Mentionsy Mentionsy
Casefile Polska: Prawdziwe Zbrodnie
Casefile Polska: Prawdziwe Zbrodnie

Sprawa 81: Napad Świętego Mikołaja

21.02.2026 ·48 min 34 s · 1 rozdział · 1 sponsor

W dniu 23 grudnia 1927 roku ulice Cisco, w stanie Teksas, przepełnione były świąteczną atmosferą, a mieszkańcy z radością przygotowywali się do Bożego Narodzenia. Kiedy do budynku First National Bank wszedł mężczyzna przebrany za Świętego Mikołaja, klienci zaczęli żartować, że nawet sam Święty musi załatwiać sprawy finansowe przed świętami.Jednak gdy Mikołaj i jego wspólnicy wyciągnęli spod płaszczy pistolety, stało się jasne, że nie przyszli rozdawać prezentów.Przetłumaczone z Case 135: The Santa Claus Bank Robberyhttps://casefilepodcast.com/case-135-the-santa-claus-bank-robberyProdukcja:Eileen Ormsby - przygotowanie materiału, scenariuszMike Migas - narracja, dźwięk, muzykaJarosław Grabias - tłumaczenieNumery Telefonów Wsparcia i Zaufania116 123 – Kryzysowy Telefon Zaufania (Instytut Psychologii Zdrowia)116 111 - telefon zaufania dla dzieci i młodzieży (Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę) 800 70 2222 - Centrum Wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego (Fundacja ITAKA) ⁠800 12 0002 - Niebieska Linia, ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie 888 88 33 88 - Telefon przeciwprzemocowy dla kobiet(Feminoteka)800 12 12 12 - Dziecięcy Telefonu Zaufania Rzecznika Praw Dziecka Hosted on Acast. See acast.com/privacy for more information.

Przemytników traktowano tam dość łagodnie. W centrum biznesowym Cisco znajdował się szeroki, wybrukowany bulwar otoczony solidnymi, ceglanymi budynkami, w których mieściły się typowe punkty usługowe . W grudniu 1927 roku bulwar błyszczał w świątecznych barwach zieleni, czerwieni i złota. Wystawy sklepowe ozdobiono dekoracjami, a ulice wypełnione były dziećmi, które właśnie zaczęły przerwę świąteczną. W piątek 23 grudnia, dwa dni przed Bożym Narodzeniem, dzieci z Cisco usłyszały wieści o specjalnym gościu, który właśnie przybył do miasta. Wzdłuż głównej ulicy kroczył święty Mikołaj w czerwonym stroju, z siwą czupryną i pasującą do niej kręconą brodą.

Dzieci dosłownie go obsiadły, choć część dorosłych zwróciła uwagę, że ten konkretny Mikołaj był wyjątkowo wychudzony. Jego czerwony płaszcz wyglądał tandetnie, był wyraźnie domowej roboty i ledwo zakrywał zwykłe ubranie pod spodem. Nie miał ze sobą ani cukierków, ani puszki na datki. Niósł za to pusty brązowy worek jutowy z napisem Ziemniaki Idaho. Mikołaj zatrzymał się przed młodym chłopcem, uścisnął mu dłoń i zapytał. No, mały szkrabie, co byś chciał dostać na święta? Chłopiec powiedział, że chce zostać piłkarzem i poprosił o piłkę, którą widział w sklepie po drugiej stronie ulicy. Chwycił Mikołaja za rękę i próbował pociągnąć go w stronę sklepu, ale ten się wyrwał i wyjaśnił, że nie może zejść ze swojej ścieżki.

Poradził chłopcu, żeby pokazał prezent rodzicom, a święty Mikołaj na pewno zostawi go pod choinką. Mikołaj przyspieszył kroku, ale nie udało mu się zgubić tłumu dzieci, który za nim szedł. Niektóre były zawiedzione, że nie rozdaje słodyczy ani drobnych prezentów. Starsze natomiast otwarcie stwierdziły, że to nie jest prawdziwy Mikołaj. Gdy przekroczył próg drzwi budynku First National Bank, znajdującego się na rogu wąskiej alejki i głównej ulicy, dorośli zażartowali, że nawet w okresie świątecznym święty Mikołaj musi załatwić swoje sprawy w banku. Gdy rozległ się dzwonek nad drzwiami, kasjer Alex Spiers spojrzał znad lady i radośnie zawołał – Dzień dobry Mikołaju.

