Mentionsy Mentionsy
Blisko Boga
Blisko Boga

Szczęśliwy niewolnik

10.12.2025 ·51 min 19 s

Czy głoszenie ewangelii czyni z nas naśladowców Chrystusa?Nauczanie brata Włodka na podstawie Listu do Filipian 1, 9-18.Zapraszam do odsłuchania

Nie tylko, że są, ale że się spotkają. To też jest ważne, żebyśmy o tym pamiętali. I teraz Paweł idzie dalej i poczytamy, przeczytamy następne wersety. Najpierw od 9 do 11 wiersza, pierwszy rozdział, listu do Filipian, gdzie Paweł mówi i oto modlę się, aby miłość wasza coraz bardziej obfitowała w poznanie i wszelkie doznanie. abyście umieli odróżniać to, co słuszne, od tego, co niesłuszne, abyście byli czyści i beznagany na dzień Chrystusowy, pełni owocu sprawiedliwości przez Jezusa Chrystusa ku chwale i czci Boga. Kiedy Paweł robi wstępy do swoich listów, czyli te pierwsze wersety, to one często zawierają wskazówki co do tematów, które będzie chciał poruszać dalej, rozwinąć je później, rozwinąć te problemy, które przyczyniły się w ogóle do napisania listu.

I wtedy pytanie, co wybrać? Na czym się skupimy? Na tym, na co wywierana jest presja, żebyśmy to wybrali? Czy na tym, co jest odwieczne? Na tym, co mówi nam ponadczasowe Słowo Boże? Nie to, co jest słuszne w oczach świata, ale to, co jest słuszne w Bożych oczach. I to jest właśnie ta kwestia. Trzecia rzecz, na którą Paweł zwraca uwagę, abyście byli czyści i beznagany na dzień Chrystusowy. Przypominam, to są jego modlitwy, on się o to modli dla nich, czyli prosi o to, żeby Bóg w taki sposób wpłynął na nich. Abyście byli czyści i beznagany na dzień Chrystusowy. a robi to po to, żebyśmy byli przygotowani na dzień powrotu Pana.

Natomiast my nie mamy ani jednego, ani drugiego. Więc... Skupmy się na tym, co służy innym, a nie jest jedynie wyrazem samej słuszności jako takiej. Bo chodzi o to, żebyśmy byli... Takimi, którzy pociągają ku dobremu, a nie tymi, którzy odpychają czy zniechęcają. Czwarta rzecz, na którą Paweł zwraca uwagę w swojej modlitwie, to to, żebyśmy byli, czyli modli się o nich, ale tak jakby się modli też o nas. żeby byli pełni owocu sprawiedliwości przez Jezusa Chrystusa. Pełni, bo żyjący pełnią sprawiedliwości, czy pełni, bo wydający z siebie sprawiedliwość?

Natomiast Paweł skupia się na tym, jakie owoce wydadzą w swoim życiu. Ktoś może wydawać owoce, z których nie zdajemy sobie sprawy, bo w ogóle na innym polu jest zaangażowany w swoim życiu, bo tak Bóg pokierował jego zaangażowaniem i możemy go ocenić bardzo niesprawiedliwie wtedy. Warren Wiersby powiedział, zbyt wielu chrześcijan próbuje osiągać rezultaty, w cudzysłowie, rezultaty swoich własnych wysiłków, zamiast trwać w Chrystusie i pozwolić, by jego życie wydawało w nas owoce. To jest ten ciągły pojedynek, który toczymy w swoim życiu. Czy mamy coś wydać z siebie, czy to Jezus ma w nas wydać owoc.

I teraz Paweł rzeczywiście przechodzi do innego wątku, więc pójdziemy jeszcze dalej. Do 12 wersetu mówi... A chcę bracia, abyście wiedzieli, że to, co mnie spotkało, posłużyło raczej ku rozkrzewieniu Ewangelii, tak że więzy moje za sprawę chrystusową stały się znane w całym zamku i wszystkim innym. Zobaczcie, mamy werset 12, czyli dopiero w tym 12 wersecie, niezbyt długiego w końcu listu do Filipian, czterorozdziałowego, Paweł zaczyna pisać coś o sobie, o swoim położeniu. A ten list jest właśnie charakterystyczny ze względu na położenie Pawła, który jest uwięziony wtedy. I dopiero po tych 11 wersetach, kiedy Paweł skupiał się na nich, teraz trochę chce im napisać o sobie, ale też w bardzo szczególny sposób, który jest też dla nich nauką, a nie jedynie jakimś tam chwaleniem się, że zobaczcie, jaki ja jestem tutaj wielki i wspaniały, bo cierpię dla Chrystusa.

