Mentionsy Mentionsy
Gęsia Skórka
Gęsia Skórka

HORROR W BRIDGEPORT - NAJBARDZIEJ NAWIEDZONY DOM NA ŚWIECIE! | ODCINEK 24

12.08.2024 ·1 godz 9 min

HISTORIA: HORROR W BRIDGEPORT - NAJBARDZIEJ NAWIEDZONY DOM NA ŚWIECIE! Miejsce, które było jednym z najsłynniejszych, o których mówiono w mediach, jak i w gazetach. Dziesiątki tysięcy oglądających i przybywających podczas całej tej akcji. Dziesiątki funkcjonariuszy policji, straży pożarnej itp. które uczestniczyły w całej akcji. Historia, która podobno się skończyła, a wszystko niby było mistyfikacją. Jednak powiedziano tak tylko dlatego, żeby policja, znowu mogła zapanować nad sytuacją w mieście! Poznajcie sami, historię z ulicy Lindley w Bridgeport!

Dorastała w kochającej rodzinie, których przodkami byli rdzenni Amerykanie. Gdy była mała, była cicha i nieśmiała, czyli inna niż reszta dzieci, które ją otaczały. Niestety spowodowało to, że nie miała zbyt wielu znajomych. Co więcej, inne dzieci raczej nie były w ogóle zainteresowane zabawą z nieśmiałą dziewczynką. Jednak w późniejszych latach trochę się otworzyła, co dało jej możliwość poznania jej męża, Jerry'ego. Wzięli ślub, a potem kupili dom. Zaledwie po roku od wprowadzenia się urodził im się syn o imieniu Jerry Gurin Jr. Życie rodziny Goodinów przebiegało pomyślnie. Głowa rodziny dostarczała wystarczającą ilość pieniędzy, aby zaspokoić potrzeby każdego członka rodziny.

Wyzwania, które stworzyły się z dnia na dzień, pokonywali bez najmniejszych problemów. Jedyne, co się zmieniło, to poświęcony czas dziecku, który systematycznie się wydłużał. Chłopiec nie odstępował rodziców na krok. Huninowie nie wynajęli niani, która mogłaby zajmować się chłopcem. Na tym etapie ich życia zaczęli oszczędzać pieniądze, by zapewnić ich podopiecznemu niezbędne zasoby do wygodniejszego przyszłego życia. Mimo tego, że chłopiec był niepełnosprawny, ludzie opisywali go jako bardzo szczęśliwe dziecko, pełne energii, życia oraz z wiecznym uśmiechem na twarzy. Niestety, trwało to tylko do 1967 roku, kiedy w życiu Jerry'ego i Laury doszło do tragedii.

Nie odpowiedzieli na to pytanie, jednak już na drugi dzień po pogrzebie do szpitala trafiła Laura, która została poddana histerektomii z powodu wykrycia guza. Niestety, jak dobrze wiecie, ta operacja pozbawia kobiety możliwości posiadania dzieci, co jeszcze bardziej trafiło w małżeństwo, które dzień wcześniej pochowało swoje jedyne dziecko. Żałoba trwała 6 miesięcy i był to bardzo przytłaczający czas, który z trudem przebrnęła dwójka młodych ludzi. Dzień w dzień odwiedzali oni grób Jerry'ego Juniora, a po miesiącu stworzyli w swoim domu małą kapliczkę, w której znajdowało się zdjęcie trumny. Jednak ten ciężki okres nie zniszczył małżeństwa.

Dziewczynka po zobaczeniu Jerry'ego i Laury od razu wpadła im w ramiona, a na imię miała Marcia. To właśnie w tamtym momencie ci ludzie, dla których ostatnie 6 miesięcy było horrorem, zaczęli znowu czuć wielką radość. A co więcej, od razu zakochali się w małej dziewczynce. Marcia trafiła do domu dziecka, ponieważ w jej biologicznej rodzinie już było 9 dzieci. Natomiast do władz dochodziły informacje, że występowało tam zaniedbanie, a także, że dziewczynkę przywiązywano do krzesła na długie godziny. Kluczowym faktem, który pozwolił na zaadoptowanie dziewczynki było to, że Laura miała korzenie wywodzące się z rdzennych Amerykanów, więc władze domu dziecka zdecydowały, że jest to bardzo dobra opcja.

