Sprawa 81: Napad Świętego Mikołaja
W dniu 23 grudnia 1927 roku ulice Cisco, w stanie Teksas, przepełnione były świąteczną atmosferą, a mieszkańcy z radością przygotowywali się do Bożego Narodzenia. Kiedy do budynku First National Bank wszedł mężczyzna przebrany za Świętego Mikołaja, klienci zaczęli żartować, że nawet sam Święty musi załatwiać sprawy finansowe przed świętami.Jednak gdy Mikołaj i jego wspólnicy wyciągnęli spod płaszczy pistolety, stało się jasne, że nie przyszli rozdawać prezentów.Przetłumaczone z Case 135: The Santa Claus Bank Robberyhttps://casefilepodcast.com/case-135-the-santa-claus-bank-robberyProdukcja:Eileen Ormsby - przygotowanie materiału, scenariuszMike Migas - narracja, dźwięk, muzykaJarosław Grabias - tłumaczenieNumery Telefonów Wsparcia i Zaufania116 123 – Kryzysowy Telefon Zaufania (Instytut Psychologii Zdrowia)116 111 - telefon zaufania dla dzieci i młodzieży (Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę) 800 70 2222 - Centrum Wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego (Fundacja ITAKA) 800 12 0002 - Niebieska Linia, ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie 888 88 33 88 - Telefon przeciwprzemocowy dla kobiet(Feminoteka)800 12 12 12 - Dziecięcy Telefonu Zaufania Rzecznika Praw Dziecka Hosted on Acast. See acast.com/privacy for more information.
Rok wcześniej matka Laverne kupiła kawiarnię od jego matki. On wciąż regularnie tam jadał. Prawdziwe imię Mikołaja brzmiało Marshall Ratliff. Ratliff sprawiał kłopoty już od dziecka. Był rozpieszczany przez matkę, która tłumaczyła jego złe zachowanie młodzieńczymi wybrykami, nawet wtedy, gdy wyrzucono go ze szkoły w dziewiątej klasie. Podjął zatrudnienie na farmie, orał, pielił i zbierał bawełnę, ale praca była bardzo ciężka i szybko ją znienawidził. Wkrótce połączył siły ze starszym bratem Lee i razem zaczęli zajmować się nielegalną produkcją alkoholu. Choć Ratliff miał opinie rozrabiaki, wielu ulegało jego urokowi. Był przystojnym dwudziestojednolatkiem, który miał poczucie humoru i imponujący talent do śpiewania.
Przyjaciele uważali go za zabawnego i hojnego, a co więcej, zawsze chętnie dzielił się domowym alkoholem. Troszczył się o matkę i siostry, ale dla tych, których nie lubił, tracił wszelką uprzejmość. Chociaż Bimber był łatwiejszym źródłem zarobku niż Pharma, Ratliff marzył o jeszcze łatwiejszych pieniądzach. Chciał być jak jego sąsiad, stary Joel, który zawsze miał pełen portfel, mimo że nigdzie nie pracował. Gdy młody Ratliff zapytał go, jak to możliwe, Ewell wyznał mu, że razem z bratem obrabowali bank, co ustawiło ich na całe życie. Zainspirowany tą historią, w 1926 roku Marshall i Lee Ratliff obrabowali bank w Wallerze w hrabstwie Coman.
Uciekli z łupem przekraczającym 3000 dolarów, ale później zostali schwytani przez policję. Jednym z funkcjonariuszy, którzy ich złapali i doprowadzili do skazania oraz uwięzienia był szef policji Bedford. Ten sam, który natychmiast zareagował, gdy dowiedział się o napadzie na bank w Cisco. Za udział w napadzie w Valerze bracia Ratliffowie zostali skazani na 18 lat w stanowym więzieniu Huntsville, najstarszym więzieniu w Teksasie. Zaniepokojeni obywatele, którzy uważali, że młodzi mężczyźni zasługują na drugą szansę, wystąpili z petycją do gubernatora, wspartą dodatkowo datkiem od ich matki. W rezultacie bracia otrzymali ułaskowienie. Po wyjściu na wolność Marshall i Lee wrócili do produkcji Bimbru.
