O tym, co robię we Włoszech
Moja codzienność na końcu Europy. Dziś o tym, co przynosi mi sąsiadka, o dąsach pana ze sklepu płytowego i łzach kwiaciarki. A także o coachingu osobistym w sklepie spożywczym i karuzelach z melodią Felliniego.
Właściciele nawet podczas najtwardszego lockdownu, nawet podczas szczytu w ogóle pandemicznego jeździli do Neapolu, gdyż uważali, że tylko tam mogą zdobyć osobiście i wybrać najlepsze pomidory, najlepszą mozzarellę, najlepszą mąkę i wszystkie inne składniki im niezbędne, bo to pizzeria chwaląca się pizzą neapolitańską, mięciutką, gumową. Taką z bajorkiem w środku. Taką, że jak się wyjmie kawałek i się go złapie, no to on nie będzie wcale wisiał w powietrzu, tylko spłynie razem z serem, z wodą, z sosem i ze wszystkim po ręce, po łokciu. Jest to ostatnia rzecz, o jakiej marzyłaby Magda Gessler, która uważa coś kompletnie odwrotnego. Pouczając właścicieli knajp, w których rządzę rewolucję i tak normalnie mnie trafiło, kiedy oglądałem jeden z odcinków, gdy opieprzała właściciela pizzerii twierdząc, że absolutnie nie potrafi robić pizzę, a on się upierał, że właśnie taka jest pizza dobra, neapolitańska.
Pokazano wszystkie 1 dopasowanie. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Moja codzienność na końcu Europy. Dziś o tym, co przynosi mi sąsiadka, o dąsach pana ze sklepu płytowego i łzach kwiaciarki. A także o coachingu osobistym w sklepie spożywczym i karuzelach z melodią Felliniego.