Po paru minutach nagle dźwięki ucichły. Nastała wtedy grobowa cisza w całym domu. Jedynie było słychać malutką muchę, która latała w salonie. Po tym incydencie cała rodzina poszła spać, aby jak najszybciej nastał nowy dzień. 23 listopada 1974 roku, czyli sobota. Dzień był piękny, a rodzina, żeby zapomnieć o tym, co dzieje się w ich domu, stwierdziła, że odwiedzą najbliższą rodzinę, która uczestniczyła w mszy świętej. Pomimo spędzonym czasie, przyszła pora, aby wrócić do domu, a było to około godziny 16.30. Dziewczynka przebodźcowana tyloma sytuacjami zasnęła na rękach Jerry'ego, który zaniósł ją do pokoju i chciał położyć do łóżka.

Spędził tam kilka sekund po czym szybkim tempem wyszedł i zapalił papierosa przy okazji zadając pytanie. Co tu się do cholery jasnej stało? Widok był przerażający. Cały dom był jakby do góry nogami. Krzesła, sofy, stół, telewizory, rozbite naczynia. Wszystko wywrócone i leżące w nienaturalnych pozycjach na ziemi. John oprzedł cały dom i zorientował się, że przez wszystkie pokoje przeszło jakby tornado. Wrócił wtedy do Jerry'ego, który nagle krzyknął do policjanta, który natychmiast się odwrócił i spojrzał w pokazywane przez mężczyznę palcem miejsce.

Jednak Laura powiedziała, że woli zostać u rodziny i wie, że tamci jej pomogą w tak trudnej sytuacji. Od wejścia strażaków do domu minęło zaledwie 10 minut, a telewizor znowu wylądował na ziemi ekranem do dołu. Jerry poproszony przez jednego ze strażaków o pomoc zauważył, że plastikowe róże, które były w wazonie na kuchennym stole zaczynają się poruszać. Tak dla spostrzegawczych i słuchających uważnie, to były te same kwiaty, które leżały na grobie Jerry'ego Juniora w dniu pogrzebu. Nagle, mimo otwartych drzwi i okien, pomieszczenie zaczął wypełniać odór zgnilizny i siarki, który unosił się w salonie i kuchni.

Nie musieli mu wierzyć, ponieważ sami doświadczyli zjawisk paranormalnych w domu Goodinów. Przyjechali oni, żeby pomóc ojczymowi w porządkowaniu domu, jednak na marne. Przedmioty latały, konserwy spadały z szafek i leciały do piwnicy. Telewizor co chwila spadał na ziemię. Róże unosiły się i przelatywały przez stół w kuchni. Zanim jednak małżeństwo Warrenów wyszło z domu prześladowanej przez ducha rodziny, Ed poprosił Jerry'ego, aby wszystkie rzeczy, które duch zrzuca, zostawili tam, gdzie poleciały. Czemu? Tego im już nie zdradził. Ekipa urenów z księdzem i 21-letnim studentem seminarium wróciła tam następnego wieczoru. Niektórym z dziennikarzy pozwolono wejść do domu, jednak już po chwili zakazano, ponieważ jedna z dziennikarek zauważyła stary modlitewnik, który wzięła za książkę do odprawiania okultystycznych działań.

Małżeństwo Goodlinów nie wierzyło w duchy. Uważali, że to zwykłe bajki, a ludzie, którzy o tym opowiadają szukają sensacji. Nie mogli pojąć, że to co uważali za falsyfikację dzieje się w ich domu, na ich oczach. Zaczęły krążyć plotki, które mówiły, że Warrenowie dawali rodzinie słodycze, które miały w sobie narkotyki, a te wywoływały halucynacje. Poniedziałek wydawał się spokojny, jednak tłum był coraz bardziej agresywny. Chcieli rozmawiać z rodziną, która miała dość tego, co się dzieje w ich życiu. Wtedy na miejsce zdarzenia przyjechał lokalny reporter z Bridgeport Post, który został ciepło zaproszony do ich domu. On również doświadczył niewyjaśnionych wydarzeń, gdy zauważył jak talerz, który leżał na blacie w kuchni, zaczął bardzo szybko zsunąć w stronę Jerry'ego, który cudem uniknął uderzenia w głowę.

Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.