Mężczyzna w czerwonym stroju bez słowa podszedł do biurka pośrodku holu, ignorując dzieci, które nadal za nim szły. Myśląc, że Mikołaj może go nie usłyszał, Alex ponownie powitał. Dzień dobry, święty Mikołaju. I znów żadnej reakcji. Pozostali klienci banku tak skupili się na Mikołaju, że niemal nie zauważyli, gdy dzwonek nad drzwiami znów zadźwięczał i do środka weszło trzech mężczyzn. Cała trójka wyciągnęła spod swoich grubych płaszczy pistolety i krzyknęła – ręce do góry, to napad.

Od momentu wprowadzenia programu nagród straty banków znacznie się zmniejszyły, nawet po uwzględnieniu wypłat. W związku z tym teksańskie stowarzyszenie bankierów nie zgodziło się na jego wycofanie. Zmieniono jednak zapis w regulaminie. Nagroda przysługiwała wyłącznie za legalne zastrzelenie, czyli w świetle dziennym podczas rzeczywistego napadu. Chwilę przed tym, jak Mikołaj przekroczył próg banku, zauważyła go sześcioletnia Francis Blassengeim. Dziewczynka błagała matkę, by zabrała ją do Świętego Mikołaja. Choć pani Blassengeim początkowo się wahała, córka ostatecznie ją przekonała i obie weszły do środka. W tym czasie Mikołaj zdążył już wypełnić worek gotówką i przejąć pistolet Colt 45 przechowywany na terenie placówki w celach obronnych.

Przy pasie miał także kilka innych sztuk broni krótkiej. Gdy kobieta zorientowała się, co się dzieje, ruszyła do wyjścia, lecz zauważyła, że drzwi pilnuje już jeden z uzbrojonych wspólników Mikołaja. Znając nieco układ banku, skorzystała z zamieszania i poprowadziła córkę przez pokój księgowego, gdzie znajdowały się drzwi prowadzące na boczną alejkę. Napastnicy ostrzegli ją, by się zatrzymała, ale pani Blasengeim osłoniła Francji z własnym ciałem i udało im się uciec. Na zewnątrz kobieta kazała córce uciekać i się ukryć, a sama ruszyła w górę alejki przez pustą działkę, krzycząc, że ktoś napadł na bank. Udała się prosto na komisariat, gdzie komendant policji G.E. Beat Bedford chwycił strzelbę gładkolufową i przywołał dwóch funkcjonariuszy – Artie Reddisa i George'a Carmichaela.

Tymczasem wewnątrz banku Mikołaj zdążył wypełnić torby – ponad 12 tysięcy dolarów w gotówce. Kiedy zaczynał pakować czeki, obligacje oraz inne kosztowności z sejfu, nagle padł strzał. Nie wiadomo dokładnie kto oddał pierwszy strzał, ani dlaczego, ale wywołało to reakcję łańcuchową. Kule świstały z ulicy do środka banku, odbijając się od ścian i mebli. Gdy jeden z pocisków trafił jednego z rabusiów, przelatując przez szybę, cała czwórka natychmiast zebrała przerażonych klientów i dzieci, tworząc z nich żywą tarczę. Następnie zaczęli prowadzić zakładników w stronę tylnego wyjścia. Wyszli na boczną alejkę wymieniając ogień z policją. Zabrali ze sobą dwie zakładniczki, dwunastoletnią Laverne Comer i dziesięcioletnią MMA Robertson, po czym wskoczyli do podstawionego samochodu, granatowego Buicka z drewnianymi panelami i odjechali z piskiem opon.