Lee przysiąkł, że więcej banku nie obrabuje, ale jego brat dokładnie przeanalizował wszystkie błędy z ich pierwszego skoku i uważał, że teraz wie, jak zrobić to dobrze. Upatrzył sobie nowy cel. Miał poufne informacje o jednym z banków, które miały mu umożliwić przeprowadzenie sprawnego i dochodowego skoku. Potrzebował tylko wspólników. Szukając pracy na polach naftowych w Wichita Falls, Ratliff zamieszkał w skromnym baraku, gdzie przypadkiem natknął się na znajomą twarz z więzienia w Huntsville. Robert Hill, który był osierocony w wieku 10 lat, wcześniej został skazany za napad na zakład krawiecki. Twierdził, że wziął winę innych na siebie, bo nie miał żony ani dzieci, którymi musiałby się zaopiekować.
Ratliff i Hill zaprzyjaźnili się w więzieniu, a po wyjściu na wolność razem podejmowali dorywcze prace w przemyśle naftowym. Wkrótce natknęli się na kolejnego byłego więźnia z Huntsville, Henry'ego Helmsa. Był od nich starszy, miał ponad 30 lat. Był synem pastora i dawno zboczył z właściwej drogi, nigdy na nią nie powracając. Miał długą kartotekę i budził respekt swoją posturą. Większość ludzi wolała go unikać. Miał czworo dzieci i piąte w drodze. Pracował na polach naftowych, by utrzymać rodzinę, ale był otwarty na inne, bardziej dochodowe opcje. Trzej mężczyźni zaprzyjaźnili się i opuścili wspólny barak z innymi pracownikami, przenosząc się do wygodniejszej stacji w Wichita Falls.
Domem zarządzała znajoma Helmsa, Midge Tellett. Serdeczna, gadatliwa kobieta, której wcale nie przerażała obecność byłych więźniów. Choć jej mąż nie był zachwycony tego rodzaju gośćmi, Midge traktowała ich jak własnych synów. Marshal Ratliff wkrótce przedstawił Hillowi i Helmsowi swój wielki plan obrabowania First National Bank w Cisco w okresie świątecznym, kiedy w banku przechowywane były duże sumy pieniędzy. Ratliff dobrze znał układ budynku i wiedział, że tylne drzwi wychodzą prosto na boczną uliczkę, co miało umożliwić łatwą drogę ucieczki. Był przekonany, że napad będzie szybki i bezproblemowy. Wystarczy wejść głównym wejściem, wymierzyć broń w pracownika, aż ten odda pieniądze, a potem cicho wymknąć się tylnym wyjściem.
Pozostali mężczyźni nie byli tak entuzjastycznie nastawieni do pomysłu, przypominając, że Ratliff został już raz złapany podczas napadu na bank i zawdzięcza wolność jedynie łapówce, którą w odpowiednim momencie zapłaciła jego matka. Przypomnieli mu także o pięciotysięcznej nagrodzie za każde zabicie napastnika robującego bank. Ratliff jednak obstawiał przy swoim planie, argumentując, że wszystkie banki są ubezpieczone, a prawdziwi, profesjonalni złodzieje napadający na banki rzadko giną. Był przekonany, że zwykli obywatele nie będą mieli odwagi zadzierać z uzbrojonymi bandytami. Weź mądrego bankiera, postrasz go bronią, a on nie będzie dyskutował. Będzie sypał force, dopóki nie krzykniesz stop.
Po pewnym czasie Helm zdał się namówić. Hill nadal się wahał, ale kiedy Ratliff powiedział, że z roboty mogą wyciągnąć po co najmniej 10 tysięcy dolarów na głowę, jego zainteresowanie wzrosło. Trójka spędzała wieczory na planowaniu akcji. Duże zaufanie pokładali w Mitch Tellet, którą poprosili o zakup rzeczy, których nie chcieli kupować osobiście ze względu na świadków. Między innymi potrzebowali bandaży, jodyny i przekąsek na drogę. Mitch bez dwóch zdań kupiła wszystko, o co poprosili. Ratliff dokładnie wiedział, gdzie każdy z nich ma się znaleźć w trakcie napadu, aby zabezpieczyć cały bank, podczas gdy on będzie zgarniał pieniądze z sejfu i skarbca. Brakowało im tylko jednego człowieka.