Coś się skończyło, coś się zamknęło. ale to po ludzku tak wygląda, po Bożemu wręcz przeciwnie. To otwierało zupełnie nowe możliwości i Paweł to dostrzegł i z tego skorzystał i zrobił z tego użytek. Nasze tłumaczenie jest nieco mylące w tym momencie, bo Paweł nie znalazł się na zamku, bo tutaj mamy to, że moje więzy za sprawę Chrystusową stały się znane w całym zamku. i myślimy, że Paweł siedzi na jakimś zamku, że to jest jakieś więzienie w jakimś zamku, kojarzymy to z jakimiś średniowiecznymi realiami. Natomiast to nie jest zamek.

Więc Paweł z pewnością dobrze wykorzystał ten czas, żeby rozmawiać z nimi o Chrystusie, o Słowie Bożym. mając świadomość, że strażnik, jak to strażnik, nie może sobie pójść, nie może nie słuchać, jest skazany na Pawła, więc musi słuchać tego, co Paweł chce mu mówić. Jeśli nie chce, żeby było niemiło, to raczej, żeby robił to w spokojny sposób. Natomiast tak jak znamy Pawła, na ile go poznaliśmy, on też ich nie torturował Ewangelią. wbijając im do głowy, jesteś paliwem piekielnym, pójdziesz do piekła, jak się nie zmienisz, to bez wątpienia zaraz wyjdziesz na ulicę i jakiś powóz cię przejedzie, Rydwan.

I pójdziesz do piekła. Więc po prostu opowiadał im o tym, co było dla niego najważniejsze. Ale nie chodzi tylko o te rozmowy. Pretorianie sami z pewnością nie raz rozmawiali między sobą o tym dziwnym więźniu, który znalazł się pod ich opieką przez długie dwa lata. O tym więźniu, który jest kompletnie inny od wszystkich więźniów, których udało im się do tej pory spotkać. I wieści roznosiły się coraz dalej. Także Paweł pisze sam. Także więzy moje za sprawę chrystusową stały się znane w całym zamku wszystkim innym. Myślę sobie, w niebie poznamy te fantastyczne historie nawrócenia tych poszczególnych pretorian. Na pewno nie wszyscy się nawrócili, ale myślę, że któryś z nich tak. I poznamy dalszy ciąg, co z tego wynikało dla nich samych i dla ludzi, którym oni dalej głosili Ewangelię.

Więc zobaczcie, Paweł znalazł się w więzieniu, co zamykało mu sposobność głoszenia Ewangelii, a z drugiej strony wręcz przeciwnie. Otrzymał możliwość, której nie miałby nigdy wcześniej. Głoszenia Ewangelii samej straży przybocznej cesarza. I to jeszcze w taki sposób, że co chwilę może głosić to innemu człowiekowi. Mamy tutaj sformułowanie więzy moje za sprawą Chrystusową, jednak w istocie jest tam napisane więzy me widoczne w Chrystusie. Trochę inna myśl temu towarzyszy, bo tak naprawdę Pawłowi chodziło nie o to, że jest więźniem za sprawę Chrystusa, ile jest więźniem Chrystusa samego.

Jest więźniem w ten sposób, jaki tłumaczy to nowotestamentowo słowo dulos. które oznacza takiego sługę niewolnika Chrystusa. To jest ta koncepcja, kiedy sługa decyduje się pozostać, już nie będąc niewolnikiem, decyduje się dobrowolnie pozostać na służbie u swego Pana i służy mu jak niewolnik, ale formalnie jest wolny, może decydować o sobie. Więc tak właśnie Paweł pisał do Efezjan. Dlatego ja, Paweł, jestem więźniem Chrystusa Jezusa za was pogan. Dlatego nie chodzi mu o to, że to Jezus pozbawił go wolności, że jest więźniem Jezusa, czy więźniem za sprawą raczej Jezusa, bo kto lepiej niż Paweł rozumiał ideę wolności w Chrystusie, prawda?