Funkcjonariusz Redis zmobilizował mężczyzn i młodzieńców z Cisco, tworząc improwizowaną grupę pościgową. W pogoń za Buickiem ruszyli na koniach i w samochodach, rozpoczynając największą obławę w historii Teksasu. Kilku z rabusiów było rannych, a jeden z nich obficie krwawił, brudząc szare, welurowe obicia Buicka. W samochodzie słychać było wzajemne wrzaski, podczas gdy dwie młode zakładniczki siedziały w milczeniu. Jedna z nich, Laverne Comer, szczególnie miała powody, by się bać. Tego dnia udała się do banku, by wypłacić część ciężko zarobionych pieniędzy na prezenty świąteczne dla rodziny. I mimo, że Mikołaj wciąż miał na sobie swoje kiepskie przebranie, rozpoznała kim był.

Rok wcześniej matka Laverne kupiła kawiarnię od jego matki. On wciąż regularnie tam jadał. Prawdziwe imię Mikołaja brzmiało Marshall Ratliff. Ratliff sprawiał kłopoty już od dziecka. Był rozpieszczany przez matkę, która tłumaczyła jego złe zachowanie młodzieńczymi wybrykami, nawet wtedy, gdy wyrzucono go ze szkoły w dziewiątej klasie. Podjął zatrudnienie na farmie, orał, pielił i zbierał bawełnę, ale praca była bardzo ciężka i szybko ją znienawidził. Wkrótce połączył siły ze starszym bratem Lee i razem zaczęli zajmować się nielegalną produkcją alkoholu. Choć Ratliff miał opinie rozrabiaki, wielu ulegało jego urokowi. Był przystojnym dwudziestojednolatkiem, który miał poczucie humoru i imponujący talent do śpiewania.

Ratliff i Hill nie byli zachwyceni jego brakiem doświadczenia kryminalnego, lecz nie mając innych opcji, zgodzili się go poznać. Davis wydawał się skłonny i na tyle solidny, by wykonać zadanie, więc wciągnięto go do ekipy. Czwartek 22 grudnia 1927 roku, dzień przed napadem, Ratliff musiał rozwiązać dwie ostatnie kwestie. Podczas gdy trzej pozostali nigdy wcześniej nie byli w Cisco, jego twarz była dobrze znana przez mieszkańców miasteczka, włącznie z komendantem policji. Mitch teletrzyła na święta strój świętego Mikołaja i Ratliff poprosił, by mu go pożyczyła. Mitch z chęcią się zgodziła. Ostatnim elementem planu było zdobycie samochodu do ucieczki.

21:22 · Casefile 11

Kasier Alex Spears podobno twierdził, że nigdy nie narazi czyjegoś życia tylko po to, by być bohaterem w trakcie potencjalnego napadu. Grupa przybyła do Cisco tuż przed południem. Ratliff nakazał Hillowi, by zaparkował Buicka na końcu uliczki i pokazał mu drzwi, przez które mieli uciec po zgarnięciu łupu. Helms, Hill i Davis ukryli się w cieniu alejki w zwykłych ubraniach, a Ratliff założył strój Świętego Mikołaja. Przy całym swoim drobiazgowym planowaniu Ratliff nie przewidział, jaką uwagę może przyciągnąć jego kostium wśród miejscowych dzieci, gdy będzie szedł od samochodu do banku. Myślał, że przebranie pozwoli mu się wmieszać w tłum kupujących prezenty, ale zamiast tego wzbudzało ono niechciane zainteresowanie.

Aby chronić niewinnych ludzi uwięzionych w ogniu krzyżowym, policja rozkazała rozjuszonemu tłumowi przerwać ogień. Helms wyszedł tylnymi drzwiami, osłaniając je dwiema młodymi zakładniczkami. W każdej z dłoni miał broń i strzelał z obu naraz. Ratliff wyrwał Helmsowi lawern i MMA i zapakował je do Buicka. Szybko rozpoznał starszą z nich jako lawern Comer i zrozumiał, że musi dalej nosić strój Świętego Mikołaja, aby uniknąć rozpoznania. Czterej napastnicy wsiedli do samochodu i odjechali. Komendant Bedford stanął pośrodku uliczki i strzelał w przednią szybę, podczas gdy obywatele ruszyli w pościg. Helms wychylił się przez okno Buicka, wycelował w Bedforda i pociągnął za spust, pięciokrotnie go trafiając.