Helms miał odpowiedniego kandydata, kolejnego byłego więźnia, który znał się na broni palnej. Choć nie planowali do nikogo strzelać, chcieli wyglądać na ludzi, którzy wiedzą co robią. Kiedy zbliżała się data skoku, niedoszły czwarty wspólnik rozchorował się na grypę. Helms i Hill uznali to za zły znak i zasugerowali przełożenie akcji na nowy rok, ale Ratliff był nieugięty. Ustalił, że najwięcej pieniędzy w banku będzie w ostatni piątek przed Bożym Narodzeniem, zanim zostanie zamknięty na święta. Helms zaproponował swojego krewniaka, Louisa Davisa. Davis nigdy wcześniej nie miał problemów z prawem, ale musiał utrzymać liczną rodzinę i Helms był pewny, że chętnie skorzysta z okazji, by zapewnić jej byt na lata.
Ratliff i Hill nie byli zachwyceni jego brakiem doświadczenia kryminalnego, lecz nie mając innych opcji, zgodzili się go poznać. Davis wydawał się skłonny i na tyle solidny, by wykonać zadanie, więc wciągnięto go do ekipy. Czwartek 22 grudnia 1927 roku, dzień przed napadem, Ratliff musiał rozwiązać dwie ostatnie kwestie. Podczas gdy trzej pozostali nigdy wcześniej nie byli w Cisco, jego twarz była dobrze znana przez mieszkańców miasteczka, włącznie z komendantem policji. Mitch teletrzyła na święta strój świętego Mikołaja i Ratliff poprosił, by mu go pożyczyła. Mitch z chęcią się zgodziła. Ostatnim elementem planu było zdobycie samochodu do ucieczki.
Wczesnym rankiem, 23 grudnia 1927 roku, 4 mężczyźni ruszyli Buickiem w podróż do Cisco liczącą około 250 km, unikając większych miast, by nie zwracać na siebie uwagi. Zbliżając się do celu, Ratliff jeszcze raz szczegółowo powtórzył plan. Znał nazwiska pracowników banku, którzy najpewniej mieli być wtedy na zmianie. Zakładał, że przy kasie będzie Alex Spears, a w okienku z metalowymi kratami powinna być Jewel Poe. Nie spodziewał się więcej niż kilku klientów wewnątrz banku. Davis czuł się bardzo niekomfortowo, widząc ile broni i amunicji ze sobą wzięli, ale Ratliff uspokajał go, że pistolety są głównie na pokaz i prawdopodobieństwo użycia ich jest znikome.
Kasier Alex Spears podobno twierdził, że nigdy nie narazi czyjegoś życia tylko po to, by być bohaterem w trakcie potencjalnego napadu. Grupa przybyła do Cisco tuż przed południem. Ratliff nakazał Hillowi, by zaparkował Buicka na końcu uliczki i pokazał mu drzwi, przez które mieli uciec po zgarnięciu łupu. Helms, Hill i Davis ukryli się w cieniu alejki w zwykłych ubraniach, a Ratliff założył strój Świętego Mikołaja. Przy całym swoim drobiazgowym planowaniu Ratliff nie przewidział, jaką uwagę może przyciągnąć jego kostium wśród miejscowych dzieci, gdy będzie szedł od samochodu do banku. Myślał, że przebranie pozwoli mu się wmieszać w tłum kupujących prezenty, ale zamiast tego wzbudzało ono niechciane zainteresowanie.
Kilkoro dzieci podążyło za nim do środka banku, który był znacznie bardziej zatłoczony niż zakładał. Mimo to trzymał się planu i czekał na przybycie swoich trzech wspólników. Nie odpowiadał na powitanie kasiera Aleksa Spirsa w obawie, że ten rozpozna jego głos. Kiedy pozostali dotarli, skok się rozpoczął i Ratliff szybko zaczął pakować gotówkę i obligacje do jutowego worka, podczas gdy reszta stała na straży. Hill krzyknął na kobietę i jej małą córeczkę, które próbowały uciec przez biuro księgowego, ale po chwili rozproszył go hałas dobiegający z zewnątrz. Przed bankiem utworzyła się równa barykada uformowana przez uzbrojonych miejscowych mężczyzn. Gdy rozległ się pierwszy strzał, tłum rzucił się do akcji.
