Fantasmagieria - Podcast 647 - “Arktyczne klony”
Ten odcinek miał być poświęcony grze tylko The Alters, jednak spontaniczne spotkanie przerodziło się w szerszą dyskusję nad współczesną elektroniczną rozrywką. Rozmawiamy o zmianach w estetyce gier, o deprecjonowaniu roli fizyki w rozgrywce, o dominacji grafiki komputerowej w produkcjach filmowych — ale i nie tylko. Będą też omawiane inne gry, a na koniec kącik kulturalny, [...]
Ja miałem górnika, mój górnik miał jakąś depresję, on był smutny, zdołowany. On miał depresję, bo był pracusiem, poza tym on miał ból fantomowy, no bo jak był górnikiem, to stracił rękę. I to, przepraszam, nie wiem, może będziesz chciał, Michał, jeszcze wracać do tej gry. A nie, to sorry, to nie mechanik, tylko górnik. Tak, sorry. Ten, co z ręką miał problem. Tak, i on po prostu sobie... Ten motyw z ręką jest też fajny, może nie spojluj, żeby nie ten, ale no tak, te postacie są właśnie... W sumie nie wiem, czy inni też mieli jakiś taki motyw, taki właśnie... Każdy coś miał. Graliście botanikiem? No właśnie nie, nie wiem o co z tym chodzi. Boże, jaki to jest, jaki to jest po prostu, bo już ten człowiek też mnie doprowadzał do szału, bo co nie robiłem, to on ciągle w płacz ze wszystkim, no nie?
z góry, że wszystkie gry są takie, albo wszystkie gry są takie, bo zawsze znajdzie się jakaś poroda, bo na przykład czasami jak przebija się takie, a kiedyś to było, a kiedyś to gry były takie i takie, to jest tak, że owszem, było tak, ale tych gier było mniej, więc te lepsze gry się po prostu wybijały łatwiej, a teraz jest tak, że bardzo ciężko jest wyłapać takie gry, które które mogą być ciekawe, ale przez to, że są totalnie tak prawdziwie niezależnie, to jeśli tam nie pojawi się jakaś taka iskra Boża szczęścia, że może jakiś znany youtuber to podłapie, że jakiś streamer i tak dalej, to być może my mamy jakąś grę, która jest, no nie wiem, jakimś niesamowitym tytułem, nie wiem, drugim balatro, czy czymkolwiek, wiecie o co mi chodzi, ale ona gdzieś jest jakąś fleszówką, której nikt nie odkrył, no bo ten człowiek gdzieś ją sobie stworzył.
i o czymś rozmawiają i powiedzmy ktoś się np. boi gołębi. To wiesz, że jak rzucisz w gołębie, to oni nagle powiedzą, o Boże, gołębie, idźmy stąd i sobie gdzieś pójdą. I jest dużo takich na tych poziomach rozmieszczonych scenek, gdzie jak podejdziesz, to słyszysz, że jakieś tam postacie gadają. One też ci dają tło historyczne tego świata, bo tam generalnie jest choroba i jakiś tam kryzys, a nikt nie lubi burmistrza i coś tam, coś tam. Jakie pierdoły. Ale sprawia to wrażenie, że ten świat jest taki żywy, a nie tylko takie kukły, które stoją i obserwują jedną ścieżkę, czy przez nią przejdziesz, czy nie. Więc generalnie jak ktoś lubi skradanki takie i kombinowanie właśnie i przełączanie się między postaciami i muszdżenie jak przez labirynt się przedostać, żeby nas nikt nie zauważył, to polecam. Ale jak na przykład ktoś lubi Plucktail, to tylko początek tej gry tak wygląda, a później jest właśnie już coś innego.
Mhm. I to jest historia... To jest film w ogóle Wernera Herzoga. Opowiada historię barona takiego kauczukowego. Bodajże to jest gdzieś tam... Chyba początek XX wieku, XIX-XX. Nie pamiętam dokładnie, kiedy to się działo. Zaraz wam powiem. Boże. No nic, ale sama fan była filmu. Tak, tak, tak, tak. No to jest XIX wiek, schyłek. XIX wiek, no. Potenta właśnie ten Kałczukowy wymarzył sobie, że w środku sercu amagasańskiej dżungli gdzieś tam wybuduje sobie operę, no nie?
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.