Chodzi o to, że Paweł był złączony z Chrystusem w taki nierozłączny sposób w sensie duchowym, jak w sposób widzialny związany był ze swoim strażnikiem. Był łańcuch. Tu ten łańcuch był niewidoczny, ale Paweł był zadowolony z tego łańcucha, który go wiązał z Chrystusem i za nic w świecie nie chciałby się go pozbyć. Tak samo tu przez te dwa lata nie chciałby się pozbyć tych łańcuchów, żeby móc głosić Ewangelię następnym pretorianom, żeby jeszcze więcej ludzi w obrębie Gwardii Pretoriańskiej i w ich kręgu usłyszało Ewangelię. Czym my różnimy się od Pawła w tej sytuacji? My za każdym razem zastanawiamy się, czy poddać się Chrystusowi w danej sprawie, rezygnując z tego, co nasze, czy zachować tę swoją autonomiczność, nie musząc rezygnować z czegoś, co jest dla nas ważne, a rezygnując jedynie z tego, co uznajemy za dogodne dla nas, za do przyjęcia, za takie, które możemy uznać.

Więc... Dla Pawła nie było takiej kwestii. On kiedyś się poddał Chrystusowi, więc nie ma dyskusji w ogóle w każdej następnej sprawie, czy tak, czy nie, jest poddany Chrystusowi. Absolutnie bezapelacyjnie. Więc zawsze i wszędzie. I nie był to dla niego żaden powód do chluby, żeby teraz się uważać za kogoś lepszego, bo ja, wiecie, mówi Paweł, inaczej niż wy zrobiłem to i jestem lepszy niż wy, bo wy macie z tym problem, a ja nie. To nie tak, on rozumie, on uważa to za oczywistość. I teraz dziwne sformułowanie, już się powoli zbliżamy do końca, jeszcze trzy wersety, cztery wersety chciałbym omówić.

A większość braci w Panu nabrała otuchy z powodu więzów moich i zaczęła z większą śmiałością, bezbojaźni głosić Słowo Boże. Niektórzy wprawdzie głoszą Chrystusa z zazdrości i przekory, inni natomiast w dobrej myśli, jedni z miłości, wiedząc, że jestem tu, aby bronić Ewangelii, Drudzy zaś głoszą Chrystusa z kłótliwości i nieszczerze, sądząc, że wzmogą przez to uścisk więzów moich. O co chodzi? Dziwna sytuacja, prawda? W ogóle dziwna, że Paweł o tym pisze, co w nienajlepszym świetle stawia innych wierzących, ale większość być może ośmielona tym, że Paweł był traktowany jako obywatel rzymski, to mu dawało pewne przywileje. a oni też przecież byli obywatelami rzymskimi, może byli zachęceni do tego, żeby głosić Ewangelię bez obawy.

Może zachęceni zostali tym, jak Paweł głosi, będąc uwięziony. My czekamy na pomyślne okoliczności, żeby coś robić, natomiast Bóg nie czeka na nie. Działa pomimo okoliczności, działa zawsze, działa bez przerwy i całe szczęście dla nas, że tak robi. Natomiast werset 15 pokazuje, kiedy właśnie Paweł pisze o tych, co nieszczerze z ozdrości i z przekory głoszą Chrystusa, pokazuje, że Paweł nie uprawia jakiejś propagandy sukcesu, udając, że to chrześcijaństwo jest idealne, że to są sami Kochani ludzie doskonali, bez reszty, poświęceni i tak dalej. Więc pisze też o pewnych cieniach tego chrześcijaństwa. O tym, że można głosić z niewłaściwych powodów, mówił już Jezus.

Mogli to robić także po to, żeby Paweł poczuł się gorzej, żeby zaszkodzić mu, żeby właśnie przez to jego pozycja wobec władz rzymskich była gorsza. Nie dlatego, że Rzymianie władze będą go szykanować, ale dla niego samego będzie to przykrością, że słyszy takie rzeczy. Jak tu się cieszyć z takiej sytuacji, która się dzieje? Ale o co chodzi? Byle tylko wszelkimi sposobami Chrystus był zwiastowany, czy obłudnie, czy szczerze, z tego się raduje i radować będę. Tak właśnie reaguje na to Paweł. Można powiedzieć, Paweł był dziwny w kategoriach świata, reagując kompletnie dziwnie, nie tak, jakby każdy człowiek rozsądnie myślący zareagował na to.