Aby chronić niewinnych ludzi uwięzionych w ogniu krzyżowym, policja rozkazała rozjuszonemu tłumowi przerwać ogień. Helms wyszedł tylnymi drzwiami, osłaniając je dwiema młodymi zakładniczkami. W każdej z dłoni miał broń i strzelał z obu naraz. Ratliff wyrwał Helmsowi lawern i MMA i zapakował je do Buicka. Szybko rozpoznał starszą z nich jako lawern Comer i zrozumiał, że musi dalej nosić strój Świętego Mikołaja, aby uniknąć rozpoznania. Czterej napastnicy wsiedli do samochodu i odjechali. Komendant Bedford stanął pośrodku uliczki i strzelał w przednią szybę, podczas gdy obywatele ruszyli w pościg. Helms wychylił się przez okno Buicka, wycelował w Bedforda i pociągnął za spust, pięciokrotnie go trafiając.
Jednak wszystkie jego szyby poza przednią zostały wybite, a przedni zderzak się poluzował i zaklinował pod osią. Dwa pociski utkwiły w tylnej kanapie, a jedna z opon była przebita. Poza uszkodzeniami złodzieje szybko zdali sobie sprawę z kolejnego poważnego problemu. Po przejechaniu kilkuset kilometrów bak był niemal pusty. Byli zmuszeni zjechać na pobocze i opracować plan kradzieży nowego pojazdu. Z naprzeciwka nadjeżdżał nowiutki Oldsmobile z rodziną Harrisów wracającą do miasta po ostatnich świątecznych zakupach. Ratliff, wciąż w stroju Świętego Mikołaja, zaczął rozpaczliwie machać z pobocza. W duchu świąt Harrisowie zatrzymali się. Gdy pojazd stanął, Ratliff wymierzył broń w pasażerów i rozkazał im opuścić samochód.
Grupa ochotników szybko dogoniła porzuconego Oldsmobila i go otoczyła, znajdując Louisa Davisa krwawiącego na tylnej kanapie. Funkcjonariusz Redis zdecydował się przerwać pościg, by zaopiekować się rodziną Harrisów oraz aresztować Davisa. Został on przewieziony do szpitala w Fort Worth i umieszczony w pokoju na parterze przy oknie, gdzie zebrał się tłum gapiów. Gdy odzyskał przytomność, policja zażądała, by podał nazwiska wspólników, grożąc mu krzesłem elektrycznym. Lecz Davis nie pisnął ani słowa. Kilku uzbrojonych mieszkańców wciąż ścigało Buicka, co skłoniło Ratliffa, Helmsa i Heela do wyrzucenia przez okno gwoździ dekarskich, by przebić opony ścigających.
Następnie zdecydowali, że mają większe szanse pieszo, więc skręcili w pastwisko i zatrzymali się przy pasie bukowatych krzewów, kaktusów i meskitu. Rozkazali młodym zakładniczkom zabrać torbę z tylnego siedzenia, która była tak pełna i ciężka, że dziewczynki ledwo dawały radę ją udźwignąć. Szeptały między sobą, że to pewnie złoto, ale w rzeczywistości torba zawierała setki sztuk amunicji. Gdy Ratliff, Helms i Hill krzątali się wokół auta, zbierając wszystko, czego potrzebowali, nagle zorientowali się, że na tylnym siedzeniu Oldsmobila razem z Davisem zostawili cały skradziony łup, w tym 12 400 dolarów w gotówce i papiery wartościowe o wartości 150 000 dolarów. Ratliff nakazał Laverne i Emmy May wrócić do Buicka i położyć się na podłodze z rękami na oczach, by nie widziały, w którą stronę ucieknął.