Jednak wszystkie jego szyby poza przednią zostały wybite, a przedni zderzak się poluzował i zaklinował pod osią. Dwa pociski utkwiły w tylnej kanapie, a jedna z opon była przebita. Poza uszkodzeniami złodzieje szybko zdali sobie sprawę z kolejnego poważnego problemu. Po przejechaniu kilkuset kilometrów bak był niemal pusty. Byli zmuszeni zjechać na pobocze i opracować plan kradzieży nowego pojazdu. Z naprzeciwka nadjeżdżał nowiutki Oldsmobile z rodziną Harrisów wracającą do miasta po ostatnich świątecznych zakupach. Ratliff, wciąż w stroju Świętego Mikołaja, zaczął rozpaczliwie machać z pobocza. W duchu świąt Harrisowie zatrzymali się. Gdy pojazd stanął, Ratliff wymierzył broń w pasażerów i rozkazał im opuścić samochód.

Ostrzegł, że jeśli będą podglądać, to je zastrzeli. Mimo to, dziewczynki ukradkiem zerknęły i zobaczyły, jak zakrwawiony, kulejący Święty Mikołaj znika w ciemnościach razem ze swoimi kompanami. Trzech uzbrojonych cywilów z grupy pościgowej natknęło się na zniszczonego Buicka i przez wybite szyby dostrzegło cztery dłonie w górze. Uniesiono broń w gotowości, ale z wnętrza auta dobiegły rozpaczliwe głosy Laverney i Emmy May. Dziewczynki leżały na zakrwawionej podłodze pojazdu, przestraszone, ale fizycznie bez szwanku. Zabrano je na posterunek policji, gdzie Laverne wyznała, że rozpoznała świętego Mikołaja jako marszala Ratlifa. Polecono jej milczeć, by zwiększyć szanse na schwytanie zbiegów, ale pogłoski rozeszły się niemal natychmiast po jej powrocie do domu.

Wielu mieszkańców Cisco znało marszala Ratlifa i nie było zdziwionych jego udziałem w przestępstwie. Po stwierdzeniu, że Buick pochodził z kradzieży dokonanej w hrabstwie Wichita i w rozmowie z tamtejszym szeryfem, władze zaczęły podejrzewać, że jednym z dwóch wspólników Ratliffa pozostających na wolności jest Henry Helms. W wigilię Bożego Narodzenia, dzień po rabunku, historia napadu na bank przez świętego Mikołaja trafiła na łamy lokalnych gazet w sąsiednim mieście Eastland. Dziennikarz Boy's House opisał to wydarzenie jako, cytat, najbardziej spektakularną zbrodnię w historii południowego zachodu, przewyższającą wszystko, w czym brali udział Billy the Kid czy bracia Jamesowie.

Zbrodnia wywarła ogromny wpływ na lokalną społeczność, szczególnie na najmłodszych mieszkańców, którzy byli przerażeni samą myślą, że święty Mikołaj mógłby dopuścić się morderstwa. Kiedy tego samego dnia mężczyzna przebrany za Mikołaja wszedł do zatłoczonego kościoła w Island, przez zgromadzenie przeszedł zbiorowy jęk, a mały chłopiec zapytał łamiącym się głosem, Mikołaju, dlaczego obrabowałeś bank? Tego wieczoru Louis Davis zmarł w wyniku odniesionych ran. Napad na bank przez Świętego Mikołaja był jego pierwszym i ostatnim kontaktem z wymiarem sprawiedliwości. Uzbrojeni ochotnicy, którzy nadal polowali na wyznaczoną nagrodę 15 tysięcy dolarów, przysięgli kontynuować pogoń, dopóki pozostali trzej przestępcy nie zostaną schwytani.