Dzieje mu się krzywda, a on jest zadowolony. Dla niego wystarczającym powodem do zadowolenia jest to, że zwiastowana jest prawda o Chrystusie. I to mu wystarcza. Nieważne, czy jego więzy mniejsze, większe, gorsze, lżejsze, I tutaj łatwo jest popaść w zgorzchnienie w sytuacji, kiedy widzimy błędy innych. Wielu ludzi zniechęca się do Kościoła, nawet się zniechęca do Boga, spotykając na swojej drodze ludzi, którzy zachowują się w sposób niewłaściwy, w sposób niegodny. pod wpływem złych doświadczeń z innymi ludźmi nabierają dystansu do chrześcijaństwa, do Chrystusa nawet. Mówią, nie chcę tego, nie chcę mieć z nimi nic wspólnego.

Odchodzą, gdzieś tam się tułają, gdzieś tam się męczą albo w ogóle machają ręką na to, uznając, że już w tym świecie przynajmniej wiadomo, kto jest kim i tak dalej. Inni popadają w zgorzknienie, kiedy wierzący nie spełniają ich oczekiwań, bo wydawało im się, że będzie inaczej. I jaka płynie z tego dla nas nauka? W głoszeniu słowa możemy się skupiać na krytykowaniu innych i niektórzy popadają też w taką manierę, że zaczynają bardzo krytycznie głosić. będąc kaznodziejami, pastorami, nauczycielami, jakkolwiek. Ale możemy się skupić na wychwalaniu Chrystusa, pomimo wszystko.

Pomimo wszelkich okoliczności, pomimo wszelkich doświadczeń, możemy się skupić na wychwalaniu Chrystusa. Bo zawsze mamy powody do tego, żeby Go wychwalać. Można też przyjąć całkowicie inną postawę niż ta postawa krytykanstwa, niż ta postawa gorzkości. I tu przytoczę pewną historię. Otóż Johna Westleya spytano pewnego razu, czy spodziewa się spotkać Georgia Whitfielda w niebie. Tu dwa słowa wyjaśnienia. John Wesley i George Whitefield to byli dwaj wielcy ewangeliści epoki przebudzenia w Anglii w XVIII wieku, jednocześnie należący do dwóch różnych systemów teologicznych, kompletnie się ze sobą nie zgadzali, a jednocześnie byli przyjaciółmi i szanowali się do końca życia.

Jak inaczej niż często byśmy my chcieli. To jest taki właśnie pokorny sługa Boży, który nie krytykuje innych, nie buduje własnego królestwa. Bo co jest celem? Wróćmy do tej myśli. Co jest celem? Jeśli oddanie chwały Chrystusowi, inni nas nie obchodzą, okoliczności nas nie obchodzą, żadne sytuacje nas nie obchodzą, bo ze wszystkiego możemy oddać chwałę Chrystusowi, bo On jest zawsze nieskazitelny i z każdej sytuacji wychodzi czysty. Chyba, że zaczynamy myśleć źle o Chrystusie, wtedy już dla nas nie ma nadziei. To inna rzecz. Natomiast właśnie w taki sposób, jeśli oddanie chwały Chrystusowi jest naszym celem, to nic tego nie zaburzy.

I Paweł był zdeterminowany, żeby nic nie zakłóciło tego oddawania chwały Chrystusowi lub nie zniszczyło jego radości w Chrystusie, bo to było dla niego sensem życia, żeby radość czerpać z Chrystusa, radość czerpać z tego, kim on jest. Nie jakie jest jego życie, jakie są jego okoliczności, jakich ludzi spotkał na drodze. Spotykał przeróżnych, jak czytamy listy, To tam dokuczyli mu nie raz, zranili go nie raz. I to wierzący ludzie, nie mówię o pozostałych. A mimo to Paweł cały czas właśnie z taką postawą reaguje na te okoliczności swojego życia. Więc dla niego sensem życia tak naprawdę nie było samo ogłoszenie Ewangelii. Chociaż wydaje nam się to dziwne, bo powiedzielibyśmy kto jak kto, ale Paweł właśnie w tym upatrywał cały sens.