Ostrzegł, że jeśli będą podglądać, to je zastrzeli. Mimo to, dziewczynki ukradkiem zerknęły i zobaczyły, jak zakrwawiony, kulejący Święty Mikołaj znika w ciemnościach razem ze swoimi kompanami. Trzech uzbrojonych cywilów z grupy pościgowej natknęło się na zniszczonego Buicka i przez wybite szyby dostrzegło cztery dłonie w górze. Uniesiono broń w gotowości, ale z wnętrza auta dobiegły rozpaczliwe głosy Laverney i Emmy May. Dziewczynki leżały na zakrwawionej podłodze pojazdu, przestraszone, ale fizycznie bez szwanku. Zabrano je na posterunek policji, gdzie Laverne wyznała, że rozpoznała świętego Mikołaja jako marszala Ratlifa. Polecono jej milczeć, by zwiększyć szanse na schwytanie zbiegów, ale pogłoski rozeszły się niemal natychmiast po jej powrocie do domu.
Wielu mieszkańców Cisco znało marszala Ratlifa i nie było zdziwionych jego udziałem w przestępstwie. Po stwierdzeniu, że Buick pochodził z kradzieży dokonanej w hrabstwie Wichita i w rozmowie z tamtejszym szeryfem, władze zaczęły podejrzewać, że jednym z dwóch wspólników Ratliffa pozostających na wolności jest Henry Helms. W wigilię Bożego Narodzenia, dzień po rabunku, historia napadu na bank przez świętego Mikołaja trafiła na łamy lokalnych gazet w sąsiednim mieście Eastland. Dziennikarz Boy's House opisał to wydarzenie jako, cytat, najbardziej spektakularną zbrodnię w historii południowego zachodu, przewyższającą wszystko, w czym brali udział Billy the Kid czy bracia Jamesowie.
Poniedziałek 26 grudnia w poszukiwaniach brało udział ponad 1000 obywateli. Ratliff, Hill i Helms rozbili swój skradziony samochód w pobliżu miasteczka Putnam, 20 km na zachód od Cisco. Tam natknęli się na ojca i jego nastoletniego syna jadących dodżem i zmusili ich do oddania pojazdu. Pokonani przez ból, zmęczenie i strach, trzej mężczyźni zmusili nastoletniego Carla Wiley, by prowadził samochód, a jego ojcu kazali opuścić pojazd. Gdy Carl odjechał z bandytami, jego ojciec wyciągnął ukrytą broń i strzelił w stronę auta, próbując trafić napastników. Zamiast tego postrzelił własnego syna w ramię. Carl próbował rozmawiać z porywaczami, którzy milczeli, wyczerpani ich pogarszającym się stanem zdrowia.
Kiedy w Dodge'u kończyło się paliwo, Carl pomógł im znaleźć kolejne auto, które nadawało się do kradzieży. Zdecydowali się na starego, słabo utrzymanego Forda z pełnym bakiem. Gdy przejęli samochód, wypuścili Carla. Ratliff poradził mu, by jak najszybciej poszedł do lekarza z raną i powiedział policji, że to jego ojciec go postrzelił, a nie oni. Wtedy jeszcze Ratliff, Hill i Helms byli przekonani, że trzymali się planu i nikogo nie zabili. Nie wiedzieli, że komendant policji Bedford zmarł niedługo po napadzie, a funkcjonariusz George Carmichael był śmiertelnie ranny i przebywał w szpitalu. Carl zgodził się powiedzieć policji prawdę, że mężczyźni traktowali go dobrze, po czym pożegnał się z nimi, życząc im powodzenia.
O 5 rano, 27 grudnia, Carl wszedł na posterunek policji w Cisco i poprosił o lekarza. Powiedział funkcjonariuszom, że przestępcy kierują się w stronę Wichita Falls, a Ratliff i Hill są ciężko ranni. Pierwszy z nich do tego stopnia, że nie był już w stanie chodzić. Wątpił, by przetrwali kolejne 12 godzin. Szeryf był rozczarowany, że Carl nie skorzystał z okazji, by zabić osłabionych bandytów, gdy ci spali, ale nastolatek uznał, że nie byłoby to w porządku wobec ludzi, którzy go oszczędzili. Ratliff, Hill i Helms byli bez grosza i rozważali obrabowanie sklepu, ale uznali to za zbyt ryzykowne. Helms był chętny, ale słaby stan jego dwóch towarzyszy oznaczał, że nie będą mieli siły na ucieczkę.
