Mentionsy Mentionsy
Bitwa, która ocaliła Europę
Bitwa, która ocaliła Europę

ODCINEK 4. WIELKA KOMBINACJA I Bitwa warszawska

16.08.2025 ·18 min 16 s

Na początku sierpnia 1920 roku figury na dziejowej szachownicy były już rozstawione. Bitwa o losy Europy miała rozegrać się na przedpolach Warszawy. O zwycięstwie lub klęsce zadecydować miał śmiały plan Naczelnego Wodza Józefa Piłsudskiego, który przeczył ówczesnym kanonom sztuki wojennej. Czyta Mariusz Bonaszewski.

Na czele tego gabinetu, który miał przeciwstawić armii mieniącej się wyzwolicielką robotników i chłopów, stanęli chłop Wincenty Witos i socjalista Ignacy Daszyński. 30 lipca Witos wydał odezwę, w której pisał. Od was, bracia Włościanie, zależy, czy Polska będzie wolnym państwem ludowym, w którym lud będzie rządził, żył szczęśliwie, czy też stanie się niewolnicą Moskwy. Czy będzie się rozwijać w wolności dobrobycie? Czy też będzie zmuszony pod batem władców Rosji pracować dla najeźdźców i żywić ich swoją krwią i znojem? Odczytywana zambon w urzędach i szkołach Odezwa była impulsem do wstępowania w szeregi armii dla chłopów, którzy dotąd w ogromnej większości nie mieli powodu, by utożsamiać się z Polską.

W obliczu zagrożenia państwa powołana została też armia ochotnicza. Od lipca do września 1920 roku w jej szeregi zaciągnęło się ponad 100 tysięcy ochotników. W ciągu dwóch pierwszych tygodni zaciągło 35 tysięcy. Posiłki uzupełniały także regularne formacje. Obok tak zaprawionych w walkach żołnierzy jak Józef Werobyj, który w składzie 5 Dywizji Syberyjskiej przebił się przez ogarniętą rewolucyjnym chaosem Rosję aż do Władywostoku, by stamtąd powrócić drogą morską do Polski, pojawili się ludzie, którzy nigdy nie połąchali prochu. Po latach Werobyj wspominał. Przydzielony do 2. Pułku Piechoty znalazłem w nim 500 starych żołnierzy i około 2000 ochotników.

Gdy wniosek nie przeszedł, Dmowski złożył rezygnację z członkostwa w Radzie Obrony Państwa i wyjechał do Poznania. Wkrótce podążyli za nim prominentni działacze Związku Ludowo-Narodowego. Sytuacja była na tyle poważna, że 13 sierpnia do stolicy Wielkopolski musiał udać się premier Wincenty Witos, by apelować o jedność. Ale niebezpieczne głosy dochodziły nie tylko z Poznania. Pomówieniami wobec Piłsudskiego żyła też warszawska ulica. Wspominał po latach Kazimierz Sosnkowski. W 1920 roku zaledwie 35-letni minister spraw wojskowych i organizator armii. W wykładach pod tytułem Sprawa wileńska, wygłoszonych w sierpniu 1923 roku w Wilnie, Piłsudski opowiada o plugawej plotce szerzonej w 1920 roku przez księdza, posła Maciejewicza.

Jakoby szef kancelarii cywilnej naczelnika państwa miał tajny telefon przeprowadzony z Soboru Prawosławnego na placu saskim, skąd otrzymuje łączność z bolszewikami. Ustęp powyższy pragnę dzisiaj uzupełnić dalszymi szczegółami. Oto podczas zbliżania się Armii Czerwonej do Warszawy na ulicach stolicy rozdawano przechodniom, wśród których było wielu żołnierzy, jakąś broszurkę czy ulotkę, W tym jednak dodatkiem, że owo tajne połączenie spod Soboru prowadziło rzekomo do głównej kwatery bolszewickiej i było używane przez naczelnego woda oraz przeze mnie jako ministra spraw wojskowych.

W obu broszurce były też wymienione sumy, jakie otrzymywaliśmy za zbrodę. Piłsudski 10 milionów dolarów, ja zaś 5 milionów dolarów. Gdyby ci przeciwnicy naczelnika znali jego zamiary, z całą pewnością poczytaliby mu je za zdradę. Bowiem w czasie, gdy Armia Czerwona parła do rogatek Warszawy, w sztabie naczelnego wodza krwały gorączkowe dyskusje z udziałem Józefa Piłsudskiego, szefa sztabu generała Tadeusza Rozwadowskiego i wojskowego doradcy przysłanego przez aliantów generała Maxima Wegaunda, nad wdrożeniem planu, który z perspektywy ówczesnego dogmatu sztuki wojennej wydawał się szalony.