Właśnie, że nie. Właśnie, że cały sens jego życia polegał na tym, żeby oddawać chwałę Chrystusowi. Też przez głoszenie, to prawda, ale głoszenie jest środkiem do celu, a nie celem samym w sobie. I dzisiaj możemy spotkać ludzi, dla których głoszenie Ewangelii stało się celem, a nie środkiem do celu. I mam tutaj na myśli nie tych, którzy robią to na ulicy i głoszą Ewangelię, bo mają taki wewnętrzny przymus, ale mam na myśli tych, którzy zrobili z tego zawód na całe życie. Z tego po prostu dobrze żyją. otoczyli się innymi, którzy gromadzą pieniądze i tak dalej. Łatwo jest wtedy zgubić coś, co dla Pawła było sensem jego życia, uwielbienie Chrystusa, nawet wtedy, kiedy on sam, Paweł, pozostawał całkowicie w cieniu, niewidoczny albo wręcz cierpiał z tego powodu i w ogóle to dla niego nie było problemem, bo Chrystus był centralną postacią, dla którego żył.

Wiedział, że nie o niego, nie o Pawła tu chodzi, Wiedział, że o jego życie, o życie Pawła troszczy się Chrystus, więc on sam nie musi się troszczyć o swoje życie, bo Chrystus zrobi to lepiej niż on sam by to zrobił. To jest jeszcze jedna lekcja, którą możemy wziąć od Pawła. I teraz już podsumowując. W dzisiejszym fragmencie mamy dwie główne prawdy do przyswojenia sobie. Pierwsza, o co się modlisz? O co się modlisz? Zastanów się, o co się modlisz? Co chcesz mieć od Boga? Na czym ci zależy? Czy to, co zapewni ci wygodniejsze, lepsze życie, bez trosk, bez bólu, bez zmartwień? To nie jest zły cel, to nie jest zły temat do modlitwy, ale tak jak Paweł mówił, musimy wybrać pomiędzy tym, co słuszne, a niesłuszne, czyli między tym, co dobre, a najlepsze.

Więc czy modlę się o to może, jakim mam być, kim mogę się stać, nie w sensie osiągnięć, ale w sensie wartości swojego człowieczeństwa albo dokładniej w sensie poznania odzwierciedlenia Chrystusa w swoim życiu. O co więc się modlisz? To jest dopiero wyzwanie do modlitwy. Właśnie żeby stać się tym człowiekiem, który jeśli okoliczności są, jakie są i nie da się ich zmienić, to ja muszę się zmienić. Nie mam wpływu na okoliczności. Mam wpływ na to, kim jestem i jak wobec nich zareaguję. Mam wpływ na to.

Tego mi nikt nie może zabrać. Tego diabeł mi nie zabierze. Mam ten wpływ. I po drugie, jak reagujesz na przeciwności? Właśnie to, jak reagujesz na przeciwności? Skarżysz się przed sobą, przed Bogiem, przed ludźmi? Czy może cieszysz się, że Chrystus cię wspiera, że Chrystus ci towarzyszy, daje ci pewne możliwości, także przez doświadczenia? które nie są dane nam po to, żeby nas uszlachetnić, ale Chrystus wykorzystuje je, żeby nas uszlachetnić. To jest zupełnie inna sytuacja. Innymi słowy, widzisz przeszkody czy możliwości. I jeszcze do tego punktu przynależy następna kwestia. Myślisz w takich chwilach o sobie czy o tym, co taka sytuacja może w tobie otworzyć?

Dobrego i przez ciebie uczynić dobrego w życiu innych ludzi. To jest zupełnie inna perspektywa niż ta, którą pokazuje nam świat, który mówi szukaj swego, bo ty jesteś tu najważniejszy. Bo ty jesteś w centrum. Paweł widział to całkiem inaczej. Szukaj tego, co Chrystusa, bo on jest tu najważniejszy. A on doprowadzi nas do innych ludzi, którymi możemy służyć. Jak? On to pokaże. A my, mając z nim więź, będziemy wiedzieć, jak to odczytać, jak to odebrać, jak to zobaczyć. Kilka refleksji z kilku następnych wersetów listu Pawła do Filipian, które niech będą dla nas zachętą, żeby czegoś się od Pawła nauczyć w naszym życiu, nawet w tych innych kompletnie realiach, ale pewne rzeczy są takie same, bez różnicy w jakim wieku żyjemy.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.