Gdy zbliżali się do rzeki Brazos, porzucili Forda i zaopatrzyli się w broń oraz amunicję, po czym ruszyli pieszo, a momentami na czworaka, poprzez pola naftowe w stronę lasu przy rzece. Policja zorganizowała zasadzkę w South Bend, nieformalnej osadzie w hrabstwie Yonge, znajdującej się przy zakolu rzeki Brazos. Funkcjonariusze byli przekonani, że zbiegowie wkrótce tamtędy przejdą. Do poszukiwań dołączył legendarny strażnik Teksasu, Cy Bradford. Według niektórych relacji, stał na polu naftowym z jednym nabojem w strzelbie i dwoma dodatkowymi w dłoni, pewien, że to wystarczy, by zatrzymać przestępców. Gdy dostrzegł słaniającego się Marshala Ratliffa na horyzoncie, wycelował i strzelił.
Następnie przeładował i trafił Henry'ego Helmsa. Trzeci nabój przeznaczył dla Roberta Heela. Wszystkie strzały były celne. Marshal Ratliff, uzbrojony w sześć pistoletów i opisywany jako chodzący arsenał, był ciężko ranny i łatwy do schwytania. Łącznie odniósł sześć ran postrzałowych, w tym jedną wszczękę. Po postrzale od strażnika Bradforda Hill i Helms zdołali doczołgać się do pobliskiego lasu i zniknęli z pola widzenia. Mimo ran i braku jedzenia przetrwali, ukrywając się w zaroślach przez dwa dni, poruszając się powoli pod osłoną nocy, podczas gdy nad głowami krążył samolot zwiadowczy. W końcu tropiciele odnaleźli ich ślady i wczesnym rankiem w piątek 30 grudnia Robert Hill i Henry Helms zostali ostatecznie schwytani i aresztowani w mieście Graham w północnym Teksasie.
Jego szybkie działanie doprowadziło do tego, że przestępcy przypadkowo zostawili łup i ostatecznie umożliwiło odzyskanie wszystkich skradzionych pieniędzy. Kasjer Alex Spiers w pełni wyzdrowiał po postrzale i ostatecznie został prezesem banku w Cisco. Pracował tam aż do swojej śmierci w 1945 roku. Radliff, Hill i Helms byli sądzeni osobno. Robert Hill sam się reprezentował i został skazany na 99 lat więzienia za napad z bronią w ręku. Podczas odbywania kary udało mu się trzykrotnie uciec. Po trzeciej ucieczce zostawił po sobie notatkę. Jeśli chcecie mnie złapać, będziecie musieli przylecieć do Paryża. Dotarł jednak tylko do Houston, gdzie został ponownie schwytany.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
dziękujemy za wysłuchanie sponsorów tego odcinka
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„dziękujemy za wysłuchanie sponsorów tego odcinka"
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W dniu 23 grudnia 1927 roku ulice Cisco, w stanie Teksas, przepełnione były świąteczną atmosferą, a mieszkańcy z radością przygotowywali się do Bożego Narodzenia. Kiedy do budynku First National Bank wszedł mężczyzna przebrany za Świętego Mikołaja, klienci zaczęli żartować, że nawet sam Święty musi załatwiać sprawy finansowe przed świętami.
Jednak gdy Mikołaj i jego wspólnicy wyciągnęli spod płaszczy pistolety, stało się jasne, że nie przyszli rozdawać prezentów.
Przetłumaczone z Case 135: The Santa Claus Bank Robbery
https://casefilepodcast.com/case-135-the-santa-claus-bank-robbery
Produkcja:
Eileen Ormsby - przygotowanie materiału, scenariusz
Mike Migas - narracja, dźwięk, muzyka
Jarosław Grabias - tłumaczenie
Numery Telefonów Wsparcia i Zaufania
116 123 – Kryzysowy Telefon Zaufania (Instytut Psychologii Zdrowia)
116 111 - telefon zaufania dla dzieci i młodzieży (Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę)
800 70 2222 - Centrum Wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego (Fundacja ITAKA)
800 12 0002 - Niebieska Linia, ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie
888 88 33 88 - Telefon przeciwprzemocowy dla kobiet(Feminoteka)
800 12 12 12 - Dziecięcy Telefonu Zaufania Rzecznika Praw Dziecka
Hosted on Acast. See acast.com/privacy for more information.