Od napadu na bank minął dokładnie tydzień. Największa obława w historii Teksasu dobiegła końca. Posterunkowy George Carmichael zmarł w wyniku odniesionych ran tydzień później, w sobotę 7 stycznia. Media były zafascynowane historią wielkiego napadu Świętego Mikołaja, a relacja Boyce'a House'a uczyniła go sławnym. Przeprowadził się do Fort Worth, gdzie zrobił karierę jako pisarz, felietonista i gospodarz programu radiowego. Dwukrotnie startował jako kandydat Partii Demokratycznej na stanowisko wicegubernatora Teksasu, ale oba razy przegrał. Czternastoletni Woodrow Harris, nastolatek, który przed ucieczką z rodziną zabrał kluczyki do ich Oldsmobila, został uhonorowany złotym zegarkiem kieszonkowym przez ubezpieczyciela banku First National Bank za swoje bohaterstwo.

W próbie uniknięcia kary śmierci od razu zaczął przekonywać wszystkich, że jest niepoczytalny. Tymczasem społeczeństwo było oburzone faktem, że Marshal Ratliff wydawał się zadowolony z wyroku i nie okazywał skruchy za swoje czyny. Domagano się więc ponownego procesu. Władze się zgodziły. Podczas drugiego procesu prokuratura nadal nie była w stanie znaleźć żadnych świadków, którzy widzieliby, jak Ratliff oddaje strzały, ale mimo to uznano go za winnego współudziału w morderstwach dwóch policjantów – Bytforda i Carmichela. Ratliff również został skazany na karę śmierci. Pomimo teatralnego występu Helmsa w sądzie, jego linia obrony nie przekonała ławy przysięgłych. W piątek 6 września 1929 roku, niemal dwa lata po napadzie w stroju świętego Mikołaja, Henry Helms został siłą doprowadzony na krzesło elektryczne, gdzie wykonano wyrok.

Gdy pak Kilborne powiedział zastępcy szeryfa Tomowi Jonesowi, że próbował powstrzymać Lynch, Jones skinął głową i według niektórych wyszeptał, to dobrze, cieszę się, że to zrobili. Inni jednak twierdzą, że słyszeli jak powiedział, to źle, nie powinni tego robić. O godzinie 11 w środę 20 listopada 1929 roku zastępca szeryfa Tom Jones zmarł z powodu ran zadanych mu przez marszala Ratliffa. Był szóstą i ostatnią śmiertelną ofiarą napadu na bank w stroju świętego Mikołaja, który miał miejsce niemal dwa lata wcześniej. Szczęto dochodzenie w sprawie lynchu, ale nie doprowadziło ono do żadnych aresztowań.

Na słupie w Eastland County, z którego powieszono Ratliffa, umieszczono pamiątkową tablicę upamiętniającą to wydarzenie. Nikt nie otrzymał nagrody za zastrzelenie Ratliffa, ale wiele osób zgłosiło się twierdząc, że to oni zastrzelili Louisa Davisa. Pojawiły się pogłoski, że teksańskie stowarzyszenie bankierów zachęcało do takich zgłoszeń. Ostatecznie nie przyznano żadnej nagrody w związku z napadem Świętego Mikołaja. Jedyny ocalały bandyta Robert Hill faktycznie stał się wzorowym więźniem i został warunkowo zwolniony w 1948 roku po odsiedzeniu 20 lat. Zmienił nazwisko, ożenił się, przeprowadził do małego miasteczka w zachodnim Teksasie i prowadził spokojne niczym niewyróżniające się życie aż do swojej śmierci w 1996 roku w wieku 90 lat.

First National Bank w Cisco pozostał w tym samym miejscu przy ulicy Głównej przez resztę stulecia. Z czasem się rozrósł i został zastąpiony nowocześniejszym budynkiem, ale nadal znajdował się przy tej samej alejce, którą bandyci uciekli podczas strzelaniny w 1927 roku. Tylne drzwi, przez które zbiegli, stały się oknem do wpłat drive-thru, a w holu banku zawisł mural przedstawiający napad, który stał się popularną atrakcją turystyczną. Od sierpnia 2009 roku w budynku banku mieści się sklep z częściami samochodowymi, ale teksańska komisja historyczna umieściła na miejscu pamiątkowy medalion z napisem. Miejsce śmiałego napadu na bank w przebraniu świętego Mikołaja.

Pokazano wszystkie 21 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.