Oderwanie grupy uderzeniowej do tego zadania było możliwe dzięki pokonaniu armii konnej Budionnego pod Bersteczkiem i Brodami na początku sierpnia. Później plan został nieznacznie skorygowany wzmocnieniem lewej flanki frontu nad Narwią. Plan ten Piłsudski nazwał we wspomnieniach wielką kombinacją. Tak atmosferę w sztabie w tamtych dniach wspominał oficer Kazimierz Glabisz. Na brak pracy i emocji nie mogliśmy narzekać. Dostarczał je front w tempie coraz zawrotniejszym i coraz bardziej złobrożebnym. Kruszył się i zbliżał bardzo szybko, a kolejne bariery naturalne pękały, zanim nasze oddziały zdołały je dobrze obsadzić.

Optymizmu tego nie zdołała zachwiać świadomość, że planowany, zaiste napoleoński manewr jest bardzo ryzykowny i ma być stosunkowymi siłami wykonany. Ani wysłanie naszej delegacji rozejmowej do Mińska Litewskiego, ani kryzysy pod Radzyminem i Lwowem, ani też sukcesy bolszewickie w okolicy Płocka i Brodnicy. Pokrzepiała nas, zwłaszcza po wyjeździe marszałka w dniu 12 sierpnia do Puław, pewność, że armie z Siergiejewa i Budiennego oddalają się raczej od decydującego teatru działań i że oderwanie się naszych jednostek przeznaczonych do grupy uderzeniowej odbyło się składnie i bodaj niepostrzeżenie.

Cała ta misterna kombinacja obejmująca działanie na obszarze zbliżonym do terytorium Belgii i Holandii razem wziętych mogła zostać przekreślona przez fakt, że 10 sierpnia rozkaz wpadł w ręce wroga. Na szczęście dla Polski i świata Tuchaczewski nie uwierzył, że jest on prawdziwy. Czerwony Bonaparte podejrzewał podrzucenie fałszywki w celu zmylenia przeciwnika. Bitwa rozgorzała z pełną mocą. Od 13 sierpnia siły polskie wiązały przeciwnika zaledwie kilka kilometrów od Warszawy. Ossów i Radzymin, gdzie toczyły się ciężkie boje, przechodziły z rąk do rąk. Symbolem zaciętej obrony stała się postać kapelana Ignacego Skorupki, który poległ pod Ossowem.

Teren jednak nie sprzyja szarży. Pełno bagenek i miejsc podmokłych. Grupki szarżujące zwalniają przed tymi przeszkodami. Inne cwałują dogodniejszymi przesmykami. Szarża rozciąga się. Powstają charakterystyczne sceny. Tu zbierają się zwarte grupy żołnierzy sowieckich próbujących stawiać opór. Obok kilku naszych jeźdźców rąbie szablamy rozbiegających się we wszystkie strony bolszewików. Komisarz próbuje strzelać z karabinu maszynowego. Tuż przed nim parę zabitych koni. Do ułanów leżących pod nimi dobiegają bolszewicy z magnetami. Inni, znów rzuciwszy broń, zmykają do lasu. Obraz walki przypomina epizody wspaniałych szarż dawnych czasów. Dało sobie znać niskie morale panujące w Armii Czerwonej.

Wobec kontrataku Polaków szły w rozsypkę całe oddziały. Tuchaczewski był zmuszony ogłosić odwrót nędznych resztek swych armii spod Warszawy. Czy Piłsudski był hazardzistą, który postawił wszystko na jedną kartę, ryzykując przyszłość kraju? Czy szalonym geniuszem, zdolnym do odgadnięcia zamiarów przeciwnika? Takim demiurgiem musiał wydawać się tym, którzy nie znali, bo znać nie mogli jego sekretu. Nikt wówczas nie rozumiał dlaczego, ale ta pewność zwycięstwa oparta była nie na nadziei, lecz na faktach. Wszystkie bowiem meldunki i rozkazy armii sowieckiej były przejmowane i odszyfrowywane natychmiast po ich odebraniu.

Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.