzieć, że Ed Warren powinien trzymać się z daleka od Bridgeport. Cała ta sytuacja stała się bardzo nieciekawa, a groźby i obelgi w gudzinów leciały z każdej strony.
Mimo, że prasa oraz policja wydały informacje na temat mistyfikacji, przed domem nadal gromadziły się tłumy ludzi. Nastał dzień święta dziękczynienia. Był to czwartek. Cała rodzina stwierdziła, że ten dzień spędzą poza domem i tak też zrobili. Jednak po powrocie twarze im pobladły. Ich przedmioty w różnych pomieszczeniach były uszkodzone i leżały na ziemi. Tego samego wieczoru Jerry poczuł dym, którego źródła nie potrafił zlokalizować. Wtedy szybko wyszedł przed dom i poinformował jednego z funkcjonariuszy o tej sytuacji. Okazało się, że grupa mężczyzn próbowała spalić dom gudinsów razem z nimi w środku, podkładając drewno przy domu i zapalając je.
Złopani mężczyźni powiedzieli, że próbowali oczyścić dom, który sprowadzał nieczyste moce i zło na ich sąsiedztwo. Aktywność ducha trwała dalej, aż do grudnia. Pewnego dnia jeden z nowych funkcjonariuszy, Simons, wszedł do domu 10 grudnia. Właśnie wtedy zauważył jak poruszały się różne przedmioty, a dziewczynki nie było w pobliżu. To tylko utwierdziło ludzi, że coś jednak znajduje się w tym domu. 14 grudnia rodzina Gurinów wróciła nad ranem po tym, jak dzień wcześniej spali u swojej rodziny. Gdy przekroczyli próg domu, ich oczom ukazał się zniszczony cały salon. Głowa rodziny był tak sfrustrowany, że choinkę postanowił zacementować w wiadrze.
by ta przypadkiem nie wyfrunęła. Ksiądz Doyle cały czas utrzymywał kontakt z rodziną i zapewniał im wsparcie w każdy możliwy sposób. 16 grudnia z rodziną skontaktował się mężczyzna w średnim wieku o imieniu Boyce Betty. Przedstawił im swoje doświadczenie i jak radzić sobie z poltergeistem. Rodzina była w rozpaczy. Ich noce przerodziły się w czas, w którym musieli przetrwać do poranka, a i tak po obudzeniu bardzo często w domu latały przedmioty. Dlatego coraz częściej spędzali noce i dnie poza domem. Nastał 18 grudnia, gdy do domu gudinów zapukał Betty. Nie był on jednak sam, przyjechał z Jerrym Saufinem oraz Key Ferrarim, którzy pochodzili z Fundacji Badań Psychicznych.
Tak też się stało. W domu przeprowadzono parę egzorcyzmów, co podobno zmniejszyło aktywność, jednak z tego co wiemy nie do zera. Rodzina chciała sprzedać dom, jednak z powodu złej historii nikt nie chciał go kupić. I tak Marcy dożyła w nim 18 roku życia i nigdy więcej nie wspominała co tak naprawdę miało tam miejsce. Udawała, że o niczym nie wie, a historia jest jej nieznana. W wieku 18 lat wyprowadziła się do Kanady, gdzie chciała odnaleźć swoich biologicznych rodziców. Ta wyprowadzka była wielkim ciosem dla Gudinów, który najbardziej trafił Laurę. Laura Goodin, niestety, zginęła w wypadku samochodowym w 1993 roku, mając 68 lat.
Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
HISTORIA: HORROR W BRIDGEPORT - NAJBARDZIEJ NAWIEDZONY DOM NA ŚWIECIE!
Miejsce, które było jednym z najsłynniejszych, o których mówiono w mediach, jak i w gazetach.
Dziesiątki tysięcy oglądających i przybywających podczas całej tej akcji.
Dziesiątki funkcjonariuszy policji, straży pożarnej itp. które uczestniczyły w całej akcji.
Historia, która podobno się skończyła, a wszystko niby było mistyfikacją.
Jednak powiedziano tak tylko dlatego, żeby policja, znowu mogła zapanować nad sytuacją w mieście!
Poznajcie sami, historię z ulicy Lindley w Bridgeport!